| ||||
|
w tym wydaniu:
Romuald Bury:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Grzegorz Pustkowiak:
Gary Schneider:
Cezary Rozwadowski:
Ryan Mauro:
David M. Dastych:
Kazimierz Murasiewicz:
Mirosław Owczarz:
Józef Darski:
Marek Czachor:
Iwo C. Pogonowski:
Marian Kałuski:
prawym okiem:
Jacek Bartyzel:
John Blain:
|
Gary Schneider STARA EUROPA I USA Stany Zjednoczone już zbyt długo były obiektem odruchowego i bezmyślnego lżenia ze strony starej Europy, ślepego uporu i krzykliwych demonstracji złej woli pod adresem Ameryki i jej mieszkańców. Odór bełkotliwej nienawiści regularnie przybija, poprzez Atlantyk, do amerykańskich brzegów ze strony tych, którzy – kiedyś dawno temu – uchodzili za sojuszników Ameryki, a nawet jej przyjaciół. Mimo tego Stany Zjednoczone, jak ślepo wierny szczeniak, ignorują te afronty i z wywieszonym językiem, machając ogonem, wracają po więcej w daremnej nadziei, że takie jednostronne przywiązanie zostanie w końcu odwzajemnione, a przynajmniej nie będzie brutalnie lekceważone. Ale jeśli chodzi o partnerstwo między narodami czasy się naprawdę zmieniają – i anachroniczne sojusze muszą w końcu obumrzeć, i to pomimo utrzymującej się nostalgii, która wbrew rozsądkowi przedłuża ich istnienie. Dwa dominujące antyamerykańskie motywy, które słyszymy w ramach pokłosia huraganu Katrina nie są niestety nowe. Frustracja materialnym sukcesem Ameryki – i jej statusem najważniejszego na świecie symbolu demokracji i kapitalizmu – od dziesięcioleci były dla radykalnej lewicy pretekstem do aroganckich ataków ad hominem na każde jej posunięcie. Nowym elementem jest podwyższony poziom agresji tych napaści i, co ważniejsze, szerszy oddźwięk – skutkujący swego rodzaju uprawomocnieniem się takiego podejścia poprzez media i rządowe gabinety. To, co kiedyś było tylko szumem w tle, awansowało na poziom głównonurtowych poglądów i wiadomości. Niektórzy z nas, nieco mniej uczciwi intelektualnie, mogliby sugerować, że to same Stany Zjednoczone, a w szczególności prezydent Bush, zapracowały sobie na pogardę ze strony europejskich partnerów. Moim zdaniem, przyczyna jest dokładnie odwrotna: jest nią totalne odrzucenie przez Europę fundamentalnych zasad i poglądów, które zbliżyły nas do siebie w przeszłości. To zerwanie więzów zostało dodatkowo przypieczętowane przez skrajnie lewicowe środowiska w Europie, które przejęły niemal pełną kontrolę nad ośrodkami kulturotwórczymi i dyktują teraz opinie nadające ton publicznej debacie. Skutkiem tego jest myślenie stadne na skalę całego prawie kontynentu – pozbawione wystarczającej przeciwwagi ideologicznej dającej niezbędny punkt odniesienia i odrobinę rozsądku. Postawmy sprawę jasno: albo wierzysz w wyższość ustroju demokratycznego, konieczność promowania go i obrony, wolny rynek i wolność jednostki – albo nie. Ta wiara wyklucza się z lewacką doktryną, która dominuje obecnie w potocznym europejskim myśleniu społecznym i politycznym. Ideologicznie, większości starej Europy znacznie bliżej do Chin albo Rosji Putina niż do Stanów Zjednoczonych. Logicznym następstwem jest to, że Francja, Niemcy, Rosja, Chiny i tak dalej będą współpracować aby przeciwstawić się Stanom Zjednoczonym w Iraku, przeprowadzać wspólne ćwiczenia wojskowe i generalnie utworzą partnerstwo na rzecz podminowania amerykańskich wpływów. Robią to, bo łącznie postanowili przeciwstawić się temu, co reprezentuje sobą Ameryka – i kropka. Często używana propaganda zazdrości materialnej, ruchów na rzecz „ochrony środowiska” czy „pokoju” to tylko środki do socjalistycznego celu. Tak więc zamiast chęci pomocy Stanom Zjednoczonym gdy te są w potrzebie, BBC przekazuje gburowate zawodzenie pomieszane z zawistną radością wielu Europejczyków, którzy kraczą: „Ale dlaczego najbogatszy kraj świata potrzebuje jałmużny? Jedyne supermocarstwo musiało zwrócić się o pomoc do agencji pomocy humanitarnej. Najwidoczniej nie są w stanie użyć swego bogactwa aby od razu zareagować na palące potrzeby ofiar katastrofy i teraz organizacje charytatywne, takie jak brytyjski Czerwony Krzyż, apelują o datki”. Brian Cooper, autor cytowanego powyżej artykułu pisze z Londynu: „Szybka sonda wśród ludzi w moim biurze wykazała głęboki niesmak, że USA nie jest w stanie uruchomić wystarczających funduszy. Nie sądzę, żeby ktokolwiek zamierzał coś dać”. To szokujące, ale amerykańska tragedia bardzo poprawiła nastroje całkiej sporej liczbie Europejczyków. Niemiecki minister środowiska Jurgen Tritten cynicznie zasugerował, że „... ignorując ochronę środowiska, amerykański prezydent zamyka oczy na gospodarcze zniszczenia i straty w ludziach, które katastrofy naturalne takie jak Katrina wyrządzają jego krajowi i gospodarce światowej ... Coraz więcej wskazuje na to, że na Busha zwali się więcej problemów niż tylko Katrina ... Kiedy w końcu do kwatery głównej tego truciciela środowiska zapuka zdrowy rozsądek, wspólnota międzynarodowa musi być gotowa aby przedstawić Ameryce wspólnie wypracowany plan przyszłej międzynarodowej współpracy na rzecz ochrony klimatu. Niemiecki rząd jest do tego przygotowany”. Co za gość. Nie zmienia to faktu, że wnioskowanie o wpływie amerykańskiej polityki w dziedzinie ochrony środowiska na częstsze występowanie katastrof takich jak Katrina jest kompletnie bez sensu i stanowi tylko kolejny przejaw dogmatycznego wyrażania określonej ideologii. Postawmy sprawę jasno: stara Europa, w próżni swojego krótkowzrocznego zapału, nie docenia jak silne są złość i niechęć odczuwane przez większość Amerykanów; wydaje jej się przy tym, że wsparcie i pomoc ze strony Ameryki są trwałe i niezmienne. USA w końcu dochodzi do praktycznego wniosku że ze strony większości nacji tworzących starą Europę nie można spodziewać się niczego oprócz odruchowej wrogości. Według niedawnego sondażu Rasmussena, prawie trzech na czterech Amerykanów nie uważa Francji za sojusznika Stanów Zjednoczonych, a zdaniem ponad trzydziestu procent kraj ten jest wrogiem USA. Należy się zatem spodziewać, że w rezultacie ciągle rosnącego lewicowego radykalizmu starej Europy, skutkującego z kolei zmianą amerykańskiego nastawienia do krajów ją tworzących, USA stopniowo dokonają istotnej realokacji swoich zasobów gospodarczych i wojskowych – w stronę nowych i bardziej solidnych partnerów ... i to pomimo dyplomatycznych zobowiązań do czegoś zgoła przeciwnego. I tak właśnie być powinno. tłum. Konrad Banachewicz www.rubikkon.pl | |||