| ||||
|
w tym wydaniu:
Romuald Bury:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Grzegorz Pustkowiak:
Gary Schneider:
Cezary Rozwadowski:
Ryan Mauro:
David M. Dastych:
Kazimierz Murasiewicz:
Mirosław Owczarz:
Józef Darski:
Marek Czachor:
Iwo C. Pogonowski:
Marian Kałuski:
prawym okiem:
Jacek Bartyzel:
John Blain:
|
Krzysztof Marek Raczyński Układ polsko-sowiecki zawarty 30-tego lipca 1941, anulował traktat sowiecko-niemiecki z sierpnia 1939 i przywracał stosunki dyplomatyczne. Zezwalał też na formowanie armii polskiej spośród milionów Polaków będących w sowieckich więzieniach. Porozumienie wskazywało na poszanowanie własnych granic, ale sprawa ta nie została wyraźnie sprecyzowana! Pomimo bardzo trudnej sytuacji militarnej, Sowieci nie zgodzili się na zaakceptowanie granic z 1939. Jednakże, oświadczenie, że „sowiecko-niemieckie układy z 1939 dotyczące zmian terytorialnych,... straciły ważność,” Polacy interpretowali jako krok we właściwym kierunku. Karta Atlantycka (później przekształcona w kartę ONZ), którą Sowieci podpisali 24 września 1941 również zawierała klauzulę potępiającą zdobycze terytorialne. W podobnym duchu, rząd brytyjski w nocie Foreign Office, zdawał się stwierdzać, że zmiany terytorialne po sierpniu 1939 nie będą uznawane. Dla Rządu Polskiego wydarzenia te oznaczały zwrot wszystkich terytoriów zagarniętych od 1939. Obserwatorzy zachodni interpretowali to podobnie. Wszyscy się mylili! Już w odpowiedzi na interpelację w Izbie Gmin, rząd brytyjski szybko się wycofał stwierdzając, że nie uznawanie zmian terytorialnych „nie oznacza gwarancji granic.” Sytuacja polskiej dyplomacji była maksymalnie skomplikowana! W 1942, pozycja gen. W. Sikorskiego w Londynie i w USA była mocna. Generał był człowiekiem elastycznym, szanowanym przez Churchilla i lubianym przez Roosevelta. Ku zazdrości innych „mniejszych aliantów” miał on bezpośredni dostęp do Churchilla. Ambasador RP, hr. E.Raczyński był w codziennym kontakcie z Foreign Office. Wywiad Brytyjski, MI6 miał bliskie kontakty z II oddziałem Rządu RP, który dysponował własnymi służbami wywiadowczymi w Niemczech i Związku Sowieckim. Pracą IV Oddziału Rządu Polskiego, Sztabu Generalnego odpowiedzialnego za kontakty z okupowanym państwem i operacje militarne, zainteresowane były rywalizujące ze sobą Inteligence Service (IS) i SOE (Special Operations Executive). Wywiad (IS) podlegał Foreign Office a SOE bezpośrednio brytyjskiemu premierowi. Odkrycie grobów katyńskich w 1943 było manipulowane przez Niemcy tak, aby wbić klin pomiędzy Aliantów. Goebbels wiedział o Katyniu wiele miesięcy wcześniej, ale czekał na odpowiedni moment. Zwrócenie się Rządu Polskiego do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża o zbadanie sprawy, uznane zostało przez Stalina jako akt anty-sowiecki. Polacy postąpili tak, jakby zachował się każdy inny sojuszniczy rząd. Mając niezbite dowody, że mordu dokonali Sowieci, Rząd Polski nie mógł twierdzić wobec całego Świata, że zrobili to Niemcy (a tego domagał się Stalin). Amerykanie i Anglicy również wiedzieli, że odpowiedzialny za zbrodnię jest Związek Sowiecki. Tym niemniej oficjalnie „przypisano masakrę Nazistom.” Rosjanie szukali pretekstu do awantury już od kilku miesięcy i po ujawnieniu mordu w Katyniu zerwali z Polską stosunki dyplomatyczne (23 kwietnia 1943). Gdyby nie sprawa Katynia, Sowieci znaleźliby inny pretekst. Od tego momentu zaczyna narastać Kryzys Polski. Brytyjczycy czuli, że w stosunkach z Rosją mają związane ręce, Amerykanie uważali, że Polska to sprawa Anglii. Owszem, zachęcali Polaków do oporu, dawali pieniądze dla Podziemia, ale bez żadnych konkretnych zobowiązań. W 1943, po zwycięstwach pod Stalingradem i Kurskiem, prestiż Sowietów wzrósł ogromnie. Armia Czerwona zaczęła nie