| ||||
|
|
Marcin Piasek Nieobecni usprawiedliwieni Większość polityków i komentatorów życia publicznego jest bardzo zdziwiona tak niską frekwencją w ostatnich wyborach parlamentarnych i prezydenckich. Niektórzy są wręcz zirytowani i wściekli na społeczeństwo jak np. Lech Wałęsa. Istotnie, po tych wyborach mamy najniższą frekwencję pośród wszystkich demokratycznych krajów. A tendencja jest ciągle spadkowa. To niewątpliwie zagrożenie dla demokracji, a w konsekwencji dla państwa. Mnie natomiast niski udział w wyborach nie dziwi ponieważ można to zjawisko wytłumaczyć. Wystarczy wniknąć trochę w strukturę naszego społeczeństwa, dość charakterystyczną na tle krajów Unii Europejskiej. Mamy trzy grupy ludzi, których nieobecność przy urnach można w pełni zrozumieć. 1. Wykluczeni ze społeczeństwa. To największa, trudna do zbadania, a tym samym do jednoznacznego zdefiniowania i scharakteryzowania część nie głosującej społeczności. Szacuję ją na 7,5 miliona co stanowi 25% uprawnionych do głosowania Polaków. To ludzie żyjący w swoim świecie, szczelnie odizolowani , praktycznie bez większych szans na integrację. Potocznie nazywa się ich marginesem społecznym, dotknięci rożnego rodzaju nakładającymi się na siebie patologiami. Żyją na granicy ubóstwa lub poniżej minimum socjalnego. Poza swoimi egzystencjalnymi problemami dnia codziennego (np. zdobycie pożywienia, alkoholu, uśmierzenie bólu, zaspokojenie głodu narkotykowego) niczym więcej się nie interesują. Nie czytają gazet, nie oglądają telewizji, nie obchodzi ich nawet co się dzieje w ich miejscowości czy dzielnicy. Żyją często samotnie, ich rodziny się rozpadły, nie utrzymują kontaktu z sąsiadami. Większość z nich nie jest już zdolna do podjęcia żadnej pracy, w większości nie figurują nawet w rejestrze bezrobotnych. Tylko jedna trzecia z nich posiada jakiś stały dochód w postaci renty, emerytury, zasiłku, alimentów lub korzysta z pomocy społecznej. Dla reszty jedynymi formami zarobkowania jest zbieractwo (złom, runo leśne), żebranie, kradzieże, prostytucja. Są to często alkoholicy, narkomani czy też ludzie dotknięci innymi chorobami które uniemożliwiają funkcjonowanie w społeczeństwie. Wielu z nich to bezdomni. Niektórzy mają jakiś meldunek więc teoretycznie mogliby zagłosować. Jednak nie wszyscy posiadają nawet dokument tożsamości. Nie jest im potrzebny do życia lub nie stać ich by wydać co najmniej 30 zł na wyrobienie dowodu osobistego. Szacuję, że 10% ludzi po prostu nie ma czym wylegitymować się w lokalu wyborczym. Wykluczenie dotyczy również części osób niepełnosprawnych, ludzi starych, zniedołężniałych. Nie pójdą do wyborów na pewno obywatele którzy ukrywają się przed wymiarem sprawiedliwości: złodzieje, bandyci, gangsterzy, chuligani czyli wszyscy przestępcy i dewianci. Także dłużnicy ścigani przez wierzycieli, komornika, firmy windykacyjne czy mafie. Właściwie wszystkie osoby żyjące w ciągłym strachu wywołanym przez najróżniejsze czynniki, bez minimum poczucia bezpieczeństwa, raczej nie interesują się polityką. A zdaniem psychologów takich ludzi jest coraz więcej. Na co dzień przedstawicieli tej grupy możemy zobaczyć na przykład w postaci kwiatu naszej młodzieży której jedyną pasją jest tłuczenie butelek przed blokiem (tzw. blokersi), meneli wystających w pobliżu sklepów alkoholowych i załatwiających się pod murami czy też grzebiących w śmietnikach bezrobotnych, emerytów, rencistów. Pamiętajmy, że ludzie żyją też w takich miejscach gdzie postęp zatrzymał się 50 lat temu i np. ciągle nie ma elektryczności., wody (albo zostały odłączone) Są to zarówno zaścianki wiejskie jak i zdegradowane dzielnice (slumsy) w dużych miastach. Istnieją przysiółki odcięte od świata, do których ciężko jest dojechać jakimkolwiek środkiem lokomocji, a do głosowania trzeba się pofatygować kilkanaście kilometrów. W takich społecznościach sporą część stanowią analfabeci albo półanalfabeci. Podsumowując charakterystykę tej części naszego społeczeństwa przede wszystkim trzeba stwierdzić, że ze swojego prawa wyborczego nie korzystają ludzie którzy, zgodnie z piramidą Maslowa, nie mają zaspokojonych podstawowych potrzeb. Przede wszystkim fizjologicznych, poczucia bezpieczeństwa i przynależności. Tak duża grupa osób żyjących teoretycznie w społeczeństwie, a praktycznie na jego marginesie albo poza , to cecha charakterystyczna dla Polski a zarazem jeden z ważniejszych powodów niskiej frekwencji wyborczej. Różne statystyki pośrednio potwierdzają taki stopień wykluczenia. Tylko 51% Polaków (najwięcej w UE) będących w wieku produkcyjnym pracuje. 