| ||||
|
|
Ks. prof. Jerzy Bajda ZNACZENIE RODZINY DLA CYWILIZACJI CHRZEŚCIJAŃSKIEJ CHRZEŚCIJAŃSKA RODZINA PRZEKAZICIELEM WIARY I DOBRYCH OBYCZAJÓW (Część 2) FORMOWANIE CZŁOWIEKA W CHRYSTUSIE Ten sposób myślenia jest obecny także u obecnego Papieża Benedykta, który w swoim wykładzie w czasie Kongresu Diecezji Rzymskiej powiedział: „Również przez wydawanie na świat potomstwa małżeństwo odzwierciedla swój Boski wzorzec - miłość Boga do człowieka. W mężczyźnie i kobiecie ojcostwo i macierzyństwo - tak jak ciało i miłość -nie są sprowadzalne wyłącznie do sfery biologicznej: życie zostaje dane w pełni tylko wówczas, gdy wraz z narodzinami daje się dziecku także miłość i sens, które pozwalają powiedzieć <tak> temu życiu. Właśnie w tej perspektywie staje się całkowicie jasne, jak bardzo sprzeczne z ludzką miłością i z głębokim powołaniem mężczyzny i kobiety jest programowe zamykanie się ich związku na dar życia, a tym bardziej niszczenie rodzącego się życia lub manipulowanie nim"14. Tutaj Benedykt XVI dotknął bardzo ważnego punktu: ponieważ zrodzenie człowieka powinno nie tylko odpowiadać kryteriom osobowo-antropologicznym, ale także tej łasce, która z Chrystusa spływa na Kościół. Zrodzenie człowieka ma być - jak to powiedział Jan Paweł II -„znakiem paschalnym", czyli znakiem wyrażającym tajemnicę Chrystusa przychodzącego na świat, aby wszelkie zrodzenie człowieka mgło być zrozumiane jako zrodzenie z Boga. W ludzkim rodzicielstwie bowiem <Bóg sam jest obecny> (por. List do Rodzin 6-9), a jest obecny po to, aby rodzice, współdziałając z Bogiem, mogli przekazać nowemu człowiekowi ten Boski posag „miłości i sensu", o którym mówi Papież Benedykt. To zwięzłe wyrażenie nie zamyka się w kategoriach psychologicznych, lecz dotyczy tej światłości, „która oświeca każdego człowieka, gdy na ten świat przychodzi" (J 1, 9), a którą jest Chrystus, objawiający nam Miłość Ojca. Tylko tak rozumiany „sens" pomoże nowemu człowiekowi pokonać wszelkie ataki ciemności i duchowego zamętu pochodzące od „księcia tego świata". Benedykt XVI nie kryje przed nikim trudnej prawdy, że takie wyposażenie duchowe przekracza zasadniczo czysto ludzkie możliwości małżonków. Mówi bowiem: „Żaden mężczyzna i żadna kobieta jednak sami i wyłącznie o własnych siłach nie mogą obdarzyć należycie swoich dzieci miłością i sensem życia. Aby bowiem móc powiedzieć do kogoś: <twoje Chrześcijanin wie, ze taki autorytet został nadany owej szerszej rodzinie, którą Bóg stworzył w dziejach ludzkości za sprawą swego Syna Jezusa Chrystusa i daru Ducha Świętego - to znaczy Kościołowi (...) Dlatego budowanie każdej poszczególnej rodziny chrześcijańskiej wpisuje się w szerszy kontekst owej większej rodziny Kościoła, która ją podtrzymuje, nosi ją w sobie i gwarantuje, że istnienie ma sens i że także w przyszłości będzie ją osłaniać <tak> Stwórcy. I nawzajem - Kościół budowany jest przez rodziny, <małe Kościoły domowe> (...) Taki sam sens ma stwierdzenie zawarte w Adhortacji Familiaris Consortio, że <małżeństwo chrześcijańskie [...] stanowi naturalne środowisko, w którym dokonuje się włączenie osoby ludzkiej do wielkiej rodziny Kościoła> (nr 15)"15. W ŚWIATŁACH MISTERIUM MIŁOŚCI To przekazanie miłości i sensu nowemu człowiekowi musi znaleźć swoje realne oparcie w sercu małżeństwa. Oni nie mogliby przekazywać tego, czego nie posiadają, lub od czego się odcięli. Dotykamy tutaj punktu, w którym najgłębszy wymiar bytu spotyka się przecina z wymiarem mistycznym ukrytym w głębi komunii osób, jaką jest małżeństwo. Jest rzeczą stwierdzoną, że o wartości istnienia człowiek przekonuje się na podstawie doświadczenia, polegającego