| ||||
|
| Marcin JendrzejczakPlatona krytyka demokracji a czasy współczesne Platona krytyka demokracji uchodzi za pierwszą w historii filozofię polityczną- czyli rozważanie nad sprawiedliwym porządkiem państwowym. Namysł ten jest w pewnym sensie krytyką współczesnej Platonowi demokracji ateńskiej. Warto pokrótce przypomnieć sobie prawidła demokracji ateńskiej. Profesor Jacek Bartyzel wyróżnia wśród nich: - uznanie wszystkich wolnych obywateli płci męskiej (z wyłączeniem metojków-cudzoziemców) mających ukończony 20 rok życia za uprawnionych do głosowania - podejmowanie decyzji państwowych na ludowych zgromadzeniach - przyjęcie zasady, że decyzje te zapadają w drodze dyskusji, a przyjmowane są w jawnym głosowaniu większością głosów - ustanowienie prawa każdego obywatela powyżej 30 roku życia do piastowania funkcji państwowych - przyjęcie zasady rotacyjności w obsadzaniu stanowisk publicznych - prawo ostracyzmowania, czyli pozbawiania funkcji i skazywania każdego urzędnika państwowego w głosowaniu publicznym. (1) Ateńska demokracja stanowiąca teraz wzór do naśladowania dla architektów Unii Europejskiej i luminarzy Nowego Porządku była niekiedy odległa od ducha humanitaryzmu. "Świadectwu komediopisarza Arystofanesa zawdzięczamy informację o metodzie <mobilizowania> obywateli do aktywności politycznej poprzez opasywanie tłumu przebywającego na agorze w prywatnych interesach sznurem powleczonym świeżą czerwoną farbą pozostawiającą hańbiący dowód absentyzmu na zebraniach"(2) Ponadto nie można się dziwić osobistej niechęci Platona do tego systemu. Wiemy bowiem, iż jego włodarze edyktem Diopeitesa skazali na śmierć wielkiego poprzednika i nauczyciela Platona – Sokratesa. "Zbrodnię popełnia Sokrates, bogów, których państwo uznaje, nie uznając, inne zaś nowe duchy wprowadzając; zbrodnię też popełnia, psując młodzież. Kara śmierci"(2) Przymus wypicia śmiertelnej trucizny- cykuty – był zatem usprawiedliwiony nieprawowiernością i oryginalnością poglądów filozofa. Notabene Sokrates nie był wyjątkiem – demokracja ateńska skazywała często wybitne jednostki na śmierć - za przykład mogą posłużyć tu wybitny rzeźbiarz - Fidiasz, a także poeta Diagoras. Platon jako jednostka bez wątpienia wybitna, również sprzeciwiał się swoistemu „uśrednianiu” jakie cechowało ateńską demokrację, a być może bał się aby nie spotkał go los Sokratesa. Dostrzegał też inne wady systemu ateńskiego. Jednak „Państwo” – choć jego autor korzystał z obserwacji rzeczywistości empirycznej - jest dziełem o charakterze uniwersalnym. Platon opisuje w oryginalnej konstrukcji idealne państwo przechodzące swoisty proces inwolucji, od wyższych form ustrojowych , od wyższych form ustrojowych (jak np. arystokracja) do niższych (timokracja-rządy wojowników, oligarchia, demokracja i tyrania). Jak więc widać demokracja znajduje się wśród nich na dalekim, przedostatnim miejscu. Według filozofa powstaje ona w wyniku upadku oligarchii. Upadek ten ma miejsce gdy rządzący oligarchowie „patrzą przez palce” na rozrzutność jaka cechuje młode pokolenie. Owa rozrzutność powoduje bowiem zadłużenie, a następnie doprowadza ludzi do bankructwa. Władza zaś, spośród której rekrutują się wierzyciele odnosi finansową korzyść. Powoduje to zaś powstanie licznej warstwy ludzi ubogich, „proletariatu”. Ponieważ w miarę trwania oligarchii zanika – w opinii Platona – dbałość o państwo – dochodzi do rewolucji, w której „lud” obala rządy coraz bardziej wyizolowanej grupy bogatych. Toteż demokracja powstaje gdy „ubodzy zwyciężą i jednych bogaczy pozabijają, drugich wygnają z kraju, a pozostałych dopuszczą na równych prawach do udziału w ustrojach i rządach. A tam po większej części o stanowiskach rządowych decyduje