| ||||
|
w tym wydaniu:
Daniel Pipes:
ADM:
Monika Rotulska:
Cezary Rozwadowski:
Stanisław Bulza:
Romuald Bury:
Kazimierz Murasiewicz:
Marek Olżyński:
Mirosław
Kokoszkiewicz:
Jacek Zieliński:
Romuald Bury:
Marian Kałuski:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Cezary Rozwadowski:
Jerzy Przystawa:
Bohdan Pękacki:
Jerzy Przystawa:
Kazimierz Murasiewicz:
Zbyszek Koreywo:
Jerzy Przystawa:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Józef Darski:
Jan Ciechanowicz:
Marek Olżyński:
Mirosław Kokoszkiewicz:
prawym okiem:
Jan Engelgard:
Stanisław Bulza:
KM:
Klara Górska:
Maciej Filipowicz:
Witold Filipowicz:
Ludwik Skurzak & Adam
Wielomski:
Maciej Giertych:
SKCh:
| Stanisław Michalkiewicz Pan Karol i Kostuś w nowym wcieleniu "Pan Karol - polityk o sławie światowej/ mąż stanu, budziciel sumienia,/ a Kostuś - prowincjusz spod lachy grobowej,/ pokątny intrygant i pieniacz" - pisał Janusz Szpotański w proroczym wierszu "Pan Karol i Kostuś", dedykowanym Stefanowi Niesiołowskiemu. Dzisiaj pan Stefan Niesiołowski jest profesorem i senatorem z Platformy Obywatelskiej, znaczy się - liberałem ("zgoda, ja mogę być leberał, tylko wy o tem mnie powiedzcie" - wołał Towarzysz Szmaciak), chociaż jeszcze niedawno "dziki kapitalizm" i liberalizm bezlitośnie piętnował. Dobrze to o nim świadczy, bo najwyraźniej "żadnych politycznych nie ma on przesądów" i chętnie pali wszystko, co kochał i kocha wszystko, co palił. Zresztą - mniejsza o niego, bo wiersz Szpotańskiego okazał się proroczy ze względu na ton reżimowej propagandy, która tak mocno została nakręcona na nadymanie Donalda Tuska, że nadyma go nadal siłą inercji, chociaż już dawno po wyborach. "Pan Karol ma żonę uroczą i mądrą/ plus seraj rozkosznych kochanic,/ a Kostuś z pyskatą żonaty jest flądrą/ i romans ma z tkaczką z Pabianic". Nie da się ukryć, że wszelkie porównania wypadają na korzyść Pana Karola. Zresztą jakże inaczej, skoro "Pan Karol, jak myśli, to myśli szeroko/ i mnóstwo ogarnia perspektyw,/ a Kostuś wlepione baranie ma oko/ w stos brudnych, endeckich inwektyw". Nic zatem dziwnego, że nie tylko reżimowa propaganda, jak widać, dzisiaj też nakręcana przy pomocy tej samej sprężyny, co i w stanie wojennym ("posadę przecież mam w tej firmie kłamstwa, żelaza i papieru"), ale i Salon jak jeden mąż stanął po stronie Pana Karola, na użytek tych wyborów wcielonego w postać Donalda Tuska ("jakże piękna kolonela postać, que je voudrais żoną jego zostać"). A jak Salon, to i razwiedka, bo przecież Salon, jeszcze za pierwszej komuny etait fondee przez razwiedczyków, gwoli formowania stadnych opinii półinteligentów. Nawiasem mówiąc, obserwacja Salonu chłodnym okiem naturalisty dostarcza obfitego materiału do studiów nad ludzką naturą. Ot, np. co robi czas i przyzwyczajenie. Proste razwiedczyki, których ongiś partia rzuciła na odcinek salonowy, z biegiem czasu przepoczwarzyli się w salonowców i dzisiaj naprawdę myślą, że w ich żyłach płynie błękitna krew, a nie prolecka jucha. Szpotański zresztą wszystko przewidział: "dziś bowiem u partyjnych w modzie/ jest pleść koszałki o swym rodzie". Stąd też wściekłe oburzenie i zgrzytanie zębów, że niewdzięczny lud nie uszanował decyzji Salonu. Przecież skoro Salon wybrał był Donalda Tuska, to rzeczą ludu było okazać entuzjazm i głosować zgodnie z sondażami, zaplanowanymi w Wydziale Obrzędowości Świeckiej u pułkownika Trusiewicza. Tymczasem lud wzgardził werdyktem Salonu. Po prostu Sodoma i Gomora, i jak tak dalej pójdzie, to nie będzie innej rady, jak skończyć z tą całą demokracją! Jednak, zanim jeszcze padnie ostateczna salwa, Salon stwarza ludowi szansę poprawy, bo jużci: "Ach, w kogóż nieszczęsny ma wpatrzyć się naród,/ by szukać jasnego idola,/ w którego umyśle zbawienia tkwi zaród?/ To jasne, że w Pana Karola!". Najciekawsze jest, że chyba i sam Pan Karol też uwierzył w propagandę Salonu, w związku z czym nie widzi, że jest ograny, a nawet ośmieszony i jakby nigdy nic - "stawia warunki". "Pan Karol warunki wysuwał wciąż twarde...". A tymczasem Kazimierz Marcinkiewicz utworzył rząd, nie bez udziału niedawnych zwolenników Donalda Tuska, co nadaje jego "twardym warunkom" rys - chciałem napisać: komiczny, ale nie - nadaje im rys groteskowy, bo polityk, który najwyraźniej tracąc poczucie rzeczywistości, pogrąża się w stan pomroczności jasnej, budzi mimowolne współczucie. I czy to z tego współczucia, czy z jakichści innych przyczyn "w lot Pana Karola spełniają zachcianki/ bankierzy, masoni, kapłani". Zwłaszcza jeden, który sprawia wrażenie, jakby się zatrudnił w sztabie Pana Karola na całodobowy Dienst i na poczekaniu "potępiał" wszystkich, którzy tak samo, jak i on zaangażowali się politycznie w tej kampanii tyle - że po przeciwnej stronie. Takie są jednak koszty przynależności do Salonu; kiedy odchodzi tam ostra partia salonowca, to bez względu na godności - trzeba się nadstawić. Ostra partia salonowca zaczyna się również i po drugiej stronie, a to za sprawą Pana Andrzeja, który pełni dziś obowiązki obrażonego Pana Karola. Pan Andrzej ostatnio dał do zrozumienia, że "do pewnego czasu" gotów jest znosić rolę pokątnej kochanki, ale nawet za cenę brylantów - nie nazbyt długo. Co będzie, jeśli zażąda poprowadzenia do ołtarza? Za czasów Stanisława Augusta zjechał do Warszawy teatr francuski. Królowi wpadła w oko jedna aktoreczka, więc posłał jej sekretny bilecik z zapytaniem, czy może zapukać do jej serduszka. Aktorka odpowiedziała natychmiast: "Tak, Najjaśniejszy Panie, ale to będzie bardzo drogo kosztowało". Do serduszka Pana Andrzeja też można zapukać, ale to zawsze bardzo drogo kosztuje. Ile? O tym się dowiemy najpóźniej przy dyskusji nad budżetem, ale do tamtej pory Platforma Obywatelska, przez złośliwców nazywana "Volkswagenem", może się już zdekomponować. mazowsze.kraj.com.pl
| |||