| ||||
|
| POWSTANIE WARSZAWSKIE (Część 5) Krzysztof Marek Raczyński BóJ O STOLICĘ Tragedia Powstania Warszawskiego ma dla wielu Polaków wymiar bardzo osobisty. Jest to pamięć straszliwego ludzkiego cierpienia i utraty najbliższych ludzi, a także narodowej tragedii na wielką skalę, której w pełni, bez odniesienia do istoty Boga zrozumieć nie można. W opracowaniu niniejszym, skoncentrowałem się, w ślad za prof. Daviesem, na rzeczywistych przyczynach tragedii Polski - na działaniach wielkich mocarstw. Przed Powstaniem, w dowództwie Armii Krajowej, uważano, że źle uzbrojeni powstańcy nie mają szans na długofalowy sukces w mieście. Z tych względów akcję „Burza” planowano poza dużymi miastami. Jednak, po niepowodzeniach tej akcji na prowincji, zdecydowano się na powstanie w Warszawie. Miało być ono krótkoterminowe i skoordynowane z sojusznikami. W Stolicy było 45, 000 zaprzysiężonych żołnierzy AK ale nie wszyscy mogli wziąć udział w walce ze względu na brak broni. Plutony AK miały, szacunkowo 10-20% potrzebnego do akcji uzbrojenia. Połowę dostępnej broni stanowiły pistolety a brakowało broni przeciw pancernej. Broń trzeba było zdobyć na wrogu! 1 sierpnia 1944, o 5-tej po południu, powstańcy uderzyli na umocnienia niemieckie w Stolicy. Zdobyto arsenał niemieckiej broni i magazyny, elektrownię, pocztę, dworzec kolejowy na Pradze, uwolniono najważniejsze dzielnice miasta na lewym brzegu Wisły i żydowskich więźniów obozu koncentracyjnego na „Gęsiówce”. Nie udało się zdobyć wielu umocnień w mieście, lotniska i gmachów policji. Pomimo, iż powstańcy nie zdobyli mostów, skutecznie mogli paraliżować transport niemiecki przez rzekę. Straty - 2500 ludzi, były podobne do strat alianckich w czasie lądowania w Normandii, w D-Day. Wybuch Powstania zbiegł się z niemieckim kontratakiem i chwilowym zatrzymaniem natarcia sowieckiego na przedmieściach Warszawy. Dało to później pretekst sowieckiej propagandzie do usprawiedliwienia braku pomocy dla Powstania. Sowieci pozostawali niedaleko Warszawy przez cały okres walk, ale dopiero w drugim tygodniu września powrócili na Pragę. 2 sierpnia uzyskano połączenie z Londynem. Gen. Bór-Komorowski domagał się zrzutów broni, lekarstw, wsparcia ze strony Polskiej Brygady Spadochronowej i lotnictwa oraz działań, które mogłyby spowodować generalne uderzenie Sowietów na Stolicę. „Tajna Armia” uważała się za regularną armię sojuszniczą. Biuletyn Informacyjny AK ogłosił instrukcję gwarantującą wszelkie prawa żołnierzom niemieckim, zgodne z konwencjami międzynarodowymi. W nocy 4/5 sierpnia, na pl. Krasińskich, miał miejsce pierwszy brytyjski zrzut dla Powstania. Niemcy spodziewali się wybuchu, ale zostali zaskoczeni szybkością i skalą operacji. Przywódcy Niemiec zareagowali z wściekłością. Himmler zadzwonił do komendanta KL Sachsenchausen nakazując mu zamordowanie Gen. Grota-Roweckiego. W swoich pamiętnikach napisał: „Wykończymy ich... Warszawa będzie zlikwidowana...