now@ on-line  grudzień  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

 

Prof. Iwo Cyprian Pogonowski

ZBIR SILOSY I POLSKA OKUPACJA KREMLA 400 LAT TEMU

Związek Białorusi i Rosji (ZBIR) jest obecnie wspominany w prasie amerykańskiej jako układ polityczny, za pomocą którego Putin może utrzymać kontrolę polityczną po upływie jego drugiej kadencji w 2008 roku. ZBIR lub unia Białorusi z Rosją daje okazję nowej konstytucji, w której, na przykład, premier mógłby być na stanowisku przez nie ograniczoną ilość lat.

Putin właśnie obchodził po raz pierwszy nowe rosyjskie święto Dzień Jedności Narodowej, 4go listopada, zamiast obchodów Rewolucji Bolszewickiej 7go listopada, na pamiątkę bolszewickiego zamachu stanu w Petersburgu w 1917 roku. Nowe święto upamiętnia koniec drugiej polskiej okupacji Kremla, blisko 400 lat temu w 1612 roku. Teraz pertraktacje Polski, w sprawie baz amerykańskich na polskim terenie, na pewno są źle widziane w Moskwie.

Gazeta The Seattle Times opublikowała 17go listopada artykuł Roberta Burns’a z The Associated Press, pod tytułem „USA może umieści bazę w Polsce.” Cytowany jest urzędnik Pentagonu: „Odbywają się dyskusje w sprawie bazy amerykańskiej w Polsce, między przedstawicielami USA i Polski. Z bazy w Polsce amerykańskie pociski rakietowe mogłyby zestrzeliwać międzykontynentalne rakiety w ramach globalnego systemu obronnego, obejmującego bazy USA również w byłych republikach sowieckich w Azji centralnej. Natomiast żołnierze amerykańscy mogli by być stacjonowani w Rumunii i Bułgarii, na terenach bliskich do kolosalnych złóż ropy naftowej w rejonie Morza Kaspijskiego. Naturalnie takie rozmieszczenie rakiet, na terenach byłego imperium sowieckiego, nie jest sprawą obojętną dla Rosji.

Neokonserwatyści - syjoniści w rządzie Bush’a, uważają, że rakiety międzykontynentalne stanowią rosnące zagrożenie dla USA, nawet ze strony takich państw, jak Iran, Syria i Libia. Natomiast analiza profesora Roberta Skidelsky’ego, opublikowana w The New York Review of Books w numerze grudniowym 2005, pod tytułem „Cień Chin” („The Chinese Shadow”) zawiera opinię tego autora, że zupełnie możliwa jest próba ożywienia na nowo amerykańskiego „kompleksu wojskowo-przemysłowego.” Taka próba byłaby powodem nowego wyścigu zbrojeń między USA a Chinami oraz Rosją. Nowy wyścig zbrojeń byłby wielkim zagrożeniem [dla świata], niestety wyścig taki znajduje się w granicach prawdopodobieństwa i stał by się on [tragiczną] kulminacją ery globalizacji.

Obecnie system obrony amerykańskiej przeciwko pociskom międzykontynentalnym ogranicza się do co najmniej sześciu pocisków przeciw rakietowych w silosach podziemnych na Alasce, kontrolowanych przez system kontrolny dowództwa. Dzisiejszy system, jeszcze nie sprawdzony, ma za zadanie zestrzeliwać rakiety wystrzelone z terenu Korei Północnej w kierunku na obiekty w USA. System ten ma być rozbudowywany i dlatego bazy i silosy w Polsce są przedmiotem dzisiejszej dyskusji.

Rok temu, w piśmie Scientific American, Richard l. Garwin opublikował artykuł „Dziury w tarczy przeciw pociskom balistycznym,” w którym napisał, że zerwanie przez Bush’a 30-to letniego traktatu zawartego z Sowietami, przeciwko używaniu pocisków balistycznych. Zerwanie tego traktatu, destabilizuje świat. Natomiast, według autora, koncept „tarczy” jest nie realny. Widać to zwłaszcza w obliczu rozwoju technologii rosyjskiej i demonstracji zupełnie nowej rakiety SS-27, w dniu Wigilii 2004 roku, przeciwko której to rakiecie, system obronny pochłonął by tysiące miliardów dolarów i mimo tego nie byłby w stanie nadążyć za postępem technologii, podsumowanej w starym polskim powiedzeniu że „pocisk ma przewagę nad pancerzem.”

