now@ on-line  październik  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Igor Torbakov:
 
Marian Kałuski:
 
Stanisław Krajski:
 
Tomasz J. Kaźmierski:

Krzysztof Ligęza:

 
Romuald Bury:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Grzegorz Pustkowiak:
 
Gary Schneider:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Ryan Mauro:
 
David M. Dastych:
 
Kazimierz Murasiewicz:
 
Mirosław Owczarz:
 
Józef Darski:
 
Marek Czachor:
 
Iwo C. Pogonowski:
 
Marian Kałuski:
 
prawym okiem:
 
Krzysztof M. Raczyński:
 
Stanisław Bulza:
 
Zbyszek Koreywo:
 
Jacek Bartyzel:
 
John Blain:
 

Polemiki:

Marian Kałuski

Głupota i podłość

http://www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=9589

W sztokholmskiej witrynie internetowej „Wirtualna Polonia” dnia 18 września 2005 ukazał się paszkwil Mirosława Krupińskiego z Australii pt. „Krupińskizmy - wiersze i nie tylko. Z pola walki o miejsce przy mafijnym żłobie w Australii”. Paszkwil na moją osobę.

Mirosław Krupiński chwali się tym, że podczas I Solidarności należał do bliskich współpracowników Lecha Wałęsy. W 1987 roku wyjechał z Polski do Australii i w Albany, maleńskim miasteczku w stanie Zachodnia Australia, odległym wiele setek kilometrów od jedynego dużego miasta w tym stanie i jego stolicy – Perth. Można by rzec, że żyje na dalekim odludziu, a już na pewno na dalekim polskim odludziu. Jak mieszka tam kilka rodzin polskich to dobrze. Może nawet jest tak, że z nimi nie żyje w zgodzie i wiedzie los sienkiewiczowskiego samotnego latarnika. W Australii nie włączył się w nurt życia polonijnego i nic z siebie nie daje (poza ciągłym krytykowaniem innych). Jest po prostu nikim. Tę jego nicość potwierdza ciągłe życie przeszłością, ta wiara niby w swoją wielkość i ważność z okresu I Solidarności.

Takie osamotnienie nie wpływa dobrze na samopoczucie i zdrowie psychiczne nawet jak się ma rodzinę. A jak się jej nie ma – to życie jest nie do pozazdroszczenia. W tym Albany nasz Krupiński po prostu zdziwaczał. Dla mnie dziwactwem jest to, że taki niby wielki polityk z okresu I Solidarności nie wrócił do Polski po 1989 roku, aby tam walczyć o dekomunizację Polski – o lepszą Polskę. Siedzi tu na odludziu i zbija bąki. Jest typem totalnie aspołecznym! Ale widzi siebie jednak jako męża opatrznościowego Polski i narodu polskiego. Założył jakąś niby organizację pod nazwą Polonia Niezależna, ogłaszając się na „łamach” „Wirtualnej Polonii” jej dyktatorem. I to bez przesady. Pisał, że on jedem jedyny będzie w niej decydował o wszystkim, dopóki nie będzie taką organizacją jaką on sobie ubzdurał. Innym przykładem na zdziwaczenie jest to, że uważa się za wielkiego poetę. Pisze strasznie liche niby-wiersze do „Wirtualnej Polonii” i od czasu do czasu skrobnie jakiś tekst trudny do zrozumienia, gdyż klarownie pisać nie potrafi, czego najlepszym dowodem omawiany tu tekst „Krupińskizmy - wiersze i nie tylko”.

Bycie antykomunistą wśród Polonii australijskiej było i jest zjawiskiem powszechnym i sam się zaliczam do zdecydowanych antykomunistów. Krupiński jest jednak czymś więcej – jest fanatykiem antykomunistycznym. Tymczasem fanatyzm w czymkolwiek jest cechą zdecydowanie ujemną, jak każda inna skrajność. To nie tylko choroba umysłowa ale także rzecz bardzo niebezpieczna. Fanatyzm bowiem nie tylko dotyka nietolerancji, ale niesie z sobą sądy kapturowe i wszystkie inne akty kryminalne.

I właśnie taki sąd kapturowy odbył właśnie nade mną ów samozwańczy dyktator i jedyny nieskazitelny antykomunista Mirosław Krupiński w swoim prostackim i podłym pod każdym względem tekście „Krupińskizmy - wiersze i nie tylko. Z pola walki o miejsce przy mafijnym żłobie w Australii”.

Dokonajmy przeglądu tych bredni i podłości Mirosława Krupińskiego w tym tekście, które uczyniły z niego kryminalistę w świetle prawa australijskiego. Ale zacznijmy od wprowadzenia.