losowanie” (2). Według Platona demokrację cechuje wolność i różnorodność. Jednak nie pochwala tych cech. Wręcz przeciwnie. Platon twierdzi, iż „człowiek demokratyczny” reprezentuje typ „wszystkich ustrojów”. Podobnie jak ustrój, który reprezentuje wyłania się on z „człowieka oligarchicznego”. Owa szkodliwa przemiana jest wynikiem złego wychowania, sprzyjającego zbytniemu folgowaniu złym namiętnościom. Ludzie w demokracji są zatem „wyzwoleni” ze wszystkich ograniczeń, a w ich duszach panuje chaos. Błędne byłoby twierdzenie, iż są z gruntu źli, nikczemni. Owszem, nierzadko czynią zło, dając upust swym popędom – jednak nawet w złych nawykach nie są stali. Bywa więc również, że czynią dobro, jednak bardziej wynika to z chwilowych zachcianek, aniżeli z ukształtowania charakteru. Platon sądzi wręcz, że człowiek demokratyczny nie rozróżnia przyjemności „dobrych od złych” – twierdzi, iż wszystkie są tak samo wartościowe i w równym stopniu potrzebne. Najważniejszą wartością dla „człowieka demokratycznego” zdaje się być przyjemność. "Raz się upija i upaja muzyką fletów, to znowu pije tylko wodę i odchudza się, to znów zapala się do gimnastyki,a bywa,że w ogóle nic nie robi i o nic nie dba, a potem niby to zajmuje się filozofią. Często bierze się do polityki porywa się z miejsca, mówi byle co i to samo robi (...)" (3) Dziś powiedzielibyśmy, że to typ chorągiewki na wietrze. „Człowiek demokratyczny” nie jest bynajmniej typem charakterystycznym dla jakiejś konkretnej grupy, warstwy czy klasy. Przeciwnie – jest charakterystyczny dla całego społeczeństwa. Owa wolność i beztroska, którą Platon nazywa „młodzieniaszkowatością” powoduje więc anarchizację i rozpad struktur państwowych. Ludzie nie troszczą się bowiem o prawa, nie są one dla nich rzeczą godną obrony; a w każdym razie są mniej ważne niż swoiście pojmowana indywidualna wolność. Filozof zauważa, iż w systemie demokratycznym nierzadkie są przypadki morderców, tudzież innych przestępców, którzy skazani na śmierć bądź banicję, chodzą spokojnie ulicami, nie niepokojeni przez nikogo - "czyś jeszcze nie widział w takim państwie ludzi skazanych na śmierć albo na wygnanie, którzy mimo to siedzą na miejscu i kręcą się po mieście, jakby się nikt o takiego nie troszczył i nikt go nie widział, on sobie chodzi swobodnie, jak bohater, który wrócił spod Troi". (4) Obok przesadnej, prowadzącej do anarchii wolności, zasadniczą i integralną cechą demokracji jest równość. System demokratyczny sprzyja równości zarówno przez egalitarne prawo wyborcze (choć zaznaczmy, że w starożytnych Atenach obejmowało ono niespełna 10% obywateli), a także ogólne rozprężenie obyczajów, powodujące równanie „w dół”. O ile bowiem w monarchii ideałem jest król, który reprezentuje wysoką kulturę i tradycję, a prawi poddani czerpią zeń przykład, o tyle w demokracji ideałem jest niczym nie wyróżniający się szary człowiek. Zatem ludziom starszym, którzy w innym systemie cieszyliby się autorytetem i szacunkiem w demokracji „nie wypada” wręcz rościć sobie prawa do posłuchu, gdyż mogliby zostać posądzeni o ponuractwo czy przesadną „władczość”. Zanik dystansu obserwujemy także w relacjach damsko-męskich, co dziś jest rzeczą (niestety?) niemal niekwestionowaną, lecz wówczas stanowiło zmianę wręcz rewolucyjną. Platon twierdzi także, iż tendencje emancypacyjne objęły również zwierzęta, a nawet bydło chodzi po drogach „z godnością i wpada na każdego przechodnia jeżeli im nie ustąpi”. To oczywiście argumentacja ad absurdum, aczkolwiek dobrze oddająca tendencję do stawiania świata na głowie. Ciekawą tezę stawia Platon mówiąc, iż podobnie jak pory roku, tak podstawowe cechy demokracji – wolność i równość obrócić się łatwo mogą w swoje przeciwieństwo. Zatem efektem