(ten) naród, który stał na naszej drodze na Wschód przez 700 lat od bitwy pod Grunwaldem, przestanie istnieć.” Hitler rozkazał „zabić każdego mieszkańca,...nie brać więźniów...każdy dom wysadzić w powietrze i spalić.” Oddziały niemieckie wzięły instrukcje Himmlera dosłownie i kontratakując na Woli oraz Ochocie zajęły się mordowaniem ludności cywilnej. Straty wśród ludności wyniosły 50, 000 zabitych. Zaciekłość z jaką Niemcy mordowali ludność cywilną uniemożliwiała im początkowo rozumne działania militarne. 5 sierpnia Erich von dem Bach objął dowództwo sił niemieckich do rozprawy z Powstaniem. Otrzymał dodatkowe środki w postaci wsparcia ciężkiej artylerii i lotnictwa. Strategia niemiecka polegała na otoczeniu Stolicy szczelnie przez Werhrmacht, który powstrzymywał kleszcze sowieckie po lewej i prawej stronie miasta, bombardowania pozycji powstańczych przez artylerię i Luftwaffe, a następnie frontalnego ataku na ziemi przez specjalne jednostki SS i policji. Pomimo ogromnej przewagi militarnej (w walkach brało udział 50 000 żołnierzy z doborowych i doświadczonych w tego typu akcjach jednostek niemieckich, włączając jednostki Waffen SS i Dywizję Pancerną „Hermann Goering”), Niemcy nie byli w stanie stłumić Powstania. Pod koniec 1-szego tygodnia pozycje polsko – niemieckie ustaliły się na długim, 50-cio kilometrowym froncie i sytuacja znalazła się w impasie. Zmasowane bombardowanie lotnicze i artyleryjskie zamieniło miasto w kupę gruzów. Były to warunki idealne do miejskiej partyzantki. Powstańcy przetrwali bombardowania i potrafili z powodzeniem kontratakować zdobywając broń na wrogu. Świetnie wykorzystywali teren, z wyższych pięter leciały na Niemców granaty i butelki z paliwem; to co utracono w dzień odzyskiwano w nocy, zastawiano na wroga pułapki, itp. Postrachem dla Niemców byli też strzelcy wyborowi AK. Walczono o każdą ulicę, każdy dom i piętro, każdy kościół i szpital. Pomysłowość, świetne improwizacje, oraz wsparcie formacji pomocniczych, w większości prowadzonych przez kobiety, a ponad wszystko energia, odwaga, poświęcenie i odporność psychiczna powstańców musiały zrównoważyć niemiecką potęgę. Nie tylko bombardowania ale i standardowa taktyka piechoty niemieckiej nie była w stanie wyprzeć Polaków z ich pozycji. Niemcy szybko się zorientowali, że mają do czynienia z sytuacją podobną do Stalingradu. Tyle, że tam stały na przeciwko siebie dwa mocarstwa i dwie regularne armie. W Warszawie przeciwnikiem świetnie wyposażonego wojska niemieckiego było Polskie Podziemie, w tym wiele młodzieży, która do walki miała znaczną ilość broni domowej roboty. Zgodnie z planami powstanie miało trwać od 48 godzin do 5-6 dni. 6 sierpnia przekroczono tę granicę. Polacy nie zwyciężyli, ale nie zostali też pokonani i nie było możliwości zakończenia walk. Najbardziej cierpiała ludność cywilna i miasto. Stalin zatrzymał swoje armie. Pomoc z Zachodu nie nadchodziła. Liczono jeszcze na Mikołajczyka i sukces jego misji w Moskwie, oraz na wsparcie Aliantów. Informacje o rozwoju sytuacji wysyłane były przez AK codziennie. 