now@ on-line  luty  2006

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 
 

 

Charles Maurras

Idea decentralizacji

Oto piękna rzecz ukryta pod bardzo niewdzięcznym słowem. Decentralizacją nazywamy całość reform, których celem jest odbudowa ojczyzny, nadanie jej ciału energii i uwolnienie jej głowy od zbędnego ciężaru.

„Decentralizacja” jest słowem, które ma posmak prawdziwej antyfrazy: mając negatywną formę, jest całkowicie pozytywne; pozornie krytyczne, oznacza powrót życia organicznego; stwarzające pozory anarchizmu lub co najmniej liberalizmu, uosabia ideę porządku; w końcu, ze względu na budowę, jak i liczbę oraz wagę sylab, wydaje się wskazywać na jakiś sztuczny system, podczas gdy zapowiada doktrynę powrotu do naturalnych i historycznych praw. Co więcej, słowo to jest bardzo brzydkie. Nie przeszkadza nam to jednak używać tego „obraźliwego” określenia, by nas dobrze zrozumiano. Należy nam zapomnieć o wadach, które posiada, pod warunkiem, że wzbudza w naszym duchu prawdę i bogactwo swojego sensu.

Czy w sposób pozytywny cywilizacja może „stale zmierzać w stronę jedności i harmonii”? To całkiem możliwe, ale coś zupełnie przeciwnego także nie jest wykluczone. Ruch cywilizacyjny może skłaniać się tak samo w stronę podobieństw, jak i przeciwieństw. Co do mnie, waham się rozmyślając nad tą kwestią, i to nie tylko z punktu widzenia samego faktu, jak i prawa: czy powinniśmy pragnąć zjednoczenia świata? – nie wiem tego na pewno, nie bardziej nawet czy świat w ogóle zmierza do tej jedności. Załóżmy, że takie zjednoczenie jest słuszne. Czy wynika stąd, że owa jedność i harmonia powinny zniszczyć wszystkie naturalne różnice? Jedność może być prosta lub syntetyczna.

Jednak, jedność prosta nie ma szans być zrealizowana tu, na ziemi, musimy więc dążyć do jedności syntetycznej, porozumienia różnych elementów. Jeżeli porozumienie to ma stać się podstawą prawdziwego rozwoju, różnice muszą być zachowane w swoim pierwotnym bogactwie, bez czego to, co zyskano poprzez porządek i dyscyplinę, zostanie ponownie stracone gdzie indziej, w przywództwie wartości systematycznych. Tak więc, pożądana jedność świata może być osiągnięta jedynie poprzez lepszą kolejność istniejących różnic, w żadnym wypadku poprzez ich likwidację. Ale, jeżeli różnice te i różnorodność przetrwają, w czym cicha a jednocześnie spontaniczna jedność może zaszkodzić autonomii poszczególnych części? Ależ jest wprost przeciwnie – ona ją warunkuje. To, że te części będą mogły kiedyś korzystać z całości środków, jest dopuszczalne; ale że jednocześnie części te będą mogły korzystać i rozporządzać sobą bardziej niezależnie, jest bezdyskusyjne, a program federalistyczny lub decentralizujący nie proponuje niczego ponad. W rzeczy samej, życie pojedyncze bardzo żywotne nie ma nic co wyklucza czyste i liczne echa życia tętniącego naokoło niego.

„Musimy ożywić życie intelektualne na prowincji wszelkimi możliwymi sposobami”. A wszystkie z tych sposobów należą do jednego rodzaju: przekonać obywateli by oni sami zajęli się finansami oraz polityką lokalną i przestali obarczać tymi obowiązkami urzędników państwowych. Z czasem, gdy będą do tego zdolni albo odczują taką potrzebę, przejdą od tych skromnych zajęć do przemyśleń bardziej intelektualnych. Działać inaczej to budować na prowincji filie Paryża, to stawiać lustra, a nie rozpalać umysły. Decentralizacja intelektualna, nawet w sensie uniwersyteckim, jest jedynie pustym słowem, jeżeli nie emanuje z życia moralnego i politycznego środowiska, w którym powstała. Decentralizacja intelektualna (nigdy dość przypominania o tym!) nie jest początkiem, ale końcem, jest to cel a nie przyczyna, kwiat a nie łodyga. Ona się rodzi, a nie powstaje na mocy dekretu ministerialnego. Jednakże można, w rzeczy samej, uzyskać kilka jej pozorów. Można nazwać fenomenami „decentralizacji intelektualnej” proste fakty połączeń moralnych i zawodowych stworzonych na prowincji, ale w żadnym razie prowincjonalnych. Uważam je za dobre, a nawet wspaniałe, gdy pojawiają się w formie uniwersyteckiej, która przyniosła już pierwszorzędne efekty.