na uczestnictwie w tajemnicy miłości. Rocco Buttiglione wyjaśnia to zagadnienie w ostatnim rozdziale książki pt. „Etyka w kryzysie"16. Buttiglione wychodzi od koncepcji osoby jako podmiotu miłości wyrażającej się w bezinteresownym darze samego siebie. Właśnie małżeństwo zostało ustanowione przez Boga jako przymierze mężczyzny i kobiety polegające na bezinteresownym darze siebie samego. A zostało tak pomyślane i ustanowione po to, aby dar życia mógł się pojawić i objawić jako dar absolutny, ofiarowany właśnie w kontekście takiej miłości. Człowiek zaproszony do istnienia w kontekście takiej miłości, odnajduje siebie w klimacie rodziny przenikniętym duchem bezinteresownej miłości. To doświadczenie, które towarzyszy człowiekowi od pierwszego momentu istnienia, (a więc od momentu poczęcia!), formuje w nim niewyartykułowane przekonanie, że jego istnienie ma sens samo w sobie, bo jest darem ofiarowanym wyłącznie jemu samemu i dlatego nie jest załącznikiem do planów czyjegoś prywatnego szczęścia. To przekonanie o tym, że istnienie stworzone jest absolutnym darem, jest podstawą kształtowania się - stopniowo przez całe życie - wiary w sens istnienia, bez której to wiary nic w życiu nie miałoby sensu. Istotne jest to, że ten dar życia jest zanurzony w miłości od samego początku, niesiony przez miłość, wspierany i broniony przez miłość w okresach bezbronności i wszelkiego zagrożenia. To pozwala uformować w świadomości osoby przekonanie, że najgłębszym sensem istnienia jest miłość tak rozumiana, jak to powiedziano w 1Kor 13, lub w KDK 24. To uczy także odczytywania samego faktu istnienia jako znaku miłości i jako daru miłości, także, a może przede wszystkim, tej przez duże „M". Człowiek bowiem przeżywając swoje istnienie jako dar absolutny, stwierdza - w swoim głębokim doświadczeniu osobowym, -że jego istnienie nie jest „potrzebne" w sensie utylitarystycznym, czyli nie może być uzasadniane jakąkolwiek „potrzebą" rodzącą się ze skończonego i materialnego kosmosu lub z jakiegoś układu społeczno-politycznego. W ten sposób człowiek ma szansę poznać, że jego istnienie jest uzasadnione tylko tą nieskończoną Miłością, mocą której Bóg powołuje go do wieczności i do uczestnictwa w Jego świętości. W ten sposób sens istnienia zrodzonego człowieka spotyka się wewnętrznie z sensem tej miłości, przez którą został zrodzony: z sensem miłości małżeńskiej. Ta miłość jest od początku wezwana do tego, aby się zjednoczyła z miłością Stwórcy, „który chce człowieka dla niego samego" (por. LdR 9). Jednocząc się z Miłością Stwórcy i Zbawiciela, małżonkowie stają się zdolni miłować swoje dziecko zanim jeszcze się poczęło, czyli zanim można o nim powiedzieć, że „jest". Dlatego Kościół wzywa małżonków, by przygotowywali się do przyjęcia nowego życia przez modlitwę, która jest prośbą o dar życia a zarazem dziękczynieniem za cały dar stworzenia. Małżonkowie, będąc podmiotem sakramentu, stają się zdolni dosięgnąć swego dziecka modlitwą i miłością jeszcze przed jego poczęciem, co jest możliwe dlatego, że działając „in misterio" czyli w „tajemnicy Chrystusa i Kościoła", swoją modlitwą ogarniają wszystkich, których Chrystus chce włączyć w swoje Mistyczne Ciało. W ten sposób cała historia rodzącego się człowieka jest nieustannym życiowym (egzystencjalnym) doświadczeniem faktu, że istnienie osoby ludzkiej tłumaczy się tą Miłością, „co słońce porusza i gwiazdy" (Dante, Boska komedia). Jest to także szczególne doświadczenie dla małżonków, którzy odkrywają prawdę, że sensem ich miłości jest odpowiedzialność za dar istnienia, za jego pełną prawdę, za jego rozwój i doskonałość, za jego obronę we