powstrzymanie przeć na Zachód. Stalin zmienił swoją koncepcję polityczną wobec Polski. Likwidacja KPP (Komunistycznej Partii Polski) w 1938, wymordowanie jej przywódców i pakt Ribbentrop-Mołotow w 1939 wskazywały, że państwowość polska nie będzie reaktywowana. W przeszłości Stalin dokonywał czystek, ale nie likwidował partii tak jak w wypadku KPP. Zagraniczne partie komunistyczne istniały jako narzędzia wpływów sowieckich i były sterowane przez Komintern z siedzibą w Moskwie. Stanowiły one zalążki przyszłych administracji w okupowanych przez Sowiety państwach. W nowych warunkach (w 1943), Stalin reanimował polski ruch komunistyczny i dał do zrozumienia, że jakąś formę polskiej państwowości będzie tolerował. Następnie zrywając stosunki dyplomatyczne z Rządem Polskim w Londynie utworzył zalążki administracji oraz armii polskiej pod swoją kontrolą. 4 lipca 1943 Polski Premier i Dowódca Sił Zbrojnych (DSZ) zginął w wypadku samolotowym na Gibraltarze. Sikorski jest uważany za polityka kontrowersyjnego. Jednakże, wszyscy są zgodni, że sterował Sprawą Polską tak, aby w czasie największego dla Polski kataklizmu w historii nie uszczuplić żywotnych interesów państwa i narodu. To, że współpraca z Sowietami okazała się nieudana, nie było winą Polaków, lecz rezultatem zaborczych dążeń Stalina oraz faktu, że Alianci płacili za współpracę z Sowietami interesami Rzeczpospolitej. Warunki, w jakich była Sprawa Polska mogły przerosnąć każdego innego polityka na miejscu Sikorskiego. Jest mało prawdopodobne, aby śmierć Generała była zwykłym wypadkiem. Akta śledztwa przeprowadzonego przez Anglików zostały utajnione na 50 lat a po upłynięciu tego okresu na dalsze 200 lat. Historyk polski D. Baliszewski, na podstawie najnowszych badań uważa, że gen. Sikorskiego i jego ekipę wymordowano w hotelu gibraltarskim we śnie. Następnie upozorowano wypadek samolotowy! W rzeczywistości samolot miał być osadzony lotem ślizgowym na powierzchni morza (pilot czeski jako jedyny uczestnik lotu, uratował się). Jest sprawą otwartą, kto dokonał mordu. Wydaje się, że Rosja i Niemcy były najbardziej zainteresowane śmiercią Generała. Po śmierci gen. W. Sikorskiego rozdzielono pozycje premiera i Dowódcy Sił Zbrojnych (DSZ). Premierem został S. Mikołajczyk a DSZ gen. K. Sosnkowski. Był już lipiec 1943 i rozpoczęła się Kampania Włoska. Niemcy wycofując się, bronili się twardo. Droga od Syrakuz do Rzymu (972 km) zajęłą Aliantom 332 dni. W czasie tej kampanii Polacy, ponownie udowodnili, że można na nich liczyć w najtrudniejszych warunkach (Monte Cassino, Bolonia). W listopadzie 1943 „Wielka Trójka” spotkała się w Teheranie. Drugi rok z rzędu opóźniało się otwarcie frontu zachodniego. Amerykanie i Brytyjczycy znaleźli się w kłopotliwej sytuacji wobec Sowietów i byli gotowi do koncesji. W czasie dyskusji na temat granic Polski, Mołotow przedstawił telegram brytyjski z 1920 rekomendujący Linię Curzona jako granicę polsko-sowiecką. Nikt już nie pamiętał, co to jest Linia Curzona. N. Davies podaje nieznane dotychczas fakty jak powstała tzw. „Linia Curzona.” Otóż, istniało dwie Linie Curzona. Ta zaproponowana na konferencji w Spa (lipiec 1920) przyznawała Lwów Polsce. Jednakże, propozycję tę ktoś po cichu zmodyfikował na korzyść Sowietów i w telegramie Foreign Office, (który przedstawił Mołotow w Teheranie) Lwów znalazł się poza Polską. Tą tajemniczą osobistością był wypróbowany wróg Polski, Lewis Niemirowski-Bernstein występujący pod pseudonimem, Namier. Był on bliskim współpracownikiem premiera brytyjskiego z okresu Konferencji w Wersalu, D. Lloyd George’a. To jemu (Namierowi) Polska „zawdzięcza” wrogi stosunek premiera brytyjskiego do Polski. W późniejszych latach Namier głośno przechwalał się, że to on jest twórcą sfałszowanej „Linii