now@ on-line  luty  2006

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 
 

 

Stanisław Bulza

CZARNY ZAKON I ŚWIĘTY GRAAL

Theodor Fritsch, założyciel okultystycznego Zakonu Germańskiego (Germanenorden) i jego wewnętrznego kręgu - Towarzystwa „Thule” (1918) już w 1912 r. groził, że ludzie niższej rasy a zwłaszcza Żydzi i Słowianie, oraz „elementy” społeczne zostaną zlikwidowani.

Idee te rozwinął zakon rycerski Rzeszy Niemieckiej Schutzstaffeln - Sztafety Ochronne NSDAP, znane jako SS, których twórca, Heinrich Himmle, reichsfuhrer SS, cieszący się najgorszą sławą poza Hitlerem, inspirował się natchnieniem ezoterycznym, tradycjami greckimi, tybetańskimi, katarów i rycerzy świętego Graala.

SS, czyli Sztafety Ochronne NSDAP, powstały z woli Hitlera w 1925 roku, jako jego gwardia przyboczna. Dla dalszych dziejów formacji momentem przełomowym było objęcie kierownictwa nad nią przez Heinricha Himmlera w 1929 roku. Reichsführer SS Himmler był z wykształcenia agronomem. Metody doboru, które stosował przy hodowli drobiu na swojej kurzej fermie, postanowił zastosować teraz w SS. Przekonany o wyższości rasy aryjskiej, postanowił uczynić z SS elitę. O ile do NSDAP mógł się zapisać każdy, kto nie był Żydem, o tyle do SS przyjmowano jedynie wybranych. Kandydaci do gwardii musieli mieć co najmniej 1,70 metra wzrostu i nordycki wygląd. Co to oznaczało? Jürgen Stroop, SS-Gruppenführer odpowiedzialny m.in. za stłumienie powstania w getcie warszawskim, za ideał Aryjczyka uznawał wysokiego mężczyznę o podłużnej czaszce i wąskim czole, jasnowłosego, niebieskookiego, o jasnej karnacji skóry, pozbawionego owłosienia na ciele - nawet pod pachami, czy w okolicach genitaliów. Tylko przed takimi osobami otwarte były drzwi do SS. Naturalnie sam wygląd nie wystarczał. Wszyscy oficerowie SS i ich żony musieli dowieść czystego aryjskiego pochodzenia aż do 1750 roku, a szeregowi esesmani do 1800 roku. Ponadto od 1 stycznia 1932 roku obowiązywał dekret, na mocy którego wszyscy nieżonaci członkowie SS musieli odtąd uzyskać pozwolenie od Reichsführera SS Himmlera na zawarcie małżeństwa. Badania związane z pozwoleniem na małżeństwo, prowadzone przez Urząd Rasy i Osadnictwa SS (od 1938 roku Główny Urząd Rasy i Osadnictwa SS), obejmowały zdrowie fizyczne i psychiczne kandydatek na żony i ich rodzin oraz cechy rasowe, aby upewnić się co do "nordyckości" kandydatek. Był to zasady eugeniki, której hołdował Himmler. Zarówno esesmani, jak i ich przyszłe żony, musieli dostarczyć dane genealogiczne dla udokumentowania czystości swego pochodzenia aż do piątego pokolenia. W praktyce bywało, że badano drzewo genealogiczne jeszcze dokładniej. W 1943 roku trzem braciom, członkom SS, którzy starali się o pozwolenie na zawarcie małżeństwa, dowiedziono, iż mają wśród przodków Żyda urodzonego w 1663 roku. Wobec zmienionych realiów wojennych, zgodzono się warunkowo na zawarcie przez nich małżeństw, z zastrzeżeniem, że ich dzieci nie będą mogły zostać przyjęte do SS.

Himmler w listopadzie 1933 roku wydzierżawił zamek Wewelsburg, aby przekształcić go w siedzibę SS. Był to zamek – kaplica, pomnik nazizmu. Zamek ten miał być czymś na kształt arturiańskiego Camelotu. Centralnym miejscem w zamku była wielka sala spotkań przywódców Czarnego Zakonu SS z dębowym stołem na dwanaście miejsc, przeznaczonych dla najwyższych dowódców SS, którzy najwyżej byli wtajemniczeni. Ściany były przyozdobione herbami owych dowódców (wobec faktu, że część dowódców SS nie posiadała herbów rodowych, Himmler kazał je dla nich sporządzić). Poniżej sali biesiadnej, w okrągłym pomieszczeniu wykutym w skale znajdowała się krypta grobowa, nazwanym „królestwem umarłych”. Przy budowie tego pomieszczenia zginęło około 1000 więźniów, którzy pochodzili z pobliskiego obozu. Każda z zamkowych sal dla rycerzy SS upamiętniała jakiegoś germańskiego bohatera i umeblowana była zgodnie z duchem czasów owego bohatera. Po wojnie zamek został uznany za miejsce zła.

