| ||||
|
|
Mirosław Kokoszkiewicz Mikołaj Zbliża się dzień św. Mikołaja. Dzieci już zaczynają dopytywać się o prezenty, jakie w tym roku przywiezie im z dalekiej Laponii ten poczciwy staruszek. W domach, przedszkolach i szkołach trwa pisanie listów z litaniami najbardziej pożądanych zabawek, maskotek, gier i Bóg wie, czego tam jeszcze. Nie ma w tym niczego dziwnego. Ten zwyczaj trwa już od dziesiątków lat i jakoś się już przyzwyczailiśmy do tego bądź, co bądź miłego zjawiska. W tym roku jednak jest trochę inaczej. Za świętego Mikołaja, a może w tym wypadku bardziej za Dziadka Mroza będzie robił nie kto inny jak sam Prezydent Rzeczpospolitej Aleksander Kwaśniewski. Właśnie otrzymał listy od byłego wiceministra MSWiA Zbigniewa Sobotki i byłego szefa tego resortu Ryszarda Kalisza z prośbami o ułaskawienie. Aby zdążyć przed szóstym grudnia „nasz prezio” postanowił wykorzystać tryb nadzwyczajny ułaskawienia. Nie interesują go opinie składu orzekającego, nie uzasadnił w żaden sposób swojej decyzji. Wiadomo przecież 6-go Mikołajki. Czasu mało, a Zbysio i Rysio czekają na prezenty. Jest jakoś tak na tym świecie, że mało mówi się o tych, którzy w tym dniu żadnego prezentu nie dostaną. Wiadomo bieda, bezrobocie. Wiele dzieci będzie na darmo siedziało z noskami przyklejonymi do szyb i bezskutecznie będzie wyglądało zaprzęgu reniferów. Taki los spotka też i niektórych dorosłych. Posłowie Długosz, Jagiełło czy producent Lew Rywin nie mogą liczyć na wspaniały gest prezydenta. Generał Kluk, który tak ciężko znosi areszt pewnie też nie doczeka się upragnionej wolności. Cieszy mnie natomiast bardzo jedna rzecz. Aleksander Kwaśniewski nie musi już grać męczącej roli prezydenta wszystkich Polaków. Na trzy tygodnie przed wyprowadzką z pałacu może sobie pozwolić na bycie sobą. Tą decyzją utwierdza mnie w przekonaniu, że za jego prezydentury układ miedzy politykami, biznesem, służbami specjalnymi i światem przestępczym rozkwitł i miał się niezwykle dobrze. Dzisiaj u ustępującego prezydenta uwidacznia się bardzo wyraźnie tak zwany syndrom rezerwisty. Na kilka dni przed opuszczeniem jednostki żołnierze służby zasadniczej przestają nagle być karnymi i zdyscyplinowanymi chłopcami w mundurach. Maja już wszystko gdzieś. Czapka figlarnie i nieregulaminowo zsuwana jest na bakier. Pas wędruje w dół na same j..a. Cyrk się skończył, nie ma sensu dłużej się wygłupiać. Maski czas już zdjąć. I marsz do cywila. | |||