inwolucji demokracji jest w Platońskiej koncepcji najgorszy i najbardziej zdegenerowany ustrój – czyli tyrania. Platon wiecznie żywy (i aktualny) Wizja i poglądy Platona są we współczesnym świecie, stanowiącym Maistre'owską "schizmę bytu" są dość rzadko spotykane, toteż często postępowy „człowiek” który zetknie się z charakterystyką demokracji, jaką wielki Grek zawarł w swym „Państwie”, odrzuci je jako „niedzisiejsze”. Niekiedy demokraci twierdzą, iż krytyka ta wprawdzie jest słuszna, przynajmniej w pewnym sensie, jednak odnosi się do specyficznego kontekstu starożytnych Aten. Czy jednak takie wyjaśnienie będzie miało sens? Moim zdaniem niezupełnie, gdyż Platon krytykował nie tylko demokrację ateńską, lecz zasadę demokratyczną w ogóle. Co więcej, wiele argumentów wytaczanych przez filozofa znajduje odzwierciedlenie w późniejszej historii, a zwłaszcza historii najnowszej. Współczesny zdemokratyzowany świat jest bowiem świadkiem największego chyba w od kilku stuleci kryzysu moralnego, społecznego i kulturalnego. W wielu krajach zachodu ma miejsce wzrost popularności narkotyków, prowadzący często do uzależnień, legalizacja homoseksualizmu, wysoka ilość chorób wenerycznych, holocaust nieprzydatnych z punktu widzenia utylitarnej pseudo-etyki i nazbyt „kosztownych” starców czy aborcja. Zatrzymajmy się na krótko przy tym ostatnim problemie. Jak pisze w jednym ze swoich tekstów znany publicysta katolicki Andrzej Solak „Takiej masakry, ludobójstwa o takich rozmiarach, nie było jeszcze w dziejach świata. Tylko w przybliżeniu znamy liczbę ofiar - od czterdziestu do sześćdziesięciu milionów zabitych w każdym roku ostatniej dekady XX wieku. Ogółem, licząc tylko od 1945 r. - jeden miliard. Miliard dzieci nienarodzonych, zgładzonych najczęściej w majestacie prawa.” (6) Nowoczesny świat, który wciąż „humanitarnie” potępia tragedię II wojny światowej zdaje się tego problemu nie widzieć, bądź wręcz akceptuje go w imię hedonistycznych praktyk. Przykładem tego zachowania luminarzy demokracji jest sprzeciw wobec Wystawy Aborcyjnej w Polsce 2005r. podczas której można było zapoznać się z materiałem zdjęciowym cichego ludobójstwa. W świecie tym 120 ze 192 istniejących państw mają charakter demokratyczny, a pod rządami wybranymi przez „lud” żyje 62,5% ludności. (7) W Stanach Zjednoczonych Ameryki rocznie w „zabiegach” ginie około półtora miliona ofiar. (8) Czy ktoś jeszcze (z ludzi mających podstawową wiedzę na temat rozwoju płodu i charakteru dokonywanych morderstw) może wierzyć w „wolnościowy” charakter demokracji.? (9) We współczesnym zdemokratyzowanym świecie zachodnim zanika patriotyzm, co przejawia się w braku zainteresowania życiem publicznym czy wysoką korupcją, czego klasyczny przykład mieliśmy (i mamy wciąż) w Polsce. Fekwencja w ostatnich wyborach parlamentarnych i prezydenckich wyniosła jedynie odpowiednio 40,57%, 49.74% (50.99% w drugiej turze). Oznacza to,iż ponad połowa Polaków nie uważa swojego udziału w „święcie demokracji” za potrzebny. Póki co nie wprowadzono W Polsce głosowania przymusowego, choć niektórzy nasi „sojusznicy” z UE poszli już śladami starożytnych Ateńczyków. Mimo potępień ze strony luminarzy demokratycznej III RP trudno się dziwić obojętności jej obywateli. Spektakl parlamentarny skutecznie zniechęca do polityki. Francuski nacjonalista integralny Charles Maurras mówił pięknie przed blisko pół wiekiem „Część Francuzów - pisze Maurras - podzielona wedle gustów i idei, jest reprezentowana w Izbie. Jest jednak coś, co nie jest tam reprezentowane: to Francja. Ani w Izbie, ani w Senacie, ani na Polach Elizejskich, ani w Rządzie - są tam reprezentowane jedynie partie - nie ma tam reprezentacji Francji - tej Francji, która była