now@ on-line  listopad  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Adam Wielomski:
 
Gary K. Busch:
 
Marian Kałuski:
 
Michał Żbik Żmudziński:

David M. Dastych:

 
Daniel Pipes:
 
ADM:
 
Monika Rotulska:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Stanisław Bulza:
 
Romuald Bury:
 
Kazimierz Murasiewicz:
 
Marek Olżyński:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Jacek Zieliński:
 
Romuald Bury:
 
Marian Kałuski:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
mJPM:
 
Stanisław Michalkiewicz:
 
Piotr Włodarski:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Jerzy Przystawa:
 
Bohdan Pękacki:
 
Jerzy Przystawa:
 
Kazimierz Murasiewicz:
 
Zbyszek Koreywo:
 
Jerzy Przystawa:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Józef Darski:
 
Jan Ciechanowicz:
 
Marek Olżyński:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
prawym okiem:
 
Jan Engelgard:
 
Stanisław Bulza:
 
KM:
 
Klara Górska:
 
Maciej Filipowicz:
 
Witold Filipowicz:
 
Ludwik Skurzak & Adam Wielomski:
 
Maciej Giertych:
 
SKCh:
 
Solidarność IENESP:
 

 

Klara Górska

HISTORYK MARIA TURLEJSKA, czyli od ubeckiej dyspozycji do "demokratycznej opozycji"


Maria Turlejska mając ścisłe kontakty z wysokimi oficerami Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, swą komunistyczną gorliwość przejawiała także w licznych donosach na osoby i instytucje, które były w kręgu zainteresowania "władzy ludowej". W 1949 roku doszło do formalnego werbunku na tajnego współpracownika (TW). Otrzymała kryptonim "Ksenia". Prowadził ją ppłk Józef Lichtfarb-Światło, a Turlejska mówiła i pisała wszystko, co wydawało się jej ważne. Do dziś zachowało się około stu jej "meldunków" i "doniesień", które otrzymywali Światło, Różański, Fejgin, Romkowski.

W każdej społeczności następuje rozwarstwienie, wynikające z różnych predyspozycji, zdolności, pracowitości czy wreszcie charyzmy poszczególnych osób. Czym większa społeczność, tym większe rozwarstwienie i jest to rzecz całkiem naturalna. W społecznościach zarażonych totalitaryzmem dochodzi do wynaturzeń w tym zakresie. Rządząca warstwa przywódcza, zamiast czekać na samoistne wykształcenie się naturalnych elit i autorytetów, dokonuje manipulacji - część osób, które pretendują do tego miana, jest zawłaszczana a ich działalność podporządkowuje się interesom władzy. Mamy z tym do czynienia także w obecnej Polsce, a zjawisko to nazywane jest "kooptacją przez korupcję". W zamian za liczne przywileje, osoby takie służą głównie siłom ustanowionym a nie społeczeństwu. Innym nie pozwala się rozwinąć, choćby przez ograniczenie dostępu do oświaty i nauki, przez istnienie cenzury i zakazów dostępu do wiedzy, jeszcze inni są brutalnie eksterminowani, bo mogą stanowić potencjalne zagrożenie. W ich miejsce władza tworzy nowe elity, posłuszne i dyspozycyjne.


A co się dzieje w przypadku, gdy następuje drastyczna zmiana władzy, gdy zniewolone społeczeństwo zaczyna odzyskiwać suwerenność i swobodę twórczą? Bez zmiany dotychczasowych "elit" przemiany nie będą głębokie, rozliczenia nie będą pełne, o naprawianiu krzywd mowy nie ma (bo wtedy trzeba napiętnować dotychczasowych pupilków władzy i ich przywileje, płynące ze służalstwa). Słowem - przemiany nie będą udane a poczucie społecznej krzywdy będzie narastać. Z taką sytuacją mamy do czynienia w obecnej Polsce, zwanej - dla odróżnienia od PRL - III Rzeczypospolitą.

