now@ on-line  listopad  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Adam Wielomski:
 
Gary K. Busch:
 
Marian Kałuski:
 
Michał Żbik Żmudziński:

David M. Dastych:

 
Daniel Pipes:
 
ADM:
 
Monika Rotulska:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Stanisław Bulza:
 
Romuald Bury:
 
Kazimierz Murasiewicz:
 
Marek Olżyński:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Jacek Zieliński:
 
Romuald Bury:
 
Marian Kałuski:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
mJPM:
 
Stanisław Michalkiewicz:
 
Piotr Włodarski:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Jerzy Przystawa:
 
Bohdan Pękacki:
 
Jerzy Przystawa:
 
Kazimierz Murasiewicz:
 
Zbyszek Koreywo:
 
Jerzy Przystawa:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Józef Darski:
 
Jan Ciechanowicz:
 
Marek Olżyński:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
prawym okiem:
 
Jan Engelgard:
 
Stanisław Bulza:
 
KM:
 
Klara Górska:
 
Maciej Filipowicz:
 
Witold Filipowicz:
 
Ludwik Skurzak & Adam Wielomski:
 
Maciej Giertych:
 
SKCh:
 
Solidarność IENESP:
 

 

Romuald Bury

"NASZ PREMIER, NASZ PREZYDENT"!


Fot. Onet.pl
Lech Kaczyński problemów z samookreśleniem nigdy nie miał. Jako prezydent Warszawy przywrócił godność Powstańcom i postawił ich heroizm za wzór młodemu pokoleniu. Pokazał, że polskość to właśnie normalność. Na zdjęciu( prezydent - elekt Lech Kaczyński.

Maraton wyborczy, trwający w przypadku wyborów prezydenckich ponad siedem miesięcy, został wreszcie rozstrzygnięty. W drugiej turze było już tylko dwóch kandydatów a ponieważ mieliśmy dość czasu, aby zapoznać się nie tylko z ich programami, ale też ich osobowościami oraz wszelkimi innymi uwarunkowaniami, wybór był dla większości z nas na ogół prosty. 23 października 2005 roku Polacy wybrali w najbardziej demokratycznych, bo bezpośrednich wyborach swego prezydenta. Przez najbliższe pięć lat będzie nim Lech Kaczyński, który uzyskał (wbrew przedwyborczym sondażom( kilkupunktową przewagę nad swym konkurentem, Donaldem Tuskiem. Jego partia Prawo i Sprawiedliwość, po wygranych wcześniej wyborach parlamentarnych, uzyskała ogromną władzę w państwie. Jak ją wykorzysta i czy zdoła ją utrzymać dłużej, niż jedną kadencję?


Była to swego rodzaju walka w rodzinie. Obaj kandydaci świetnie się znają od wielu lat. Ich drogi polityczne wielokrotnie się krzyżowały, ich ugrupowania wyrosły z szeroko pojętego obozu "solidarnościowego", ale częściej byli po różnych stronach barykady w ramach tego obozu. Obecnie ich ugrupowania partyjne będą rządzić Polską. Jeśli nie nastąpią nieprzewidziane zjawiska, to kadencja rządu potrwa cztery lata.
Prezydent w Polsce nie ma zbyt wielkich uprawnień, każdy rząd woli go jednak mieć po swojej stronie. O konfliktach na linii rząd - prezydent, boleśnie przekonała się Akcja Wyborcza Solidarności, której pomysły były wielokrotnie skutecznie blokowane wetem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Jak będzie obecnie?


Wygrała "Polska solidarna"


Choć obaj dotychczasowi konkurenci wywodzą się z tego samego, szeroko pojętego środowiska, to różnice między nimi są ogromne. Lech Kaczyński streścił je w celnym, choć nie do końca prawdziwym sloganie, że był to spór między Polską liberalną a Polską solidarną. Na to nałożyły się również różnice w mentalności i podejściu do spraw narodowej tradycji, patriotyzmu i wizji Polski w Europie. Pod tym względem Lech Kaczyński był reprezentantem środowisk konserwatywnych, przywiązanych do naszej tradycji i niewątpliwie kandydatem katolickim, o czy świadczy poparcie, jakie uzyskał ze strony choćby Radia Maryja. Donald Tusk docenił te wartości dopiero na użytek kampanii wyborczej. Starał się zatem zatrzeć i rozmyć swą libertyńską przeszłość, prezentując się jako stateczny mąż i ojciec oraz gorący patriota.


Samymi gestami nie da się jednak zatrzeć przeszłości. Jego dotychczasowe głosowania w parlamencie, działalność w określonym środowisku oraz w libertyńskiej partii (w Kongresie Liberalno-Demokratycznym, którego szef Jan Krzysztof Bielecki jako urzędujący premier rządu RP pozwolił sobie zwrócić się do Prymasa Polski per "pan prymas"( ukształtowały wystarczająco wyraźnie jego sylwetkę. Ale, skoro "Paryż był wart mszy" dla króla Francji Henryka IV Bourbona (1589-1610), to widocznie Polska warta była dla Donalda Tuska zawarcia ślubu kościelnego i to właśnie w trakcie apogeum walki wyborczej. Nastąpiło to dopiero po 27 latach zawarcia przez niego kontraktu cywilnego.