Sam Himmler mieszkał w apartamentach poświęconych królowi z dynastii saskiej, Henrykowi I Ptasznikowi, gdyż wierzył w reinkarnację i uważał się za wcielenie Henryka Ptasznika (875-936), monarchy, założyciela domu Saksonii. Henryk Ptasznik został obrany królem w 919 r. Zmusił książąt szwabskiego i bawarskiego do uznania swego zwierzchnictwa. W 923 r odzyskał Lotaryngię. Od 933 r. rozpoczął walkę ze Słowianami połabskimi. Himmler czcił jego pamięć i w tysiącletnią rocznicę jego śmierci złożył ślubowanie, że będzie kontynuował jego „misję cywilizacyjną na Wschodzie”. Himmler często medytował on nad grobem Henryka. Uważał, że grób ten jest „świętym miejscem, do którego my, Niemcy, udajemy się na pielgrzymkę”. Hitler na temat reinkarnacji wypowiadał się następująco: „Tym, co leży w naturze człowieka, jest poczucie wieczności, i poczucie to zakorzenione jest głęboko u każdego. Dusza i umysł migrują, natomiast ciało powraca do natury”. Migracja może oznaczać tylko jedno, reinkarnację. Wiara w reinkarnację jest sekretną doktryną masonerii. Wymaga ona wtajemniczeń. Tajne obrzędy związane z reinkarnacją były odprawiane w Elauzis. Można porównać misteria eleuzyńskie i ceremonie tybetańskie z „Księgą umarłych” u Egipcjan.

W ramach SS od 1935 roku działał instytut poszukiwań ezoterycznych pod nazwą Deutsches Ahnenberge (Niemieckie Dziedzictwo Przodków), który organizował sesje medytacyjne dla najwyższego kręgu wtajemniczonych oraz podejmował misje specjalne w rodzaju poszukiwań Graala, zbierania w Tybecie materiałów na temat lokalnych rytuałów inicjujących wojowników przed ich ostateczną walką z siłami „ciemności”. Poszukiwano klucza do ponownego ożywienia rasy panów, nadludzi, którzy mieli stworzyć tysiącletnią Rzeszę.

Himmler dążył do stworzenia nowej elity, a to oznaczało konieczność wprowadzenia tajnych obrzędów i wtajemniczeń, by przeobrazić duchowo jej członków. Dlatego Himmler nieustannie powtarzał oficerom SS, że są rycerzami Czarnego Zakonu. Idea elitarnego zakonu rycerskiego, w którą starano się wtłoczyć SS, okazała się być dość nośna. Dawała młodym ludziom wrażenie splendoru związanego z tajnym zakonem wyznającym wiarę pogańską. Symbolem przynależności do zakonu była trupia główka i czarny uniform. Z czernią munduru kontrastowały biała koszula (do 1937 roku była brązowa) i białe rękawiczki. Członków Czarnego Zakonu SS wtajemniczenia czyniły sadystami. Byli nielitościwi i bezwzględni. W pogardzie mieli ludzi, gdyż ich etyka była zawołaniem dla wtajemniczonych, ludzi okrutnych i gwałtownych, którzy nie znali litości.

MAUZOLEUM – MIEJSCE WTAJEMNICZEŃ

TAK MOGŁO BYĆ

Wałbrzych i okolice kryją wiele niewyjaśnionych tajemnic z II wojny światowej, by wspomnieć potężne budowle podziemne w Górach Sowich, lochy w Książu czy Ptasią Kopę i Mauzoleum w Wałbrzychu. O tej budowli nie zachowały się żadne informacje. Całe to miejsce, okolica, jeszcze dziś budzą respekt i grozę. Kusi tajemnicą i odmiennością.

Zgodnie z obrzędami i wtajemniczeniami w Eleuzis, które w starożytnej Grecji były przedmiotem wielkiej czci, a z czasem zapanowały na całym obszarze wokół Morza Śródziemnego, naziści wstępne wtajemniczenia przeprowadzali w Wałbrzychu w Mauzoleum. Według różnych przekazów, pod górą znajdują się lochy.

Mauzoleum otwarto w 1938 roku, jako pomnik „Dumy, chwały i siły” ku upamiętnieniu 23 zabitych pionierów ruchu narodowosocjalistycznego na Śląsku, z których żaden, nawiasem mówiąc, nie pochodził z Wałbrzycha, oraz 177 tys. Ślązaków poległych w I wojnie światowej ale tak naprawdę było to miejsce kultu dla pogańskich bożków i wtajemniczeń. Mauzoleum składa się z czworobocznego budynku, z wewnętrznym, arkadowym dziedzińcem i jest otoczone wałem w kształcie podkowy.