Naziści i komuniści przy wspólnej pracy


Po wybuchu wojny we wrześniu 1939 roku Polska znalazła się pod dwoma okupacjami: niemiecką i sowiecką. Oba totalitarne reżimy, mając dalekosiężne plany, natychmiast przystąpiły do akcji pozbawienia Polaków warstwy przywódczej. Niemcy już przed wojną mieli sporządzone listy osób, które mogły najbardziej grozić okupantom i dążyli do ich ujęcia za wszelką cenę. Od pierwszych dni wojny trwały rozstrzeliwania i egzekucje na Pomorzu, w Wielkopolsce i na Śląsku, czyli na terenach, które od razu "wchodziły w skład" III Rzeszy. Później to zjawisko rozprzestrzeniło się na resztę kraju, czyli na tzw. Generalne Gubernatorstwo. Traciliśmy przede wszystkim elity oraz wszystkich, którzy byli zdolni do organizowania oporu.


Pod okupacją sowiecką było to samo, choć przebieg tego zjawiska był inny. W pierwszych dniach okupacji po 17 września 1939 roku, bandy komunistyczne (złożone głównie z przedstawicieli mniejszości narodowych) zamordowały kilkanaście tysięcy osób. Mordowano przede wszystkim lokalną administrację, nauczycieli, ziemian, oficerów WP. Później jednak masowe, publiczne eksterminacje ustały. Zaczęły się "wywózki" do łagrów, na poniewierkę i powolną śmierć z głodu i chorób. Doszło jednak do zbrodni, jakiej nie ważyli się popełnić nawet niemieccy naziści. Wiosną 1940 roku w Katyniu, Miednoje i Charkowie Sowieci, na rozkaz Stalina i innych członków sowieckiego Politbiura zamordowali ponad dwadzieścia tysięcy oficerów WP. Wśród nich oficerowie służby stałej stanowili około jednej trzeciej tej liczby, reszta to byli oficerowie rezerwy - w cywilu uczeni, adwokaci, inżynierowie, lekarze, pisarze... Słowem - był to kwiat inteligencji polskiej. Za jednym zamachem doszło do "obezhołowienia", czyli pozbawienia Polaków warstwy przywódczej, czyli "głowy". I choć od tamtych wydarzeń minęło już ponad 65 lat, ich tragiczne skutki ciążą nad Polską do dziś. W ich miejsce władze komunistyczne wypromowały ludzi "miernych, biernych ale wiernych", gotowych na każde skinienie uczynić wszystko, czego tylko partia sobie zażyczy.



Nobilitacja Marii Turlejskiej


Jak wyglądał proces tworzenia "nowych kadr", możemy prześledzić na przykładzie Marii Turlejskiej, która z zagorzałej stalinistki i fałszerza najnowszych dziejów Polski, jakby pod wpływem dotyku czarodziejskiej różdżki, stała się orędownikiem prawdy i działaczką "opozycji demokratycznej". Jej postać jest stale spłycana i spłaszczana - pokazuje się ją wyłącznie od tej strony, zaś cała komunistyczna, stalinowska przeszłość po prostu nie istnieje.
Pamiętam, że gdy wiosną 1981 roku podczas strajku na Akademii Medycznej w Warszawie wystąpiła z nadzwyczaj nudną i nie zawierającą nic ciekawego prelekcją dla studentów, zapytałam organizatorów spotkania (z Niezależnego Zrzeszenia Studentów) skąd wzięli akurat ją. Okazało się, że w Regionie Mazowsze NSZZ "Solidarność", kierowanym przez Zbigniewa Bujaka, istniała lista osób, przewidzianych do szkoleń i publicznych wystąpień pod firmą "S". Turlejska należała do tej plejady "gwiazd", innych osób, spoza tej listy, na ogół nie zapraszano. Przypuszczam, że jedną z osób, dokonujących owej "selekcji" prelegentów jedynie słusznych, był Adam Michnik, nieformalny guru Bujaka i mający ogromy, zakulisowy wpływ na życie intelektualne pod szyldem "Solidarności".


