| ||||
|
|
Kazimierz Murasiewicz PRZEWROTNY SKUTEK MANIPULACJI Faktem jest niezaprzeczalnym, że również w kampanii prezydenckiej mieliśmy do czynienia ze zmasowanym atakiem demoliberałów na świadomość wyborców. Zaangażowano ogromne środki finansowe krajowe i obce, zatrudniono tłum „autorytetów”, dotychczasowych prezydentów III RP, exkanclerza i przyszłą kanclerzycę Niemiec, tudzież samozwańczych intelektualistów, urabiające opinię fałszywe sondaże, polskojęzyczną prasę i mass-media pozostające jeśli nie na obcym garnuszku to zdominowane przez różowo-czerwony salon. Zresztą sam kalendarz wyborczy został tak skonstruowany aby zmęczyć elektorat, a zarazem punkt ciężkości przesunąć na starcie o prezydenturę. Promowanie z góry upatrzonego kandydata przy jednoczesnym marginalizowaniu, ośmieszaniu i oczernianiu jego rywala przyniosło jednak skutek odwrotny do oczekiwanego. Cóż się takiego stało, że nie udało się otumanić większości głosujących? Otóż wypadałoby, próbując poznać preferencje wyborców - czyli kto na kogo głosował, zdać się na „odkrycia” ośrodków badania opinii publicznej. Ośrodki te przeprowadzały sondaże przed wyborami zachęcając do głosowania na swojego i zleceniodawców „pewniaka”. Po wyborach też coś próbują nam wmówić. Otóż tradycyjnie, na ich kandydata głosowali ludzie z dużych miast, wykształceni, młodzi. Należy przez to rozumieć iż była to ta mądrzejsza i bardziej dynamiczna część społeczeństwa. Skoro na niemile widzianego przez „elity” kontrkandydata głosowała wieś, osoby starsze i gorzej wykształcone /czyli głupsze i pasywne/ oznacza to iż w Polsce A.D. 2005 zwyciężyła ciemnota. Ośrodki badania /urabiania/ opinii publicznej nie tłumaczą jednak jak to się stało, że głupsza część narodu wybrała kandydata lepiej wykształconego i bardziej doświadczonego zawodowo, pod względem prawnym i administracyjnym co przy prezydentowaniu ma niebagatelne znaczenie. Wyszło na to, że głupsza większość była mądrzejsza i doceniła istotne walory, a nie pustosłowie. Natomiast kokietowanie ludzi młodych poprzez utożsamianie ich wieku z mądrością wynika z potrzeby wykorzystania ich naiwności, podatności na manipulację, zarozumialstwa, co akurat nie gwarantuje rozumnych decyzji a tylko te pożądane przez demoliberałów. Przyglądając się powyborczym analizom - podziałowi na mądrych i głupich w świetle „badań” konfrontowanych z rzeczywistością, a zarazem mając w pamięci przedwyborcze manipulacje można ten podział uściślić. Zwycięstwo nieoczekiwanego przez „elity” kandydata jest wyrazem tęsknoty za elementarną przyzwoitością w życiu publicznym, w polityce. Natomiast zarówno głosy oddane na manekina demoliberałów, jak również odgłosy mediów polskojęzycznych i zagranicznych świadczą o lęku przed obroną polskiego interesu narodowego. Przykre jest w tym, że dbałość o nasz interes narodowy wywołuje lęk również znacznej części Polaków. Krajowemu lewactwu i liberałom, czyli formacjom którym obce jest poczucie tożsamości narodowej i wierność pryncypialnym zasadom w sukurs poszły media zachodnie, również w większości zdominowane przez te formacje. Z nich to dowiedzieliśmy się, że nasz prezydent-elekt reprezentuje populizm i demagogię. Aby na to miano zasłużyć wystarczy dążyć do zagwarantowania we własnym kraju praworządności i porządku. Oczywiście jest pewna trudność z określeniem ideologicznym zwycięskiej formacji, ale można tego dokonać własnymi siłami bez posiłkowania się głupotami implantowanymi z zagranicy. Takim trafnym „zaszufladkowaniem”, bez uciekania się do inwektyw jest określenie zwycięskiej opcji jako konserwatywny paternalizm autorstwa prof. Markowskiego. Przed zwycięzcami, o ile napór sił rodzimych postępowców wspieranych przez ideowych współbraci ze zniewolonego demoliberalnie Zachodu do tego dopuści, stoją jednak poważne wyzwania. Wystarczy „tylko” zrealizować dwa podstawowe zadania. Pierwsze to naprawa zła wyrządzonego przez liberalizm po roku 1989 - czy to w wydaniu lewicy, czy łże-prawicy. Jest w tej mierze kwestia bezrobocia, odzyskiwania wyprzedanego lub zagrabionego majątku narodowego, normalnej edukacji, funkcjonalnej służby zdrowia i wiele innych problemów do rozwiązania. Drugie zadanie, to wypracowanie właściwej pozycji Polski w Europie, a w tym /co najtrudniejsze/ ułożenie stosunków z sąsiadami. Warto zapamiętać tutaj stwierdzenie prof. Pipesa, że zantagonizowanie stosunków z Rosją będzie skutkowało zmniejszeniem zainteresowania Polską ze strony USA. Zaiste wielkie i trudne zadania stoją przed wygranymi - partią i prezydentem. To „nieoczekiwane zwycięstwo”, nieoczekiwane bo wbrew medialnym fałszom zbyt grubymi nićmi szyte jest niestety „zagospodarowywane” przez przegranych którzy nie potrafią pogodzić się z przewrotnym skutkiem ich manipulacji. Pozostaje ufność, że „głupsza” część społeczeństwa jak podczas wyborów tak również i teraz kolejnej manipulacji nie ulegnie. Sudecki Biuletyn Informacyjny | |||