Sprawa narażania Polski na zniszczenie z powodu obecności rakiet USA w silosach na polskim terenie, przypomina zagrożenie, które spowodowało pułkownika Ryszarda Kuklińskiego do ratowania ojczyzny, przez przekazywanie sowieckich tajemnic wojskowych Amerykanom. Wówczas Sowieci zagrażali atakiem na Europę zachodnią i Amerykanie byli gotowi obróci Polskę w strefę radioaktywną, za pomocą zbombardowania przez USA, polskiego terytorium bombami nuklearnymi, żeby utrudnić Sowietom dostęp do Europy zachodniej. Obecnie zagrożenie nuklearne Polski, mogłoby zaistnieć ze strony Rosjan, w wypadku ich ataku na bazy USA w Polsce, jeżeli by doszło do konfliktu Rosji i Chin przeciwko Ameryce. O tym potencjalnym konflikcie pisze profesor Skidelsky.

Pamiętamy, że ponad 3.000 nazwisk Polaków zamordowanych przez NKWD w 1940 roku według listy katyńskiej, do tej pory nie zostały ujawnione władzom polskim przez władze Białorusi. Granica Polski z Białorusią jest w rzeczywistości granicą z Rosją. Ważnym elementem psychologicznym w tworzeniu przymierza jest wspólny nieprzyjaciel. Taki skutek na ZBIR ma dziś Ameryka, której propozycje baz w Polsce, wzmacniają rosyjską kampanię propagandową przeciwko Polsce.

Niestety dyplomacja Bush’a zamiast jednoczyć przyjaciół i dzielić wrogów ma odwrotne rezultaty. Wojna przeciwko Irakowi ma właśnie taki skutek. Podobnie irytujące dla Chin jest stawianie im przez Bush’a Taiwan’a jako przykład demokracji.

Moskwa obecnie ma dodatkowe pretensje do Polski z powodu sprawy baz USA, w dodatku do niedawnego polskiego poparcia dla osłabienia kontroli Rosji nad Ukrainą oraz udawadnianie światu winy NKWD w wymordowaniu Polaków według listy katyńskiej Lawrentego Berii. Z tych powodów jest rozpętana w prasie rosyjskiej kampania oszczerstw i nienawiści pod adresem Polski i Polaków na terenie Związku Białorusi i Rosji (ZBIR’u). Tak więc dzieje się to też pod pretekstem silosów amerykańskich w Polsce oraz nawet pod pretekstem polskiej okupacji Kremla 400 lat temu.

WIELKI WZROST POTENCJAŁU

WSCHODNIO – POŁUDNIOWEJ AZJI

Wielki wzrost potencjału wschodniej Azji jest opisywany w bieżącej literaturze amerykańskiej. Oto kilka tytułów:

Clyde Prestowitz opublikował książkę pod tytułem „Trzy miliardy nowych kapitalistów: wielkie przesunięcie bogactwa i potęgi na Wachód” („Three Billion New Capitalists”), Ted Fishman „Firma Chiny: jak wzrost następnej super-potęgi rzuca wyzwanie Ameryce i Światu” („China Inc.”), John Friedman „Urbanizacja Chin” („China’s Urban Transition”), Pun Ngai „Produkt Chin: robotnice fabryczne w globalnej gospodarce” („Made in China: Woman Factory Workers in a Global Workplace”) i Elizabeth C. Economy „Czarna rzeka: znaczenie środowiska dla przyszłości Chin” („The River Runs Black: The Enviromental Chalange to China’s Future”). Zbiorową recenzję tych książek, pod tytułem „W cieniu Chin,” opublikował profesor Robert Skidelski w „New York Review of Books” w numerze listopadowym i w grudniowym 2005 r.

Ostatnie trzy książki opisują skutki jakie ponoszą same Chiny z powodu rozwoju ekonomicznego, które począwszy od Rewolucji Kulturalnej i wysiedlania ludzi z miast Mao Tsetunga, do „pięcia się po drabinie” pod wodzą Deng’a Xiaoping’a, który zaczął swoją reformę od ujścia rzek Perłowej i Jangtse. Miasta zostały otwarte dla przybyszów ze wsi i inwestycje z zagranicy zaczęły być dobrze widziane. Lekki przemysł z Hong Kong’u przeniesiono do delty rzeki Perłowej, na tereny udostępnione za darmo i dano tam przedsiębiorcom swobodę działania. Deng spowodował wielki wzrost przemysłu na wsiach, wokół miast, gdzie dziś pracuje jedna czwarta siły roboczej Chin. W ciągu dekady wyeliminowano nędzę 200 milionów ludzi. Była to forma wzrostu oparta na miejscowych oszczędnościach i niezależna od inwestycji z zagranicy. Szkoły i szpitale były budowane z miejscowych zysków. Tego rodzaju system własności wiejskiej jest nieznany na zachodzie.