Przypomniała mi się ta historia na skutek wspomnienia o Turlejskiej, jakie ukazało się w "Gazecie Wyborczej" 19 lipca 2004 roku. Napisał je Adam Michnik i jest to kolejny przykład, że jest on manipulatorem. Wg Michnika Turlejska "należała do pokolenia i środowiska, które uległy fascynacji komunizmem". To zaś, w takim ujęciu, ma stanowić usprawiedliwienie, a nawet swoistą nobilitację. Wieloletnia służba złu jest tu dowartościowana przez fascynację, która ma wszystko usprawiedliwiać. A przecież warto podać próbkę jej tfu-rczości, np. o Powstaniu Warszawskim:


"Polityczny sens tej z dawna zamierzonej dywersji był antyradziecki, antyludowy i antynarodowy. Powstanie miało zahamować marsz Armii Radzieckiej na zachód, szło więc na rękę okupantowi. Przedstawiciel wywiadu armii niemieckiej (Abwehry) w rozmowach z delegaturą rządu emigracyjnego w lipcu 1944 r. obiecał w chwili odwrotu zostawić w Warszawie do dyspozycji AK magazyny i artylerię. Powstanie wybuchło więc [...] w tajnym porozumieniu z hitlerowcami, na życzenie reakcji anglo-amerykańskiej przeciw Armii Radzieckiej, przeciw Wojsku Polskiemu, przeciw władzy ludowej". Po czymś takim Turlejska i admiratorzy jej osiągnięć naukowych powinni siedzieć cicho, jak myszy pod miotłą. Ale skoro kota nie ma, to myszy nadal harcują.



Komuniści i Volksdeutsche


Aby lepiej zrozumieć, o co chodzi, musimy sięgnąć do wczesnej biografii Marii Turlejskiej. Urodziła się w 1918 roku i już przed wybuchem wojny (czyli w wieku zaledwie 21 lat!) miała ukończyć studia na Uniwersytecie Warszawskim. Pochodziła z zasymilowanej rodziny żydowskiej, jej ojciec Adam Zieleńczyk był przed wojną dyrektorem gimnazjum (a jego siostra Stefania Baczyńska była matką znanego poety Krzysztofa Kamila).
Maria została żoną Jana Turlejskiego, działacza Komunistycznej Partii Polski, który za działalność wymierzoną przeciwko niepodległości i suwerenności Polski został relegowany z Politechniki Warszawskiej i był skazany na dwa lata więzienia. Okupację sowiecką w latach 1939-1941 Turlejscy spędzili w Łomży, służąc wiernie sowieckiemu okupantowi. Jan Turlejski został deputowanym do Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Białorusi. Na jednym z przymusowych wieców w Łomży krzyczał do spędzonych tam ludzi, że "nie zobaczycie nacjonalistycznej, białej Polski! Te ziemie należą do wielkiej rodziny narodów ZSRR".
Ich losy rodzinne były jednak nieco poplątane: rodzice Turlejskiego mieszkali w Łodzi, gdzie - wiernie służąc drugiemu okupantowi - przyjęli Volkslistę i bardzo źle odnosili się do Polaków. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej Turlejski zdołał się ewakuować z Armią Czerwoną. W Moskwie podjął służbę w Kominternie, który wyznaczył go do pierwszej Grupy Inicjatywnej, mającej odbudować partię komunistyczną w Polsce. Zginął podczas nieudanego lotu do Polski.



Zagorzała stalinistka, czyli TW "Ksenia"


Maria Turlejska nie zdołała uciec do ojczyzny światowego proletariatu wraz z mężem. Przedostała się do Warszawy i po powstaniu PPR została towarzyszką. Po zakończeniu wojny była ważną postacią w plejadzie najbardziej zagorzałych stalinistów. Była m.in. kierowniczką Wydziału Historii Partii KC PPR w latach 1947 - 1948. Partia powierzyła jej rolę "demaskowania" przedwojennej Polski, którą ochoczo wyszydzała, zakłamując jej dzieje. Bzdur, które wychodziły wówczas spod jej pióra, dziś nie da się czytać, ale wtedy był to szczyt propagandowych możliwości. Szczególnie szkodliwe były szkolne podręczniki jej autorstwa, w których nie było krztyny prawdy.


