| ||||
|
POWSTANIE WARSZAWSKIE (część 7) |
Krzysztof Marek Raczyński AGONIA i CISZA Na wspólną deklarację z Londynem, Washington zgodził się 30 sierpnia 1944. Dotyczyła ona właściwego traktowania żołnierzy AK przez Niemców, ale Alianci nie zamierzali egzekwować tego zobowiązania od Sowietów. Nie obejmowała ona też ludności cywilnej. O pomoc w zaopatrywaniu Powstania, zwracano się wielokrotnie z apelami do USA Air Force (USAAF). Od czerwca 1944 przygotowany był już system „Frantic” umożliwiający przeloty ogromnych flot powietrznych (do 200 „latających Fortec” B-17) pomiędzy Anglią lub Włochami a Połtawą. Nadszedł wrzesień i systemu „Frantic” nie użyto. Jeszcze na początku sierpnia celem bombowców USA była Gdynia. Jednocześnie brytyjskie bombowce, z bardzo małymi stratami, regularnie bombardowały wybrzeże Bałtyku w stosunkowo niewielkiej odległości od Warszawy (Kołobrzeg). Zanotowano wówczas przypadki „przyjaznego ognia”, tzn. ostrzeliwania Brytyjczyków (i Amerykanów) przez myśliwce sowieckie. Powstaje pytanie: skoro bombardowano Gdynię i Kołobrzeg dlaczego bombowce nie mogły dolecieć do Warszawy? W Warszawie, pod koniec sierpnia było oczywiste, że żadna ze stron nie może wygrać. Niemcy pomimo ogromnych strat nie mogli pobić Polaków. Powstańcy domyślali się, że armia sowiecka pozostaje bierna ze względów politycznych a nie militarnych i że Alianci nie kwapią się z pomocą. Starego Miasta Powstańcy nie byli w stanie utrzymać i ewakuowano je poprzez kanały do Śródmieścia (30.08-2.09.1944). Pozostali jedynie ranni i ludność cywilna niezdolna do ewakuacji. Niemcy po wkroczeniu na Stare Miasto, wszystkich ich wymordowali (35, 000 osób). Ogólna sytuacja strategiczna Niemców była bardzo niekorzystna. Nie mogli przekształcić Warszawy, zgodnie z planami, we frontową twierdzę przed nacierającymi armiami sowieckimi. 2 mln Niemców powstrzymywało napór sowiecki. Część tej armii stała (bezczynnie) nad Wisłą naprzeciw ogromnej armii sowieckiej, która zagrażała bezpośrednio Berlinowi. Jednocześnie inne armie sowieckie nacierały na Bałkany i atakowały Prusy Wschodnie. Na Zachodzie Alianci dominowali w powietrzu i posuwali się powoli napierając na 1 mln Niemców. Francja była już w rękach Anglo-Amerykańskich. Alianci żądali od Niemiec bezwarunkowej kapitulacji. Zagadką dla Niemców był nie tylko twardy opór Polaków, ale zachowanie się Sowietów. Sądzili, że AK utrzymuje Stolicę aby ułatwić im zadanie. Przecież wspólnie, Sowieci i Polacy mogli szybko pokonać przeciwnika! Vom dem Bach zwrócił się do dowództwa o dalsze posiłki. 13 września niemieccy saperzy wysadzili cztery mosty na Wiśle. Dla Hitlera zagrożenie zbliżało się z trzech stron. Od północy z rejonu Bałtyku, na wprost przez Wisłę oraz od południa z doliny Dunaju. Tak więc, Hitler nie mógł sobie pozwolić na osłabienie środka frontu w Warszawie. Tu spodziewał się głównego natarcia sowieckiego. Sytuacja ludności cywilnej w Warszawie była tragiczna. Władze Podziemia nie chciały jej dalej narażać. Rozpoczęto negocjacje polsko-niemieckie. W ich wyniku 8-10 września, ewakuowano 20-25, 000 osób ludności cywilnej. Gen. Bór chciał poddać Stolicę, ale żądał od Niemców wyjaśnień w kwestiach: praw kombatanckich dla żołnierzy AK, losu ludności cywilnej oraz traktowania personelu nie-militarnego Podziemia. Niemcy zgadzali się prawie na wszystko żądając natychmiastowej kapitulacji. Miano podpisać porozumienie. Wtedy na Pradze pojawiły się wojska sowieckie i Armia Gen. Z. Berlinga. W połowie września Rokossowsky zajmował już cały wschodni brzeg Wisły. Nadzieje na uratowanie Powstania ożyły! Polakom w Stolicy wydawało się, że Alianci w końcu porozumieli się w sprawie Polski. Natarcie z północy i z południa (przyczółek warecko-magnuszewski) mogło w każdej chwili okrążyć Warszawę. Gen. Z. Berling wydał rozkaz zdobycia przyczółka na lewym brzegu Wisły (na Czeniakowie) i nawiązania kontaktu z AK (15/16 września). Drugi przyczółek utworzono na Marymoncie. Straty były ogromne, zginęło 5000 żołnierzy komunistycznej armii polskiej. PKWN pomimo wydania kolejnego manifestu o nadchodzącej pomocy, był przeciwny akcji Berlinga. 