18% ( najwięcej w UE) to zarejestrowani bezrobotni. Mamy też najwięcej emerytów, rencistów i niepełnosprawnych, rolników, skazanych, alkoholików oraz wypadków samochodowych. Pocieszające może być jedynie to, że po intensywnym przyroście w latach dziewięćdziesiątych ludzi wykluczonych raczej już nie przybywa. W krajach unijnych wspomniana grupa obywateli stanowi nie więcej niż 15%. 2. Druga grupa obywateli zaniżających frekwencję wyborczą to osoby przebywające czasowo lub na stałe poza miejscem swojego zameldowania. Jej liczbę szacuję na 4,5 miliona czyli 15% uprawnionych do głosowania. Należy do niej zaliczyć osoby pracujące, studiujące oraz turystów. Około 2 miliony Polaków (7%) zameldowanych w Polsce pracuje (poszukuje pracy) lub studiuje za granicą. Tylko w samej Wielkiej Brytanii jest ich 0,5 miliona. Natomiast w kraju 900 tys. obywateli (3%) pracuje lub szuka pracy poza miejscem swojego zameldowania. Tyle samo jest studentów i uczniów (3%) z których nieliczni tylko wracają na weekend do domu, a niektórzy mają w tym czasie zjazdy (system zaoczny) . Cześć z nich po prostu w tych dniach dorabia. Jeśli dodać do tego całkiem sporą armię ludzi pracujących w niedzielę wyborczą, choćby w coraz liczniejszych centrach handlowych, usługowych, gastronomicznych i rozrywkowych – około 300 000 obywateli (1%) nie ma czasu pójść do głosowania. Dodatkowo wrzesień i w mniejszym stopniu październik są miesiącami w których wiele osób przebywa na sezonowych wyjazdach zarobkowych. Są to także jeszcze miesiące wyjazdów turystycznych , szczególnie do krajów śródziemnomorskich. Turystów i osób przemieszczających się w tym czasie może być około 300 000 czyli 1%. To zapewne jedna z przyczyn znacznie niższej ( o 9,2 punkty procentowe) frekwencji 25 września w porównaniu z wyborami prezydenckimi 9 października. W tej grupie są też tzw. turyści weekendowi, którzy w większości chcieliby zagłosować ale nie mogą zdążyć do lokalu wyborczego przed godziną 20 bo np. stoją w korkach albo za późno wyjechali. Zwiększająca się zarobkowa i edukacyjna mobilność naszego społeczeństwa jest także przyczyną spadającej frekwencji wyborczej. To charakterystyczne dla naszego kraju i jego obywateli dla których otworzyły się europejskie rynki pracy. W żadnym z pozostałych państw UE nie ma tak dużej skali migracji zarobkowych. 3. Dopiero ostatnia grupa nie głosuje z powodów politycznych. Stanowi ona pozostałe 10-20%. W wyborach parlamentarnych było to 19,5% a w prezydenckich 10,2% (pierwsza tuta) i 9% (druga tura). Są to ludzie najbardziej rozczarowani politykami, nie mający swojego faworyta, zniesmaczeni i zażenowani standardami polskiego życia politycznego Czują się oszukani, wykorzystani i stracili już nadzieję na poprawę klasy politycznej czy też własnego losu obywatela. Całkiem świadomie bojkotują udział w wyborach. Najchętniej przestaliby interesować się polityką, co niektórym się udaje. Połowa tej grupy już nie interesuje się wyborami, bo poczucie własnej krzywdy, marazmu i beznadziei bierze górę. Faktycznie tych ludzi jest jeszcze więcej, niż 10-20% ale cześć z nich idzie na wybory np. razem ze swoim partnerem, kolegą czy rodziną i głosują niejako przy okazji. Łącznie te trzy grupy stanowią 50-60% uprawnionych do głosowania. W pierwszej grupie można założyć, że jest stabilizacja. Jednak w dwóch pozostałych ludzi stopniowo przybywa. Należy się wiec liczyć z dalszym spadkiem liczby obywateli biorących udział w wyborach. By tendencję tą powstrzymać niezbędna jest poprawa poziomu życia obywateli oraz moralności polityków. Wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych, przebieg kampanii wyborczej i sposób tworzenia nowego rządu raczej tego nie wróżą. | |||