| ||||
|
|
Ludwik Skurzak COŚ SIĘ ZMIENIŁO Sytuacja polityczna w Polsce wyraźnie zmieniła się. Jarosław Kaczyński w swoim przemówieniu po expose Kazimierza Marcinkiewicza powiedział, że dźwignią przemiany było pojawienie się nadziei. „Ta nadzieja zrodziła się w ostatnich latach. Zrodziła się wtedy, gdy na skutek działań prasy, wysiłku wielu dziennikarzy, pracy komisji śledczych zostały pokazane społeczeństwu kulisy naszego życia publicznego, gospodarczego i społecznego”. Może i tak. Warto jednak przypomnieć, że przyjmując taką wersję wydarzeń należy również zgodzić się, iż pierwszym pociągającym za tą dźwignię był Adam Michnik. On to bowiem opowiedział na łamach własnej gazety o swoich rozmowach z Lwem Rywinem. Z perspektywy czasu warto zapytać, czy obecna sytuacja jest tym, co Adam Michnik chciał osiągnąć, czy też coś wymknęło mu się z rąk i spadło na jego własną głowę. Za tym, że w planie Adama Michnika coś się zacina, mogłyby świadczyć także inne wpadki. Oto w tych dniach bp. Wiktor Skworc mówi, że: „Polsce potrzebny jest rząd większości. Lepiej by było, gdyby Prawo i Sprawiedliwość stworzyło go z Platformą Obywatelską”. Znając dotychczasową praktykę Gazety Wyborczej, taka bezpardonowa ingerencja hierarchy katolickiego w bieżącą politykę powinna się skończyć ostrą reprymendą i naganą na łamach tego pisma. A tu nic. Czy naprawdę coś w Gazecie Wyborczej nie działa, skoro jej pilne zazwyczaj wydziały kontrolne przepuściły takie wydarzenie? Skoro Gazeta Wyborcza nie była łaskawa wydrukować niczego na ten temat, sami napiszmy sobie tekst, który powinien się był znaleźć w weekendowym dodatku - Arkce Noego. Może redaktorzy organu uznali, że w tej sprawie wszystko już powiedziano. Przypomnijmy więc sformułowania, które dotychczas padały w podobnych sytuacjach. Byłoby przede wszystkim ogólne zaniepokojenie sposobem objawiania się religijności: „Nie ma dziś prawie w Polsce zjazdu partyjnego bez mszy św. na inaugurację ani deklaracji programowej nowego ugrupowania bez solennych zapewnień o respektowaniu wartości chrześcijańskich w życiu publicznym. Te gesty są powszechne. […] Namnożyło się tych chrześcijan”.[1] To trzeba by ukazać, jako część problemu szerszego: „Toczy się spór o kształt Polski. W tym sporze sprawą zasadniczą jest znalezienie Kościołowi takiego miejsca w państwie, by mógł nieskrępowanie rozwijać istotną część swojej misji – duszpasterstwo oraz by szanował ‘autonomię rzeczywistości ziemskich’, co zalecał przed wielu już laty Sobór Watykański II”.[2] Zlokalizować należy zagrożenie: „Jest prawdą, że mamy w Polsce do czynienia z dążeniem do wprowadzenia elementów państwa wyznaniowego – kwestią sporną może być tylko, jak daleko te dążenia sięgają i jak poważna część Kościoła za nim się opowiada”.[3] Zadeklarować, że mówi się to oczywiście jako przyjaciel Kościoła: „Rozważania o przydatności Kościoła dla demokracji koniecznie domagają się jednego zastrzeżenia. To oczywiste, że Kościół istnieje nie po to, by służyć jakiemukolwiek ustrojowi – nawet temu najmniej złemu. I nie chodzi tu jedynie o autonomię Kościoła od władz świeckich, lecz o to, że Kościół ma własne cele natury duchowej, które definiuje przez odwołanie się do swej transcendentalnej wiary”[4] No i na koniec wskazać rozwiązanie – morda w kubeł i nie bulgotać: „Wkroczywszy na grunt polityki, każda instytucja naraża się na przegraną. Ale cierpi też religia. Cokolwiek by mówić o samoograniczeniu Kościoła w tej kampanii, pozostaje kwestia zasadnicza: autorytet wiary został świadomie zaangażowany do walki o sprawy nie tylko doczesne, ale i z natury swej sporne”.[5] „Klimat naszych sporów politycznych jest od dawna zatruty: demagogia, niesprawiedliwe, lecz kategoryczne oceny, zastępowanie debaty merytorycznej ideologicznymi etykietami – wszystko to znamy aż nadto dobrze. Czy i Kościół powinien przykładać do tego rękę? Czy na dalszą metę nie byłoby lepiej dla niego samego, gdyby pozostał z boku konfliktów politycznych? Czy jego moralny autorytet na powściągliwości ocen? I czy wszyscy – wierzący, niewierzący, Kościół i państwo – nie zyskalibyśmy, mogąc pośród kłótni znaleźć oparcie w instytucji, która, nie mieszając się do polityki, uparcie broni zasad?”[6] Mówiąc zaś serio, coś się w Polsce zmieniło przez ostatnie dziesięć lat. Jeszcze trochę i czasy, gdy GW z ewidentnie liberalnych pozycji krytykowała Kościół i Jego hierarchię, będziemy zdaje się wspominać z rozrzewnieniem. Od początku bowiem było jasnym, że sprzeciw budzi nie to, że biskupi wypowiadają się w sprawach politycznych, ale to, z jakich pozycji to czynią. Miejmy nadzieję, że przynajmniej ujawnieniem rozmowy z Lwem Rywinem Adam Michnik nie osiągnął swojego zamiaru… www.konserwatyzm.pl ____________ [1] R. Graczyk, Wobec Kościoła, GW 19-20 grudnia 1992 roku [2] R. Graczyk, Wobec Kościoła, GW 19-20 grudnia 1992 roku [3] J. Gowin, Kryzys Kościoła, kryzys demokracji, GW 23-24 stycznia 1993 roku [4] R. Graczyk, Jakiego Kościoła polska demokracja potrzebuje?, GW 20-21 marca 1993 roku [5] R. Graczyk, Królestwo z tego świata, GW 8 listopada 1995 roku [6] R. Graczyk, Królestwo z tego świata, GW 8 listopada 1995 roku | |||