18/19 września Gen. Bór próbował nawiązać bezpośredni kontakt z Rokosssowskim i wysłał kilku oficerów AK, oficera AL oraz sowieckiego oficera Kaługina na prawy brzeg Wisły. Prasa i radio PKWN-u nadal zapewniały, że pomoc nadchodzi. Sowieci rozpoczęli zrzuty dla powstańców. Niestety, pojemniki zrzucane były z dużej wysokości, bez spadochronów i większość sprzętu uległa zniszczeniu przy uderzeniu o ziemię. Analizując całą operację w szczegółach oczywiste jest, że wsparcie sowieckie dla Berlinga było niewystarczające. Było to posunięcie niezdecydowane, wymuszone przez opinię międzynarodową i zrobione w celach propagandowych. Bez frontalnego ataku armii sowieckiej, zważywszy na potężne siły Wermachtu znajdujące się wokół Warszawy, nie było mowy o pomocy dla Powstania. Berling nie mógł też działać sam. Takie posunięcia nie były możliwe w armii sowieckiej. Jest natomiast faktem, że w sprawie zdobycia przyczółków na lewym brzegu Wisły, Berling nie porozumiewał się z PKWN. Zapłacił za to dymisją. Sytuacja we władzach polskich w Londynie była krytyczna. Niemcy wyniszczali w Warszawie elity AK, które stanowiły oparcie dla Polskiego Rządu w kraju. Pomimo ogromnego wkładu Polski w wojnę stało się jasne, że Alianci nie wywiążą się z zobowiązań. Mikołajczyk został uznany za polityka, który postawił na współpracę z Sowietami przy wsparciu Aliantów i ewidentnie przegrał. Frustracja, demoralizacja i walki wewnętrzne zdominowały scenę polityczną. Ofiarą najczęstszych ataków stał się DSZ, Gen. K. Sosnkowski. Pomimo, iż najmocniej przeciwstawiał się idei Powstania, został kozłem ofiarnym z racji swojej funkcji. Atakowano go ze wszytkich stron, zwłaszcza Sowieci i ich sympatycy w Anglii. 1 września, DSZ nie wytrzymał nerwowo i powiedział sojusznikom kilka słów prawdy, oskarżając ich o obojętność i wyrachowaną bierność wobec Polski. Brytyjska opinia publiczna była oburzona. W miesiąc później został zdymisjonowany przez prezydenta RP. Polskie kręgi w Londynie podzieliły się na tych, którzy chcieli pozostać lojalni wobec Aliantów i próbować ich nakłonić do negocjacji ze Stalinem w imieniu Polski oraz takich którzy chcieli sforsować Zachód do twardego kursu wobec Stalina. I jedni i drudzy tracili możliwość wpływu na rozwój sytuacji politycznej. Zachód okazał się bezsilny wobec uporu i bezwzględności przywództwa sowieckiego. Pomimo to, premier Mikołajczyk cierpliwie przygotowywał swój plan porozumienia z Sowietami. Zaplanowano wizytę brytyjskiego premiera w Moskwie, gdzie Mikołajczyk miał przedstawić swój plan Stalinowi. Do prasy brytyjskiej, nadal niewiele docierało z tego co się działo w Polsce. „Aby nie zakłócać potrzeby jedności alianckiej” wyciszano zwłaszcza brak jakiegokolwiek działania w sprawie Powstania ze strony Sowietów, Większość ludzi na Zachodzie nie wiedziała (i nie wie do dziś!) jaką rolę w tragedii Polski spełniły ich rządy. Były od tej reguły wyjątki. 1-szego września 1944, G. Orwell opublikował swój artykuł na temat niesprawiedliwych wypowiedzi brytyjskiej prasy o Powstaniu i Polakach, brytyjskich manipulacji politycznych oraz przede wszystkim o Stalinie i jego sympatykach w W. Brytanii. 12 września, pod naciskiem Aliantów, Moskwa z oporami zgodziła się na zrealizowanie misji „Frantic.” Ale pojawiały się ciągle nowe trudności. 