| ||||
|
w tym wydaniu:
Romuald Bury:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Grzegorz Pustkowiak:
Gary Schneider:
Cezary Rozwadowski:
Ryan Mauro:
David M. Dastych:
Kazimierz Murasiewicz:
Mirosław Owczarz:
Józef Darski:
Marek Czachor:
Iwo C. Pogonowski:
Marian Kałuski:
prawym okiem:
Jacek Bartyzel:
John Blain:
|
Kazimierz Murasiewicz OGÓRKI SEZONU OGÓRKOWEGO Przyzwyczailiśmy się określać porę letniej kanikuły mianem sezonu ogórkowego. W tym to czasie mogliśmy się spodziewać jedynie sensacji na temat spotkania z Yeti lub z potworem z Loch Ness i tym podobnych rewelacji. Aliści wybory parlamentarne i prezydenckie oraz osiągnięcia nasze na arenie polityki międzynarodowej dokonały zmian w tradycyjnym menu „ogórków” sezonu ogórkowego. Jako „danie główne” owego sezonu zaserwowano nam sprawy polsko-białoruskie. Z enuncjacji prasowych, radiowych i telewizyjnych dowiedzieliśmy się o łamaniu praw człowieka w państwie za Bugiem, walce tamtejszego prezydenta z opozycją /oczywiście demokratyczną/, a co najgorsze o szykanach wobec naszych rodaków tamże zamieszkałych. Wschodni satrapa nie uznał wyników wyborów do władz organizacji polonijnej, w zamian toleruje uprzedni zarząd. Siedzibę Związku zamknięto, gazetę polską również, choć w jej miejsce wychodzi ona pod redakcją poprzednich władz. Członkowie nowego zarządu, jak i publicyści im podporządkowani są permanentnie przesłuchiwani, sądzeni, przymykani. Nasi dyplomaci zaś bez pardonu wyrzucani. Trudności mają też polscy żurnaliści z przedostaniem się na Białoruś, a jeżeli im się to udaje, to spotykają ich utrudnienia w wykonywaniu dziennikarskiej misji. Z relacji z Białorusi dowiadujemy się o siermiężnym życiu codziennym naszych sąsiadów, zacofanej gospodarce typu socjalistycznego, braku wolności słowa, ubezwłasnowolnionej a do tego skłóconej opozycji. Czytelnicy o czułych sercach, co nie musi być tożsame ze światłością umysłów w kwestiach politycznych, dochodzą do jedynego słusznego wniosku: trzeba ratować Białoruś, naród białoruski i naszych rodaków zamieszkałych w tym strasznym kraju. Jednak co bardziej dociekliwi dostrzegą pewne analogie między wiadomościami przekazywanymi nam z Białorusi, a onegdajszymi z Gruzji czy z Ukrainy. Zauważenie tych podobieństw pozwala skonstatować, że serwowane nam danie jest cokolwiek nieświeże. Ten brak świeżości pogłębiany przez niekompletność, czy wręcz wybiórczość przekazywanych nam informacyj skutkuje brakiem zaufania do wiadomości zza Buga dostarczanych nam przez prasę krajową i stacje telewizyjne Nie wszystkiego bowiem możemy się dowiedzieć. Nie wiemy jak naprawdę wyglądały wybory do władz Związku. Musimy na wiarę przyjąć, że były demokratyczne i uczciwe. Docierają też tylko strzępy wiadomości o zarzutach wobec nowych władz co do zaginięcia pieczątek i sztandaru. Dowiadujemy się, że pierwszy prezes, p. Tadeusz Gawin uznał iż jako obywatel państwa białoruskiego ma prawo do własnych poglądów politycznych, również odmiennych od władz państwowych. Czy jednak ma prawo swoje poglądy narzucać jako obowiązujące całej organizacji społecznej? Tego dowiedzieć się nie sposób. Również z doniesień medialnych nie znamy stopnia poparcia szeregowych członków Związku dla upolitycznienia organizacji i udzielania przez nią poparcia dla rachitycznej opozycji. Gdyby jednak mniejszości narodowe w Polsce podjęły polityczne spory z naszymi władzami, to słusznie byłoby uznać iż jako obywatele Polski nie są lojalni lub przekraczają swoje uprawnienia. Chyba, że w myśl „poprawnych” politycznie kanonów mniejszości mają być uprzywilejowane, co jednak sprzeczne jest zasadami tak ubóstwianej przez postępowców demokracji. Ważne więc jest zarówno to co wiemy, jak i to czego nie wiemy i dlaczego występują te luki w naszej wiedzy /czyli kto stoi za informacją bądź dezinformacją/. Jeżeli mamy do czynienia nie tylko z informacją, ale i z dezinformacją, to uprawnione jest domniemanie iż chodzi o urobienie naszych poglądów na modłę obowiązującą. Chodzi o to abyśmy zaakceptowali i sami parli do ujednolicenia Europy i świata – jeden słuszny ustrój polityczny, jeden słuszny system gospodarczy, przy czym to nie my mamy decydować o tym co jest a co nie jest słuszne. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w socjalistycznym PRL-u mamy i w demokratycznej RP. Niestety rządy demokratycznej RP zamiast skupić się na polskiej racji stanu i dbać o nasze interesy narodowe w swym uwielbieniu wolności pojmowanej opacznie ochoczo przyjmują rolę krzewicieli demokracji i pragną nieść sztandar permanentnej rewolucji demokratycznej po całym świecie, a szczególnie do republik postradzieckich. Wszak wszyscy mają myśleć tak samo i urządzeni mają być tak samo wg kanonów społeczeństwa obywatelskiego. My już takowym jesteśmy. Społeczeństwo obywatelskie to jest takie, w którym nie ma nierówności, są tylko równi i równiejsi. Jest to społeczeństwo w którym obowiązujący wzorzec tolerancji narzuca równouprawnienie wszystkich poglądów, ale niektóre z nich są jedynie słuszne i powszechnie obowiązujące. Czy jest to w interesie tych społeczeństw i Polski – to pozostaje poza zainteresowaniem rządzących obecnie, a co gorsza zapewne też i po najbliższych wyborach. Tak więc sezon ogórkowy minie, ale niestrawności pozostaną udziałem nas wszystkich. Myśl! Miesięcznik Narodowy Nr. 18
| |||