now@ on-line  listopad  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Adam Wielomski:
 
Gary K. Busch:
 
Marian Kałuski:
 
Michał Żbik Żmudziński:

David M. Dastych:

 
Daniel Pipes:
 
ADM:
 
Monika Rotulska:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Stanisław Bulza:
 
Romuald Bury:
 
Kazimierz Murasiewicz:
 
Marek Olżyński:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Jacek Zieliński:
 
Romuald Bury:
 
Marian Kałuski:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
mJPM:
 
Stanisław Michalkiewicz:
 
Piotr Włodarski:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Jerzy Przystawa:
 
Bohdan Pękacki:
 
Jerzy Przystawa:
 
Kazimierz Murasiewicz:
 
Zbyszek Koreywo:
 
Jerzy Przystawa:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Józef Darski:
 
Jan Ciechanowicz:
 
Marek Olżyński:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
prawym okiem:
 
Jan Engelgard:
 
Stanisław Bulza:
 
KM:
 
Klara Górska:
 
Maciej Filipowicz:
 
Witold Filipowicz:
 
Ludwik Skurzak & Adam Wielomski:
 
Maciej Giertych:
 
SKCh:
 
Solidarność IENESP:
 

Monika Rotulska

W EUROPEJSKICH KLESZCZACH

Szczyt Rosja - Unia Europejska, który odbył się niedawno w Londynie, minął niemal niezauważony przez Polaków i Niemców, skupionych na impasie powyborczym. Uzgodnienia miedzy Putinem i reprezentującym Europę Blairem nastąpiły bez większych spięć i protestów ze strony polskiej.

Unia "przyklepała" projekt Gazociągu Północnego. Właściwie to już postanowione, że Unia będzie partycypowała w kosztach, a do niemieckiego BASF-a i E.ON-Ruhrgas dołączą kolejne europejskie firmy. A więc to, na co tak liczyli politycy znad Wisły - zaniechanie budowy ze względu na nieopłacalność - jest po prostu nierealne. Z wygłaszanych podczas konferencji prasowych deklaracji można było wywnioskować jedno, że Putin zrealizował w stu procentach swój plan.

Nie od dzisiaj wiadomo, że trasy politycznych wojaży Władymira Putina w znacznej mierze uzależnione są od eksportu rosyjskich surowców. Nic w tym dziwnego, gdy przypomnimy sobie, że przed kilkoma laty Rosjanie oficjalnie ogłosili program formowania międzynarodowej polityki z wykorzystywaniem zasobów energetycznych. Teraz ten program jest wcielany w życie, za aprobatą całej starej Unii. Jak to wygląda, mieliśmy już okazję się przekonać. Rosja odcinała dostawy ropy do państw bałtyckich w okresie ich dążenia do niepodległości. W zeszłym roku odcięła dostawy gazu bez uprzedzenia na jeden dzień, chcąc dać nauczkę bratniemu przecież reżimowi Łukaszenki.

Gazowe kleszcze

W sierpniu Putin odwiedził - Finlandię, we wrześniu - Niemcy, Grecję i USA, na początku października - Belgię i Wielką Brytanię. Trudno w tej sytuacji nie zauważyć, że Rosja, wykorzystując trudną sytuację energetyczną w świecie zachodnim, usiłuje wziąć go "w naftowe i gazowe kleszcze". Za pragmatycznym charakterem podróży rosyjskiego prezydenta kryje się niepowodzenie Kremla w jego staraniach doprowadzenia do rozłamu w świecie zachodnim, przedsiębranych pod hasłem budowy "wielobiegunowego świata". Plany Kremla spełzły jednak na niczym, bowiem więzi USA z Europą okazały się trwalsze, niż zakładała Moskwa, a po wejściu do Unii Europejskiej państw Europy Środkowowschodniej i regionu bałtyckiego (uważanych za "rusofobiczne"), Bruksela wyraźnie wyhamowała zbliżenie z Rosją.

Wielu zachodnich analityków nie ukrywa, że Moskwa zrozumiała błąd i postanowiła osiągnąć polityczne cele ekonomicznymi metodami. Pierwszy sukces już zanotowała. Projekt gazociągu przez Bałtyk doszedł do skutku przy aprobacie Zachodu. Państwa tranzytowe: Polska, Łotwa, Litwa i Estonia, uważane za głównych graczy antyrosyjskiego bloku w UE, po prostu przegrały tą batalię.

Co prawda istnieje jeszcze szansa na blokowanie budowy gazociągu w Brukseli, w tym za pomocą argumentów ekologicznych, ale wydaje się, że niewielkie są szanse na to, aby budowy zaniechano.

Zasłona dymna czyli odnoga

Deklaracja złożona przez Rosjan podczas szczytu, że w planach jest także budowa odnogi do Polski z Gazociągu Północnego, dały do ręki doskonały argument "za" budową zachodnim politykom. Zresztą jeszcze przed ogłoszeniem tego unijni dyplomaci, z udawanym zdziwieniem pytali "o co Polsce chodzi". Ów "propagandowy zabieg dyplomatyczny", obliczony na obywateli państw w Unii Europejskiej, których Rosjanie przekonali, że budowa gazociągu ze złóż rosyjskich do Niemiec pod dnem Bałtyku nie wyklucza nikogo - w tym Polski - z możliwości odbierania gazu, po prostu się udał. Pozory zostały zachowane i eurokraci mogą nadal z zadowoleniem przyglądać się sielance na linii Moskwa - Bruksela.

