now@ on-line  luty  2006

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 
 

 

Małgorzata Rutkowska

TOWARZYSTWO MEDIALNE

Rozmowa z red. Krzysztofem Wyszkowskim, współtwórcą Wolnych Związków Zawodowych, sekretarzem "Tygodnika Solidarność" w 1981 r.

Czy trzeba aż wyborów parlamentarnych, żeby opinia publiczna dowiedziała się, kto jest kim w Polsce? Myślę tu o przyznaniu się posła Sławomira Jeneralskiego, byłego dziennikarza TVP, do "służby" w Wojskowej Służbie Wewnętrznej.

- Uczciwa część środowiska dziennikarskiego od dawna upomina się o lustrację pracowników środków komunikacji społecznej. Niestety większość redakcji jest przeciwna ujawnieniu agentów. Na przykład wiele lat temu wezwałem publicznie redakcję "Polityki" do autolustracji, bo w historii tego tygodnika, zdarzały się artykuły mogące świadczyć o współpracy dziennikarzy z komunistyczną policją polityczną a nawet z kapitanem Piotrowskim, mordercą ks Jerzego Popiełuszki.

Telewizja jest czwartą władzą, więc - analogicznie do instytucji państwowych - lustracji powinni podlegać wszyscy decydenci w TVP. I oczywiście wszyscy dziennikarze.

Ale czy tylko w mediach publicznych?

- Obrońcy agentury twierdzą że media prywatne nie powinny podlegać lustracji. Jestem przekonany, że jest to fałszywe stanowisko, którego konsekwencje mogą być bardzo niebezpieczne dla interesu zbiorowego. Szczególna rola mediów - w życiu publicznym - powinna dopuszczać lustrację właścicieli i kierowników mediów prywatnych. Tak jak się to dzieje np. w Niemczech, gdzie każdy właściciel prywatnej firmy może się dowiedzieć, czy dany pracownik nie był dawnym agentem czy funkcjonariuszem służb komunistycznych.

Ile jeszcze takich osób uwikłanych może być w mediach?

- Po trochu działa już efekt wymiany pokoleń. W 1990 r. III RP zaczęła od stanu ok. 60% zagenturyzowania dziennikarzy, ale dzisiaj jest ich dużo mniej, bo część odeszła na emeryturę. Z drugiej strony pamiętajmy, że to właśnie oni tworzyli nowe instytucje medialne, niezależne od państwowego systemu informacyjnego. Jeżeli pamięta się, że np. w szkołach dziennikarskich, w kadrach prywatnych mediów działają byli agenci, to się okaże, że decyduje nie liczba, ale wpływ, jaki w nowym układzie mają ci agenci na postawę młodych dziennikarzy. Młody pracownik telewizji prywatnej jest absolutnie uzależniony od swojego kierownika. Sam stara się zgadywać, jakiego nastawienia do informacji czy ludzi się od niego oczekuje. Bardzo łatwo jest wykorzystywać żądnych kariery młodych ludzi, którzy z racji wieku nigdy nie mieli nic wspólnego z SB, ale dzisiaj pracują tak jak kiedyś agenci ponieważ pracują pod komendą byłych agentów i starają się realizować ich życzenia.

Pozostawanie agentów przy władzy nad mediami jest zresztą nieprzypadkowym efektem sposobu likwidacji monopolu informacyjnego PZPR w 1990 r. Gdy dzielono wówczas RSW, zrobiono to tak szczęśliwie dla postkomunistów, że do dziś przetrwały jedynie te redakcje, które pozostały wobec nich wierne, a wszystkie pisma niezależne zniknęły. Pozostała tylko "Gazeta Wyborcza", która podlegała ochronie, bo też jest w istocie pismem postkomunistycznym. Wybitnym członkiem Komisji Likwidacyjnej RSW był D. Tusk i nie jest przypadkiem, że pozostaje faworytem dziennikarzy wywodzących się z komunizmu. On im zapewnił przetrwanie, władzę i pieniądze a więc oni rewanżują się mu zmasowaną propagandą zamiast krytycznej analizy kariery lidera "aferałów".