Otóż kiedy dopiero teraz dowiedziałem się, że urzędujący prezes Rady Naczelnej Polonii Australijskiej i Nowozelandzkiej, Janusz Rygielski, był w PRL członkiem komunistycznej PZPR o mało co nie spadłem z krzesła na tę wiadomość i z oburzenia. Rada Naczelna od samego początku swego istnienia była organizacją zdecydowanie antykomunistyczną i to z woli prawie całej Polonii australijskiej. Uważam, że dla komunisty czy nawet byłego komunisty nie powinno być w niej miejsca. Tym bardziej żaden były członek PZPR nie powinien piastować funkcji prezesa czy być członkiem jej prezydium. W takim duchu napisałem artykuł pt. „Krytycznie o Polonii australijskiej”, który najpierw (w lipcu br.) wydrukowała „Wirtualna Polonia”, a potem szereg innych witryn internetowych w kraju i na emigracji. Artykuł wywołał duże zainteresowanie – tak ludzi, jak to pisze Krupiński w omawianym przez nas tekście: „pozostających w ścisłej więzi z rządzącą do dziś w Polsce mafią”, jak i wśród wielu Polaków w Australii i za granicą.

Artykuł, jak już wspomniałem, wydrukowała jako pierwsza „Wirtualna Polonia”, której byłem przez półtora roku współpracownikiem. Gdybym był nim nadal, to brednie i potwarze Krupińskiego na pewno nigdy by nawet nie były napisane. Ja ostatnio zerwałem współpracę z „Wirtualną Polonią”, gdyż szanuję zasady demokracji, wolności słowa i tolerancji, co – jak stwierdziłem – nie jest aż tak ważne dla administratora „Wirtualnej Polonii”, Włodzimierza Kulińskiego. Wydaje mi się, że hołduje on powiedzeniu, że „cel uświęca środki”. A przede wszystkim irytował mnie właśnie ten antykomunistyczny fanatyzm, który przybierał bardzo niebezpieczne formy, i który właśnie zaprezentował jaskrawie Mirosław Krupiński w swoim na mnie paszkwilu zarzucając mi: „rozne przedsiewziecia w Polsce i Australii - nie oparte na scislej antykomunistycznej ortodoksyjnosci jaka w obecnej dyskusji p. Kaluski prezentuje” i widząc w tym coś złego, że: „W chaotycznej i w wiekszosci anonimowej (pyskówce internautów po moim artykule w „Wirtualnej Polonii” - Marian Kałuski) dyskusji wyplynelo troche szczegolow z p. Kaluskiego przeszlosci, do ktorych sie nie ustosunkowal i ktorym nie zaprzeczyl”.

„Wirtualna Polonia”, jako jedna z niewielu witryn, umożliwia byle komu bez logowania się anonimowe wypowiadanie się po zamieszczanych tekstach. To ma być przynętą dla zdobycia czytelników. W wypadku „Wirtualnej Polonii” stało się to przynętą dla wszystkich kretynów i podłych ludzi; starczy przeglądnąć posty w „Wirtualnej Polonii”, aby zgodzić się z tym co tutaj napisałem. A więc z otwartej „Wirtualnej Polonii” korzystają bardzo często ludzie głupi, którzy w ten sposób mogą sobie dowolnie pohasać w witrynie i wyładować swe frustracje, wypisując co im się rzewnie podoba. W tym także zniesławiać w sposób bardzo ordynarny autora artykułu. Oczywiście po takim artykule jak „Krytycznie o Polonii australijskiej”, mówiącym o komunistycznej przeszłości Janusza Rygielskiego, w witrynie zaczęli grasować także ludzie Rygielskiego, a kto wie czy nie on sam i ktoś z Konsulatu RP, radia SBS i „Tygodnika Polskiego”, gdyż w wielkiej polemice (ponad 400 postów) i tym instytucjom się sromotnie oberwało. Ich celem nie była polemika z tym co napisałem, bo z PRAWDĄ nie można przekonywująco polemizować. Toteż ich pyskówki miały tylko jeden cel – zdyskredytowanie jego autora, czyli mnie. Korzystając z pełnej bezkarności pisali co im się rzewnie podobało. Pisano więc najpodlejsze kłamstwa wierząc, że znajdą się ludzie, którzy w to uwierzą.

No i znaleźli się : Mirosław Krupiński i Włodzimierz Kuliński.

Za te „pyskówki” jak nazwał posty Krupiński nie odpowiadają tyle internauci co administrator „Wirtualnej Polonii”, a najmniej autor jakiegokolwiek artykułu. Nawet jak zabiera głos w polemice. U Krupińskiego wychodzi na to, że jak zabiera głos – źle, jak nie odpowie na kretyńskie zarzuty – też źle.

Ja nie musiałem odpowiadać na wszystkie stawiane mi podłe zarzuty przez anonimów. Inteligentny człowiek anonimowe wypowiedzi w witrynach czy anonimowe listy wyrzuca do kosza. Bo tylko tam jest ich miejsce. Niestety, dla Krupińskiego i Kulińskiego anonimy to wystarczający dowód do oskarżenia tej czy innej osoby o to czy o tamto. Tymczasem dla ich własnego dobra (w odniesieniu do prawa) ich obowiązkiem było zwaryfikowanie tych pomówień.

