| ||||
|
w tym wydaniu:
Daniel Pipes:
ADM:
Monika Rotulska:
Cezary Rozwadowski:
Stanisław Bulza:
Romuald Bury:
Kazimierz Murasiewicz:
Marek Olżyński:
Mirosław
Kokoszkiewicz:
Jacek Zieliński:
Romuald Bury:
Marian Kałuski:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Cezary Rozwadowski:
Jerzy Przystawa:
Bohdan Pękacki:
Jerzy Przystawa:
Kazimierz Murasiewicz:
Zbyszek Koreywo:
Jerzy Przystawa:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Józef Darski:
Jan Ciechanowicz:
Marek Olżyński:
Mirosław Kokoszkiewicz:
prawym okiem:
Jan Engelgard:
Stanisław Bulza:
KM:
Klara Górska:
Maciej Filipowicz:
Witold Filipowicz:
Ludwik Skurzak & Adam
Wielomski:
Maciej Giertych:
SKCh:
|
Jan Ciechanowicz PROPAGANDA NIENAWIŚCI Liberalna prasa rosyjska, dokładnie tak jak warszawska, aż się dusi od nienawiści do niepokornego prezydenta niepodległej Białorusi. Natomiast inaczej interpretuje jego słowa i czyny periodyka narodowa. Swoiście traktują napięcia dyplomatyczne na linii Warszawa-Mińsk rosyjskie wydawnictwa radykalno-patriotyczne m.in. tygodnik „Ruskij Wiestnik”. Tę - ich zdaniem - „burzę w szklance wody” usiłują one ujmować w szerszym kontekście tzw. globalizacji i „międzynarodowej germano-żydowskiej zmowy antysłowiańskiej”. Otóż - jak pisze rosyjska nacjonalistyczna prasa - według „ich” planów, kraje słowiańskie mają być zafrykanizowane, zepchnięte na margines cywilizacji, poddane dezorganizacji społecznej, bezrobociu, masowej nędzy, brakowi opieki medycznej, bezdzietności. Realizację tego szatańskiego planu - jak twierdzą rosyjscy narodowcy - Sanhedryn (ukryty rząd światowy) powierzył po części, swej „piątej kolumnie” - czyli Żydom zamieszkałym w krajach słowiańskich i jest on skutecznie przez „nich” realizowany od ponad 15 lat. W tym okresie przestała istnieć Jugosławia, poddana anihilacji przez bomby NATO i prowokacje trockistowskich zawodowych rewolucjonistów z ugrupowania „Odpor” (tych od rewolucji w Gruzji i na Ukrainie – ug. PRP). Przecięto na części Czechosłowację. Polskę zdegradowano z 10 na 58 miejsce pod względem rozwoju gospodarczego w skali światowej, a jej majątek narodowy częściowo zniszczono, częściowo oddano w obce ręce pogrążając naród polski w masowym bezrobociu i biedzie. Ukrainę, która w ciągu lat 2000-2004 notowała roczny wzrost gospodarczy na poziomie 12% - pogrążono z kolei w pomarańczowym bagnie, a rozsądnego i patriotycznie usposobionego prezydenta zastąpiono agentem wpływu USA - Juszczenką oraz warcholską awanturnicą Timoszenko. Imperializm USA chętnie wykorzystuje co bardziej prymitywne małe ludy, jako narzędzie swej walki przeciwko narodom zdrowym i silnym, podsycając w liliputach jadowitą zawiść i agresję - czytamy na łamach kwartalnika „Wielikaja Rossija”. Nawet socjaldemokratyczna gazeta „Tribuna” w artykule pod wymownym tytułem - „Piąta kolumna pod Mińskiem” stwierdza dosłownie: „Zachód już dawno wykorzystuje Polskę jako przyczółek ataku na Białoruś, mając na celu obalenie legalnej władzy w republice i zastąpienie nieustępliwego Łukaszenki jakąś posłuszną marionetką”. Nie od dziś USA osaczają ponoć Rosję sforą złośliwych karzełków, które w odosobnieniu nie znaczą nic, ale jednocząc się - mogą „zasmrodzić” międzynarodową atmosferę swym ujadaniem, podczas gdy Stany Zjednoczone raz po raz dwulicowo deklarują, że nawet „nie były zainteresowane w demontażu ZSRR”. (Por. „Literaturnaja Gazeta”, 20 sierpnia 2005). Wydarzenia wokół Białorusi rosyjscy analitycy często interpretują także w kontekście ogólnej antysłowiańskiej polityki Zachodu, szczególnie USA. Odnotowują oni m.in., że w okresie rządów rzekomego „dyktatora” A. Łukaszenki niepodległa Białoruś dokonała znacznego postępu we wszystkich sferach życia społecznego. Na koszt Państwa