Właśnie przydzielenie w roku 1990 ludziom PZPR i SB własności nad mediami jest przyczyną obecnych kłopotów z wiarygodnością dziennikarstwa i szerzej polityki. Gdy komunistyczne wycieruchy udają nauczycieli demokracji, nie dziwi efekt w postaci społecznego przekonania, że polityka polega na łajdactwie.

Na razie w mediach króluje stare. Nieskrywany zawód zwycięstwem PiS, niechęć wobec kandydata na premiera. Umawiają się, jak pisać i mówić?

- Ten wspólny prześmiewczo-lekceważący nastrój wobec PiS jest charakterystyczny dla metod dziennikarstwa postkomunistycznego. Środowisko dziennikarzy postkomunistycznych potrafi koordynować swoje działania ponad redakcyjnymi podziałami i poszczególnymi rodzajami mediów - telewizją, prasą i radiem. Proszę pamiętać, że jest to rodzaj swoistego "towarzystwa", chodzi mi o analogię do tego "towarzystwa", które gromadziło się wokół Kwaśniewskiego, Millera, Michnika itd. Takie towarzystwo wśród dziennikarzy też istnieje i nadaje ton - od Żakowskiego, przez Lisa, Miecugowa, Olejnik, Paradowską, Najsztuba, po propagandystów z "Gazety Wyborczej". W tej chwili "towarzystwo" broni PO jak socjalizmu, rozumiejąc, że Platforma w walce o prezydenturę dla Tuska wyrzeknie się swojego deklarowanego poparcia dla IV Rzeczypospolitej na rzecz ochrony postkomunizmu.

Czy w Polsce można rządzić bez wsparcia mediów?

- Kadra tego towarzystwa, o którym mówimy, to ludzie, jeśli nie cyniczni, to pragmatyczni, którzy gonią za pieniędzmi, wpływami, korzyściami. W tym sensie szybkie powołanie rządu zmieniłoby sytuację. Postawa Platformy negatywnie współdecyduje o postawie towarzystwa medialnego.

Żadnych zmian nie będzie? Zostaniemy w gnijącej III RP?

- Gdy pojawia się możliwość dokonania w Polsce rzeczywistego przełomu, tak jak była na to szansa w 1992 roku, okazuje się, że ci, którzy głosili potrzebę zmiany, nagle zmieniają front i z furią bronią agentury. Proszę pamiętać, że najpierw za uchwałą lustracyjną głosowało wielu posłów z różnych klubów. Ale gdyby ich brać za zwolenników autentycznej lustracji, to byśmy się grubo pomylili. Chwilę potem ci sami ludzie obalili rząd Olszewskiego. Dziś istnieje obawa, że to się może potoczyć podobnie. Mam nadzieję, że opinia publiczna tym razem nie pozostałaby bierna.

Dlaczego tak aktywny w utrąceniu lustracji w 1992 r. był Kongres Liberalno-Demokratyczny, w tym Donald Tusk? To byli wtedy młodzi ludzie.

- W tym również moi przyjaciele - w 1983 r. byłem aresztowany razem z Donaldem Tuskiem. Znam to środowisko, nawet pomagałem przy tworzeniu Kongresu. Na temat konieczności lustracji przegadałem z Tuskiem wiele nocy. On zawsze zapewniał, że jest za, ale w decydującym momencie dokonał wolty i służył Wałęsie jak łajdak. Dlaczego tak się stało? Tutaj wytłumaczeniem jest teoria prof. Andrzeja Zybertowicza - kooptacji przez korupcję. Nowi, niezużyci przez komunizm ludzie, którzy doszli do władzy za rządów Mazowieckiego i Bieleckiego, zostali dokooptowani do elity władzy przez różnego rodzaju korupcję. Wkrótce znakiem firmowym tzw. aferałów stała się teoria...