W narodzie zdezorganizowanym, takim jak nasz, każda mniejszość, która dzięki okolicznościom lub szczególnym zwyczajom, pozostaje zjednoczona, łatwo zyskuje przewagę; jej przeciwnikami nie są bowiem instytucje polityczne, ale odosobnione jednostki, które może łatwo zwyciężyć. W tym samym zdezorganizowanym narodzie tylko państwo posiada ten sam przywilej co dawniej instytucje. Jeżeli nasz system polityczny byłby stabilny, przywilej państwowych funkcjonariuszy ogromny: tymczasem jest niemal na odwrót, a to z powodu gróźb, które nad nimi wiszą i konieczności awansu, która ich czyni uległymi, nie tylko wobec własnych przełożonych, ale także wobec każdego, kto może im służyć lub, wprost przeciwnie, zaszkodzić, czyli niemal całego narodu. Jeżeli wyłączyć wojskowych, którzy nie korzystają z życia społeczeństwa, nawet sędziowie czy księża, zostali zredukowani do stopnia urzędników administracyjnych, to znaczy do powszechnych sług. W konsekwencji, cierpią oni tak jak inni z powszechnego prawa indywidualisty. Tymczasem, jedna grupa urzędników na pewno nie podlega tej regule, zawsze bowiem kładziono nacisk na jej wolność a obecnie tworzy silne i mocne państwo w państwie, nie podlegając żadnym sądom, posiadając swoje własne trybunały, dyscyplinę i autonomię: jest to ciało nauczycielskie. Członkowie tego ciała, silnie z sobą związani, stąd czerpią swoją siłę oddziaływania na zwaśniony naród francuski. Oddziaływanie, które nie ma przeciwwagi, ponieważ nie ma żadnej innej prawnej instytucji, zdolnej zrównoważyć siłę wspólnoty nauczycielskiej. W kraju, gdzie wszyscy są „wykorzenieni” pcha ich w stronę korzeni, i to wieloletnich.

W przeszłości przeciwnicy krytykowali centralizację, traktując ją jako mało dyskretny instrument władzy rządowej. Dzisiaj krytykuje się centralizację samą w sobie. Ci, którzy dzierżą władzę spostrzegli, że przesadna centralizacja niszczy interesy, której są depozytariuszami i osacza ich nadmiernymi obowiązkami. Uwolnijmy Państwo od jego małych i jakże nieprzyjemnych przywilejów, które są niczym innym jak tylko instrumentem lokalnej tyranii złożonym na ręce zbyt gorliwych i potężnych funkcjonariuszy państwowych; ale szczególnie wzmocnijmy niezłomne połączenia sił, które odpowiadają za nadrzędną rolę państwa, gwarantując społeczeństwu bezpieczeństwo, uosabiając naszą dumę narodową i naszą wielkość zewnętrzną. Podsumowując, należy zmienić samą zasadę instytucji z wieku VIII, która każąc zajmować się Państwu tysiącem różnych drobnostek, osłabiła go w jego najważniejszych dziełach. Ujęła mu jeszcze siły każąc mu nieustannie angażować się w życie obywateli i w konsekwencji wzbudzając w nich uczucia lenistwa, niecierpliwości, niesmaku i niechęci. Ten stan scentralizowania, poprzez pomijanie rzeczy ważnych i zbyt uważne traktowanie błahych, pcha Francję w stronę anarchii i odseparowuje ją od samej idei ojczyzny. Aby uratować patriotyzm należy zreformować ojczyznę, tak jak trzeba zreformować państwo dla ratowania pojęcia rządów.

Państwo Francuskie nie będzie postrzegane jako mniej „jedne”, ale na pewno bardziej zjednoczone zgodnie z zasadami elastyczności, lepiej dostosowanymi do jego natury, odpowiadającymi naszym zwyczajom, które ustanowią lepszy podział pracy politycznej. Gminom odda się sprawy gminne, prowincjom – sprawy prowincji, a wyższe organy narodowe, odciążone nareszcie od wszelkich pasożytniczych ceremonii, z gorliwością i zaangażowaniem oddadzą się służbie przeznaczeniu narodu. W ten sposób organy te zostaną przywrócone swoim normalnym obowiązkom, a władza centralna będzie mogła docenić jak szybko się rozwiną i utrwalą. Francja, w której szczególna wolność Miast i Prowincji zostanie ustanowiona i będzie respektowana, będzie mogła, za przykładem innych federacyjnych narodów, zapewnić więcej stabilności i niezależności głównemu organowi wyższej władzy, temu strażnikowi Jedności, depozytariuszowi tradycji politycznych, wiernemu zarządcy bogactw kraju, przygotowującemu, kierującemu i realizującemu najdłuższe i najszczytniejsze cele państwa, poprzez które naród utwierdza i odnawia się, pozostaje wolny i staje się potężny.

Nacjonaliści, a także umysły umiarkowane, światłe i rządowe, tak liczne dziś we Francji w najróżniejszych partiach, poważnie myślą o wzmocnieniu władzy wykonawczej, powściągnięciu niespokojnego wzburzenia parlamentarnego, wprowadzeniu większego porządku, ciągłości, efektywnej siły w nadrzędnych sferach państwa. Proszę ich, by rozważyli, że ta upragniona stabilizacja, to utrwalenie, ten rozwój sił francuskich są możliwe tylko po przeprowadzeniu kompletnej i zakrojonej na szeroką skalę decentralizacji. Tylko takie rozwiązanie czyni pozostałe problemy możliwymi do postawienia, rozwiązania i przeprowadzenia. Wszystko zależy od tej jednej kwestii – decentralizacji; wszystko jej, można rzec, jest podporządkowane. Kto będzie chciał przeorganizować nasz naród będzie musiał przede wszystkim odtworzyć pierwsze elementy wspólnotowe i prowincjonalne.

Z francuskiego przełożyła Marta Zamorska

konsensus.koliber.net

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów                 http://nowamedia.w.interia.pl