Białoruskiego wzniesiono prawie tysiąc nowych cerkwi prawosławnych i kościołów katolickich, setki innych odnowiono i wyremontowano. Obydwie te konfesje uważa się za równouprawnione i bardzo ważne dla rozwoju życia duchowego i kulturalnego kraju. Umocniono gospodarkę i bankowość, nie pozwalając na ich przejęcie przez obcy kapitał. Utrwalono aparat państwowo-administracyjny, wojskowość, poczucie narodowe Białorusinów, szkolnictwo (szczególnie wyższe), naukę itd. Właśnie to wszystko bardzo się nie podoba globalistom, którzy wydali rozkaz rozpoczęcia międzynarodowego terroru propagandowego przeciwko Aleksandrowi Łukaszence, który żadną miarą nie chce oddać swego kraju i narodu na rozszarpanie neoimperialistom USA. W 2002 roku prezydent niepodległej Białorusi odmówił sprzedania za bezcen państwowego koncernu samochodowego BELAZ (słynnego producenta najlepszych na świecie superciężkich samochodów - 21% produkcji światowej) spekulantowi i superkryminaliście Georgowi Sorosowi. Co więcej, kazał wynieść się z Mińska jego fundacji - kreującej „otwarte” (dla rozkradania) społeczeństwo. Wówczas pojawiły się pierwsze pohukiwania w prasie międzynarodowej o „dyktaturze” Łukaszenki. W 2003 roku prezydent Białorusi odmówił sprzedania za bezcen swego przemysłu naftowego „rosyjskim...” oligarchom - Berezowskiemu, Abramowiczowi, Niewzlinowi i Chodorkowskiemu (znanemu sojusznikowi komunistycznej opozycji w Rosji obecnie odbywającemu karę wieloletniego więzienia za niedopłacenie 27 mld dolarów podatków). Odtąd oskarżenia Łukaszenki o „dyktatorstwo i „łamanie praw człowieka” nabrały cech wściekłego ujadania na niepodległą Białoruś, szczególnie w mediach warszawskich - jak z przekąsem odnotowuje „Russkij Wiestnik”. Dodajmy od siebie, że w czerwcu 2005 r. Łukaszenko nie tylko po raz kolejny odmówił Putinowi poddania swego kraju pod kuratelę Moskwy, ale też odmówił przyjęcia w Mińsku nowo mianowanego ambasadora Federacji Rosyjskiej Ajackowa, który pozwolił sobie na antybiałoruskie wypowiedzi dla prasy. Niezależna postawa Państwa Białoruskiego i jego legalnie wybranego prezydenta, bezwzględnie broniącego suwerenności swego narodu rozwścieczyła więc zarówno obecną „elitę” Rosji, jak i USA, które odtąd połączyły wysiłki w zwalczaniu Republiki Białorusi. Za narzędzie zaś swych brudnych rozgrywek obrano przede wszystkim Polaków, w tym zamieszkałych na Białorusi. Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP - jak pisze publicysta Władimir Andrejew - w stu procentach złożone z antypolskich syjonistów, kazało swym pracownikom (agentom) w ambasadzie polskiej w Mińsku (Bućko, Buczek, Alperowski) użyć do polityki antybiałoruskiej Związku Polaków na Białorusi. Prezes tej organizacji Tadeusz Kruczkowski odmówił jednak posłuszeństwa i nie chciał brać udziału w prowokacji rodaków Sorosa i Abramowicza. Wówczas „polski” dyplomata w Mińsku Bućko, stosując szantaż i przekupstwo, doprowadził do rozbicia kierownictwa ZPB i na nielegalnym zjeździe „dobranych” delegatów wybrano nową przewodniczącą Związku Andżelikę Borys znaną z awanturniczego usposobienia skandalistkę i malwersantkę. Na jej głównych pomocników mianowano kilka osób, na których Warszawa ma „haka”. Gdy władze Białorusi wydaliły z kraju trzech prowokatorów z ambasady RP w Mińsku, awanturujących się tam w imieniu Polaków, ich przełożony minister Abram Rotfeld usiłuje umiędzynarodowić rozdmuchany przez siebie i swych rodaków z USA konflikt i przenieść go do Unii Europejskiej, a być może, sprowokować kryzys międzynarodowy, dyskredytując zresztą kompletnie Polskę w oczach opinii jako państwo niestabilne, wciąż zadzierające ze swymi sąsiadami. Celem tej awantury nie jest wcale obrona mniejszości polskiej na Białorusi. Tak więc w