12 – 16 września Churchill i Roosevelt spotkali się w Quebec (kryptonim „Octagon”). Mówiono głównie o Wojnie na Pacyfiku. Planowano, że wojna na Pacyfiku będzie zakończona w ciągu 1.5-2 lat, a Niemcy rozbite do końca 1944. Niemiecką potęgę gospodarczą miano zredukować po wojnie do zera i państwo zamienić w rolniczy rezerwat. Amerykanie pragnęli namówić Sowietów do kooperacji przeciwko Japonii. Stalin nie przybył na spotkanie, a Polacy nie zostali zaproszeni. Tak więc stosunków polsko-sowieckich (planu Mikołajczyka) nie dyskutowano. O Powstaniu Warszawskim prawie nie mówiono. Kolejna okazja minęła. A każdy dzień oznaczał 2000 zabitych w Warszawie. Premier brytyjski wiedział już, że Amerykanie umywają ręce w sprawie Powstania. Jednak dla wykazania dobrej woli wobec opinii publicznej, postanowiono skorzystać z systemu „Frantic” i dokonać ogromnego zrzutu w celu wsparcia Powstania. Minęły już 34 dni od ostatniego zrzutu, kiedy 18 września ogromna flota, 107 „latających fortec B-17,” z amerykańskiej 8-mej Armii Powietrznej pojawiła się nad Warszawą (ok. 14-tej). To było wspaniałe widowisko! Polacy i Niemcy zadzierali głowy ze zdumienia. Ponad tysiąc kolorowych spadochronów z pojemnikami pokryło niebo. Samoloty alianckie wylądowały w Połtawie. Niestety 80% z 1284 kontenerów spadło po niemieckiej stronie barykad. Tak więc Alianci zasilili Niemców, a nie Powstańców. Był to jedyny przypadek realizacji misji „Frantic.” RAF kontynuował loty nad Warszawę aż do 21/22 września. Dymy nad płonącym miastem były już tak gęste, że zrzutu nie udało się dokonać. W tym czasie Polska Samodzielna Brygada Spadochronowa zastała zrzucona w Holandii pod Arnhem. Polacy walczący tam wiedzieli, że Warszawa kona. Po 18-tym września, USAAF chciała kontynuować loty nad Warszawą. W sytuacji gdy każdy dzień był cenny, podjęcie decyzji zajęło Sowietom 12 dni. Ich intencje były więc zupełnie oczywiste. Termin wyznaczono na 30 września, ale nie udało się zrealizować lotu ze względu na złą pogodę. Morale żołnierzy AK było nadal doskonale i walka trwała dalej. Jednakże, sytuacja Stolicy, a zwłaszcza ludności cywilnej, była tragiczna. Mieszkańcy Warszawy głodowali. Trawniki i podwórka zamieniły się w masowe groby, tygodniami brakowało jedzenia, wody i lekarstw, a naokoło umierało wspaniałe miasto. Pod kontrolą powstańców pozostawało jeszcze ok. 7 kilometrów kwadratowych w Śródmieściu. W dzielnicach miasta opanowanych przez Niemców postępowali oni podobnie jak agenci NKWD: mordowali podejrzanych o przynależność do AK, a resztę ludności deportowali do obozów koncentracyjnych i obozów pracy niewolniczej w Rzeszy. Losy Powstania ważyły się. Alianci mogli mocniej nacisnąć Stalina, a on mógł jeszcze wtedy rzucić armię Rokossowskiego do walki. Amerykanie i Brytyjczycy wiedzieli już, że Sowieci kłamią na temat Powstania. 23 września Chuchill i ambasador USA spotkali się ze Stalinem w Moskwie. Domagając się pomocy dla Warszawy uzyskali odpowiedź, że nikt nie wie gdzie jest Gen. Bór-Komorowski i nie można się z nim skontaktować. 1 października Sowieci poinformowali USA, że „partyzanci zostali ewakuowani.” Było to kłamstwo i powrót do taktyki „ Powstanie! Jakie powstanie?” „Generał! Jaki generał?” Przywódcy AK mieli kontakty z NKWD oraz z Gen. Z. Berlingiem i Sowieci już wtedy wiedzieli co się dzieje po drugiej stronie rzeki. 30 września 1944, dowództwo AK wysłało ostatni apel do Stalina wzywający o pomoc. Po utracie Powiśla, wycofaniu jednostek Gen. Berlinga i zlikwidowaniu przez Niemców ugrupowania w Kampinosie (27 września), Gen. Bór-Komorowski nie miał innego wyjścia niż wznowienie negocjacji z wrogiem. Straty były ogromne z obu stron i zdecydowano się zakończyć walkę. „Ponieważ nie otrzymaliśmy oczekiwanej pomocy,” powiedział delegat Polskiego Rządu, „musimy uratować to, co jest nam najdroższe, a mianowicie, biologiczną substancję narodu. Jest to tym istotniejsze, że cała kulturalna i naukowa elita społeczeństwa znajduje się w Warszawie.” Negocjacje