Z drugiej strony jak inteligentny człowiek może w ogóle myśleć o weryfikacji takich jawnych, namacalnych kłamstw, że Marian Kałuski, jak pisze Krupiński: „dawał sobie buzi z pomagdalenkowym Walesa i z aktualnym szefem mafii rzadowej w Polsce – Kwasniewskim, co owocuje odznaczeniami dla p. Kaluskiego”. Można było ew. sprawdzić czy Kałuski, jak pisze znowu Krupiński, współpracuje z „Gazetą Wyborczą” i „jej Redaktorem Naczelnym – Michnikiem”.

Ja Wałęsy i Michnika nie znam ani osobiscie ani z nimi nie korespondowalem; nie byłem i nie jestem współpracownikiem „Gazety Wyborczej”; z Kwaśniewskim również się nie znam. Odznaczenie otrzymałem od rządu emigracyjnego w Londynie, co potwierdza dyplom, który posiadam. I otrzymałem tylko to jedno odznaczenie!

I jeszcze jedna ważna rzecz, a co mi zarzucił Krupiński: nidgy nie współpracowałem z Radą Naczelną i nigdy nie czerpałem żadnych korzyści poprzez Radę Naczelną!

Krupiński podważa zaufanie do mojej STAŁEJ I NIEZMIENNIE NEGATYWNEJ postawy antykomunistycznej i znowu powołując sią na ANONIMY pisze, bez PODANIA JAKICHKOLWIEK SZCZEGÓŁÓW i bez uprzedniego sprawdzenia tych spraw, że były jakieś: „rozne przedsiewziecia w Polsce i Australii - nie oparte na scislej antykomunistycznej ortodoksyjnosci jaka w obecnej dyskusji p. Kaluski prezentuje.

I znowu, dla Krupińskiego i Kulińskiego anonim jakiegoś mojego wroga jest na tyle wiarygodny, że bez mrugnięcia okiem uważają gp właśnie za wiarygodny i jako dobry kij na Kałuskiego!

O co tu chodzi? O nic innego jak o próbę zaszargania mojej opinii rzekomymi komunistycznymi koneksjami! W Australii nazwanie kogoś komunistą czy bezpodstawne zarzucanie komuś sympatii prokomunistycznych czy współpracy z komunistani jest sądownie karalne, wg orzeczenia sędziego Healy w Sądzie Okręgowym w Sydney w 1973 roku.

Kłamstwem/insynuacją jest również i to, że rzekomo gdzieś w jakichś witrynach (jakch p. Krupiński, jakich?; i kiedy?) powołuję się na współpracę z Krupińskim i z jego organizacją.

I znowu Krupiński zapomniał zweryfikować te informacje zanim postanowił je publicznie ogłosić. Krupiński i Kuliński nagminnie uważają, że weryfikowanie takich informacji nie należy do obowiązków każdego szanującego się człowieka i dziennikarza, za którego obaj chcą uchodzić. Jak już pisałem, organizacja Krupińskiego to dla mnie stek nonsensów, pod którymi nie chciałem się podpisać, zachęcony do tego przez niego na łamach „Wirtualnej Polonii” (mam odbitkę naszej polemiki).

Jednakże największą superbombą i kłamstwem jest to że, tak naprawdę to wypowiedziałem walkę Januszowi Rygielskiemu, gdyż sam należę do „mafii” i walczę o stołek prezesa Rady Naczelnej. Podbudować ten zarzut ma to, że nie zwalczam Rady naczelnej jako takiej, a tylko uważam, że Rygielski, jako były członek PZPR, nie powinien być prezesem Rady.

Nie myślałem, że Krupiński i Kuliński są aż tak niepoważnymi osobnikami! Jak można wybrać kogoś na prezesa, skoro ten ktoś (w tym wypadku Kałuski) nie należy do żadnej organizaji członkowskiej, a to jest podstawą do kandydowania?!

No cóż, złośliwość jest zawsze bezgraniczna i głupia.

Niestety, fanatyzm i nienawiść zrobiły nikczemników z Krupińskiego i Kulińskiego! Bowiem to co zrobili ze mną w tekście „Krupińskizmy - wiersze i nie tylko. Z pola walki o miejsce przy mafijnym żłobie w Australii”, jest niczym innym jak znaną w języku prawniczym próbą MORALNEGO MORDERSTWA! A to jest KRYMINAŁ w świetle prawa australijskiego o na pewno wszystkich innych państw! A na pewno w świetle sprawy sądowej między Tadeuszem Handerekiem a Marianem Gadem w Sądzie Okręgowym w Sydney w 1973 i werdyktu sędziego Healy.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl