| ||||
|
w tym wydaniu:
Daniel Pipes:
ADM:
Monika Rotulska:
Cezary Rozwadowski:
Stanisław Bulza:
Romuald Bury:
Kazimierz Murasiewicz:
Marek Olżyński:
Mirosław
Kokoszkiewicz:
Jacek Zieliński:
Romuald Bury:
Marian Kałuski:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Cezary Rozwadowski:
Jerzy Przystawa:
Bohdan Pękacki:
Jerzy Przystawa:
Kazimierz Murasiewicz:
Zbyszek Koreywo:
Jerzy Przystawa:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Józef Darski:
Jan Ciechanowicz:
Marek Olżyński:
Mirosław Kokoszkiewicz:
prawym okiem:
Jan Engelgard:
Stanisław Bulza:
KM:
Klara Górska:
Maciej Filipowicz:
Witold Filipowicz:
Ludwik Skurzak & Adam
Wielomski:
Maciej Giertych:
SKCh:
|
Jacek Zieliński KONIEC EPOKI?
Ponad szesnaście lat temu ogłoszono w Polsce koniec
epoki komunistycznej. Choć nie do końca była to prawda (bo na ogół rzadko
w dziejach dokonują się takie zmiany bez zastosowania radykalnych środków,
a to u nas nie miało miejsca(, to jednak rozpoczęte wówczas procesy
doprowadziły do rozkładu obowiązującego przez prawie pół wieku układu. W
następnych latach żyliśmy natomiast w epoce postkomunistycznej. Partia
komunistyczna stała się "socjaldemokracją", partyjni aparatczycy
przekształcili się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, w
liberałów, w "klasę polityczną" i niezbędnych "fachowców" - technokratów,
bez których rzekomo obyć się nie mogliśmy. Z lidera zmian w całej Europie
Środkowo-Wschodniej szybko znaleźliśmy się w ich niechlubnym ogonie. Teraz
mamy, już po wyborach parlamentarnych i prezydenckich, początek pewnej
epoki. Czy jest to także koniec epoki poprzedniej? Symbolem mijającego czasu, gdy "nic nie można było zrobić", były rządy Aleksandra Kwaśniewskiego jako prezydenta III RP. To on zdołał tak przekształcić formy organizacyjne Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w "nowoczesną socjaldemokrację", która - zmieniając kolejno formy organizacyjne, czyli głównie nazwy - stała się dla większości Polaków "nową" partią, nie mającą ze swą poprzedniczką prawie nic wspólnego. Co więcej, potrafił on po drodze zgubić lub skutecznie zniechęcić tych towarzyszy, którzy byliby dla liberalnych socjaldemokratów olbrzymim obciążeniem. Trzeba przyznać, że mu się to udało. Dla byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, nomenklatury partyjnej i gospodarczej z okresu PRL nie było właściwie miejsca w strukturach Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej (SdRP(. Nie była to strata dotkliwie bolesna - Kwaśniewski i jego otoczenie wiedzieli przecież, że ci ludzie i tak będą ich twardym elektoratem, bo przecież nie mieli gdzie pójść. Służby nam nie służyły
www.polskiejutro.com | |||