Turlejskiej ta rola jednak nie wystarczała. Mając ścisłe kontakty z wysokimi oficerami Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, swą komunistyczną gorliwość przejawiała także w licznych donosach na osoby i instytucje, które były w kręgu zainteresowania "władzy ludowej". W 1949 roku doszło do formalnego werbunku na tajnego współpracownika (TW). Otrzymała kryptonim "Ksenia". Prowadził ją ppłk Józef Lichtfarb-Światło, a Turlejska mówiła i pisała wszystko, co wydawało się jej ważne. Do dziś zachowało się około stu jej "meldunków" i "doniesień", które otrzymywali Światło, Różański, Fejgin, Romkowski... A możliwości miała duże, przez dostęp do licznych towarzyszy z różnych kręgów władzy. W 1955 roku, już po śmierci Stalina, Turlejska została wykluczona z PZPR "za antypartyjne zachowanie". Za takie uznano zaś nie to, że donosiła, ale to, że ujawniła to publicznie. Była wówczas "pracownikiem naukowym" Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych (który został przekształcony w Instytut Nauk Społecznych przy KC PZPR, następnie w Akademię).



Od ubeckiej dyspozycji do "demokratycznej opozycji"


Po czystkach w MBP, dokonanych po ucieczce ppłk. Światły na Zachód, gdy jej pozanaukowa działalność wyszła na jaw, towarzysze nie darowali jej donosów, składanych przez tyle lat. Od tej pory Turlejska staje się formalnie bezpartyjna i powoli otaczała się aureolą "opozycyjności", choć wykładała w Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego, gdzie żaden faktyczny opozycjonista nie miał w ogóle wstępu.
W latach 60-tych i 70-tych wydała jeszcze oficjalnie kilka książek, które w istocie napisane były "po linii i na bazie", ale osoby, którym kiedyś w partii szkodziła, były mściwe. Jedna z nich "Zapis pierwszej dekady" (1972) została nawet wg Michnika "skonfiskowana i wycofana z księgarni", co tylko przysporzyło jej wątpliwej sławy.
W 1984 roku Turlejska, mająca dostęp do materiałów archiwalnych, niedostępnych dla zwykłych historyków, wydała w podziemiu (jako Łukasz Socha) książkę "Te pokolenia żałobami czarne... Skazani na śmierć i ich sędziowie 1944 - 1954". Jest to praca zakłamana, zawierająca mnóstwo insynuacji wobec żołnierzy podziemia niepodległościowego, prezentująca spojrzenie dawnej stalinowskiej aktywistki. Ale została dobrze przyjęta w kręgach opozycyjnych, które miały nikłe pojęcie o tamtych czasach a nie było możliwości zawartych w tej pracy tez i informacji.
Michnik zaś pisze, że poznał Turlejską na początku lat 70-ych: "Zaproponowałem jej, by uczestniczyła w pracach nielegalnego seminarium, które było poświęcone najnowszej historii. Zgodziła się chętnie. Dyskusje na tym seminarium były pasjonujące i widziałem, jak Maria Turlejska ewoluuje. Wtedy właśnie referowała swoje badania nad stalinowskim terrorem". Tu Michnik niewątpliwie się myli, przesuwając rzekome badania "stalinowskiego terroru" przez Turlejską o co najmniej dekadę wstecz. Ale ważne jest coś innego - każdy, kto choć raz słyszał jego bohaterkę na żywo wie, że można było dostać szewskiej pasji z powodu tego, co mówiła, ale pasjonująco dyskutować i referować czegokolwiek to ona nie potrafiła. Ale tak się tworzy legendę, która następnie zaczyna żyć własnym życiem.
Michnik uznał też, że formą odkupienia przez nią własnej biografii była "współpraca z ludźmi opozycji demokratycznej". O głośnej współpracy Turlejskiej z MBP natomiast - ani słowa! Co więcej, Michnik orzekł, że było to bardzo niebezpieczne, choć nic Turlejskiej za to nie groziło, trudno bowiem doszukać się jakichkolwiek represji, jaki miałaby zostać poddana. Ale w ten sposób stalinowska "robotnica na froncie propagandy i nauki" stała się wybitną opozycjonistką, prowadzącą badania nad "stalinowskim terrorem", która świadomie podjęła jakieś (?) ryzyko. Ot, i legenda gotowa. Kto wie, czy dzisiejsza nienawiść Michnika do lustracji nie ma źródeł także w takich faktach.
Po 1989 roku, za owe domniemane opozycyjne zasługi, Turlejska została skierowana do Instytutu Nauk Politycznych Polskiej Akademii Nauk, co było kpiną z naukowego poziomu tej placówki w III RP.



