| ||||
|
|
Andrzej Czachor „Przeszłość – Przyszłości” Powrót do własnych wspomnień, zwłaszcza wspomnień znamionujących charakter i heroizm, jest miłe. Zabiera jednak czas, którego jest zawsze za mało. Warto się temu oddać, ale wtedy, gdy te wspomnienia uczą nas czegoś, lub motywują na przyszłość. W Puławach, które mam za swe miasto rodzinne, Księżna Izabela Czartoryska – może najbardziej frapująca postać kobieca w polskiej historii – umieściła na frontonie świątyni Sybilli napis: „Przeszłość – Przyszłości”. Byłoby dobrze, gdyby to dzisiejsze spotkanie stało się bodźcem do zajęcia się nie tyle teraźniejszością – ta jest bardzo krótka – ile właśnie przyszłością. Bo tylko przyszłość, w jakimś stopniu, od nas zależy. Powiem jednak kilka słów o tej cząstce przeszłości, która była teraźniejszością 22 lata temu. Powiem o sekretnych pracach podjętych przez grupę naukowców wielu zakładów d. IBJ, które zmierzały do ocalenia polskiej Atomistyki. Jak? Chcieliśmy wierzyć, wbrew faktom, że władze stanu wojennego, w tym czasie władze państwa, nie chciały destrukcji tej gałęzi nauki i techniki – że racjonalny argument powstrzyma je od rozbijania zespołów badawczych, od wyrzucania z Instytutu zdolnych ludzi, od ograniczania dostępu do aparatury, książek, kontaktów zagranicznych. Któregoś mrocznego dnia zimą 1983 Eryk Piasecki w imieniu Komisji Zakładowej „S” zaproponował mi koordynowanie pracy nad ukazaniem postępującej degradacji substancji naukowej IBJ w wyniku represji stanu wojennego i podziału Instytutu Badań Jądrowych na trzy jednostki. Wkrótce powstała grupa osób, która rozpisała scenariusz tej pracy, wyodrębniła niezbędne kategorie informacji. Napływały dyskretnym strumieniem informacje od zakładów i grup badawczych, ze Świerka, z Żerania, z Hożej. Anonimowe; gwarancją rzetelności była sieć powiązań, poprzez którą napływały. Rozpoczęły się spotkania domowe, pozornie zwykłe spotkania towarzyskie przy herbacie, na których dokonaliśmy niezbędnych podsumowań statystycznych, ustaliliśmy formę dokumentu i jego adresata. W ten sposób powstawało „Memorandum w sprawie zagrożenia polskiej atomistyki”, skierowane w maju 1983 r. do Prezydium Sejmu i Prezesa Rady Ministrów PRL wraz z podpisami 228 pracowników b. IBJ. Oczywiście, w okresie powstawania ta lista podpisów była tajna, przynajmniej do chwili przekazania dokumentu adresatom; ryzyko poznania nazwisk przez SB i czynniki partyjne po tym fakcie wydawało się nam znacznie mniejsze. Był to „czas małego i większego strachu” . Jego atmosferę znamionowała w m.in. obawa jaką przeżywałem, przekazując to pismo do sekretariatów Sejmu i Urzędu Rady Ministrów - czy aby wrócę domu dziś do domu? Mimo że Memorandum było sformułowane dość poczciwie, w tonacji ufności w dobrą wolę adresatów, którym trzeba jednak dopomóc we właściwej ocenie sytuacji, bo się trochę gubią. Oto ostatnie zdanie: „Zwracamy się do Sejmu i Rządu PRL o niezwłoczną kontrolę, interwencję i przeciwdziałanie szkodliwym decyzjom.” (patrz Rewolucja Kulturalna w Instytucie Badań Jądrowych, Archiwum „Solidarności”, tom 37, Warszawa 1990, str. 60) Memorandum niczego nie zmieniło, proces destrukcji postępował. Jesienią podjęliśmy prace nad jego szczegółową dokumentacją. „Nie bądź bezpieczny, poeta pamięta …” - myśleliśmy. Nieznani nam pracownicy naukowi większości zakładów badawczych nadsyłali ręcznie pisane teksty i tablice, które pracowicie kompilowaliśmy, skracaliśmy i nadawaliśmy całości niezbędną spójność . Tak powstawało opracowanie „ Czy można ocalić polską atomistykę? Próba analizy przyczyn i objawów …”. Czytamy tam credo tej pracy: „Autorzy niniejszego opracowania nie zgadzają się z rozwojem i kadrową polityką obecnego kierownictwa PAA. Tworząc liczne pozory, polityka ta jest w istocie nastawiona na uwiąd wielu potrzebnych i zaawansowanych kierunków badań …”. Była tam jednocześnie próba nakreślenia optymalnego sposobu naprawy Atomistyki w