| ||||
|
|
Marian Miszalski Polska - a amerykański system MDI... w rozbłysku krótkiego spięcia Wydarzenia ostatnich lat, miesięcy, tygodni i dni pokazują, że sytuacja dojrzała do postawienia pytania: czy oś Moskwa-Berlin jest porozumieniem politycznym, które podkopuje znaczenie Unii Europejskiej dla Polski i innych krajów b. bloku wschodniego? Czy „strategiczne partnerstwo" rosyjsko-niemieckie, proklamowane przez Putina i Schroedera ma być nową strukturą organizującą politykę europejską, przy jednoczesnej marginalizacji Unii Europejskiej, która staje się już tylko zasłoną dymną dla takiej polityki? Gdyby tak było, Polska - także kraje nadbałtyckie - stałaby się rychło pierwszą poważną ofiarą takiej nowej sytuacji. Ogłoszone przed kilkoma laty rosyjsko-niemieckie „strategiczne partnerstwo" nie wzbudziło stosownej do rangi wydarzenia debaty politycznej w Unii Europejskiej.To fakt znamienny, bo przecież Niemcy są zarazem jej członkiem, nawet głównym filarem i nie brak uzasadnionych opinii, że Unia Europejska jest nawet instrumentem wspólnej niemiecko-francuskiej polityki. Powinny więc zostać postawione pytania: czy „strategiczne partnerstwo" niemiecko-rosyjskie jest polityką całej Unii, do której realizacji wydelegowano Niemcy? Czy niemiecko-rosyjskie „strategiczne partnerstwo" jest zupełnie samodzielną polityką niemiecką wobec Rosji, prowadzoną niezależnie od Unii Europejskiej? Czy może ta oś Berlin-Moskwa, to strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie upoważnia Niemcy do prowadzenia polityki ścisłej współpracy z Rosją tylko w imieniu „starej Unii" (Niemiec, Francji, krajów Beneluxu), a inne kraje UE, w tym zwłaszcza Polska i inne b. „demoludy", nie są już tą polityką reprezentowane, a nawet - może się ona spełniać i c h k o s z t e m? Wydarzenia ostatnich miesięcy, tygodni i dni potwierdzają najpoważniejsze obawy, że pod szyldem „strategicznego partnerstwa" niemiecko-rosyjskiego, przy milczącym przyzwoleniu Komisji Europejskiej i rządów państw „starej Unii" - Polska jako pierwsze z państw „nowej Unii" wydana zostaje na pastwę tego nowego „organizowania" Europy, dokonującego się jeszcze pod szyldem całej Unii Europejskiej, ale tak naprawdę - tylko w interesie jej części, z Niemcami na czele, i Rosji. Musi to prowokować do pytań o dalszy sens pozostawania kraju w wyłącznej i dwuznacznej strukturze, jaką staje się Unia Europejska, akceptująca niemiecką politykę wobec Rosji - politykę nie reprezentującą już jednak interesów Polski, krajów nadbałtyckich, czy krajów skandynawskich. Wspólna niemiecko-rosyjska decyzja o budowie gazociągu pod Bałtykiem grozi całkowitym uzależnieniem Polski od rosyjskich dostawców i niemieckich dystrybutorów. Zważywszy na koszt tej inwestycji - nie ulega wątpliwości, że dyktowana jest nie tylko względami ekonomicznymi, ale - głównie - politycznymi. Na tę decyzję nie było żadnej adekwatnej reakcji ze strony Unii Europejskiej, co wskazywałoby, że Komisja Europejska przyzwala Niemcom na zupełnie samodzielną politykę energetyczną, groźną dla Polski i kilku innych krajów, członków Unii Europejskiej. Warto podkreślić, że decyzja ta zapadła po fiasku niemieckich prób, zmierzających do pozostawienia kwestią otwartą - na gruncie „prawa unijnego" - niemieckich roszczeń materialnych dotyczących polskich ziem zachodnich. Próby te zablokowane zostały - przynajmniej na razie - twardym i jednoznacznym stanowiskiem polskiego Sejmu i zapowiedzią polskich władz, że ich kontynuowanie może poskutkować policzeniem polskich strat wojennych i wystawieniem kontr-rachunku państwu niemieckiemu. Czy zatem - w ramach „strategicznego partnerstwa" - Rosja, jako strategiczny partner Niemiec, przejęła na siebie dalsze próby wywierania presji na Polskę, aby zmuszona była ulegle szukać politycznego wsparcia w UE, więc - przede wszystkim - u władz niemieckich? Właśnie niejasne, dwuznaczne, wręcz o charakterze uniku stanowisko Komisji Europejskiej potwierdza obawy, że obecne władze UE przyzwalają Niemcom i Rosji r o z g r y w a ć politycznie Polskę, a to na jednym, n ie m i e c k i m, a to na drugim, gdy „nie idzie" - r o s y j s k i m fortepianie. W ślad za „gazociągiem pod Bałtykiem" poszedł szantaż „nowymi cenami gazu", potem „szantaż mięsny" i wreszcie, krok bezprecedensowy w stosunkach handlowych - całkowity zakaz dla polskiego eksportu rolnego. Każdorazowy brak adekwatnych reakcji ze strony władz Unii Europejskiej dobitnie potwierdza obawy, że w ramach strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego (w a ż n i e j s z e g o już niż wspólna polityka unijna?) Polska i niektóre nowe kraje członkowskie UE mogą być p o ś w i ę c a n e dla osi Moskwa-Berlin, wyrastającej na drugą (konkurencyjną czy uzupełniającą?) strukturę