3 sierpnia Rząd Polski wydał oficjalny komunikat. Odpowiedź brytyjska przyszła bez pośpiechu i bez zobowiązań. Użycie bombowców i myśliwców okazało się nierealistyczne lub możliwe jedynie przy współdziałaniu sowieckim. Prawa kombatanckie żołnierzy AK były „w toku dyskusji,” Kosztowało to Polaków tysiące żołnierzy rozstrzeliwanych tymczasem przez Niemców w Warszawie. Decyzja o powołaniu brytyjskiej misji militarnej w Warszawie uzależniona została od zgody Sowietów (?!), itp. Płk.Gubbins, szef SOE (Special Operations Executive) wyjechał na południe Francji i wrócił po 3 miesiącach. SOE przez cały okres wojny polegała na wywiadzie polskim i wielu jej wywiadowców, w różnych rejonach Europy było Polakami. Teraz w chwili największej próby organizacja, która miała „ wzniecić pożar Europy,” po pozytywnym zaopiniowaniu planów powstania w Warszawie, opuściła Polaków. Hr. E. Raczyński, tydzień wcześniej, miał obiecaną interwencję w Moskwie, aby zapewnić współdziałanie sowieckie. Amerykanie też zapewniali Polaków o wsparciu jakiego miał im udzielić ambasador Harriman w Moskwie. W sprawę miał być włączony Gen. Eisenhower. Mijały dni. BBC podawało nieprawdziwe informacje o współpracy powstańców z Sowietami. Sowieci byli wtedy zajęci aresztowaniem żołnierzy AK w okolicach Warszawy, prowokując konflikt z „Tajną Armią.” Zaczynał się uwidaczniać brak dostępu do informacji z pierwszej ręki, sojuszników Polski na Zachodzie. Alianci wiedzieli o planach wybuchu powstania, ale jednocześnie chcieli utrzymać przyjazne relacje z Sowietami. Postawiono na zrzuty dla Powstania i rozmowy Mikołajczyka w Moskwie. Churchill wydał rozporządzenie dotyczące zrzutów. 4 sierpnia wysłał telegram do Stalina. Dla polityka Zachodu, u podstaw idei porozumienia politycznego leżało przekonanie, że „obie strony będą rozsądne.” Oznaczało to, że Polacy muszą być przygotowani na koncesje terytorialne oraz udział komunistów w rządzie, a Stalin miał zrezygnować z niektórych swoich wcześniejszych żądań. Zachód nie rozumiał jeszcze z jakim przeciwnikiem ma do czynienia. W odpowiedzi (5 sierpnia) Stalin oznajmił, że informacje polskie są przesadzone, AK rzekomo składa się z zaledwie kilku oddziałów, które nie mogą zagrozić Niemcom w Warszawie. Później Stalin miał się przekonać, że informacje jakie otrzymywał od swoich komunistycznych agentur w Polsce były zupełną fikcją. Sowieci potrzebowali informacji o tym co właściwie się dzieje w Warszawie i jak długo to może potrwać. Jednakże, ani oni, ani Brytyjczycy nie mieli tam oficerów wywiadu. Owszem, znalazł się tam lotnik brytyjski John Ward, który uniknął aresztowania przez Niemców i wstąpił do AK oraz kpt. K. Kaługin, który też przy pomocy AK uniknął śmierci. Wysłał on entuzjastyczny raport o Powstaniu do Stalina (przez Londyn). Jednocześnie, komuniści polscy wysyłali raporty, których rzeczywistość nie potwierdzała. Dla przykładu, wbrew ich zapowiedziom, raport Berii stwierdzał, że spośród 7924 żołnierzy AK aresztowanych przez NKWD na Wileńszczyźnie tylko 440 zgłosiło gotowość udziału w komunistycznej armii Gen. Z. Berlinga (w tym ani jeden oficer!). A gdzie byli przedstawiciele proletariatu, którzy mieli witać ich z kwiatami i wystąpić przeciwko „polskim faszystom”? Stalin nie wiedział więc komu ufać i rozgrywał partię bardzo ostrożnie. 