now@ on-line  październik  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Igor Torbakov:
 
Marian Kałuski:
 
Stanisław Krajski:
 
Tomasz J. Kaźmierski:

Krzysztof Ligęza:

 
Romuald Bury:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Grzegorz Pustkowiak:
 
Gary Schneider:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Ryan Mauro:
 
David M. Dastych:
 
Kazimierz Murasiewicz:
 
Mirosław Owczarz:
 
Józef Darski:
 
Marek Czachor:
 
Iwo C. Pogonowski:
 
Marian Kałuski:
 
prawym okiem:
 
Krzysztof M. Raczyński:
 
Stanisław Bulza:
 
Zbyszek Koreywo:
 
Jacek Bartyzel:
 
John Blain:
 

 

Marian Kałuski

 Uparte wspieranie „lewej nogi”

W niedzielę, 25 września br. odbyły się wybory parlamentarne w Polsce, w wyniku których władzę utracili postkomuniści. Ale czy utracili ją naprawdę?

Od 2001 roku do końca września 2005 Polską rządził w imieniu narodu, tj. jego większości, postkomunistyczny Sojusz Lewicy Demokratycznej. Zresztą nie po raz pierwszy. Po raz pierwszy naród zdecydował się na oddanie władzy postkomunistom w 1993 roku, a więc zaledwie cztery lata po upadku komunizmu w Polsce. Oddano władzę w ręce tych, którzy przez 45 lat sprawowali władzę w imieniu Kremla i całkowicie w interesie Związku Radzieckiego, co nie tylko odbierało Polsce i narodowi polskiemu wolność -niepodległość i suwerenność dla kraju i wolność osobistą dla większości Polaków, ale co także było powodem niemiłosiernego okradania Polski przez naszego wschodniego sąsiada. Jak wielkie było to okradanie poświadcza chociażby to, że kiedy za komuny był dotkliwy brak żywności w Polsce, to natychmiast po upadku komunizmu było jej aż za wiele.

Naród polski również dwukrotnie – w 1995 i 2000 roku – wybrał na prezydenta byłego komunistycznego ministra – Aleksandra Kwaśniewskiego.

Oto owoc niemądrej polityki wielu przywódców politycznych wywodzących się z ruchu Solidarności, którzy w 1989 roku objęli władzę w Polsce. Partie związane ze związkiem zawodowym, czyli de facto także robotnicze tak jak ich poprzednicy komunistyczni, nie potrafiły spojrzeć na problemy państwa i narodu inaczej niż przez okulary związkowców czy częściej pseudozwiązkowców i nie potrafiły rozliczyć z grzechów dygnitarzy PRL, z którymi już od samego początku pili wódkę. Doprowadziło to do tego, że dla przeciętnego Polaka zacierała się różnica między rządcami PRL a rządcami III Rzeczypospolitej. Stąd zaczęły wygrywać hasła populistyczne. I stąd brała się jakże naiwna postawa społeczeństwa: głosuję na tego, kto obieca mi, że da mi ptasie mleczko (którego przecież nie ma!). Postkomuniści okazali się być większymi cwaniakami i dwukrotnie wygrali wybory w postkomunistycznej Polsce. Tym bardziej, że za pierwszym razem wsparł ich nie kto inny jak sam Lech Wałęsa!

W momencie tak bardzo przełomowym w historii Polski zabrakło prawdziwej polskiej prawicy – tego naszego Mojżesza, który mógłby nas wyprowadzić z PRL nie do PRL-bis, ale do normalnie funkcjonującego demokratycznego narodu.

W konsekwencji sprawowania władzy przez komunistów w latach 1993-97 i 2001-2005 i pod ochronnymi skrzydłami ICH prezydenta, postkomuniści wykorzystując trzymaną w garści 8 lat trwającą władzę i przez często jawną kradzież prawatyzowanego majątku państwowego przemienili się w kapitalistów, którzy dzisiaj i chyba już na zawsze będą mieć duży wpływ na życie gospodarcze kraju. A kto ma pieniądze ten ma władzę, zgodnie z powiedzeniem, że pieniądz rządzi światem.