organizacyjną Europy. Bo wygląda na to, że Rosja pragnie, by Polska szukała rozpaczliwej obrony u najsilniejszych państw UE, płacąc za to jakąś dodatkową, wysoką cenę polityczną. Czy ta zapłata miałaby pozostać we wspólnej kasie „strategicznego partnerstwa"(?) Krajów „starej Unii"?... Rosyjski szantaż jest zarazem oczywistą próbą sondowania rzeczywistej wartości UE jako związku państw, gotowego działać razem i wspólnie. Wiele wskazuje na to, że UE n i e j e s t w stanie ani zapobiec niemieckim żądaniom rewindykacyjnym wobec Polski, ani budowie rurociągu pod Bałtykiem, ani stworzyć Polsce (i innym nowym krajom członkowskim) skutecznej obrony przed niemiecko-rosyjskim „strategicznym partnerstwem", ani przed jednostronnym nawet rosyjskim szantażem. A przecież nasz akces do UE miał dawać Polsce więcej gospodarczego i politycznego bezpieczeństwa!... Interesujące są w tym względzie oględne, ostatnie francuskie enuncjacje dyplomatyczne, dotyczące możliwej osi Paryż-Berlin-Warszawa, które można odczytać jako francuskie gwarancje, że związki Berlina z Moskwą nie będą nieprzyjazne Polsce, ale od razu nasuwają się dwie uwagi: po pierwsze - jeszcze niedawno prezydent Francji dość nieprzyjemnie zalecał Polsce, by „siedziała cicho", można więc zastanawiać się, kiedy polityka francuska w tym względzie jest szczera? Po wtóre: trzeba by doprecyzować, jak konkretnie miałaby się taka oś Paryż-Berlin-Warszawa do „strategicznego partnerstwa" niemiecko-rosyjskiego (które jest już faktem i bodaj największym sukcesem ustępującego niemieckiego kanclerza) i jakie jest w tej kwestii stanowisko niemieckie? Wobec szybko nabrzmiewającej, dynamicznie rozwijającej się sytuacji w Europie -grożącej postępującą izolacją międzynarodową Polski, mimo uczestnictwa w UE i NATO - można tylko podpisać się pod sformułowaniem z „Solidarnego państwa" (załączniku do expose premiera Marcinkiewicza): „Zależy nam na objęciu Polski trzecim członem MDI" (amerykańskiej tarczy przeciwrakietowej). Partnerstwo polsko-amerykańskie, oparte na tak poważnej podstawie, jak uczestnictwo Polski n i e w kontrowersyjnej awanturze irackiej, ale w ogromnym programie światowego bezpieczeństwa, niosłoby Polsce status szczególnego partnera Ameryki, o randze porównywalnej z rangą, jaką w innych rejonach świata pełni Korea Południowa, Tajwan czy Izrael. Jest przecież oczywiste, że polityka rosyjska tradycyjnie dąży do likwidacji amerykańskiej obecności w Europie, że niemiecko-rosyjskie „strategiczne partnerstwo" jest środkiem wiodącym t a k ż e do tego celu, podobnie jak marginalizacja NATO i próby wyzwalania Bundeswehry spod NATO-wskiej kontroli, poprzez budowanie „europejskich sił zbrojnych", listka figowego dla militarnej samodzielności Niemiec... Jest bardzo znamienne, że na zawarte w załączniku do programu „Solidarne państwo" sformułowanie (wyżej cytowane) ze swoistą zajadłością zareagowały w Polsce środowiska polityczne, postrzegane jako „lobby proniemieckie", albo wręcz nazywane (w nawiązaniu do czasów saskich) - „stronnictwem pruskim". Tak silnej reakcjize strony tego środowiska nie było wobec niemieckich żądań rewindykacyjnych dotyczących ziem zachodnich (przeciwnie: środowiska te usiłowały bagatelizować problem!), ani wobec wspólnego niemiecko-rosyjskiego „bałtyckiego gazociągu", ani jednostronnej próby podwyższenia Polsce cen rosyjskiego gazu, ani wobec rosyjskiego szantażu mięsnego, ani wobec zaskakującego, bo nawet nie uzasadnionego żadnym pretekstem - rosyjskiego zakazu importu polskich płodów rolnych. Co więcej - tak silnej reakcji nie było wobec kompletnej faktycznej politycznej bierności UniiEuropejskiej na te przejawy strategicznego niemiecko-rosyjskiego partnerstwa i rosyjskiej gry na „drugim fortepianie". Dotychczasowa polityka polska - siedzenia okrakiem na barykadzie, z jedną nogą pogrążającą się w coraz bardziej dwuznacznej, mętnej i niespójnej polityce UE, a drugą stopą macającą grunt amerykańskiego oparcia - staje się dla kraju coraz bardziej ryzykowna i niebezpieczna: grozi szybko, wyraźnie postępującą izolacją międzynarodową, m i m o członkostwa w UE i NATO... Ostatnie wydarzenia pokazują dobitnie, że wobec rozwijającego się strategicznego partnerstwa rosyjsko-niemieckiego Unia Europejska n i e d a j e Polsce dostatecznej politycznej i ekonomicznej ochrony. A czy nie był to główny motyw „akcesu" i jego entuzjastów? W takiej sytuacji próby przeniesienia punktu ciężkości naszego bezpieczeństwa na silniejsze związki z Ameryką wydają się całkowicie uzasadnione. Także wnioski z historii międzywojennego dwudziestolecia i roku 1939 przemawiałyby za potrzebą wzmacniania tego filaru polskiego bezpieczeństwa. Może się to nie podobać w antyamerykańskiej Francji i dlatego warto o tym pisać nad Sekwaną. | |||