wczoraj, tej, która będzie jutro, tej, która stoi ponad wyborami (...) W tych warunkach, chcielibyście aby miała prawodawstwo nastawione na rozwój, trwałość, przyszłość? Jako Byt jest ona w państwie nieobecna”. (10) Sądzę, iż o adekwatności tych słów do III RP nie trzeba nikogo przekonywać. To nie jest tylko polska aberracja – nawet wśród Niemców, którzy nie doświadczyli bolszewickiej degeneracji ostatni, powszechnie szanowany w całym oświeconym świecie kanclerz okazał się być nie lada kombinatorem. Czyż Platon nie krytykował demokracji właśnie z powodu zerwania jedności z Bytem i demoralizacji łączącej się z etycznym relatywizmem? (11) Technika rozwija się wprawdzie w tempie niezwykle szybkim, lecz jest to tylko ekonomiczny aspekt postępu. Nastawienie na zysk jest konieczne dla gospodarczego rozwoju, jednak gdy staje się jedynym kryterium powoduje rozkład więzi społecznych i atomizację. Jednocześnie sprzyja zanikowi kultury wysokiej i wypieraniu jej z rynku – gdyż – producentom bardziej opłaca się wydanie krawawego filmu gangsterskiego, aniżeli obrazu mającego głębsze przesłanie, wymagającego wysokiej znajomości tematu i skłaniającego do przemyśleń. Poziom treści zawartych w środkach masowego przekazu obniża się. Platoński „homo democraticus” jest bowiem masowym konsumentem. Uniformizacja „macdonaldyzacja” standardów kulturowych jest niczym innym jak równaniem w dół, zacieraniem się różnic także w tej dziedzinie. Lepiej zatem zaproponować zaserwować przeciętnemu widzowi obrazy na temat tragicznych wypadków czy najnowsze wiadomości (często zmyślone) z prywatnego życia Edyty Górniak niż np. skłonić do obywatelskiej aktywności. Co oczywiste także poziom dyskursu publicznego obniża się, ponieważ żadna z partii nie może sobie pozwolić na stratę wyborców. Kampanie wyborcze pozbawione są zatem wszelkich reguł, a witające nas „wszędzie” bilboardy nie odbiegają formą, a w dużym stopniu także treścią o reklamy proszku do prania. Zatem sprawy „racji stanu”, będące ongiś quasi-sakralną domeną politycznych elit stają się dziś jednym z elementów postmodernistycznego – jakby powiedział Zygmunt Bauman – pejzażu kultury masowej. Politycy, podobnie jak i wielu ich wyborców mają mentalność „chorągiewek na wietrze”. Nie wynika to bynajmniej z jakiegoś znikczemnienia ich charakterów, lecz w dużej mierze z istoty ustroju demokratycznego – przymuszającego do koniunkturalizmu i szybkich zmian poglądów i partii. Zmiany te u niektórych polskich polityków – których nazwiska przemilczę – są wręcz komiczne. Kultura masowa obejmuje także inne dziedziny ludzkiej aktywności – a zatem literaturę, sztukę, czasem zawierającą pozytywne przesłanie, lecz często wręcz przeciwnie – naigrywającą się z tradycji czy z wyższych wartości. Jej celem jest bowiem zaspokojenie zmieniających się potrzeb konsumpcyjnych, a zatem żądzy przyjemności. Żądza ta jest wprawdzie bardzo potrzebna, jednak w kulturze konumpcyjnej zaczyna dominować i wypierać wszystkie inne pragnienia i wartości. Sądzę, iż Platon bez trudu rozpoznałby w dzisiejszej kulturze i modzie przesyconej „sensacyjnymi newsami”, ogłupiającymi filami, pseuo-muzyką przwleczoną z afro-amerykańskich slumsów (exemplum hip-hop), a nade wszystko paradach „miłości” i „równości” (jakżeby inaczej?) przejaw braku „rozróżniania przyjemności na dobre i złe”. Platońską „młodzieniaszkowatość” można dojrzeć i w naszym systemie prawnym, charakteryzującym się niefrasobliwością. Najlepszy dowód, iż jak dotąd nie udało się znaleźć prawdziwych sprawców „Afery Rywina”, poważnej przecież sprawy. Zamiast odkrycia winnych mieliśmy jednak okazję ujrzeć interesujący, komediowy spektakl w telewizji, którego aktorzy serwowali dowcipy o bikiniarzach i