A przecież nie ulega wątpliwości, że Gazociąg Północny to oddalenie w czasie budowy drugiej nitki Gazociągu Jamalskiego. Ewentualna budowa odnogi zwiększyłaby polskie bezpieczeństwo w przypadku zawirowań na rynku na Białorusi, ale jednocześnie nie zwiększy polskiej roli jako kraju tranzytowego. O jedynie propagandowym wydźwięku złożonych w Brukseli rosyjskich deklaracji świadczy fakt, że nikt nie informował strony polskiej o tym, że Gazociąg Północny miałby mieć odgałęzienie do Polski. Ewentualna budowa odnogi nie byłaby dla Polski tak samo korzystna, jak budowa tzw. II nitki gazociągu jamalskiego. Jamał II to druga nitka gazociągu łączącego rosyjski Jamał z Europą. Miałby on przebiegać z Rosji do Niemiec przez Białoruś i Polskę. Jego modyfikacja, która gazociąg prowadzi przez Łotwę, Litwę, obwód kaliningradzki i Polskę, jest określana jako Amber.

Sytuacja ta po raz kolejny ukazuje nam, w jaki sposób Unia stoi na straży interesów wszystkich państw członkowskich, czyli dokładniej - czyich nie będzie broniła. Znowu okazało się, że w UE są gorsi i lepsi. Jest to dla nas tym bardziej przykre, bo trudno nie zauważyć, że to my jesteśmy tymi "gorszymi".

Dyplomatyczny marazm w Warszawie

Podczas gdy w Polsce trwa impas w sprawie powołania nowego rządu, rosyjski prezydent wykorzystał pobyt w Londynie do międzynarodowej promocji projektu Gazociągu Północnego. Tym bardziej, że zwiększone zainteresowanie rosyjskim gazociągiem w tej chwili jest podstawowym i najskuteczniejszym argumentem w politycznym dialogu rosyjskiego prezydenta z europejskimi partnerami. Polska dyplomacja nie podjęła żadnych stanowczych działań w celu storpedowania rosyjskich planów. W odróżnieniu od polskiej, dyplomacja niemiecka nie zasypuje gruszek w popiele, mimo, że sytuacja po wyborach w Niemczech jest podobna do naszej. Świadczy o tym chociażby ostatnie spotkanie Gerharda Schroedera z Włodzimierzem Putinem. Zresztą plany powołania Schroedera na stanowisko wicekanclerza w przyszłym rządzie wielkiej koalicji w Niemczech i powierzenie mu teki ministra spraw zagranicznych świadczą o tym, że kordialne stosunki Schroedera z Putinem będą kontynuowane. Co prawda utrudni to Angeli Merkel błyszczenie na europejskich i światowych salonach, ale to z polskiego punktu widzenia w ogóle nas nie obchodzi. Tak więc wbrew niemieckim zapewnieniom powołanie rządu wielkiej koalicji nie zakończy przyjaźni między dotychczasowym kanclerzem Gerhardem Schroederem i prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Trudno też oczekiwać, aby CSU/CDU zawiodła swoich wyborców i nie doprowadziła do powstania w Berlinie kontrowersyjnego Centrum przeciwko Wypędzeniom. Zwłaszcza, że jak pokazały to ostanie wybory, każdy głos się liczy. Jak widać te dwa newralgiczne punkty w stosunkach między Polską i Niemcami przyjmą obrót niekorzystny dla nas.

** ** **

Nasi sąsiedzi coraz lepiej radzą sobie na forum międzynarodowym. Ich sojusz jest niepodważalny. Wszystko to dzieje się kosztem Polski. Kandydujący do prezydenckiego fotela Lech Kaczyński nie jest tym, na którego czekają w europejskich i światowych salonach. Wiadomo już, że jako prezydent Warszawy polecił wycenić straty wojenne i nie pozostał obojętny na prowokacje niemieckich ziomkostw, mających milczące poparcie niemieckiego rządu. Zachodni dyplomaci po prostu boją się, że sielanka z prezydentem Polski zakończy się, gdy będzie nim Kaczyński. Inni, tacy jak Gesine Schwan twierdzą, że podejście do polityki zagranicznej, jakie repprezentuje Prawo i Sprawiedliwość jest szansą na kształtowanie stosunków polsko-niemieckich w sposób "dużo bardziej trzeźwy, z uwzględnieniem materialnych interesów (obu stron)". Jej zdaniem PiS nie akcentuje antyniemieckich resentymentów, lecz "wyraziste" narodowe pozycje. Może to zapobiec nadawaniu wszystkim problemom rangi sporów światopoglądowych, do których dotychczas sprowadzano na poziomie prezydenckim jakże realne zagrożenia ze strony niemieckich ziomkostw.

Z drugiej strony zadziwiające są deklaracje kandydata na prezydenta Donalda Tuska, że jeśli wygra wybory prezydenckie, to będzie kontynuował dotychczasowy kierunek w polityce zagranicznej. Jeśli Tusk chce kontynuować politykę swego poprzednika Aleksandra Kwaśniewskiego, czyli brylować na europejskich salonach, będąc poklepywanym po pleckach czy to przez eurokratów, czy też przywódców innych państw europejskich, to już teraz jasne jest, że jego deklaracje o tym, jakoby przywróci Polakom poczucie dumy narodowej, jest li tylko kiełbasą wyborczą. Trzeba by jeszcze zapytać, czy sterczenie w trzecim rzędzie oficjeli, z którego także "wszystko doskonale widać" (jak to było na paradzie zwycięstwa w Moskwie) także ma w swych planach. Pozostaje nam tylko nadzieja, że jego ewentualny wybór zaoszczędzi nam sytuacji podobnych do tej, jakie miały miejsce w trakcie choroby Kwaśniewskiego, czyli "urazu goleni prawej".

www.polskiejutro.com

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów                   http://nowamedia.w.interia.pl