| ||||
|
w tym wydaniu:
Daniel Pipes:
ADM:
Monika Rotulska:
Cezary Rozwadowski:
Stanisław Bulza:
Romuald Bury:
Kazimierz Murasiewicz:
Marek Olżyński:
Mirosław
Kokoszkiewicz:
Jacek Zieliński:
Romuald Bury:
Marian Kałuski:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Cezary Rozwadowski:
Jerzy Przystawa:
Bohdan Pękacki:
Jerzy Przystawa:
Kazimierz Murasiewicz:
Zbyszek Koreywo:
Jerzy Przystawa:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Józef Darski:
Jan Ciechanowicz:
Marek Olżyński:
Mirosław Kokoszkiewicz:
prawym okiem:
Jan Engelgard:
Stanisław Bulza:
KM:
Klara Górska:
Maciej Filipowicz:
Witold Filipowicz:
Ludwik Skurzak & Adam
Wielomski:
Maciej Giertych:
SKCh:
| Marian Kałuski Płonąca Francja a Polska Australia jest państwem, w którym obowijązuje polityka wielokulturowości. Jak wszystko inne na tym świecie także i ona ma swoje plusy i minusy. Plusy są wspaniałe (i korzystam z nich całą garścią), a minusy przerażające i złowróżbne. Minusy wielokulturowości w akcji widzimy właśnie na ulicach miast francuskich. Są one jednak igraszką w porównaniu z tym co czeka Europę Zachodnią, Australię i Kanadę za wprowadzenie do swych państw „konia trojańskiego”. Nie, nie uważam wszystkich emigrantów za „konia trojańskiego”. Ani ludzi o żółtym czy czarnym kolorze skóry. „Koniem trojańskim” w Europie, Australii i Kanadzie są ludzie nie należący do kultury zachodniej i prawie wszyscy niechrześcijanie. Tak zawsze było w historii ludzkości. Dlaczego teraz miałoby być inaczej?! Francji, a właściwie rządom francuskim w ostatnich 30 latach, wystawia się dzisiaj rachunek za jego głupotę i wrogość wobec chrześcijaństwa. Jesteśmy wszyscy ludźmi i cały świat powinien należać do nas wszystkich. Religie nie powinny dzielić, a łączyć w miłości, jeśli pochodzą naprawdę od Boga. Niestety, tak nie było, nie jest i nigdy nie będzie. Na świecie są różne rasy i różne religie. I zawsze toczyła się, toczy i będzie toczyć walka między rasami i różnymi religiami. Najlepszym na to przykładem była niedawna wypowiedź prezydenta Iranu Mahmuda Ahmadineżada na temat wymazania Izraela z mapy świata. Ale równie istotne było to co powiedzieł o stosunkach islamsko-chrześcijańskich: że świat islamu i chrześcijaństwa jest od kilkuset lat w stanie wojennym, że dzisiaj świat chrześcijański jest górą, ale jutro tą górą może być czy będzie islam. Wszak to zwykła groźba pod adresem Zachodu i chrześcijaństwa! W każdym narodzie i w każdej religii są ludzie dobrzy i źli. Jestem pewny, że ludzie dobrzy są także wśród wyznawców islamu w Europie Zachodniej, Australii i Kanadzie. Nie zmienia to nagiego faktu, że większość ludzi wyznających islam jest wrogiem Zachodu i chrześcijaństwa, o czym zabrania mówić publicznie i pisać polityczna poprawność. I to bardzo niebezpiecznym wrogiem. Jest faktem, że większość współczesnego terroryzmu na Zachodzie to ich robota. Udowodnił to 11 września 2001, niedawne zamachy w Londynie, pożary w miastach francuskich i wczorajsze (8.11.2005) aresztowanie 17 islamistów w Australii. Mam także osobiste przykre doświadczenia z muzułmanami. Kiedyś miałem kolegę – muzułmanina z Libanu. Wykształcony, znał język francuski i w jakimś tam stopniu był przesiąknięty kulturą francuską. A jednak był takim fanatykiem religijnym w państwie chrześcijańskim (Australii), że przy przywitaniu (razem pracowaliśmy) nigdy nie podawał mi ręli, a jak miał fizyczny kontakt ze mną to od razu leciał do toalety, aby się obmyć rytualnie. – Jak mogłem się czuć, kiedy mój kolega w pracy traktował mnie jak jakiś śmieć, tylko dlatego, że nie byłem muzułmaninem? Patrzyłem na to jednak przez palece. Może dlatego, że 30 lat temu była ich w Australii garstka. Potem miałem pewną pracę przez którą mogłem lepiej przypatrzyć się australijskiej polityce wielokulturowej w akcji. Miałem kontakt z wieloma imigrantami. Większość z nich (Europejczycy) zachowywała się poprawnie-obojętnie, większość Azjatów była nadzwyczaj grzeczna. JEDYNĄ grupą, która zachowywała się do mnie – urzędnika państwowego - po chamsku byli muzułmanie. I