now@ on-line  styczeń  2006

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

 

Kazimierz Murasiewicz

MINĄŁ ROK

Rokrocznie w ramach cyklicznej zmienności pór roku i naszych w nich nastrojów, mamy do czynienia z przejściem z jesiennej nostalgii w próby dokonywania bilansów u progu zimy. O tej porze poddajemy się refleksjom nad minionym czasem, nad tym co się wydarzyło ważnego, co się nam udało a co nie.

Rozważania te są nam potrzebne bo już weszliśmy w nowy rok, z niespełnionymi starymi nadziejami, lub nowymi mającymi się niebawem ziścić. Potrzebna jest więc analiza naszych zaniechań i błędów, sukcesów i niespodzianek aby przybliżyć spełnienie naszych nadziei w niedalekiej przyszłości. Również w sferze politycznej dywagacje nad tym co niedawno minione mają ułatwić nam zrozumienie tego co nas dopiero czeka. Stąd również w tej dziedzinie przywracane są w naszej pamięci najistotniejsze wydarzenia mijającego roku. Trzeba jednak zastrzec, że rozłożenie akcentów między istotnym a błahym odbywa się w oparciu o subiektywne odczucia rozmówców lub piszących.

Trzymając się motywu przemijania, tak roku kalendarzowego jak i życia, mam na uwadze w mijającym roku śmierć Terri Schiavo /Theresa Marie Schiavo/ i Jana Pawła II /Karol Wojtyła/. Wymieniam te dwa odejścia jednym tchem gdyż coś je łączy jak i coś dzieli. Terri Schiavo zmarła 31-go marca, Jan Paweł II 2-go kwietnia. W pierwszym przypadku mieliśmy do czynienia ze śmiercią sztucznie wywołaną w drodze morderstwa sądowego /judicial murder/, w drugim - z wypełnieniem się Woli Bożej wobec swego sługi. W obu natomiast przypadkach odnotować należy ich medialny charakter choć odejście każdego człowieka jest sprawą tak dalece osobistą i intymną, że nadawanie śmierci charakteru telewizyjnego show utrudnia godne jej przeżywanie. Z jednej strony spotkaliśmy się z niewiarygodną arogancją wobec Woli Bożej, gdzie prawo stanowione przeciwstawiono prawu naturalnemu. Wola męża Terri Schiavo była w tym starciu ważniejsza od woli jej rodziców i Boga. Człowieka potraktowano jako zbiór neuronów, nie obdarzonego duszą. W przypadku Ojca św. mieliśmy do czynienia z wypełnieniem się planów Bożych wobec jego osoby godnie zaaprobowanych przez odchodzącego papieża, zakłóconą jedynie nachalnością mass-mediów. Przy zestawieniu tych dwóch tak różnych odejść w zaświaty jakże znaczące stają się słowa Jana Pawła II: „Musicie być mocni mocą miłości, która jest potężniejsza niż śmierć…”

Niestety również ze śmiercią, choć nie tylko, kojarzy się inne tegoroczne wydarzenie - huragan Katrina ze swymi zniszczeniami głównie w Nowym Orleanie. Oczywiście „po drodze” były wcześniej inne kataklizmy, jak choćby tsunami w Azji Południowo-Wschodniej.

Jeżeli jednak wspominam tylko Katrinę, to z uwagi na miejsce wystąpienia klęski - USA, a to dlatego gdyż jej rozmiary obnażyły słabość i nieudolność jedynego ponoć supermocarstwa. Okazało się, że światowy hegemon o ambicjach narzucania wszystkim swoich wątpliwych wzorców - „poprawności” politycznej, „demokracji”, niewybrednej kultury - nie potrafił sobie samodzielnie poradzić z siłami przyrody. Okazało się, że ta potęga gospodarcza i militarna nie potrafiła zdobyć się na zabezpieczenie miasta zawczasu na wypadek kataklizmu, choć potrafi siłą uszczęśliwiać biedniejsze kraje. Z kolei akcja ratunkowa pogrążyła się chaosie. Nieszczęście dotknęło najbiedniejszą część mieszkańców, których bieda spowodowana została przez błędną politykę społeczną - socjalnymi dotacjami, preferencjami na rzecz kolorowych, co skutkowało demoralizacją i niechęcią do samodzielnej poprawy swego losu ze strony lokalnej biedoty. Sprawnie natomiast przebiegały przed kataklizmem przygotowania do parad i fety wszelkiej maści zboczeńców, co słusznie wywoływało porównanie losu Nowego Orleanu z antyczną Sodomą.

