now@ on-line 5 luty 2001

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


w tym wydaniu:

AKI:

dlaczego?

bajdula:

kraj zwany Polską

nowa arka

polowanie na czarownice

skarga na prawicę

wybacz  Winnetou

Klikacz:

mają sporo racji

Leszek Derda:

broń uranowa i NATO

Magdalena:

wołanie o pomoc

owczy pęd

#Marcel:

megalomania

mats:

okiem sąsiadów

MF:

tacy my

micra:

dwa felietony

StefanDetko:

pod kołami platformy

ZASADA:

niskie ceny

3beata:

uniwersytet now@

 

STATeria

 

 

AKI

Dlaczego?

Brzask. Kolejny raz mrok nocy został pokonany przez światło dnia. Drżące krople rosy pokrywają jeszcze trawę i gałązki krzaków. Resztki porannej mgły snują się leniwie nad łąkami i moczarami. Idąca, jak co dzień do wodopoju leśna zwierzyna, zatrzymuje się niespokojnie. Rozgląda się bacznie dookoła i nasłuchuje.... Hałas, który jest sprawcą tego niepokoju, nie jest zwyczajny. Oto niesie się po lesie, potęgowany przez echo stukot dziesiątków toporów. To mieszkańcy osady położonej opodal między dwoma rzekami (później nazwanej Międzyrzeczem) wyszli do pracy całą gromadą. Pracują bez pośpiechu, z właściwym sobie rytmem, w ciszy i skupieniu. Nie słychać zwykłych w takich razach pohukiwań i krzyków. Ich ruchy są oszczędne i wyważone. Co pewien czas rosłe drzewo kładzie się majestatycznie. Na ten widok czynią znak krzyża i pracują dalej. Na ich twarzach widać radosne uniesienie. Nic w tym jednak dziwnego. Właśnie dziś rozpoczęli budowę świątyni. Świątyni, której pozazdroszczą im mieszkańcy okolicznych osad. Będą pierwszymi, którzy porwali się na tak wielkie dzieło.

Kościół stanął wkrótce. Był największą budowlą, jaką do tej pory widzieli. Okazały, jednonawowy z sobotami i oczywiście wieżą. Samą swą wielkością budził lęk, szacunek i religijne uniesienie. Na patrona obrano Św. Marcina. Był rok 1522.

Ówcześni budowniczowie nie mogli wiedzieć jak długo przetrwa owoc ich pracy i wyrzeczeń. A przetrwał długo, prawie pięć wieków. Był oczywiście wiele razy modernizowany. Przetrwał wszelakie zawirowania historii. Przez ponad sto lat był używany przez luteran. Widział zarazy, klęski, wojny. Był niemym świadkiem niezliczonej ilości chrztów, ślubów, pogrzebów. Iluż ludzi widział płaczących z radości i szczęścia, czy też żalu i smutku. Ileż podniosłych uroczystości odbyło się w nim. Ile trosk dnia codziennego zanoszono do niego. To tam wznoszono zarówno modły błagalne jak i dziękczynne. Przez te wszystkie lata, był zawsze w centrum, to wokół niego toczyło się życie, a on sam był jego częścią.

Na jego przykładzie można też było prześledzić kolejne style i epoki. Był tam bowiem wystrój z okresu gotyku z obrazem „Santa Conversatione” przedstawiającym Matkę Boską z Michałem Archaniołem i św. Marcinem pochodzącym ze szkoły krakowskiej na czele. Były renesansowe malowidła pokrywające prezbiterium o motywach roślinnych. Oraz przede wszystkim wystrój barokowo – rokokowy. A więc cenne rzeźby, malowidła, obrazy, tabernakulum, ambona, kropielnica, monachijskie stacje Męki Pańskiej, chrzcielnica z rzeźbami dwóch Murzynów (?) jedyna i najpiękniejsza tego typu na całym Śląsku i wiele, wiele innych. Ale to było, wszystko to było....

Tego dnia ani przez moment nie wyjrzało słońce. Było przenikliwie zimno. Sporadycznie padał mokry śnieg. Zachmurzone niebo przyspieszyło jeszcze i tak wczesny już zmrok. Wtedy stało się coś niezwykłego. Robiło się coraz jaśniej, tak jakby słońce wstawało dopiero teraz. Mieszkańcy, którzy nie dawno wrócili do domów z wieczornego nabożeństwa z niepokojem podchodzili do okien.

Ale to niestety nie było żadne zjawisko atmosferyczne. To płonął kościół. Pobiegli, chcieli ratować, ale było za późno. Stali więc nie mogąc uwierzyć w to, co widzą. Jakże byli bezradni w swojej ogromnej potrzebie działania. Jedni płakali, inni modlili się, jeszcze inni wpatrywali się tępo w rozszalały żywioł.

Kilka godzin później było po wszystkim. Pięćsetletnia bez mała świątynia spłonęła ze szczętem. Pod wpływem wysokiej temperatury stopił się nawet dzwon na wieży i pancerne tabernakulum. To wszystko było takie niewiarygodne, nie realne, lecz jednak prawdziwe. Powykręcane i pogięte od gorąca sprzęty liturgiczne, zwęglone belki ścian stanowią obecnie jedyny, choć przejmujący dokument przeszłości.

Wydarzenie to miało miejsce 26 stycznia 1993 roku. Pożar spowodowała grupa bardzo młodych ludzi, którzy mówili o sobie, iż są wyznawcami szatana. Potrzebowali do tego 10 litrów łatwopalnego płynu i pudełka zapałek. 26 października 1992 roku, a więc dokładnie trzy miesiące wcześniej, w identycznych niemal okolicznościach spłonął drewniany, także XVI wieczny kościół w miejscowości Gilowice na Żywiecczyźnie.

Czy można te wydarzenia zrozumieć? Czy można podjąć próbę doszukania się w nich jakiegokolwiek sensu? Czy mamy wyobrażenie o pięknie, które w sposób bezpowrotny utraciliśmy? Czy można w końcu zrozumieć takich ludzi? Przecież nikt nie rodzi się zły. Tak więc czy istnieje racjonalna odpowiedź na pytanie, DLACZEGO?

Nazajutrz po pożarze spadł śnieg i łaskawym, białym całunem okrył martwą świątynię. Tylko ludzie wciąż jeszcze przychodzili i w milczeniu patrzyli, patrzyli, patrzyli....

P.S. Dlaczego teraz o tym piszę? Ano w minioną niedzielę zbierano datki na odbudowę spalonej świątyni. Dołożyłem się i ja. Oby ten nowy kościół nie podzielił losu swojego poprzednika.

powrót do strony głównej