wszelkich okolicznościach wrogich dla życia (por. Evangelium Vitae). Małżonkowie są powołani do tego, aby swoją miłość małżeńską widzieli jako wewnętrznie zwróconą ku tajemnicy życia, jako otwartą na dar Stworzenia, a ostatecznie na Chrystusa, który przychodzi nieustannie na świat pod osłoną niemowlęcia (Por. LdR 22). Odniesienie do daru życia jest wpisane w samą istotę miłości małżeńskiej, dlatego jakikolwiek gest świadomego odrzucenia daru życia (w jakiejkolwiek formie), musi być rozumiany jako zdrada popełniona przez małżonków wobec siebie nawzajem, wobec Boga i wobec ludzkości. Wynika to z niepodzielności i nierozerwalności symbolu, którym są małżonkowie jako „jedno ciało". Rozbicie tego symbolu i rozdzielenie jego znaczeń stanowi tragedię i koniec ludzkości. Miłość traci wtedy sens, stając się czymś w rodzaju mitu, oddzielonego od realnej historii stworzonego świata. Życie, oddzielone od miłości, przestaje być rozumiane w kategorii wartości absolutnej i zostaje poddane prawom świata materialnego i staje się najwyżej surowcem dla biotechnologii. Miłość i istnienie -przeciwstawione sobie na skutek rozbicia symbolu małżeństwa, oboje tracą sens i wartość. Zjawisko to burzy same podstawy kultury i kładzie się cieniem śmierci na przyszłych dziejach społeczeństwa. Zwięzłą lecz głęboką analizę tego zjawiska podaje Familiaris Consortio w n-rze 30. Oddzielenie życia od miłości i miłości od życia staje się fermentem prowadzącym do głębokiego kryzysu metafizycznego, uderza w wewnętrzną jedność osobowego bytu i podważa całą strukturę ludzkiego społeczeństwa, odbierając mu godną człowieka perspektywę przyszłości. Niektóre elementy tego zjawiska rozwija genialna encyklika „Evangelium Vitae", ostrzegając przed panowaniem cywilizacji śmierci. W świetle tych spostrzeżeń łatwo zrozumieć, jakie znaczenie dla człowieka przychodzącego na świat ma wymiar miłości, z której został zrodzony. Jeżeli rodzącemu się człowiekowi brakuje tego pozytywnego doświadczenia miłości, która rzuca światło na sens istnienia, wtedy taki człowiek może przez całe życie przeżywać dramat metafizycznego sieroctwa i jakiegoś duchowego kalectwa. W JEDNOŚCI Z KOŚCIOŁEM Małżonkowie w pełnieniu swojej misji rodzicielskiej i oczywiście wychowawczej, -polegającej na „wprowadzaniu człowieka w pełną prawdę istnienia" (Pestalozzi)-, nie są pozostawieni samym sobie. Sakrament, w którym uczestniczą, prowadzi ich do źródła prawdy i mocy, niezbędnej dla pełnienia ich misji. Rodzina została nazwana „Kościołem domowym" nie ze względu na jakąś zewnętrzną i słabą analogię, lecz ze względu na to, że w niej dzieje się - i powinno się dziać - to samo, co należy do istoty Kościoła: oddanie (=przywrócenie) człowieka Bogu i oddanie Boga człowiekowi. Rodzina uczestniczy wewnętrznie, swoją istotą, w misji Kościoła, prowadzącej człowieka do uczestnictwa w życiu i świętości Boga. Jest to właściwie jedno, wspólne działanie, odbywające się na dwóch płaszczyznach, lecz w pełnym zharmonizowaniu, które jest dziełem Ducha Świętego, (por. Familiaris Consortio 15). Właśnie w związku z tym Papież Benedykt XVI w cytowanym już referacie powiedział: „rodzina i Kościół, a mówiąc konkretnie, parafie i inne rodzaje wspólnot kościelnych są powołane do najściślejszej współpracy w realizowaniu tego podstawowego zadania, w którym łączą się nierozdzielnie formacja osoby i przekaz wiary. Dobrze wiemy, że podstawą autentycznej pracy wychowawczej nie może być jedynie dobra teoria lub doktryna, którą chce się przekazać. Potrzeba czegoś znacznie większego i bardziej ludzkiego, potrzeba bliskości przeżywanej na co dzień, która jest cechą miłości