now@ on-line  styczeń  2006

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

 

Zygmunt Jan Prusiński

ROZTAŃCZONE BAŁWOCHWALSTWO

Ostatnio już nie mogłem słuchać tej melodii na jedną stronę kopyta... Kwaśniewski Aleksander widocznie wziął ten brawurowy przykład od Wałęsy Lecha. Najpierw żegnanie się z mniejszością narodową w programie Tomasza Lisa „Co z tą Polską”, gdzie wyraziście wypowiadał się o tym, że przedstawiciele z organizacji PiS ni świata ni Europy nie znają w globalizacji politycznej i ekonomicznej, a zatem nie mają takowego obycia salonowego pośród władnych tego świata, polityków i biznesmenów i, jak z rękawa zaczął wydawać nazwiska tych, którzy są znani i obyci, a szkoda że to nie oni tylko tamci, z Pis-u.

I tak słyszę z ust Kwaśniewskiego te piękne nazwiska: Skubiszewski Krzysztof, Cimoszewicz Włodzimierz, Rosati Dariusz i pewnie nadmienił o Gieremku Bronisławie. O mało prezydent się nie popłakał – było i mi przykro, że musi opuścić tę „dostojność”, tę dekadę w Pałacu, (niczym wiekową), choć przejdzie na wieki zapisany na kartach historii. Jednak, to „ja”, było słychać wszędzie. Jak Boga kocham, drugi „wałęsiarz”... Chwali dupa!

 

W podobnym tonie bzyknął na spotkaniu ze swoimi braćmi - towarzyszami w centralnej siedzibie SLD. No tam to już było gorąco, czerwona krew biła mocno w sercach rozpasanych rycerzy...  Czy wy wiecie, że jeden z nielicznych Sobotka Zbigniew to słowiański Polak! Gdzie się uchował w tej masie czarniny..., a jednak poszli za nim. Jak jeden mąż i żona, dżwignęli go moralnie. To zacne, tylko że w więzieniach przebywa więcej skazanych i nikt o nich się tak nie troszczy. Powiedz tow. Sobotka, jaki urok masz ukryty, że ci z mniejszości a jednak większość (przekabaciła prawo), bardzo niestabilne widać, i wydostali cię z takiego wyroku. Nie to jest ważne, że ewentualnie zginęliby funkcjonariusze policji w czasie akcji  z bandytami w Starachowicach, zostawiając owdowiałe żony i osierocone dzieci. Nie, to nie wchodziło absolutnie w rachubę. Humanizm, to wrogi termin. Prawie jak zjawa... czyż nie tak.

 

Wracając do „Kwaśnieskizmu”, bo czas ten był bardzo kwaśny, więc Aleksander I  umie kłamać, to wiemy. Na pytanie Tomasza Lisa: „Co teraz pan będzie robił?” Prezydent odpowiedział: „Jadę do Davos, do siostry, która jest wybitną okulistką...” – Może i z wykształcenia jest okulistką, ale tu na Pomorzu dzięki legendarnemu radiu City, w programie „Jerzy Izdebski talk show”, my społeczeństwo na Północy dowiedzieliśmy się, że siostra prezydenta prowadzi rodzinny bank, jest jego prezesem w Szwajcarii. A to dzięki ojcu, który z  różnych żródeł przekazał olbrzymią wartość w walucie zachodniej, zabezpieczając tym samym swoje dzieci. – Wszyscy do tego Davos. Nie, muszę i ja tam pojechać, jako turysta oczywiście, a nie... bankier.

 

   Ale mam mądrą propozycję, by „najlepszy prezydent” od mojego roku życia 1948 w PRL i III RP, podał adres swojego rodzinnego banku w Davos, a ja otworzę w nim swoje prywatne konto. Mało tego, do tego banku rzucą się wszyscy moi Rodacy, bo w Polsce coraz mniej jest polskich banków. Niech to będzie pierwszy „polski” bank za granicą, jeśli nie możemy mieć ich w kraju. – Czy mam rację (mój ulubieńcu) Aleksandrze I? Na pewno tatuś by się ucieszył z tej inicjatywy. – Czy myślisz, że kochał Polaków?

 

19.12.2005.

Ustka

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów                 http://nowamedia.w.interia.pl