now@ on-line  grudzień  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

 

Marcin Jendrzejczak

Monarchia jest ekonomiczna

Zwolenników wolnorynkowej prawicy łączy przede wszystkim jeden cel – obalenie etatyzmu, przywrócenie prawa do własności i porządku w życiu publicznym. Jeśli chodzi o poglądy na sprawy ustrojowe, to z rozmów jakie przeprowadziłem wynika, iż są one rozmaite – od autorytarnych po anarchistyczne. Monarchizm przez znaczną część uważany jest za postulat nie tyle nierealny (wprowadzenie anarchii w przeciągu najbliższych lat jest co najmniej równie nierealne), ale mało ważny i bliski głównie wąskim grupom katolickich tradycjonalistów.

Owszem, tradycjonalistyczne, religijne argumenty za monarchią są dla nas ważne, jednak monarchizm (a w każdym razie zdecydowany anty-republikanizm) jest także logiczną konsekwencją poglądów wolnorynkowych.

Nieprzypadkowo wielu zwolenników wolnego rynku, niezależnych od demoliberalnego establishmentu wykazywało miałkość idei rządów „suwerennego ludu” z czysto ekonomicznego punktu widzenia.

Przykładowo daleki od konserwatyzmu filozof polityki Robert Nozick w swym opus magnum Anarchia, Państwo, Utopia opisał proces demokratyzacji w formie opowieści niewolnika. Niewolnika, który będąc poddanym konkretnemu panu, staje się poddanym innemu panu - „narodowi”. Nowy Pan nie jest więc jeden, lecz liczy 10 000 obywateli. Niewolnik uzyskuje nawet prawo głosu i \'współuczestnictwa\' w decyzjach dotyczących Państwa (zwanego przez Nozicka korporacją). Cóż to de facto zmienia? Otóż głos Niewolnika przeważa, jedynie w sytuacji, gdy jakimś dziwnym zrządzeniem losu głosy pozostałych 10 000 się równoważą. W przeciwnym razie głos Niewolnika nie jest nic warty, a jego własność może być dowolnie okradana. Zatem status Niewolnika się – wedle Nozicka - nie zmienia.

Jest to konkretne i dosadne obalenie teorii „umowy społecznej”, której piewcy głosili, iż człowiekowi rzekomo łatwiej znieść będzie nawet „stugłowego tyrana” niż np. złowrogiego samodzierżcę. Poddany króla, przekształcony w obywatela nie dostaje nagle więcej wolności, tylko - ponieważ „ludzie zawsze będą rządzeni” - zmienia Pana. Jego pojedynczy głos jest de facto tylko świstkiem papieru, ułudą za pomocą której demokratyczny aparat władzy może usprawiedliwiać swoje coraz śmielsze poczynania.

Podobnie uważa Jan Hoppe. Jego zdaniem, to właśnie wczesne średniowiecze było bliskie ideałowi wolnego rynku, zaś absolutyzm oświeceniowy, a nade wszystko demokracja, przyczyniły się do wzrostu grabieży. Stało się tak, ponieważ władzy nie sprawował już król (często właściciel państwa), lecz demokratyczni „dzierżawcy”, w których interesie nie był długofalowy rozwój kraju, tylko wykorzystanie niepowtarzalnej szansy poprawy własnego statusu majątkowego, jaki daje kilkuletnia kadencja. „Preferencja czasowa” w demokracji jest zatem wysoka - rządom opłaca się wydawanie wielkiej ilości pieniędzy, zaciąganie długów u finansjery i innych państw, po to aby spełnić zachcianki aparatu rządzącego i wyborców. Doskonale ukazuje to z resztą przykład podany w jednym z tekstów Hoppego – nim stary Ład został ostatecznie zburzony – przed I Wojną Światową, w epoce monarchicznej wydatki rządowe, rozumiane jako procent PKB, rzadko przekraczały 5%. Od tamtego czasu wzrosły one średnio do 50%. Tradycyjna idea królewska jest zatem rozsądną alternatywą dla wolnorynkowych republikanów. Jej uobecnienie bowiem oznaczałoby nie tylko przywrócenie Religii i Tradycji właściwej jej pozycji, lecz także zapewnienie trwałego przestrzegania prawa naturalnego własności prywatnej, jako niezależnego od chwilowych wahań demosu czy legislacyjnej „twórczości” parlamentarzystów.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów                 http://nowamedia.w.interia.pl