i znajduje najbardziej sprzyjający grunt przede wszystkim w społeczności rodzinnej, ale także w parafii, w ruchu lub stowarzyszeniu kościelnym, gdzie spotkać można ludzi, którzy otaczają opieką braci, zwłaszcza dzieci i młodych, lecz również dorosłych, starszych, chorych i same rodziny, ponieważ darząje miłością w Chrystusie. Wielki patron wychowawców, św. Jan Bosco, przypominał swoim duchowym synom, że <wychowanie jest sprawą serca, i tylko Bóg ma nad nim władzę> {Epistolario, 4, 209}"17. Jest to ważne przypomnienie w związku z tym, że rodzina sama często doświadcza poważnych trudności i niekiedy jest konieczne korzystanie z pomocy różnych wspólnot działających w parafii. Parafia nie powinna .być widziana jedynie jako „administracyjna jednostka Kościoła widzialnego" lecz przede wszystkim jako „wspólnota wspólnot", w której wszyscy osamotnieni czy zagubieni mogą znaleźć duchowe wsparcie. To duchowe wsparcie jest najcenniejsze i wprost niezastąpione w „wychowaniu do wiary, które jest zwieńczeniem procesu kształtowania osoby i jego najwłaściwszym celem" - i w tym to procesie wychowawczym „główną rolę odgrywa w konkretnych sytuacjach świadek: staje się on punktem odniesienia w takiej mierze, w jakiej potrafi uzasadnić nadzieję, która go podtrzymuje w życiu (por. 1P 3, 15), i w jakiej sam żyje prawdą, którą głosi"18. Najdoskonalszym wzorem wychowawcy i świadka jest Jezus Chrystus i w związku z tym Benedykt XVI twierdzi, że „to jest powód, dla którego podstawą osobowej formacji chrześcijanina i przekazu wiary musi być modlitwa, osobista przyjaźń z Chrystusem i kontemplacja oblicza Ojca w Nim"19. WYCHOWANIE MORALNE A WYZWANIA CYWILIZACJI W wykładzie Benedykta XVI znajdują się też cenne uwagi dotyczące możliwości i konieczności wychowania moralnego w rodzinie. Są to uwagi zrodzone w tym samym klimacie duchowym, który jest charakterystyczny dla takich dokumentów Jana Pawła II jak Familiaris Consortio, Veritatis Splendor, List do Rodzin czy Evangelium Vitae. Jan Paweł II był zdecydowanym świadkiem i prorokiem prawdy, jako podstawy wolności na miarę osoby i całej moralności godnej człowieka. W tym samym kierunku idzie Benedykt XVI, który już w swoim krótkim pontyfikacie nie jeden raz ostrzegał przed relatywizmem moralnym czy sekularyzmem zamykającym człowieka w więzieniu doczesności. Papież Benedykt mocno podkreśla fakt, że wychowanie nie ogranicza wolności, lecz - prawidłowo rozumiane - wolność tę ocala, kształtuje, wspomagając ją w kierunku uzyskania pełnej duchowej autonomii i kultury. „Wychowawcy nie mogą zastąpić wolności dziecka, nastolatka czy młodego człowieka, do którego się zwracają. Zwłaszcza propozycja chrześcijańska angażuje do głębi ludzką wolność, wzywając ją do wiary i nawrócenia. Szczególnie groźną przeszkodą w pracy wychowawczej jest dzisiaj wszechobecny w naszym społeczeństwie i kulturze relatywizm, który niczego nie uznaje za ostateczne i dla którego jedynym kryterium jest własne „ja" człowieka, z jego zachciankami, a mimo pozoru wolności, staje się dla każdego więzieniem, ponieważ oddziela ludzi od siebie i sprawia, że każdy zamyka się we własnym „ja". W takiej relatywistycznej perspektywie nie jest zatem możliwe prawdziwe wychowanie; bez światła prawdy każdy człowiek prędzej czy później zwątpi w wartość własnego życia i relacji, które się na nie składają, w sens wysiłków, które podejmuje wspólnie z innymi, aby coś zbudować". Papież Benedykt zatem wzywa do odważnego i zdecydowanego przeciwstawienia się naciskowi tej niszczącej ideologii. Mówi więc do uczestników Kongresu: „Jest zatem jasne, że musimy nie tylko przezwyciężać relatywizm w