Curzona.” W trakcie konferencji Amerykanie nie mieli chęci do obrony interesów Polski i próbowali pozyskać sobie Stalina. Churchill też nie chciał walczyć o interesy swojego Pierwszego Sojusznika. Rosjanie rozegrali partię znakomicie, Alianci Zachodni, nieudolnie lub wręcz haniebnie. Jako granicę Polski i Związku Sowieckiego uznano zmodyfikowaną przez Namiera „Linię Curzona.” Polskę miano zrekompensować wschodnimi ziemiami Niemiec. Państwo polskie nie było reprezentowane i powiadomione o tych uzgodnieniach. Postanowiono, że cała sprawa zachowana będzie w tajemnicy. Pomimo, iż walka dyplomatyczna i działania wojenne (Monte Cassino, Falaise, Powstanie Warszawskie, itp.) trwały jeszcze półtora roku, w Teheranie Sprawa Polska została przesądzona. Znaczna część partnerów tego dramatu jeszcze o tym wtedy nie wiedziała! Nie dotyczyło to tylko Polski, która nie brała udziału w konferencji, ale również W. Brytanii. Pomiędzy sojusznikami, oprócz spotkań oficjalnych, miały miejsce spotkania „prywatne”. Na jednym z nich, pomiędzy Rooseveltem i Stalinem, uzgodniono, że sprawa granic Polski „nie jest problemem,” i sowieckie żądania będą zaspokojone! Natomiast Churchill, według historyka brytyjskiego, traktował swoją zgodę na „Linię Curzona” jako pozycję wyjściową do dalszych negocjacji, które miałyby włączyć Stronę Polską. Ostatecznego charakteru uzgodnień sowiecko-amerykańskich nie przewidywał więc nawet premier brytyjski. Prawda o tajnym porozumieniu sowiecko-amerykańskim wyszła na jaw w czasie spotkania Churchill-Mikolajczyk-Stalin-Harriman w Moskwie, w październiku 1944, czyli już po upadku Powstania. Tak, więc strona polska nie wiedziała o tajnych uzgodnieniach w Teheranie aż do spotkania w rok później. Uzgodnienia te, Stalin uznał jako uwolnienie go ze zobowiązania do negocjacji granicy polsko-sowieckiej. W styczniu 1944, artykułem w Izvestiach, otwarcie wystąpił z pretensjami do wschodnich terenów Polski. W tajnym memorandum ze stycznia 1944 ambasador Majski napisał do Stalina: „Polska będzie miała minimalne rozmiary.” Z punktu widzenia prawa międzynarodowego był to rozbój. Granice ustanowione w Rydze w 1921, zostały uznane na arenie międzynarodowej i pomimo aneksji Polski na mocy paktu Ribbentrop – Mołotow w1939, zgodnie z prawem międzynarodowym pozostały prawowitymi granicami pomiędzy Polską i Sowietami. Polityka Stalina polegała więc „na przyciskaniu Zachodnich sojuszników do ściany”, (co przychodziło łatwo) bez liczenia się z prawem międzynarodowym. USA najwyraźniej nie były zagrożone sowieckimi planami w Europie Środkowej. Brytyjczycy nie mieli serca, a później już możliwości do obrony interesów swojego Pierwszego Sojusznika. N. Davies proponuje odmienne stanowisko od prezentowanego przez oficjalną historiografię polską. Różnica jest bardzo istotna. Według historyków polskich („Wielka Historia Polski,” tom 5, 2003) Churchill ujawnił jakie były postanowienia Teheranu w czasie spotkania z Premierem Mikołajczykiem i ambasadorem Raczyńskim, 18 stycznia 1944. Działalność Rządu Polskiego w 1944 przedstawiana jest jako przejaw uporu, braku elastyczności czy walki o stracone pozycje. W tym świetle Powstanie Warszawskie miało być aktem desperacji lub próby postawienia wielkich mocarstw przed faktami dokonanymi. Autor „Rising’ 44” proponuje zupełnie nowe spojrzenie na działania Polaków oraz sojuszników. Niewątpliwym jest, że Churchill wielokrotnie naciskał na Polaków, aby osiągnęli kompromis z Sowietami. Robiono to brutalnie „wykręcając ręce” przedstawicielom Polski. Podczas w/w spotkania Churchill’a z Mikołajczykiem w styczniu 1944, polski premier został poinformowany o żądaniach Stalina i jego zamiarach powołania marionetkowego rządu na bazie niedobitków komunistów polskich. Jednakże, Zjednoczone