2 sierpnia rozkazał aby 1-szy Front Białoruski się zatrzymał. W sferze dyplomacji rozmowy polsko-sowieckie w Moskwie jeszcze się nie rozpoczęły. Sowieci wyczekiwali jakiego wsparcia udzielą Polsce Alianci. Mikołajczyk przyleciał do Moskwy 30-tego sierpnia. Był uważany za człowieka umiarkowanego i nie był anty-komunistą. Do negocjacji był nastawiony optymistycznie i przekonany o poparciu Aliantów chciał zawrzeć układ ze Stalinem. Wiedział o sowieckich roszczeniach terytorialnych w stosunku do Polski, o tym, że powstała już atrapa polskiego rządu w Lublinie (PKWN) ale i o tym, że nie została jeszcze uznana oficjalnie jako rząd przez Stalina. Wiedział o rozmowach w Teheranie w ubiegłym roku, ale nie znał ich wyniku. Nie wiedział co się dzieje „ na ziemi” (o posunięciach Rokossowskiego czy wynikach akcji AK w Stolicy), ale atutem jego było to, że AK była jedyną liczącą się siła militarną w okupowanej Polsce. Nie miał doświadczenia w Rosji, ale wiedział o niej wiele od innych członków Rządu Polskiego. Dla Stalina, znaczenie miał jedynie ciężar poparcia brytyjskiego. Ideologicznie Mikołajczyk był dla niego przedstawicielem nie „ludu pracującego (na co liczono),” ale kułakiem, czyli jednym z wrogów, których zawzięcie tępił w Sowietach. Delegacja polska była zmuszona do czekania i poniżana na każdym kroku. Ambasador brytyjski zachęcał Mikołajczyka do zaakceptowania żądań sowieckich jako podstaw do rozmów. Oznaczało to wykluczenie spośród członków Rządu „ elementów reakcyjnych i anty-sowieckich,” akceptacji Linii Curzona, wycofanie oskarżenia, że to Sowieci wymordowali oficerów w Katyniu i zgody na współpracę z komunistycznym PKWN. Każde z tych żądań było nieusprawiedliwione i nie do przyjęcia. Dla przykładu, jakie prawo mieli Sowieci, aby powoływać rząd polski, lub decydować o jego składzie? Granice Polskie przed wojna, były uznane przez cały Świat włącznie z Sowietami, itp. Tak więc, Wielka Brytania nie działała jako „uczciwy pośrednik,” nie mówiąc już o zobowiązaniach sojuszniczych wobec Polski. Brytyjczycy postawili sprawę tak: „albo się poddacie Sowietom, albo radźcie sobie sami!” Stalin przyjął Mikołajczyka 3 sierpnia. Bez poparcia Aliantów, Sowieci i przedstawiciele PKWN (Bierut i Wasilewska) bawili się polskim premierem jak „samotną myszą.” „Powstanie! Jakie powstanie” pytali premiera członkowie delegacji PKWN. Sowieckie armie stały koło Warszawy, huk eksplozji i dymy płonącego miasta pokrywały horyzont a oni nie wiedzieli nic o Powstaniu! Stalin dawał niezobowiązujące przyrzeczenia pomocy dla walczącej Warszawy, chociaż w rzeczywistości chciał aby Powstanie zakończyło się klęską. Jego plany wobec Polski były zupełnie przeciwne do planów polskiego premiera. Z poparciem zachodnich mocarstw Mikołajczyk próbował odbudować niepodległą Polskę. Plany Stalina temu zagrażały. Chciał on narzucić Polsce reżim komunistyczny i zachowanie jedynie pozorów niezależności. Na drodze planów Kremla stali nie tylko polscy dyplomaci, ale również Armia Krajowa z 400, 000 żołnierzy. A wieści z Warszawy i kontynuacja Powstania uświadamiały Sowietom, że AK jest silną organizacją z dużym poparciem w społeczeństwie. Marionetkowy Komitet w Lublinie, PKWN, zgodnie z sowieckimi instrukcjami, zagrzewał mieszkańców