skarpetkach. Podobnie rzecz się miała z aferami Orlenu, PZU etc. Ludzie podejrzani o uczesnictwo w tych aferach naigrywają się z wymiaru sprawiedliwości i przechadzają się po kraju jak „bohaterowie, którzy wrócili spod Troi” Nie tylko zatem w starożytnych Atenach ludzie winni ciężkich przestępstw pozostawali na wolności, niefrasobliwie traktowani przez wysłanników Temidy. Podobnie rzecz się ma w demokracjach współczesnych, w tym w III Rzeczypospolitej. Transformacja ustrojowa lekceważąc liberalizację handel, zliberalizowała („zlibertynizowała”?) przede wszystkim wymiar sprawiedliwości. Rośnie odsetek przestępstw wszelkiego rodzaju, oraz uzależnień. Przykładowo w 1992r. odnotowano w Polsce 500 przypadków obrzucania kamieniami wagonów osobowych, w 1993 - 912, a w pierwszym półroczu 1994 - aż 922 takie przypadki (12). „Piękne” ideały wolności i równości („Egalite, Fraternite, ou la mort”- jak wołali rewolucjoniści we Francji”) znajdują kulminację w przypadkach prześladowań nauczycieli przez młodych neobarbarzyńców ze szkolnej ławy. Niedawno jeden z pedagogów został zwolniony z pracy, gdyż wobec takowych prześladowań uciekł się z bezsilności do drobnej przemocy fizycznej. Równość czysto polityczna także jest w demokracji doprowadzana do absurdu. O ile ta wypływająca z godności ludzkiej natury, podparta autorytetem najważniejszych systemów etycznych i religijnych jest sprawą niekwestionowaną; to postulaty równości politycznej i ekonomicznej trącą utopią. Gdy utopia ta jest realizowana społeczeństwo więcej na tym traci niż zyskuje. W przypadku równości politycznej – przejawiającej się w powszechnym prawie wyborczym, będącym „dogmatem demokracji” odbija się to na jakości parlamentu, stanowionego prawa – gdyż do władzy dochodzą grupy populistyczne, roszczeniowe, wsparte przez naiwnych czy nie interesujących się polityką ludzi. Ponadto fakt, że aktywny obywatel, pracujący na rzecz swojego kraju, płacący wysoki podatek albo weteran wojenny ma taki sam głos co bezrobotny z własnej winy czy zdrajca jest kwestią urągającą zwykłemu poczuciu sprawiedliwości. Warto pamiętać,że nawet oświeceniowi liberałowie, zwłaszcza ci, reprezentujący „łagodne” angielsko-amerykańskie Oświecenie – jak John Locke proponowali system cenzusowy, zamiast zasady jeden człowiek- jeden głos. Podobnie w demokracji ateńskiej, którą Platon krytykował za niesprawiedliwy egalitaryzm, prawa wyborcze miała mniejszość obywateli. Szczytem egalitarnej perwersji demokracji jest egalitaryzm ekonomiczny. Jest to swego rodzaju kulminacja egalitaryzmu społecznego, kulturowego, politycznego, a także ideologii wolności bez odpowiedzialności. Ponoć Karol Marks mówił, iż „demokracja zawsze prowadzi do socjalizmu”. Miał rację. Demokracja wyzwala bowiem w człowieku najniższe, najbardziej pierwotne i infantylne instykty. Platon nie pomylił się oskarżając ten ustrój o „młodzieniaszkowatość”. W XXI wieku teza wielkiego filozofa jest wciąż aktualna. Wolnorynkowy ekonomista nemiecki prof. Hans Herman Hoppe mawia, iż demokracja cechuje się niską preferencją czasową. Partiom bowiem zależy na nagłej zmianie sytuacji gospodarczej, zaciągają więc długi, w celu np. powiększenia sfery socjalnej. Politycy nie są przecież w przeciwieństwie np. do monarchów właścicielami władzy, lecz lokajami, wybranymi na kilkuletnią kadencję. Myślą więc krótkofalowo, w czasowych ramach swojej kadencji. Ponadto partie wolnorynkowe (w Polsce np. Unia Polityki Realnej) nie mają szans na zwycięstwo. Ludzie robiąc zakupy w supermarkecie, skuszeni socjotechnicznymi trickami wybierają najczęściej towar „przyjemny”, często przepłacając i nie myśląc przyszłości. Analogicznie działa mechanizm demokratyczny, nie bez powodu przyrównywany do wyboru