Królestwo nie zajęło na temat granic oficjalnego stanowiska aż do końca lipca 1944, kiedy podejmowano decyzje o rozpoczęciu Powstania. Nie ujawniono też Polakom, że decyzje w sprawie granic zostały już podjęte w Teheranie! Tak więc, W. Churchill chciał zmusić rząd polski do ustępstw, ale nie przedstawiał tego jako sprawę już przesądzoną. Jest to sprawa zasadnicza, ponieważ, jeżeli decyzja już zapadła to, jaki był cel dramatycznej walki dyplomatycznej następnych kilku miesięcy (dyplomacji polskiej i angielskiej)? Po co Powstanie Warszawskie, zniszczenie Stolicy, wymordowanie elit przywódczych, 200, 000 zabitych? Co innego, jeżeli sytuacja była płynna i jej wynik zależał tylko od stopnia zaangażowania się mocarstw zachodnich oraz od determinacji Polaków. Tak więc, Rząd Polski, oceniając sytuację na podstawie dostępnych sobie informacji kontynuował walkę o granice i kształt państwa, popierając to w ostateczności zbrojnym powstaniem. Polacy wykazali wystarczająco dużo zdecydowania walcząc do końca. A co zrobili w tej sprawie nasi sojusznicy? Prawdą jest, że w pierwszej połowie 1944 dyplomacja brytyjska poświęciła Polsce bardzo dużo uwagi. Churchill chciał jakiegoś porozumienia polsko–sowieckiego zanim Stalin narzuci rozwiązanie jednostronne. Ale jak Anglicy rozumieli ten kompromis? Przykładem ich rozumowania jest notatka sekretarza A. Edena, Pierson Dixon’a, zarejestrowana w jego kalendarzu w lutym 1944: „poprzemy rozsądne rozwiązanie i nic więcej (nawet jeżeli alternatywą jest połknięcie Polski przez ZSRR).” Stanowisko Rządu Polskiego, pod naciskiem brytyjskim, ulegało zmianie. Polacy wiedzieli, że nie maja silnych atutów z wyjątkiem: porozumienia wojskowego z Anglią, wierności i ofiarności polskiego żołnierza oraz sytuacji geopolitycznej, jaka mogła zaistnieć po wojnie w Europie. Polacy rozpaczliwie próbowali obronić niezależny byt państwowy. Denerwowało to niektórych polityków brytyjskich. Jeden z nich tak określił upór Polaków: zachowują się jakby reprezentowali mocarstwo choć w rzeczywistości Polska jest „pigmejem wśród olbrzymów.” Historyk brytyjski twierdzi, że gdyby Alianci nas wtedy wsparli, sytuacja Powstania i powojennej Polski byłaby zupełnie inna. Stanowisko prof. Daviesa jest logiczne. Natomiast stanowisko wielu historyków polskich wydaje się być nadal pod wpływem historiografii sowieckiej oraz zachodnio europejskiej, które z oczywistych względów zwalają całą winę, za tragedię Polski, na samych Polaków. Wysiłki władz polskich ukazywane są przez nich jako przykład braku realizmu politycznego. Wydaje się, że należałoby zrewidować to stanowisko i przewartościować cały polski wysiłek, i dyplomatyczny i wojskowy? Co więcej, N. Davies rzuca dodatkowe światło na funkcjonowanie sojuszu wielkich mocarstw: na brak koordynacji, ukrywanie przed sobą najistotniejszych informacji i zwyczajną niekompetencję. W lutym 1944, Churchill ponownie ostrzegł premiera Mikołajczyka o zamiarach Stalina utworzenia marionetkowego rządu w Polsce. Premier brytyjski wiedział, że żądania Stalina są prowokacyjne i niemożliwe do przyjęcia dla Polaków. Stalin prowadził podwójną grę. Domagał się czystki elementów antysowieckich w Rządzie Polskim, poczynając od prezydenta. Jednocześnie utrzymywał nieoficjalne kontakty z Polakami. Polacy nie oczekiwali, że USA czy W. Brytania rozpoczną z Sowietami wojnę o kształt państwa polskiego. Mieli jednak podstawy sądzić, że kompromis, przy poparciu mocarstw zachodnich, jest możliwy. Istniało wiele takich sygnałów ze strony zachodnich sojuszników Polski. Do tych spraw jeszcze powrócę. Wśród samych Anglików opinie były podzielone. A.Eden uważał, że trzeba dać Stalinowi czego żąda „aby był zadowolony,” Do tego stanowiska skłaniał się Churchill. Rekompensatą miały być ziemie