now@ on-line  grudzień  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


 

 

Grzegorz Lepianka

Platformy marsz na lewo

Tarcia na linii niedoszłych koalicjantów trwają w najlepsze. A co ciekawe w sondażach poparcie dla obu ugrupowań rośnie, chociaż któż wierzy dziś jeszcze w sondaże? Oficjalnych i nieoficjalnych powodów, dla których tak długo zapowiadana koalicja się rozbiła jest mnóstwo:

Platforma obraziła się bo nie dostała resortów siłowych w tym przede wszystkim MSWiA, Donald Tusk jest obrażony na cały świat, bo nie został „pierwszym”. Z drugiej strony wybór na wicemarszałka Andrzeja Leppera i bratanie się z „populistami”. Jedno jest oczywiste – brak koalicji PiS-PO niekorzystnie przemebluje scenę polityczną, czego pierwsze symptomy już są widoczne. Platforma przed wyborami ubierała się w łatki partii konserwatywno-liberalnej a Donald Tusk wiązł nawet ślub kościelny – oczywiście nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie, jednak jest to przez Polaków różnie odbierane. Sam zadaję sobie pytanie: dlaczego poszedł do kościoła dopiero teraz?

Trzonem Platformy Obywatelskiej w dużym stopniu są politycy nieboszczki Unii Wolności czy wcześniej Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Oba ugrupowania silnie podkreślały swój rodowód liberalny, konserwatyzm traktując po macoszemu czy wręcz z niechęcią. Obawiam się że przedwyborczy konserwatyzm PO był jedynie maską, którą obecnie Platforma zrzuci. Pierwszym do tego sygnałem jest głos posła tego ugrupowania Adama Szejnfelda z dziennika „Rzeczpospolita”:

(http://prawy.pl/czytaj.php?id=4458&pocz=0&xx=&dz=felietony)

Poseł poddaje krytyce likwidację Biura Pełnomocnika Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn. Samo zdziwienie budzi, że poseł wolnorynkowego ugrupowania sprzeciwia się likwidacji „urzędu” (już nawet abstrahuję od tego czy jest on użyteczny czy nie). Strach pomyśleć, co się stanie, gdy rząd PiSu zacznie likwidować kolejne. W planach jest przecież połączenie niektórych agencji i zmiany w KRRiT. Zdaje się że wolnorynkowe ugrupowanie powinno sprzyjać likwidacji etatów urzędniczych niestety poseł PO uważa inaczej i w wspomnianym artykule przypomina, czemu miało służyć powołanie do życia Pełnomocnika Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn. „Pełnomocnik nie miał zajmować się wyłącznie równouprawnieniem przedstawicieli obu płci, lecz także całą polityką równościową. W myśl rozporządzenia Rady Ministrów z 25 lipca 2002 roku pełnomocnik rządu miał przygotować powstanie urzędu do spraw przeciwdziałania dyskryminacji z powodu rasy, pochodzenia etnicznego, religii i przekonań, wieku oraz orientacji seksualnej”.

Doprawdy nigdy nie sądziłem, że do prowadzenia polityki „równościowej” potrzebny jest osobny urząd. W ustach polityka prawicowego takie słowa brzmią, co najmniej dziwnie. Bo prawa strona sceny politycznej z góry skreśla wszelką równość jako sprzeczną z prawem naturalnym. Zapędy do polityki „równościowej” można wybaczyć posłowi PO pod warunkiem, jeśli chodzi mu o zagwarantowaną konstytucyjnie równość obywateli wobec prawa. Ale ten postulat śmiało może być gwarantowany przez niezależne i niezawisłe sądy, natomiast orientacja seksualna to zupełnie osobna kwestia.

Przytoczę kolejny fragment artykułu: „Rodzi się więc pytanie, czy władza PiS, Samoobrony oraz LPR jest władzą, dla której idee wolności i równości, w tym religijnej, będą wartościami godnymi ochrony? A jeśli nie, to kto, w jakiej formie i w jakim zakresie te prawa będzie nie tylko promował, ale także, jak przyjdzie taka potrzeba, chronił?”

Odpowiedź na zadane przez posła pytania wydaje się szalenie prosta i oczywista. Już o tym wspomniałem – w państwie prawa tolerancją religijną i rasową i każdą inną nie zajmują się żadne władze z wyjątkiem niezawisłych sądów! Tym bardziej rząd nie powinien zajmować się „promocją” żadnych „idei wolności i równości”. Zadaniem rządu jest rządzenie państwem i wykonywaniem swoich zadań. Promocja wszelkich idei to domena instytucji prywatnych, mediów, partii politycznych czy związków wyznaniowych.

Pozostaje pytanie, dlaczego tak oczywista dla człowieka prawicy zasada jest niezrozumiała dla posła Adama Szejnfelda z uważanej za prawicową Platformy Obywatelskiej. Odpowiedź na to pytanie może być smutna. Platforma po przegranych wyborach parlamentarnych i po fiasku koalicji PiS-PO stanie w opozycji wobec konserwatywnego rządu Prawa i Sprawiedliwości dawne poglądy liberalne liderów tego środowiska powrócą do głosu i tylko czekać odpływu Platformy w lewą stronę sceny politycznej. Jeśli gabinet Marcinkewicza przetrwa całą kadencję PO pozostając cały czas w opozycji może stać się sojusznikiem dla postępowej lewicy z SLD i resztkami Partii Demokratycznej na czele.

Grzegorz Lepianka

Autor jest publicystą serwisu Prawy.pl

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów                 http://nowamedia.w.interia.pl