Otoczona lasem kamienna bryła ukryta była w środku lasu na pagórkowatej łące. W pobliżu znajdowała się filia obozu koncentracyjnego Gross - Rosen. Mauzoleum otoczone było kamiennymi lwami i hitlerowskimi gapami, wyrzeźbionymi z granitu. Granitowe swastyki strzegły zachodniego i wschodniego skrzydła budowli. Obok stały znicze.

Niezwykle surowa budowla został zbudowana na wzór budowli starożytnego Sumeru, Asyrii i Babilonu. Budowla zbudowana jest z granitu i ma kształt prostokąta o wym. 24 metry szerokości i prawie 6,5 metra wysokości. mieszcząca wewnętrzny dziedziniec, niegdyś brukowany, dziś porośnięty trawą. Ściany nie mają okien i drzwi wejściowych. Należy przypuszczać, że wejście do wewnątrz prowadziło z podziemnych korytarzy. Wewnątrz znajduje się dziedziniec, który jest otoczony kolumnami. Zadaszone kolumny tworzą korytarze, coś na kształt kościelnych naw. Na jednej ze ścian widniała kiedyś pamiątkowa tablica, pod którą składano wieńce. Na środku dziedzińca wyrastał z ziemi jeszcze jeden znicz. Niegdyś w tym miejscu stała wysoka kolumna, podtrzymywana przez 4 lwy. U jej szczytu trzech młodzieńców podtrzymywało ogromną misę z brązu, na której płonąć miał wieczny ogień. W starożytności ogień był symbolem jedności rzeczy. Nazywany był świętym ogniem.

W południowo-wschodnim rogu budowli nagle zapada się posadzka, ukazując wejście do podziemnych korytarzy. Biegną dokładnie pod zadaszonymi korytarzami, na ścianach jednak nie widać nic szczególnego. Wszystko wskazuje na to, że tutaj, tak jak na zamku Wewelsburg, znajdowała się krypta grobowa. Czy tu właśnie złożono w 1938 roku prochy owych 23 narodowo - socjalistycznych „bohaterów”? Przed frontonem budynku pozostały ślady, mogące świadczyć o stojących w tamtym miejscu kolumnach – po trzy z każdej ze stron.

Na sufitach naw odnaleźć można pozostałości po mozaikach, choć cała budowla zaskakuje ubóstwem ornamentów. Na zachowanych fotografiach nie widać swastyk, choć po okolicznych lasach jeszcze do niedawna można było zobaczyć ogromną kamienną kule, z wykutym w niej „hakenkreuzem”. Podobno pochodziła z mauzoleum, choć miejsca, w którym mogła stać, nikt nie potrafi wskazać. Od zewnętrznych ścian budowli odchodziły, w kierunkach wschodnim i zachodnim, odchodziły dwa ramiona, tworzone przez mur ponad metrowej wysokości. Zwieńczone były niewysokimi, masywnymi cokołami z ozdobionymi tzw. Orłami Pułkowymi. Dziś po owych ramionach zostały tylko zagadkowe ślady, a cokoły przypominają raczej zasypane szyby wentylacyjne. Północna ściana budowli wieńczy w sobie kilka większych lub mniejszych pomieszczeń, których przeznaczenie pozostaje nieznane.

Kilkadziesiąt metrów dalej, poniżej poziomu drogi, z leśnego zbocza wyrasta mały amfiteatr, który został zbudowany na wzór antyczny. Ławy zostały zbudowane z kamienia. Tutaj zachodzi pytanie, dlaczego naziści w miejscu, które miało upamiętniać poległych, zbudowali amfiteatr. Otóż należy przypuszczać, że służył on do odgrywania dramatu o Demeter i jej córce Persefonie, która była porwana przez Hadesa. Była to najważniejsza część wtajemniczeń, nazwana małymi misteriami. Himmler dokładnie przestrzegał porządku eleuzyńskiego. Zwyczaj odgrywania dramatu sięgał bardzo dawnych czasów, ale treść przedstawienia, jego myśl przewodnia, pozostawały bez zmian. Demeter, Persefona i Hades były bóstwami piekielnymi.

Wtajemniczenia te odbywały się wieczorem, a gdy zapadała noc, zapalono pochodnie pogrzebowe.