Pierwszy milion trzeba ukraść.

- To jest właśnie ten rodzaj ludzi. Ponieważ władza i pieniądze znajdowały się w rękach postkomunistów i agentury, więc trzeba było się starać o ich względy, żeby dobrać się do konfitur. Niestety, środowisko liberałów pchało się do tych konfitur rękami i nogami. Wałęsa spokojnie zbierał na nich "haki", a postkomuniści dokumenty "przepływów finansowych". Dlatego 4 czerwca 1992 r. musieli przyłożyć rękę do noża wbijanego w plecy polskiej demokracji, a obecnie muszą bronić interesów całego układu postkomunistycznego. Na tydzień przed wyborami Tusk mówi: "Jestem gwarantem równowagi". Straszy postkomunistów Kaczyńskim i otwarcie apeluje o ich poparcie, obiecując im bezpieczeństwo i obronę przed wymierzeniem sprawiedliwości.

Ależ to zupełnie przypomina Okrągły Stół i "dogadanie" się komunistów z koncesjonowaną opozycją...

- Ten sojusz ma już postać jawnych związków personalnych. W niedzielę, gdy Kaczyński mówił w "Olivii" o państwie solidarnym, na spotkaniu z Tuskiem w Dworze Artusa widziałem admirała Łukasika, zaufanego człowieka Kwaśniewskiego. O Łukasiku pisze się tak: "W mechanizm fałszowania paliwa i oszukiwania skarbu państwa na akcyzie zaangażowani byli dowódcy Marynarki Wojennej, funkcjonariusze WSI, ABW, politycy SLD i najbliższe zaplecze Aleksandra Kwaśniewskiego. Według wstępnych szacunków skarb państwa stracił na tym procederze 10 miliardów złotych. O transportach z paliwem wiedzieli przełożeni. W jednej ze spółek zasiadał były dowódca MW admirał Romuald Waga, brat Jana Wagi, szefa Kulczyk&Holding. Jego następcą został Ryszard Łukasik, który potem przeszedł do BBN. Szefem logistyki MW, który odpowiadał za te transporty oleju opałowego był dobry znajomy Łukasika" ("Marynarskie tango z mafią", "Głos", nr 23 z 2005 r.). Przy pomocy Rokity PO udaje, że walczy z aferami "towarzystwa", a przy pomocy Łukasika zmawia się z tym samym "towarzystwem" przeciwko programowi IV Rzeczypospolitej.

A towarzystwo dziennikarskie udaje że tego nie widzi.

- Ja wierzę, że i dla Tuska, i dla Rokity, i dla wielu innych ludzi w PO jest to sytuacja niekomfortowa. Oni woleliby mieć i władzę, i pieniądze, i jednocześnie uchodzić za ludzi uczciwych. Ale zbudowanie takiego raju "aferałów", gdzie ich przeszłość - korupcja, niszczenie państwa, brak szacunku do demokracji, ochrona agentury czy wysługiwanie się zagranicy - uda się ukryć przed społeczeństwem, jest niemożliwe. W Polsce musi dojść do wyboru - albo uczciwe państwo, albo upadek. W wyborach parlamentarnych społeczeństwo już wybrało. Ale biedni "aferałowie" boją się tego wyboru i chcą kontynuacji III RP. Muszą wiosłować wstecz, bo tylko współpraca z układem postkomunistycznym zapewnia im partyjne i - w wielu przypadkach osobiste bezpieczeństwo. Gdy Platforma nie może mieć premiera, okazuje się, że prawdziwy program IV RP jest dla niej bezpośrednim zagrożeniem. To dlatego Tusk i Rokita muszą dzisiaj robić to, co robili zawsze w chwilach dla polskiej demokracji trudnych - wyciągają rękę po pomoc do wrogów demokracji. - Dziękuję za rozmowę.

Patriotyczny Ruch Polski

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów                 http://nowamedia.w.interia.pl