naszej pracy formacyjnej z ludźmi, ale także przeciwstawiać się jego niszczycielskiej dominacji w społeczeństwie i w kulturze. Dlatego bardzo ważną rolę odgrywa tutaj - obok słowa Kościoła - świadectwo i publiczne zaangażowanie chrześcijańskich rodzin, które przede wszystkim przypomina o nietykalności ludzkiego życia od poczęcia do naturalnego kresu, o wyjątkowej i niezastąpionej roli rodziny opartej na małżeństwie oraz o potrzebie działań legislacyjnych i administracyjnych wspierających rodzinę w jej misji wydawania na świat i wychowywania potomstwa - misji o kluczowym znaczeniu dla naszej wspólnej przyszłości"20. Problem tak postawiony wskazuje na jego całościowy, złożony charakter i tym samym rozwiązanie problemu wychowania w tym kontekście domaga się integralnego i organicznego podejścia do wychowania. Relatywizm i związany z nim laicyzm oraz sekularyzm narzucają nie tylko styl myślenia, w którym moralność zostaje wyłączona z wszelkich programów pedagogicznych, ale wywierają nacisk na społeczeństwo poprzez prądy i inicjatywy prawodawcze i kulturowe. Rodzina staje się przedmiotem oddziaływania tych antymoralnych trendów, które podkopują podstawy wychowania. Stąd rodzi się obowiązek przeciwdziałania relatywizmowi i amoralnej kulturze nie tylko w sferze teorii czy formacji specjalistycznej grupy działaczy, ale powstaje obowiązek zbiorowego i solidarnego działania wszystkich rodzin w celu przywrócenia społeczeństwu ludzkiego i chrześcijańskiego charakteru. Takiej czynnej postawy chrześcijan, świadczących o świętości powołania osoby ludzkiej i ludzkiej wspólnoty, domagał się już Sobór Watykański II, następnie Paweł VI, zwłaszcza w encyklice Humanae Vitae i adhortacji Evangelii nuntiandi a także w encyklice Populorum Progressio. Zaś Jan Paweł II wzywał chrześcijan do aktywnego i solidarnego świadectwa na rzecz obrony godności osoby ludzkiej i etycznych podstaw ludzkiej społeczności od początku swego Pontyfikatu, to jest od encykliki Redemptor Hominis aż do Evangelium Vitae. Rodzina bowiem głęboko uczestniczy we wszystkich procesach społecznych i kulturowych i dlatego nie może obronić swej tożsamości i swej duchowej suwerenności, jeśli nie podejmie działań mających na celu odnowę społeczeństwa przez odbudowę podstaw cywilizacji. Wychowanie człowieka w rodzinie mające na celu wprowadzenie go w pełnię wartości moralnych oświeconych wiarą, wymaga wprowadzenia do wnętrza rodziny klimatu duchowego przenikniętego poczuciem świętości życia i godności osoby ludzkiej. Zaś stworzenie takiego klimatu duchowego nie jest możliwe, dopóki rodzina jest atakowana tysiącem przesłań o przeciwnym wydźwięku, wywodzących się z głębi społeczeństwa opanowanego przez kulturę śmierci, pornografii, antykoncepcji, konsumizmu, utylitaryzmu, hedonizmu i innych zboczeń ideologicznych. Zatem rodzina ma szansę wychować człowieka wtedy, kiedy wespół z innymi rodzinami „zdobywa się na świadectwo i publiczne zaangażowanie (...) w obronie nietykalności ludzkiego życia" i w obronie tych wszystkich wartości, jakie wiążą się z integralnie pojętym powołaniem chrześcijańskim. Życie rodziny zazębia się głęboko z życiem społeczeństwa i jego procesami kulturowymi, dlatego oba te kręgi ludzkiej wspólnoty współ-oddziałują na siebie. Jeżeli rodzina nie spełnia swego posłannictwa, społeczeństwo choruje, ponieważ rodzina, będąca sercem społeczności ludzkiej nie przekazuje jej mocy życiowych. Jeżeli społeczeństwo choruje, tym samym oddziałuje na rodzinę negatywnie, grożąc jej zniszczeniem. Ale wtedy samo społeczeństwo nie będzie w stanie uratować siebie, swej ludzkiej tożsamości. Ratunek może przyjść