now@ on-line  grudzień  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

 

Janusz Sanocki

Putin, daj kartoszku!

Hetman Stanisław Żółkiewski, w 1610 r., nie martwił się eksportem kartofli i mając 7 tys. żołnierza złupił – pod Kłuszynem - tyłek ruskiej armii liczącej 35 tys. Zajął Moskwę i gdyby nie głupota Zygmunta III, który nie chciał się zgodzić na unię – inaczej wyglądałyby dziś losy świata.

Niestety polskie rządy skończyły się w listopadzie 1611 roku, a wraz z nimi możliwość ucywilizowania Rosji. Zaczęły się wieki despotyzmu, ciemnoty, korupcji i tego całego łajna, które potem pod czerwonymi sztandarami zalało pół Europy i świata. Wraz z rozpadem ZSRR czerwone łajno dostało po łapach, ale oczywiście nie może się z tym pogodzić i winą za upadek imperium – jak zwykle obarcza nas, Polaków. Wszak to myśmy byli najweselszym barakiem w socjalistycznym obozie, myśmy robili Solidarność, uchwalali odezwy do ludów Europy Wschodniej, my – pokazaliśmy geopolityczną mądrość popierając Ukraińców (wbrew naszemu rachunkowi krzywd) w ich Pomarańczowej Rewolucji. Tego nam rządzący Rosja KaGeBesznik – Putin nigdy nie wybaczy. Właśnie zakazał sprowadzania do Rosji polskiej żywności. Mamy więc wojnę celną i obraz tego jak Rosja wyobraża sobie miejsce Polski. Wyobraża sobie tak jak wyobrażał sobie car Mikołaj II czy Józef Stalin; „Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”.

Charakterystyczne, że wojna została wywołana po wyborach w Polsce, kiedy władzę obejmuje rząd, który zapowiada, że zweryfikuje (miejmy nadzieję) kontrakty z Gazpromem, „prywatyzację”, moskiewskie pożyczki etc. Już podnosi się lament ze środowisk „lewicy” czyli tradycyjnie związanych z Moskwą postkomunistów, że likwidacja wojskowych służb informacyjnych jest błędem.

Idzie o to, że służby wojskowe po 1989 nie przeszły weryfikacji i najspokojniej pracują i działają w nich oficerowie przeszkoleni w Moskwie, przez KGB. Kiedy ekipa Kaczyńskich zapowiada odsunięcia ich od spraw państwowych, dla Moskwy jest to sygnał, że jej interesy w Polsce są zagrożone.

Rosja putinowska próbuje odbudować swoje imperialne wpływy z jednej strony za pomocą szantażu paliwowego (gaz i ropa), a z drugiej strony, wobec Polski stosuje bezwzględną politykę siły, proponując Niemcom i Francji porozumienie ponad naszymi głowami. Już to w historii kilkakrotnie przeżywaliśmy – rozbiory, pakt w Locarno w 1922 i układ Ribbentropp – Mołotow były właśnie taką polityką. Teraz oczywiście o zbrojnej napaści nie może być mowy, ale i bez czołgów, za pomocą umiejętnie stosowanego szantażu handlowego można doprowadzić do wyeliminowania z gry przeciwnika. A w Rosji – widać to wyraźnie – Polska została zdefiniowana jako przeciwnik - najpierw było ustanowienie święta państwowego – rocznicy wypędzenia polskiej załogi z Moskwy, potem cały szereg wrogich kroków politycznych i gospodarczych.

W tej sytuacji przyjdzie nam po raz kolejny stawić czoła rosyjskiej agresji, tym razem gospodarczej.

Prawdę powiedziawszy – przypuszczam, że kiedyś podziękujemy za to Putinowi. Przypominając czasy gdy Polacy kilkakrotnie zdobywali Moskwę lejąc ruskich tam i z powrotem, Putin podnosi naszą zaniżoną przez ostatnie lata samoocenę. Nawet Napoleon nie był wart tego, żeby go wspominać!

Wprowadzając embargo, zmusza nas do szukania nowych rynków zbytu, rozbudowania przetwórstwa. Grożąc podniesieniem cen gazu – zmusi Polskę do eksploatacji własnych zasobów (w latach 70. wydobywaliśmy 8 mld m.sześc. gazu, tyle ile dziś importujemy) i do rozwoju energetyki z paliw odnawialnych. Kartofle, których dziś nie wyeksportujemy po przerobieniu na biopaliwo staną się świetnym paliwem odnawialnym.

My Polacy jesteśmy pokojowo nastawionym narodem, (czasem aż nadto). Ale kilka razy w historii Ruscy dostali od nas łupnia i musieli z podwiniętym ogonem wracać do Moskwy. Putin wybierając się na wojnę gospodarczą z Polską ryzykuje dziś tym samym.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów                 http://nowamedia.w.interia.pl