Adepci, przyszli członkowie Czarnego Zakonu SS, przed wtajemniczeniem musieli przysiąc, że wszystko co zobaczą i usłyszą zachowają w tajemnicy. Po wstępnych czynnościach herold prowadził ich do amfiteatru. Na scenie były ustawione rzędem kapłanki świątyni Persefony, które wypowiadały następujące słowa: „O, przyszli adepci misteriów, stanęliście u progu Persefony. Wszystko, co będziecie oglądać, wprawi was w zdumienie. Dowiecie się, że wasze obecne życie jest splątane tkaniną ułudnych rojeń. Sen, który otacza was strefą mroków, uniesie na swojej fali rojenia i dni wasze, niby płynące szczątki ostatnie, które rozwieją się w oczach. Poza strefą mroków wszelako jest strefa wiekuistej miłości. Niech sprzyja wam Persefona i niech nauczy was, jak przebyć rzekę ciemności i dostać się do Demeter”. Gdy kapłanki skończyły swą przemowę, prorokini zstępowała ze sceny i rzucając pełne grozy spojrzenie, wypowiadała następujące przekleństwo: „Lecz biada tym, którzy przyszli, aby pokalać misteria! Bogini bowiem prześladować będzie te przewrotne serca przez całe ich życie i w królestwie cieni nie wypuści ona swojej ofiary”.

Po tych przestrogach wtajemniczani oglądali przedstawienie, w którym odgrywano sceny z życia Demetry i jej córki Persefony. Legenda o Demeter i Persefonie stanowiła ośrodek kultu eleuzyńskiego. Kandydat oglądał przedstawienie, podczas którego nie wolno było mu się odwrócić

Na zakończenie dramatu herold wypowiadał następujące słowa: „ O przyszli adepci tajników, których życie przyćmiewają jeszcze opary złego życia - oto wasze dzieje. Zachowajcie w pamięci słowa Empedoklesa i rozważcie je dobrze; płodzenie jest straszliwym niszczeniem, które sprawia, iż żywi przeistaczają się w zmarłych. Niegdyś żyliście życiem prawdziwym, a potem pociągnięci mrokiem, wpadliście w przepaść ziemską, pokonani przez ciało, oddani w jego moc. Wasza teraźniejszość jest tylko bolesnym snem. Jedynie, co istnieje prawdziwie to przeszłość. Nauczcie się przypominać sobie, nauczcie się przewidywać.” Potem wtajemniczeni w blasku pochodni pogrzebowych udawali się na dziedziniec mauzoleum, gdzie herold do nich przemawiał; „Oto jesteście u podziemnego progu świata podziemnego. Ażeby zrozumieć życie przyszłe i wasze obecne położenie, musicie przejść przez państwo śmierci, czyli wypróbowanie”.

Następnie gaszono pochodnie i wtajemniczeni wchodzili do podziemnego labiryntu. Niebawem zaczynały się rozlegać szmery, jęki i groźne odgłosy. Błyskawice, którym towarzyszyły grzmoty, rozdzierały ciemności. W podziemiach wtajemniczonym ukazywały się widma, a w szczególności Empuza, rodzaj demona, przybierającego przeróżne postacie: osła, wołu, kobiety, konia. Zjawy te były tak nagłe i przelotne, że nie starczało czasu, by zauważyć ich sztuczne wywołanie. Buchające płomienie potęgowały lęk wtajemniczonych. Po błyskach następowała zupełna ciemność, która potęgowała grozę. Próba ta polegała na przezwyciężeniu strachu. Plutarch porównuje uczucie strachu, jakim przejmowały te wizje, do stanu człowieka na łożu śmierci. Wtajemniczani wchodzili do piekieł, gdzie spotykali się z Hadesem i Persefoną. Tutaj wtajemniczeni obiecywali Hadesowi, że będą mu wiernie służyć. Aby wykonać obietnicę, wtajemniczani pojedynczo musieli dać się zamknąć żywcem w trumnie, która następnie była złożona w krypcie grobowej, „pogrzebany żywcem”. Dopiero po kilku dniach wtajemniczony był z niej wypuszczany. Na wskutek ograniczonego dostępu powietrza w trumnie, umysł wtajemniczonego stawał się przytępiony, następowała degradacja osobowości. Tak okaleczonym człowiekiem jest łatwo manipulować, gdyż mózg ulega poważnym uszkodzeniom na wskutek niedotlenienia. Taki człowiek służył potem, niczym pies, wiernie przywódcom Czarnego Zakonu SS. I oto głównie chodziło w tych wtajemniczeniach.

Powojenna historia tego miejsca to opowieść o zapomnieniu i zniszczeniu. Z czasem kamienna budowla stała się ulubionym miejscem zbiórek narkomanów, wagarowiczów, uciekinierów z domu i złodziei testujących skradzione samochody. Odbywały się też tutaj zloty satanistów.

Sudecki Biuletyn Informacyjny Nr. 4

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów                 http://nowamedia.w.interia.pl