to wszyscy – jak jeden mąż! Pamiętam jak muzułmanie australijscy cieszyli się, kiedy Pakistan dokonał pierwszej próby z bronią atomową. A z czego się cieszyli? Czy nie z tego, że mają własną broń atomową przeciw Zachodowi i chrześcijaństwu?! Bo chyba ich – Arabów i Turków - nie obchodzi tak bardzo konflikt Pakistanu z Indiami. Pamiętam także, jak podczas spotkania premiera Australii Malcolma Frasera z dziennikarzami (stąd byłem na tym spotkamiu) dziennikarz gazety muzułmańskiej domagał się, aby rząd australijski zgodził się na praktykowanie w australijskim środowisku muzułmańskim prawa islamskiego, gdyż „w więzieniach australijskich przebywają ludzie, którzy w żadnym państwie muzułmańskim za to co zrobili nie są karani”. Kiedy premier Fraser zapytał go, aby sprecyzował o co mu chodzi, i kto „niewinnie” jest więziony w Australii, podał nazwisko jednego Turka, który zabił swoją córkę bo chodziła z niemuzułmaninem. To jest właśnie ogień i woda, których to żywiołów nie da się połączyć. Dlatego nawet nie próbujmy tego robić, bo to bardzo niepoważne! Mieszkańcy Europy Zachodniej, Australii i Kanady byli i nadal są w większości chrześcijanami. W Azji i Afryce jest miliony tubylców chrześcijan. A więc ludzi żółtych i czarnych. Jeśli ktoś interesuje się prześladowaniami chrześcijan na świecie, albo czyta chociażby katolicki „Nasz Dziennik”, który te sprawy odnotowuje, wie jak bardzo prześladowani są chrześcijanie prawie we wszystkich państwach azjatyckich. I to nie tylko muzułmańskich (także np. w Indiach), chociaż te państwa wiodą prym w prześladowaniu chrześcijan. Europa Zachodnia, Australia i Kanada powinny przyjmować tylko prześladowanych chrześcijan z Azji, a z Afryki wyłącznie chrześcijan. W mojej parafii katolickiej w Melbourne mieszka dużo Wietnamczyków, wśród których katolicy stanowią duży odsetek. Są religijni, grzeczni, bardzo zeuropeizowani. Z takimi ludźmi można żyć, można wspólnie budować wielokulturową Europę, Australię i Kanadę. Ci ludzie na pewno nie wyjdą na ulice i nie będą – jak prawdziwa dzicz – podpalać samochody, szkoły, sklepy, zakłady pracy i kościoły (we Francji muzułmańska dzicz podpaliła już dwa kościoly!). Niestety, otworzyliśmy drzwi dla wszystkich. Także i dla „konia trojańskiego”, który nam się da jeszcze dobrze we znaki. Polityka emigracyjna nawet w Unii Europejskiej jest w gestii danego państwa. Chcę wierzyć, że Polska/Polacy nigdy nie pójdą drogą poprawności politycznej i nie otworzą granic naszego kraju dla byle kogo, jak to uczyniły Francja i Wielka Brytania. W Australii i USA rząd decyduje kogo wpuścić i ilu imigrantów wpuścić. Tak powinno być w Polsce. Poza tym jak już zdecydujemy się wpuszczać jakiś imigrantów to powinni być to koniecznie chrześcijanie. Z przyczyn powyżej przedstawionych. To co tu głoszę nie jest rasizmem, bo kolar skóry nie wchodzi tu w rachubę. Jest to jednak na pewno nietolerancja. Ale na nią zapracowali sobie – i to całym sercem – niechrześcijanie. Niech każdy z nas przeczyta sobie wiersz Adama Mickiewicza „Chłop i żmija”, w którym chłop zlitował się nad półzdechłą żmiją, a ta po wydobrzeniu chciała chłopa ugryźć. Australia zlitowała się nad młodym muzułmaninem z Somali. Przyjęła go. Nastolatek wygrał los na loterii. Przyjechał tu w tym roku. No i w pierwszych dwóch tygodniach pobytu w Australii zgwałcił kilka kobiet i dziewcząt, a kilka innych próbował zgwałcić oraz kilka osób okradł, okazując przy tym wyjątkową brutalność. Po zaledwie dwóch tygodniach w kraju „miodem i mlekiem płynącym”, w którym mógł urządzić sobie bardzo dobrze życie, poszedł do więzienia. To była ta mickiewiczowska żmija. Bowiem jestem pewny, że żaden nastolatek-chrzecijanin tak by nie zrobił. Ten młodzieniec, który nie jest wyjątkiem, w ogóle nie nadawał się do życia w naszym świecie. Dlatego ci ludzie nie asymilują się, żyją w swoich gettach. A przecież tylko JEDNOŚĆ narodu jest gwarancją nornalnego życia państwa i narodu. Polityczną poprawność wymyślili wrogowie ludzkości i chrześcijaństwa, chcąc je jak i zdrowy rozum nią zastąpić.
| |||