Stolicy do walki, a jednocześnie wzywał Polaków do wystąpień przeciwko AK. Było to raczej zabawne, biorąc pod uwagę brak jakichkolwiek wpływów w społeczeństwie. Dla Stalina komitet był źródłem samych kłopotów. PKWN nie miał żadnego uznania ani w Polsce ani za granicą. Nie był też uznawany za rząd przez Sowiety. Stalin wiedział też, że informacje dostarczone przez komunistów polskich były zwykłą fikcją. Zajął zatem pozycję wyczekującą. Mikołajczyk otrzymał drugą audiencję ze Stalinem 9 sierpnia. Według protokołu spotkania, Stalin był uprzejmy, pełen ciepłych słów na temat przyjaźni polsko-sowieckiej i oświadczył, że jest gotów do „jak najszybszej pomocy (dla Powstania), w miarę możliwości”. Ton wypowiedzi był „podejrzanie serdeczny” uważa N. Davies. Jednakże premier Polski uznał, że udało mu się uzyskać przyrzeczenie Stalina o współpracy w sprawie Powstania. W tym czasie sytuacja militarna wokół Warszawy wyjaśniła się. Rokossowski dysponował ogromną przewagą militarną a jego niepowodzenia w pierwszym tygodniu sierpnia były tymczasowe. 8 sierpnia, nakreślił plan ofensywy na Zachód i natarcia na Berlin (tylko 450 km za Zachód od Warszawy.) Został on zaaprobowany przez Żukowa i wydawało się, że nie ma przeszkód aby przekroczyć Wisłę, zająć Stolicę (ok. 25-tego sierpnia) i uratować Powstanie. Uderzenie sowieckie prawdopodobnie zakończyłoby wojnę pod koniec 1944. Sowieci doszliby wtedy do Renu a nie tylko do Łaby, pochłaniając całe Niemcy i tam by się spotkali z Anglo-Amerykanami. W oczekiwaniu na atak sowiecki Niemcy umocnili swoje pozycje na wszystkich przeprawach przez Wisłę, i bezlitośnie bombardowali Warszawę. Samoloty niemieckie mogły bezkarnie wykonywać swoje zadania. Nad miastem, przez cały sierpień i połowę września, pomimo przewagi w powietrzu, nie pojawił się ani jeden samolot sowiecki. Pomoc Aliantów nie nadchodziła a pozycja Moskwy umacniała się. Pomimo, iż archiwa sowieckie z tego okresu są zamknięte i wiele spraw jest kwestią domysłów i spekulacji, jest oczywiste, że Stalin najpierw wyczekiwał, a potem, widząc bezczynność sojuszników Polski, odciął się od politycznego przywództwa Powstania. Przez cały sierpień Brytyjczycy, i w mniejszym stopniu Amerykanie, domagali się prawa do lądowania na terytorium sowieckim. Pozwoliłoby to im zabierać więcej ładunku użytecznego zamiast paliwo na drogę powrotną. Sowieci odmawiali. Alianci zachodni byli zszokowani odmową, ale nie przeszkadzało im, że Sowieci wstrzymali ofensywę na Wiśle (!?). Jednocześnie lotnicy polscy, brytyjscy i południowo-afrykańscy lecieli przez połowę Europy (samoloty RAF-u wylatywały z Brindisi we Włoszech bez eskorty myśliwców na trasie 1500 km w jedną stronę) ponosząc ciężkie straty by dostarczyć uzbrojenia, lekarstw i żywności dla powstańców. Lot do Warszawy odbywał się w nocy, ale powrót w dzień. Samoloty wracały przestrzelane jak sito. Lotnicy nie mogli lądować po sowieckiej stronie frontu nawet w wypadkach uszkodzeń swoich maszyn (ostrzeżenie sowieckie z 16 sierpnia.) Most powietrzny spieszący z pomocą Powstaniu był utrzymany wyłącznie przez osobiste zaangażowanie Churchilla. Cdn Myśl Nr. 20 | |||