chwili, gdy sytuacja polityczna się zmieni i rozum państwowy dojdzie ponownie do głosu – zawarliśmy to w Rozdziale IV. Również ten dokument został skierowany do najwyższych władz państwowych tego czasu (p. Rew. Kult., str. 137). Od tych prac minęło ponad 20 lat. Na spotkaniach roboczych pojawiali się wtedy ludzie, którzy w zasadzie nie podawali swych nazwisk – ich wizytówką był przyniesiony tekst zakładowego raportu. Stąd nie potrafię w pełni odtworzyć składu grupy redakcyjnej; zmieniał się on zresztą w czasie i w zakresie partycypacji. Niektórych jednak znałem. Patrząc tu dziś na listę tych naszych Kolegów, którzy odeszli do lepszego świata, z żalem dostrzegam nazwiska obu Andrzejów Jurewiczów – chemika i astrofizyka – jakże charakterystyczni byli i jakże odmienni. Wymienię ponadto tych których pamiętam jako szczególnie wytrwałych: K.Bobrowski, A.Holas, E.Józefowicz, J.Kownacki, L.Łukaszuk, Z.Werner, W.Żyszkowski. Wybaczcie, jeśli opuściłem kogoś pracowitego. Tyle o naszym skromnym wkładzie w ówczesny polski trud, który jest już przeszłością. Stan wojenny przeminął, ale związaną z nim zapaść społeczno-gospodarczą, psychiczną i naukową odrobimy nieprędko. Co z gorzkiej nauczki tego okresu wynika dla przyszłości? Już ponad 2 tysiące lat temu polityk grecki Perykles wyraził taką opinię: obywatel, który nie zajmuje się sprawami swojego państwa nie jest tylko bierny. On jest bezużyteczny. Ruch „Solidarność” 25 lat temu obudził w Polsce myślenie obywatelskie o sprawach państwa i przyszłości, ale do niektórych jego postulatach politycy Ruchu uznali za wskazane nie wracać. Chcę przypomnieć postulat nr 2 założeń programowych: „Posłowie Izby Niższej (Sejmu) są wybierani w okręgach jednomandatowych na zasadach większościowych, co ułatwia powstanie większości parlamentarnej”. (Patrz: Zasady ustroju państwa, NIEPODLEGŁOŚĆ #8, kwiecień 1984, str 7-27) . Do tego chciałbym teraz nawiązać. Sejm jest najważniejszą instytucją w Polsce – tworzy prawo, powołuje rząd, zatwierdza budżet. Ordynacja wyborcza jest więc najważniejszym narzędziem demokracji – jest jej fundamentem, dobrym lub złym. Obecnie mamy. ordynację t.zw proporcjonalną – niby głosujemy na ludzi, ale wybieramy partie. Ta partiokracja jest katastrofalna – sprzyja korupcji, blokuje rotację elit, niszczy odpowiedzialność posła względem wyborcy, alienuje obywateli od ich państwa, psuje partie polityczne. Kto na tej sali zna nazwisko swego posła? Śmieszne pytanie... Obecna partyjna ordynacja odbiera Polakom nawet ideę ich reprezentanta w Sejmie – posła. Ogólnopolski Ruch Obywatelski n/rz jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW), który reprezentuję, chce, byśmy w Polsce wybierali do Sejmu ludzi, nie partie. Według ordynacji większościowej opartej o jednomandatowe okręgi wyborcze – JOW. To znaczy - kto w małym okręgu (ok. 60 tys. wyborców), z kandydatów wyłanianych lokalnie, dostanie najwięcej głosów – ten jest posłem okręgu. Prosto, uczciwie i tanio. Tu każdy obywatel wie, kto jest posłem jego okręgu, a poseł szuka kontaktu z wyborcami. Taką ordynację mają najzamożniejsze demokracje – Anglia, USA, Kanada, Francja i szereg innych. Taka ordynacja sprzyja zamożności obywateli i sile państwa. Uczestniczę w tej wzniosłej uroczystości z nadzieją, że stanowić ona będzie także zaczyn prac Związku Zawodowego „Solidarność” dla przyszłości. Idea wzmocnienia państwa przez mądry dobór tych, którym oddajemy władzę nad Polską, jest logiczna, a jej realizacja – w naszym zasięgu. 25 lat temu Solidarność świerkowa wykazała patriotyzm, pomysłowość i wytrwałość; dzięki temu możemy do tych lat wracać myślą bez wstydu. Proponuję Kolegom aktywny powrót do tych wartości, przez poparcie Ruchu Obywatelskiego JOW w jego trudnych staraniach o rozumny system wyboru posłów do Sejmu. Tak warto realizować hasło puławskiej Księżnej – „Przeszłość – Przyszłości”. Proszę mi wierzyć – nie ma ważniejszej sprawy. | |||