rozpoczęły się 28 września. Polacy zachowali się twardo w negocjacjach z Niemcami. Tak jak na barykadach Warszawy! Żadnej uniżoności, oznak zmęczenia, czy poczucia beznadziejności. Warunki obejmowały prawa kombatanckie dla żołnierzy oraz cywilizowane potraktowanie ludności cywilnej. Godzinami punkt po punkcie zmieniano tekst tak, aby uniemożliwić Niemcom obejście porozumienia i zemstę na Polakach. Wynegocjowane porozumienie było polityczną porażką dla Niemców. Musieli zagwarantować „Polnische banditen,” prawa kombatanckie i humanitarne traktowanie ludności cywilnej. 2 października walki w Warszawie ustały. Tego samego dnia Mikołajczyk spotkał sie z Churchillem. Jego dramatyczne oświadczenie oskarżające sojuszników Polski, brytyjski premier skomentował w swoich pamiętnikach następująco: „tych słów nie da się wymazać.” 5 października, ulicą Śniadeckich, maszerowały w kierunku Politechniki oddziały Armii Krajowej, aby złożyć broń. Powstańcy, choć wyczerpani i przymierający głodem, szli do niewoli pobici, ale nie pokonani. Mogli przecież walczyć dalej! Poddali się, ponieważ dalsza walka nie miała już sensu, a także, aby zapobiec dalszemu wyniszczaniu ludności cywilnej. Niemcy stali wzdłuż ulicy i nerwowo obserwowali przeciwnika. Żołnierze „Tajnej Armii” zatrzymali się, odśpiewali hymn narodowy i zasalutowali. Cywile odkryli głowy. Wiele osób płakało. Na wolną Polskę trzeba było jeszcze poczekać! R. Moorhouse, Brytyjczyk zajmujący się historią Niemiec, napisał, że Niemcy którzy widzieli maszerujących do niewoli żołnierzy AK nie mogli tego potem zapomnieć. Spotykali swojego przeciwnika twarzą w twarz po raz pierwszy. Przeciwnika, który miał więcej pomysłów i determinacji niż oni sami. Różnił się ten obraz zasadniczo od tego, który o powstańcach kreowała propaganda niemiecka. Jeden z oficerów niemieckich napisał: „Uświadomiłem sobie, że nie jesteśmy narodem, który uosabia siłę, nacjonalizm i gotowość do poświęceń...Polacy pokazali nam zalety, których my nie posiadamy.” Inni pisali o wyjątkowym, nieugiętym patriotyzmie Polaków. W ostatnim tygodniu września armie sowieckie na północy zdobyły republiki bałtyckie i przygotowywały się do ataku na Prusy Wschodnie. Na południu walka toczyła się na Słowacji i armia sowiecka zbliżała się do Budapesztu. Na środkowym odcinku frontu, dwie armie, sowiecka i niemiecka stały przygotowane do walki i nic się nie działo. Było oczywiste, że Stalin opóźniał marsz na Berlin i wyczekiwał przyzwolenia Zachodu. W innych krajach okupowanych przez Sowiety, Stalin tworzył szybko zręby administracji komunistycznej (np. w Rumunii i w Bułgarii). W Polsce nie, ponieważ Polska była sojusznikiem Zachodu. Marionetkowy rząd w Lublinie (PKWN) otrzymał wiele uprawnień, ale nie podnoszono go formalnie do rangi rządu. Stalin czekając na jakiś sygnał z Zachodu, jednocześnie wiedział, że czas działał na jego korzyść! Tak więc decyzje Stalina z 13 sierpnia, uderzenia na południe Europy i „wyrok śmierci” na Powstanie, nie były ostateczne. Traktował Powstanie jako element przetargu w dwu kwestiach: granic i składu powojennego rządu w Polsce. Demonstracyjną odmową zgody na lądowanie bombowców amerykańskich i brytyjskich na lotniskach ukraińskich Stalin rzucił Aliantom rękawicę w twarz! I przekonał się, że nikt tego wyzwania nie chce podjąć. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania obawiały się wywierania nacisków na Stalina, pozwalając mu na kontrolę wyzwolonych przez Rosjan obszarów Europy Środkowej, w zamian za pomoc w pokonaniu armii hitlerowskiej. Polityka ta miała kosztować Świat po wojnie bardzo drogo. Przy biernej postawie swoich sojuszników, Polska została pochłonięta przez wschodniego sąsiada. Po 63 dniach samotnej i bezprzykładnie zaciętej walki, nad Warszawą zapanowała cisza. Cdn. Myśl Nr. 22 | |||