tej całej awanturze wokół Związku Polaków na Białorusi - jak twierdzi nawet liberalne radio „Gołos Rossii” - chodzi wyłącznie o to, że pan Rotfeld i pan Geremek pomagają panom Sorosowi i Wolfowitzowi w „zdetronizowaniu” niepokornego i „kontrowersyjnego” prezydenta Białorusi i w zawładnięciu przez USA liczącym się potencjałem gospodarczym tego dzielnego narodu słowiańskiego. Szkoda, że niektórzy Polacy dają się po raz kolejny otumanić zmasowanej propagandzie i pozwalają się użyć jako pionki w antybiałoruskich rozgrywkach mafii międzynarodowej, ubolewa nacjonalistyczny rosyjski miesięcznik - „FaIanga” i (zgodnie z dawną tradycją naszego ongisiejszego „starszego brata”) nazywa PoIskę „poIityczną prostytutką”, która bezpłatnie świadczy Ameryce odnośne usługi. Wydaje się, że dla statystycznego Polaka te interpretacje stanowią ewidentną manipulację i równie cyniczną, co przewrotną, propagandę geopolityczną, dającą jednak niewątpliwie wiele do myślenia. Pomijając milczeniem ewidentny antypolonizm i antyżydowskość nacjonalistycznej prasy rosyjskiej i jej niedoinformowanie (Młodzież Wszechpolska, działacze LPR na czele z Romanem Giertychem, demonstrujący przed ambasadą Białorusi w Warszawie, to wszak nie Żydzi i nawet nie „pachołki żydowskie”, a Polacy z krwi i kości w dobrej wierze usiłujący bronić rodaków na Wschodzie), zauważmy, że także Radio „Deutsche Welle” z Kolonii w komentarzu z dnia 13 sierpnia 2005 roku ustami Heinza Rolfa Donnerwettera oznajmiła, iż podsycanie konfliktu polsko-białoruskiego i polsko-rosyjskiego jest dziełem tych sił zza oceanu, które nie są zainteresowane zbliżeniem i współpracą między UE a Federacją Rosyjską. Także we Francji się pisze o tym, że „pewne koła” w USA usiłują za pośrednictwem Polski zepsuć stosunki między zjednoczoną Europą a Rosją. W każdym bądź razie antyłukaszenkowska histeria w Polsce po prostu wpędza Białoruś w ramiona Moskwy. Na marginesie warto jeszcze zapytać: gdy w Polsce setki tysięcy dzieci spożywa zaledwie jeden nędzny posiłek dziennie, gdy brak pieniędzy na leczenie chorych onkologicznych, na zabiegi chirurgiczne, na godziwe emerytury i renty czy na szkoły i uniwersytety - po co wydawać setki milionów euro na zakładanie w naszym kraju za podatki polskiego podatnika dywersyjnej antybiałoruskiej rozgłośni, drukowanie antybiałoruskich pism, ulotek i plakatów, utrzymywanie i szkolenie prowokatorów, mających przejąć władzę w sąsiednim kraju i oddać go na rozszarpanie wyznawcom „złotego osła” - Qui bono? Od pewnego czasu politycy i osoby publiczne wypowiadający się w imieniu Narodu Polskiego - choć Naród ten ich do tego nie upoważnial - o sprawach sąsiedniego suwerennego państwa, czyli Republiki Białoruś, drastycznie nadużywają określeń pejoratywnych, które w żadnym stopniu nie są skorelowane z realiami tego państwa. Używa się niestety, słownictwa prawie rynsztokowego, obraźliwego, chamskiego, przesadnego i złośliwego, wprost zapożyczonego ze słownika stalinowskiej propagandy nienawiści. Tak np. w wywiadzie dla „Radio Swoboda” były minister spraw zagranicznych, a obecnie jeden z „naszych” eurodeputowanych Bronisław Geremek, mówiąc, jak zawsze, głosem stylizowanym użył pod adresem prezydenta Łukaszenki wielce nieparlamentarnych kategorii: „dyktator”, „satrapa”, „tyran”. Wystarczy sobie wyobrazić, że któryś z białoruskich oficjeli użyłby tak drastycznych sformułowań pod adresem prezydenta Polski, by zrozumieć, jak niewłaściwe są werbalne zachowania „naszych” polityków. Polskie polityczne chamstwo, niestety, dziś skutecznie konkuruje z rosyjskim (tam się nazywa prezydenta Łukaszenkę „kołchoźnikiem”, a nawet „komuchem” ze względu na prostolinijne wypowiedzi tego nieordynaryjnego polityka białoruskiego). Jak to się