tylko od strony rodziny, która wciąż ma dostęp do Boskich źródeł życia i miłości, ukrytych w Sakramencie. (Zob. FC 43). Adhortacja Familiaris Consortio kładzie duży nacisk na doniosłość prawa i obowiązku rodziców do wychowania: jest on „czymś istotnym i jako taki związany jest z samym przekazywaniem życia ludzkiego; jest on pierwotny i mający pierwszeństwo w stosunku do zadań wychowawczych innych osób, z racji wyjątkowości stosunku miłości łączącej rodziców i dzieci; wyklucza zastępstwo i jest niezbywalny, dlatego nie może być całkowicie przekazany innym, ani przez innych zawłaszczony" (FC 36). Ten obowiązek wiąże się z samą istotą rodziny i tym samym z samą istotą jej powołania, jak o tym mówi ta sama Adhortacja w paragrafie 17. Według jasnego sformułowania Adhortacji „istota i zadania rodziny są ostatecznie określone przez miłość. Rodzina dlatego otrzymuje misję strzeżenia, objawiania i przekazywania miłości, będącej żywym odbiciem i rzeczywistym udzielaniem się miłości Bożej ludzkości oraz miłości Chrystusa Pana Kościołowi, Jego oblubienicy". Odnosi się to szczególnie do tego zadania, którym jest wychowanie. Ma więc ono być objawianiem i przekazywaniem dzieciom miłości samego Boga, tak, aby ta miłość zamieszkała w sercach dzieci i kierowała ich życiem na gruncie świadomej wiary. Małżonkowie jako rodzice nie mogą tego osiągnąć inaczej, jak realizując w sobie samych tę Miłość, która jest uczestnictwem w Bogu i w Jezusie Chrystusie, który stał się darem dla Kościoła. Nawiązuje do tego wspomniany paragraf 36 FC, który wymaga, aby całe zadanie wychowawcze było natchnione wewnętrznie „miłością ojcowską i macierzyńską, która znajduje w dziele wychowawczym wypełnienie doskonałej służy życiu: miłość rodzicielska od początku staje się duszą, a przez to i normą, która inspiruje i nadaje kierunek całej konkretnej działalności wychowawczej, ubogacając ją tak cennymi owocami miłości, jak czułość, stałość, dobroć, usłużność, bezinteresowność i duch ofiary" (FC 36). Wśród tych owoców miłości można by wyliczyć wszystkie cnoty, które św. Paweł w 1 Liście do Koryntian powiązał z miłością (rozdz. 13). W istocie każda prawdziwa cnota rodzi się z miłości i w niej znajduje swoją doskonałość i wypełnienie. Wszelkie prawdziwe dobro, które czyni człowieka dobrym, pochodzi od Boga (por. Jak 1, 17) i jest odblaskiem Jego Miłości rozlanej w nas przez Ducha Świętego (Rz 5, 5). Małżonkowie jako rodzice po to są umocnieni i „konsekrowani" osobnym sakramentem, aby mieli bezpośredni dostęp do tej Miłości, z której mają czerpać dary, jakie Bóg chce przez nich przekazywać dzieciom: ich dzieciom, a przede wszystkim dzieciom Bożym. Jest to ujęcie całościowe i syntetyczne posłannictwa rodziny w zakresie przekazu wiary i podstaw moralności, które nie wchodzi w szczegóły działań pedagogicznych i katechetycznych z natury rzeczy koniecznych. To ujęcie wyżyj zaprezentowane nie unieważnia szczegółowych metod i programów wychowawczych opracowywanych przez specjalistów z danych dziedzin: nie unieważnia, lecz je uzasadnia i buduje dla nich właściwy fundament. Bez odwołania się do podstaw wiary i fundamentalnego doświadczenia miłości Boga cała pedagogia rodzinna, na przykład w stylu Thomasa Gordona, byłaby jedynie zgrabną reżyserią o wartości jedynie pragmatycznej, pomijającej transcendentne odniesienie człowieka do Osoby Boga i Jezusa Chrystusa, Odkupiciela człowieka.21 Rodzina wychowuje samą swoją istotą i swoim dynamizmem duchowym kierowanym i ożywianym przez Ducha Świętego. Jeżeli rodzina nie jest w ten sposób uformowana, żadne techniki wychowawcze nie zastąpią jej braku. Myśl Nr 21 | |||