Dwa patriotyzmy


Fot. Zdżarskijr
Donald Tusk uważa, że "polskość to nienormalność". Polacy nie chcą jednak takiego prezydenta, który ich godność ma za nic. Tusk przegrał więc sromotnie wybory prezydenckie, choć miał za sobą media, Aleksandra Kwaśniewskiego, Leszka Millera i Jerzego Urbana.

Z patriotyzmem Tusk także miał się na bakier. W 1987 roku publicznie określił swój stosunek do tych spraw, pisząc w liberalno-katolickim "Znaku"(
"Jak wyzwolić się od tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od narodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń? Polskość to nienormalność - takie skojarzenie nasuwa mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnie ochoty dźwigać... Piękniejsza od Polski jest ucieczka od Polski - tej ziemi konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem".
Lech Kaczyński takich problemów z samookreśleniem nigdy nie miał. Jako prezydent Warszawy przywrócił godność Powstańcom i postawił ich heroizm za wzór młodemu pokoleniu. Pokazał, że polskość to właśnie normalność.
Polska to nie jest brzemię, przecież kto nie chce, może z niej zrezygnować. Historia zna wiele takich przypadków, że ci, którzy uważali to za nadmierny ciężar, Ojczyznę porzucali i szukali sobie innej. Nie wiemy, czy coś się w ostatnim czasie stało, co tak bardzo odmieniło Donalda Tuska, że "cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr" polskości zaczął traktować poważnie. Bardziej prawdopodobne jest, że to był tylko chwilowy unik, na użytek kampanii. Teraz zaś ponownie będzie "Europejczykiem", czyli po prostu przeciętnym kosmopolitą, bo już nie musi się kamuflować. Kaczyński zaś nie musi się nagle zmieniać tylko dlatego, że wybrał prezydenturę.


Co może prezydent?


Za dwa miesiące usłyszymy rotę przysięgi, wygłoszoną przez Lecha Kaczyńskiego przed Zgromadzeniem Narodowym( "Obejmując z woli Narodu urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa państwa, a także, że dobro Ojczyzny i pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem". Wszystko wskazuje na to, że doda również "Tak mi dopomóż Bóg".


Prezydent ma wpływ na kształtowanie polityki zagranicznej a w jego gestii leży ratyfikowanie i wypowiadanie międzynarodowych umów oraz mianowanie ambasadorów. Prezydent RP ma prawo inicjatywy ustawodawczej - może wnieść pod obrady Sejmu własne propozycje ustaw. Ponadto - wyznacza premiera, ale to i tak wynika z umów międzypartyjnych. Jego realnym uprawnieniem jest natomiast nominowanie pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, prezesa i wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego, prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego, Sądu Najwyższego, szefa Sztabu Generalnego oraz dowódców poszczególnych jednostek Sił Zbrojnych, Narodowego Banku Polskiego (ale w tym przypadku - na wniosek Sejmu). Ponadto ma wpływ na obsadę Rady Polityki Pieniężnej, Rady Bezpieczeństwa Narodowego oraz Krajowej Rady Radia i Telewizji.
Z tym urzędem wiążą się też liczne przywileje. Obaj kandydaci już w trakcie walki zapowiadali, że je znacznie ograniczą. Kwaśniewski rozbudował swą Kancelarię do monstrualnych rozmiarów. Obecnie liczy ona 250 bardzo wysoko opłacanych urzędników (większość z nich pełni jedynie funkcje czysto dekoracyjne( a z przyległościami jest to ponad 700 osób! Bezpośrednie koszty jej utrzymania wynoszą 164 mln zł, czyli więcej, niż utrzymanie urzędu prezydenckiego we Francji, ale tam prezydent ma nieporównanie większą władzę.


*****


Za dwa miesiące Lech Kaczyński obejmie urząd prezydenta. W tym czasie zostanie już sformowany rząd, który podejmie pierwsze działania o strategicznym znaczeniu. Będziemy więc mieli już wówczas prawie jasny obraz sytuacji, w jakim kierunku zmierzamy i czy zapowiadane zmiany są realizowane. Nie możemy jednak zasypiać gruszek w popiele - każdej władzy trzeba patrzeć na ręce a tej władzy przede wszystkim, albowiem PiS naobiecywał wyjątkowo dużo i ponownie rozbudził nadzieje, skutecznie gaszone po 1989 roku przez okrągłostolowy układ.

www.polskiejutro.com

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów                   http://nowamedia.w.interia.pl