dzieje że prezydent Izraela Ariel Szaron, skądinąd wcale mądry i rzetelny patriota swego państwa, broniący się rozpaczliwie przed „potopem” arabskim, który więzi bez sądu ponad 8 tysięcy młodych PaIestyńczyków i każe bombardować własną ludność i własne tereny (Autonomia Palestyńska to przecież integralna część Państwa Izrael!), zabijając wiele setek dzieci, kobiet, starców - nie jest „satrapą”, a Aleksander Łukaszenko, tylko dlatego, że posadził za kraty (nie on, tylko odnośne sądy) kilkunastu nomenklaturowych złodziei i łapówkarzy (samoogłaszających się za „demokratów”), takim „satrapą” jest? Nie jest satrapą Wł. Putin, czyniący z Iczkerii poligon treningowo-doświadczalny dla komandosów specnazu! Nie jest satrapą G. W. Bush, z którego winy wymordowano dotychczas w Iraku ćwierć miliona cywilnej ludności! Ale jest nim - według logiki warszawskich „,autorytetów” - białoruski prezydent, nie pozwalający na pełzający podbój swego narodu przez Zachód i Wschód. (Przypomnijmy dla porównania wypowiedź Lecha Wałęsy na spotkaniu z amerykańskimi... biznesmenami: „róbcie interesy w Polsce, na polskiej głupocie można dobrze zarobić”!). Niestety niektórzy dobrze zarabiają także na politycznej głupocie polskich (?) dziennikarzy i dygnitarzy. Czy więc takie interpretacje nie są czasem stosowaniem podwójnej miary i nierównej wagi? A przecież w polityce, jak w każdej innej sferze aktywności ludzkiej, powinny obowiązywać elementarne normy moralne. I przynajmniej jakieś minimum rozumu i przyzwoitości. Przy takim akompaniamencie wdaje się, że Polskę znów niebawem zaczną nazywać „amerykańskim osłem” w Europie. MSZ RP, planując swe kolejne awantury przeciwko Białorusi, nie powinno ignorować krytycznych głosów z zachodu Europy, są one bowiem wyrazem opinii nie poszczególnych komentatorów i ekspertów, lecz bardzo wpływowych kół Francji, a nawet W. Brytanii i Włoch. Nie mówiąc już o Niemczech, które w obawie przed nieobliczalnymi posunięciami Warszawy, już przystępują do budowy rurociągów z Rosji do siebie po dnie Bałtyku. Powracając na chwilę do Rosji, przypomnijmy, że ostatnio obywatelom tego kraju, jak i Polski zadano podobne pytanie, co myślicie o swym sąsiedzie? - 51% Rosjan wypowiedziało się, że sympatyzuje Polsce i Polakom, a tylko 12% zadeklarowało swą do nas antypatię. Polacy zaś, zapytani o swój stosunek do Rosji i Rosjan, w 53% zadeklarowali nienawiść, a tylko w 18% - sympatię. Te wyniki świadczą że, po pierwsze, w Rosji nadal żywe są nastroje ogólnosłowiańskie, podczas gdy Polacy są zorientowani inaczej, zatracili poczucie słowiańskiej rasy, mimo iż nadal reprezentują jej najpiękniejsze cechy charakterologiczne (a być może, że u wielu Polaków płynie pierwiastek tej „obcej” krwi, który nakazuje takie a nie inne uczucia - ug. PRP). Po drugie, w Rosji nie ma tak patologicznej propagandy antypolskiej, jak w Polsce antyrosyjska. I po trzecie, antyrosyjskie nastroje w Polsce są wynikiem także postawy postsowieckiego „betonu” w FR, nie godzącego się na przekazanie Polsce danych dotyczących mordu katyńskiego. (Może zresztą chodzi w tym przypadku o przejaw solidarności rodaków Rotfelda i Michnika, nie chcących wywołać fali antysemityzmu w Polsce - wiadomo bowiem, że bezpośrednimi mordercami polskich oficerów w Katyniu nie byli rodowici Rosjanie, z których kilkudziesięciu rozstrzelano za odmowę szlachtowania Polaków, a innych kilkudziesięciu popełniło samobójstwa; w końcu rozkaz Gruzina Stalina oraz Żydów Berii i Merkułowa gorliwie wykonali Czeczeńcy, Żydzi i Ormianie ze specdywizji NKWD. (Wielu z nich do niedawna jeszcze dożywało wieku w Izraelu, Moskwie, Kijowie, Mińsku i Samarze nad Wołgą). Dowiadujemy się o tym, wertując najnowsze numery „narodowej” prasy rosyjskiej. | |||