W miastach wydawano mieszkańcom karty pobytowe, ale jednocześnie pozwalano ludziom pracować, bez pozwolenia na stały pobyt i bez prawa dostępu do miejskiej służby zdrowia i opieki społecznej. Ludzie ci byli zakwaterowani w hotelach robotniczych podobnie jak w PRL’u i często pracowali znacznie ponad osiem godzin. Był to wyzysk uzasadniany powiedzeniem członków partii komunistycznej: „Teraz kapitalizm a socjalizm później. Rozwój kapitalistyczny opiera się na wyzysku. Później socjalizm poprawi dolę tych ludzi. Lepiej żeby rządziła partia komunistyczna w obydwu stadiach rozwoju raczej niż żeby przeżywać znowu rewolucję.” W tradycji chińskiej nauki Konfucjusza, autorytatywny rząd mniej wzbudza oporu, niż w tradycji kultury europejskiej. Natomiast pamięć wyzysku i upokarzania przez Anglików i Japończyków pozwala komunistom utrzymywać nimb wyzwolicieli. Chińczycy nie chcą wspominać okrucieństwa i masowych mordów Mao Tsetung’a i raczej wolą wspominać go jako kaligrafa i poetę.

Na arenie politycznej sytuacja Chin ulegała zmianom. Śmierć prezydenta Kennedy’ego w1963roku pozwoliła Izraelowi stać się potęgą nuklearną. Inauguracja Lyndon’a Johnson’a była momentem, od którego Izrael i radykalni syjoniści zaczęli kontrolować polityką zagraniczną USA. Natychmiast wyłoniła się w Waszyngtonie inicjatywa żeby używać Chiny jako przeciw-wagi Związku Sowieckiego, który w tym wtedy dostarczał broni Irakowi, Syrii i Egiptowi.

Już w 1964 tym roku Chiny, z pomocą USA, stały się potęgą nuklearną. Kiedy Izrael zaatakował ościenne państwa arabskie w czerwcu 1967 roku, Żydzi dokonali ekspansji na ziemie Jordanii, Syrii i Egiptu. USA działając w obronie Izraela, otworzyły Chinom swój rynek, kiedy prezydent R. Nixon i H. Kissinger, pojechali w lutym 1972 roku do Pekinu.

Izraelczycy myśleli, że ich łapówki kupiły im kontrolę nad armią egipska, która to armia zaskoczyła Izrael niespodziewanym atakiem i zniszczyła wszystkie izraelskie tanki w 1973 roku. Wtedy sekretarz stanu, Żyd, Henry Kissinger, użył pogotowia nuklearnego, żeby powstrzymać interwencję sowiecką. Uratował on Izrael od klęski w wojnie z Egiptem, przesyłając samolotami tanki z załogami z USA, przez Wyspy Azorskie i Lizbonę, do Izraela.

Związek Sowiecki w obliczu zagrożenia wojną nuklearną i porozumieniem USA - Chiny zmniejszył poważnie swe poparcie dla państw arabskich. Następnie w latach 1990tych USA było pochłonięte upadkiem Sowietów, globalizacją, pacyfikacją Jugosławii i rewolucją komputerową. Atak na wieżowce w Nowym Jorku i na Pentagon w 2001 roku, jak i krach na giełdzie akcji firm elektronicznych, obnażył słabość USA, przeanalizowaną już w 1987 roku, przez Paul’a Kennedy’ego, który przepowiadał „wielobiegunowy świat.” Wówczas Rosja i Chiny były jednak jeszcze za słabe żeby stanowić przeciw-wagę potędze USA.

Pro-Izraelska „wojna przeciwko terrorowi” Busha, oraz najazdy i pacyfikacje USA w Afganistanie i w Iraku „ukryły” chwilowo słabości USA. Tymczasem, przez ćwierć wieku gospodarka Chin rosła tempem prawie 10% rocznie, a ludność osiągnęła ponad 1 miliard300 milionów, czyli jedną piątą ludzkości. Natomiast, poważny spadek liczby obywateli Rosji i słabość ekonomiczna spowodowana rabunkiem mienia narodowego w czasie prywatyzacji po upadku Związku Sowieckiego, zmusił Rosję, do szukania oparcia w Chinach.

Jeżeli Chiny będą mogły nadal rosnąć gospodarczo o ponad 9% rocznie, to ich gospodarka prześcignie wielkością gospodarkę USA w roku 2041, według obliczeń ekonomisty Lee Kwan Yu z Singapore, który uważa że wzrost Chin spowoduje przesunięcie równowagi sił do Azji, która do XVI-tego wieku była dominującą siłą na świecie. Problemem rządu Chin jest spójność społeczeństwa, które żyje w środowisku uszkodzonym nagłym uprzemysłowieniem, pod rządami skorumpowanych biurokratów.