lepszego, przyjemniejszego towaru. Niestety taka metoda wyboru nijak do rzeczywistości, do stałych praw ekonomii. Kraje „starej” UE, rozwijające się bez komunistycznej okupacji, za to z rozbudowaną sferą socjalną mają teraz poważne problemy finansowe. Najszybszy wzrost gospodarczy obecnie notujemy w świeżo kapitalistycznych i autorytarnych, bądź semi-autorytarnych kraje azjatyckich (Korea Południowa, Tajwan, HongKong, Singapur, Chiny etc.). W Niemczech zaś czy Francji władza nie przeprowadza głębokich reform (co najwyżej dość powierzchowne) z uwagi na obawy przed opinią publiczną, czyli strajkami „młodzieniaszkowatych” (w złym znaczeniu tego słowa) i apatriotycznych obywateli. Państwo, coraz bardziej ingerujące w rynek nie jest w stanie zapewnić gospodarczego rozwoju, gdyż człowiek, z natury egoista bardziej dbać będzie o swoją własność niż tzw. własność publiczną. Upadek komunizmu to potwierdza. Jednak nowoczesna demokracja jest systemem „komunizującym”, o czym świadczą dane statystyczne: „w trakcie trwania epoki monarchicznej, w okresie przed I Wojną Światową, wydatki rządowe, rozumiane jako procent PKB, rzadko przekraczały 5%. Od tamtego czasu wzrosły one średnio do 50%. Przed I Wojną Światową rządy zatrudniały zwykle mniej niż 3% pracującej populacji. Od tamtej pory odsetek ten wzrósł do poziomu 15 - 20%. Era monarchiczna wiązała się z pieniądzem kruszcowym (złotem), którego siła nabywcza stopniowo rosła. Dla odmiany, era demokratyczna jest erą pieniądza papierowego, którego siła nabywcza nieustannie maleje.” (13) Podsumowując Platon miał rację, gdy oskarżał „człowieka demokratycznego” o brak stałych wartości, o hedonizm, o brak patriotyzmu, o lekceważenie tradycji; a sam system o relatywizm, brak skutecznego systemu sprawiedliwości, promowanie źle pojętej „wolności” kosztem sprawiedliwości i niezdrowy egalitaryzm. Potwierdza to historia demokracji i współczesność. Nie jest to bynajmniej zdanie tylko autora eseju, lecz ogromnej większości filozofów i myslicieli politycznych. Demokratami nie byli nie tylko Platon, lecz także Arystoteles, Sofokles, św. Augustyn, św. Tomasz, Tomasz Hobbes, Edmund Burke, Joseph de Maistre, nawet większość Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych (jako republikanie etc. etc. Kolumblijski reakcjonista – Nicolas Gomez Davila miał więc całkowitą rację gdy mówił, iż „Demokrata drętwieje z przerażenia, gdy dowiaduje się o niezwykłej koalicji, która mu zagraża; gdy odkrywa, że klasyczność Sofoklesa sprzymierzyła się z romantyzmem Kierkegaarda, aby go potępić; gdy widzi, iż przy tym przedsięwzięciu biskupia pompa Bousseta paktuje z dionizyjskim ateizmem Nietzschego.” (14) Warto jednak pamiętać, iż to wielki Platon był pierwszym i jakże wielkim antydemokratycznym „reakcjonistą”. Jego krytyka „rządów ludu, dla ludu i przez lud” jest zaś w dzisiejszych czasach aktualna w o wiele większym stopniu niż IV wieku p.n.e. Przypisy: (1) Prof. Jacek Bartyzel "Demokracja" str. 43 (2) Tamże str. 45 (2) W. Witwicki: Wstęp, w: Platon: Obrona Sokratesa, Lwów 1920, s. 75. (3) Platon "Państwo" str. 266 (4) Tamże str. 270 (5) Tamże str. 267 (6) http://reakcjapolska.webpark.pl/spolecz/01.htm (7) http://www.incipientposthuman.com/good.htm (8) http://reakcjapolska.webpark.pl/spolecz/01.htm (9) Dokumenty zdjęciowe z aborcji można zobaczyć m.in. tu: http://www.mateusz.pl/mz/1996/adok.htm (10) http://www.wandea.org.pl/charles-maurras.html (11) Vide Prof. Jacek Bartyzel „Demokracja” (12) Polityka - Transport, nr 43/1994. (13) http://www.mises.pl/site/subpage.php?id=66&content_id=94&view=full (14) http://www.wandea.org.pl/nicolas-gomez-davila.htm Bogaty zbiór aforyzmów Davili: http://www.wandea.org.pl/aforystykon.html | |||