Z przeszłością, choć bliższą wiąże się inne wydarzenie, z naszego podwórka. Mam tu na myśli huczne, czy wręcz hucpiarskie obchody 25-cio lecia „Solidarności”. W jubileuszowej fecie zabrakło prawdziwych bohaterów tamtych lat, za to w rocznicowym samozadowoleniu pławili się ci, którzy na ich plecach dochrapali się karier politycznych, posad związkowych i tytułów autorytetów. Zabrakło w tym gronie refleksji - czym była „Solidarność” 25 lat temu. Jak wynika z rocznicowych obchodów była wielką zbiorową nadzieją, tyle że niespełnioną. Dziś pozostaje tylko wspomnieniem czasu kiedy byliśmy młodzi i piękni, kiedy to dysponowaliśmy wielkimi pokładami zaufania i nadziei z naiwną wiarą, że już wkrótce „prawo będzie prawo znaczyć, a sprawiedliwość - sprawiedliwość”.

Kontynuując wątek krajowy, choć w zgodzie z chronologią wydarzeń, nie sposób pominąć wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Warto nad nimi się zadumać gdyż były one wyjątkowe w historii RP po 1989 roku. Po raz pierwszy zmasowany atak mass-mediów, sondaży i „autorytetów” nie powiódł się. Również po raz pierwszy nie wygrała opcja liberalna określana raz jako lewica, a raz jako centroprawica. I choć PiS jako formacja paternalistyczno-konserwatywna nie jest jeszcze opcją marzeń, ale przynajmniej przybliża nas do nurtu patriotycznego. Natomiast nurt kosmopolityczny przegrał, z tą przegraną nie mógł się pogodzić na tyle, że wykoncypowana w salonach koalicja PO - PiS nie doszła do skutku. Oczywiście żywot rządu mniejszościowego będzie trudny, ale jak się okazało, znów wbrew salonowym suflerom, możliwy do zaistnienia i funkcjonowania. Istotną w wyniku tych wyborów możliwością jest szansa na obalenie magdalenkowego układu, wyrwanie się z narzuconego kagańca „okrągłego stołu”.

Pozostając przy sprawach polskich trzeba zwrócić uwagę na pewien ciąg wydarzeń istotnych z uwagi na nasze położenie geopolityczne. Niemcy i Rosja fundują sobie i Europie Zachodniej rurę gazową pod Bałtykiem dla ominięcia m.in. Polski nie przejmując się zaniepokojeniem tą inwestycją z naszej strony, a UE ustami Xaviera Solany sprawę bagatelizuje. Exkanclerz Kohl wypowiada się publicznie o Rosji jako sąsiedzie Niemiec, co sugerować może przynajmniej nie dostrzeganie istnienia Polski między tymi naszymi sąsiadami. Dopiero co upieczona kanclerzyca Niemiec, p. Merkel nie kryje się z ze swoją fascynacją Katarzyną II, współtwórczynią rozbiorów Polski. Oś Berlin - Moskwa niepokoiła nas w mijającym roku i zapewne w przyszłym będzie przedmiotem zaniepokojenia.

Być może każdy ma takie niepokoje na jakie sobie zasłużył. Ewenementem historycznym stały się niepokoje we Francji. Rozruchy na niespotykaną wcześniej skalę na ulicach tamtejszych miast unaoczniły iluzoryczność dotychczasowej polityki imigracyjnej państwa. Fiasko poniosła koncepcja zastępowania narodu - gospodarza społeczeństwem tzw. otwartym - wieloetnicznym, wielokulturowym, programowo bezbożnym. Asymilacja przybyszów z Arabii i Afryki okazała się mrzonką, jako że imigranci nie zamierzali się integrować lecz wprowadzać swoje porządki w kraju gospodarza. Było to możliwe dzięki odrzuceniu przez Francję tradycji, wartości chrześcijańskich i dorobku cywilizacji łacińskiej. Acywilizacyjne państwo nie stanowiło żadnego pozytywnego wzoru dla przybyszów wiernych poprzez pokolenia swoim normom cywilizacyjnym i swoim wzorom. Tej pustki kulturowej nie były w stanie wypełnić zasiłki czy preferencje wobec obcych w nadziei na zbudowanie melting-pot nad Sekwaną. Zapewne obserwowane z niedowierzaniem przez oderwany od swych korzeni Zachód stanowią dopiero zapowiedź tego co nadejdzie.

Już choćby po tych chronologicznie wybranych wydarzeniach można uznać miniony rok za ciekawy. Przed nami kolejne lata w których wiele z zaobserwowanych zjawisk będzie się nasilać. Ważne jednak aby pamiętając o tych dopiero co minionych przygotować się zawczasu na te które dopiero nadejdą.

Myśl Nr 21

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów                 http://nowamedia.w.interia.pl