Tropicielka "niesłusznych" podręczników


Michnik w tworzeniu tej legendy nie jest osamotniony. Także "Rzeczpospolita" (22 lipca 2004 roku) odnotowała ją jako "Demaskatorkę stalinizmu w Polsce". Tekst, podpisany jako AKA (Andrzej Kaczyński), jest peanem na jej cześć, pomija bowiem wszystko to, co mogłoby na nią rzucić jakikolwiek cień.
Jest paradoksem historii, że w 1999 roku złożyła swój podpis pod apelem samozwańczych "intelektualistów" o wycofanie podręczników historii dla klas VII i VIII oraz szkół średnich, których autorem był dr Leszek Andrzej Szcześniak. Podręczniki Szcześniaka, jako właściwie jedyne na rynku, odbiegały od sztampy "poprawności politycznej", uczyły krytycyzmu wobec "prawd obiegowych", dostarczały szerokiej wiedzy o podstawowych wydarzeniach i ważnych postaciach, jakich ze świecą by szukać u innych autorów. Apel okazał się skuteczny, bo - jak napisali jego sygnatariusze "szerzą nienawiść między ludźmi, fałszują prawdę historyczną i godzą w dobro polskiego systemu edukacyjnego".
I tak czołowa stalinistka, autorka najbardziej zakłamanych podręczników w całej polskiej historii, stała się skutecznym cenzorem podręczników w wolnej III Rzeczypospolitej. Wykreował ją w Polsce Ludowej aparat terroru (z którego funkcjonariuszami utrzymywała bardzo ścisłe związki, nie tylko towarzyskie i służbowe) a później, m.in. wspomniany Adam Michnik, o którym Zbigniew Herbert powiedział m.in:
Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny. Ideologia tych panów to jest to, żeby w Polsce zapanował socjalizm z ludzką twarzą. To jest widmo dla mnie zupełnie nie do zniesienia - no, jak jest potwór, to powinien mieć twarz potwora. Ja nie wytrzymuję takich hybryd; ja uciekam przez okno z krzykiem."


** ** **


Dziś, po latach patrząc na to, co zrobiono z Polską, jak manipuluje się naszą historią i jakie kreatury otrzymały status "autorytetów moralnych" oraz jakie rodzi to dramatyczne skutki, trzeba stale przypominać słowa Herberta. I należy pamiętać, że nie chodzi tu tylko o Turlejską i Michnika, ale o całe tabuny ludzi złej woli, o sfałszowanych, bo skróconych i manipulowanych zależnie od okoliczności życiorysach, którzy nadal chcą nami rządzić w sferze duchowej. Czym szybciej oczyścimy nasze życie intelektualne z komunistycznego błota, tym szybciej zaczniemy powracać do normalności. A o to przecież chodzi.

www.polskiejutro.com

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów                   http://nowamedia.w.interia.pl