Chaotyczny wzrost Chin destabilizuje ludność, wśród której setki milionów ludzi nie ma ani stałej pracy, ani stałego miejsca zamieszkania. Ludność bogatszych prowincji nadmorskich żyje na znacznie wyższej stopie, niż mieszkańcy wnętrza kraju. Różnica ta jest tak wielka jak różnica stopy życiowej USA, w porównaniu do Północnej Afryki. 200 milionów ludzi w miastach jest bez pracy a 100 milionów robotników rolnych jest zagrożonych stratą pracy, z powodu importu żywności, wynikającego z przystąpienia Chin do World Trade Organization.

Uregulowana wymiana gospodarcza, według regulacji World Trade Organization, jest z natury pokojowa. Natomiast konkurencja o płynne paliwo prowadzi do zmagań geopolitycznych. W ciągu ostatnich dziesięciu lat wartość eksportu Chin do USA wzrosła z 35 miliardów dolarów do 200 miliardów. Chiny stanowią napęd do globalizacji i jednocześnie nazywane są „przedsiębiorstwem, które ma potężną armię.” Wzrost potęgi gospodarczej Chin powoduje odwrotnie proporcjonalny spadek potęgi politycznej USA. Ten stan rzeczy jest porównywany do współzawodnictwa Niemiec i Anglii przed Pierwszą Wojną Światową.

Porównywanie Europejczyków z Chińczykami jest ryzykowne ponieważ istnieją między nimi głębokie różnice w rytuale współżycia i pracy. Porównywanie fiaska pierestrojki i demoralizacji ludności pod rządami komunistów w Europie z tym co się dzieje w Chinach jest ryzykowne. W Chinach całkowita nędza, zdefiniowana jako utrzymanie człowieka za mniej niż dolara dziennie, spadła z 64% do 17%. Kontrola nad budżetem jest decentralizowana w Chinach, natomiast partia komunistyczna zachowuje monopol kontroli politycznej, ale jednocześnie pozwala Chińczykom bogacić się.

Tak więc kolosalny zasób robotników w Chinach i w Indiach w czasie kiedy komunikacja odbywa się elektronicznie i samolotami, produkcja przemysłowa w USA jest skazana na upadek, wraz z amerykańską stopą życiową, co powoduje „amerykańskie życie nad stan” zwłaszcza pod presją „konsumeryzmu.” Przy powiększaniu się ich oszczędności i przy rosnących zyskach, nikt nie może zabronić Chińczykom kupować na giełdzie udziały w międzynarodowych korporacjach. Natomiast ze swojej strony po 1972 roku Amerykanie drukowali nie ograniczoną ilość pieniędzy i bonów skarbowych, żeby móc robić nieograniczone zakupy zagranicą. Dziś Chiny mają akumulację bonów skarbowych USA wartości ponad 3.000 miliardów dolarów. Kapitał ten spada na wartości, kiedy spada wartość dolara.

Już dziś w gospodarce światowej Chińczycy produkują dwie trzecie kopiarek, butów, zabawek, mikrofalowych piecyków, oraz połowę DVD players, cyfrowych aparatów fotograficznych, cementu, i tkanin, jak też 40% skarpetek, jedną trzecią komputerów i jedną czwartą komórkowych telefonów. Natomiast gospodarka Indii opiera się na masach dobrze wykształconych i mówiących po angielsku ludzi, pracujących przy tworzeniu programów komputerowych i w elektronice, jak również w księgowości za pomocą internetu. Tele - sprzedaż i tele –informacja rozpowszechniane są po bardzo niskich kosztach za pośrednictwem Hindusów, wyszkolonych w mowie angielskiej o „zneutralizowanym akcencie.” Do tych systemów dodaje się „turyzm leczniczy” oparty na bardzo niskich kosztach zabiegów w szpitalach w Indiach w porównaniu z Ameryką. W rezultacie Chińczycy i Hindusi osiągają krytyczną skalę wielkości przemysłu potrzebną do masowego rozwoju procesu inowacji - inowacji gotowych do rywalizacji z resztą świata.

W odpowiedzi amerykański przemysł zbrojeniowy i sterująca nim finansjera żydowska tworzy nową doktrynę Bush’a opartą o „wojskowo-przemysłowy kompleks” nie tylko przeciwko terrorystom, jak tego potrzeba Izraelowi, ale również w celu wygrania wyścigu zbrojeń z siłami Chin i Rosji. Ciekawe jest czy wejście Chin do gospodarki światowej uczyni świat bardziej chiński czy Chiny bardziej europejsko-amerykańskie. Być może wskazówką jest muzyka. Na świecie dominuje dziś muzyka europejska a Chińczycy grają w konkursach Chopina i innych europejskich konkursach, natomiast prawie nikt, poza Chinami, nie zna tradycjonalnej muzyki chińskiej. Przyszłość odpowie na te pytania a tymczasem obserwujemy wielki wzrost potencjału wschodnio-południowej Azji.

Myśl Nr. 20

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów                 http://nowamedia.w.interia.pl