niemieckie (porozumienie w Teheranie nadal było utrzymane w tajemnicy). Jednakże, inni uważali, że Polacy nie powinni oddawać terenów wschodnich. Argumentowali, że byłoby to równoważne oddaniu przez W. Brytanię, Szkocji. O ile Churchill uważał porozumienie z Sowietami za zło konieczne, o tyle Amerykanie widzieli Stalina jako dobrodusznego „Wujka Józia.” N. Davies pisze, że z psychologicznego punktu widzenia Amerykanie reprezentowali „zaraźliwe i dziecinne pragnienie, aby widzieć Sojusz jako wielką szczęśliwą rodzinę.” Chcieli widzieć w zmaganiach z III Rzeszą „ moralną krucjatę Dobra przeciwko Złu.” Nie mieli w sobie też „cynicznej zmęczonej światem rezerwy brytyjskich imperialistów;” którzy wiedzieli, że zawierają pakt z diabłem. Od Amerykanów pochodzi nazywanie Rosjan, „demokratami kochającymi wolność.” Nie byli oni zainteresowani tym co wydarzyło się przed ich (USA) przystąpieniem do wojny. To znakomicie odpowiadało Stalinowi! Amerykanie posiadali potężny instrument aby wywrzeć nacisk na Rosję: dostawy sprzętu wojskowego dla armii sowieckiej. Można więc było oczekiwać, że USA będzie w stanie trzymać Sowiety w szachu! Ponadto prezydent Roosevelt był Demokratą mającym poparcie elektoratu składającego się w znacznej ilości z imigrantów polskich i oficjalnie deklarował, że jest przeciwny „wszelkim formom ekspansji lub podboju.” Roosevelt okazał się jednak na arenie międzynarodowej politykiem nieudolnym i bez wyobraźni. Z pozoru jego stosunek do Polski był życzliwy i kordialny. Reprezentanci Polski byli często i życzliwie przyjmowani w Waszyngtonie. W rzeczywistości Amerykanie uważali, że Polska nie jest ich problemem i wyłgiwali się z jakichkolwiek zobowiązań wobec Polaków. Przykłady takiego wyłgiwania się można mnożyć. W połowie 1943 ambasador USA opuścił swoje stanowisko. Mianowanie jego następcy, Arthura Bliss Lane’a zajęło ponad rok i nie zdążył on już na czas (przed Powstaniem Warszawskim). Inny przykład to sprawa dostaw samolotów. Zamiast 12 samolotów transportowych o długim zasięgu, na które czekano od grudnia 1942, Polacy otrzymali projektor i kamerę filmową w lipcu 1944. Jednocześnie, setki bombowców było co miesiąc wysyłanych do Anglii. Czy nie podobnie rozgrywają obecnie Amerykanie Sprawę Polską, w czasie tzw. „wojny z terroryzmem”? Z. Brzeziński tłumaczy to tym, że Polska jest obecnie jedynie „regionalnym” sojusznikiem USA a nie „strategicznym.” W społeczeństwach na Zachodzie i wśród polityków dominował podziw dla armii sowieckiej. Dla Amerykanów i Brytyjczyków, koszmarem byłoby zawarcie przez Niemców oddzielnego układu pokojowego z Rosją i zagarnięcie części Europy Zachodniej (po wyrzuceniu Niemców z Sowietów). Czy nikomu w Waszyngtonie nie przyszło do głowy, że Stalin obawiał się dokładnie takiego samego manewru ze strony Zachodu? W sprawie Polski, jej wschodnie prowincje zostały uznane przez Aliantów, jako niezidentyfikowana sfera wpływów Sowieckich. Jednakże, nie zdefiniowano dokładnie co to znaczy. Nie rozróżniono „militarnego teatru operacji” i „sfery wpływów” politycznych. Nie zastanawiano się jakie będą skutki polityczne, ekonomiczne i socjalne dla całego regionu. Nie widziano związku wkroczenia Sowietów z suwerennością okupowanych krajów i wpływu okupacji na bezpieczeństwo Zachodu po wojnie. USA zainteresowane były bardziej Persją i Chinami niż Europą Środkową. Czy był to tzw. pragmatyzm anglosaski? Raczej była to polityka chaosu, braku logiki, kompetencji i wyobraźni. Nie wspomnę o aspektach moralnych takiego postępowania. Czy tytuł „obrońców demokracji”, z którego Zachód jest tak dumny rzeczywiście mu przysługuje? Od wielkiego mocarstwa jakim była Ameryka można było oczekiwać głębszego zrozumienia sytuacji międzynarodowej. Myśl! Miesięcznik Narodowy Nr. 18 | |||