W taki to sposób niewyrobiony politycznie naród polski ufundował sobie na zawsze garb lub wrzód na pewnej części ciała.

Ludzie władzy to nie tylko elita aktualnie rządząca krajem. Bowiem od wielu już lat nie było i nie ma na świecie rządów, które byłyby wolne od wpływów na nie ludzi ze strefy pozarządowej – ludzi ze świata biznesu. Dzisiaj każdy rząd na świecie jest de facto narządziem w rękach kapitału. Dlatego w krajach takich jak np. Wielka Brytania czy Australia całkowicie czy prawie całkowicie zanikła różnica między – w wypadku Australii, gdzie mieszkam – Partią Liberalną i Partią Socjalistyczną (Australian Labor Party). Będąc u władzy obie wysługują się wielkiemu kapitałowi. Co więcej, liderzy ALP są dzisiaj także milionerami, żyją jak milionerzy i utrzymują kontakt towarzyski wyłącznie z milionerami.

Podobnie jest i w dzisiejszej Polsce. Stąd naród określił nasz kraj „Rzeczpospolitą kolesiów”. Taki miliarder Kulczyk jest w pałacu prezydenckim osobą bardziej poważaną i osobą, z którą prezydent bardziej się liczy niż z prymasem Polski, który bądź co bądź sprawuje kontrolę duchową nad ponad 30 milionami Polaków! Tak jest za prezydenta Kwaśniewskiego i tak będzie za prezydenta Tuska czy Kaczyńskiego.

Stąd Mieczysław Ryba w „Naszym Dzienniku” (28.9.2005) pisze bez żadnych ogródek w swoich refleksjach powyborczych („Mozajka powyborcza”): „Rodzi się pytanie, czy zwycięskie PiS będzie w stanie pociągnąć zasadniczą linię zmian? Patrząc na różnych działaczy PiS-owskich, wcale nie możemy być pewni, że "stronnictwo wysokiego biznesu" nie będzie miało tam swoich wpływów. Wpływy te mogą się pokazać szczególnie w sytuacji sprawowania władzy przez PiS. Jeśli zatem partia braci Kaczyńskich nie zrobi po wyborach zasadniczych ruchów w celu eliminacji patologii korupcji w kraju, niedługo może się okazać, że układ PO - PiS zacznie przypominać dawną koalicję AWS – UW...”.

Pamiętamy dobrze jak to prezydent Lech Wałęsa w 1992 roku wspierał „lewą nogę” i tym wspieraniem postkomunistów doprowadził do ich zwycięstwa w wyborach w 1993 roku.

Dzisiaj słyszymy ponownie o wspieraniu „lewej nogi”. Jeszcze nie ucichły echa powyborcze, a już tak Tusk jak i Kaczyńscy powiedzieli, że będą popierać kandydaturę Aleksandra Kwaśniewskiego na sekretarza generalnego Organizacji Narodów Zjednoczonych (Radio SBS 27.9.2005). Że to niby będzie to dobre dla Polski.

Dla mnie nie jest to niczym innym jak ponownym wspieraniem „lewej nogi” przez czołowych polityków polskiej „prawicy”. Bowiem z tego czerpać może korzyści jedynie osłabiony w ostatnich wyborach postkomunistyczny Sojusz Lewicy Demokratycznej, którego trawiła korupcja i który nie potrafił nawet w najmniejszym stopniu rozwiązać problem bezrobocia w Polsce, które procentowo jest najwyższe spośród wszystkich krajów unii europejskiej. To dla niego wielki atut polityczny i wielka reklama – i to za darmo. A co do tego, że zajmowanie stanowiska sekretarza generalnego przez Kwaśniewskiego będzie dobre dla Polski, mam duże wątpliwości. Ten człowiek przez 10 lat na stanowisku prezydenta Polski zrobił niewiele dobrego dla naszego kraju. Zawsze pracował dla siebie i swoich kolesiów. Jaki jest jego prawdziwy stosunek do Polski, Polaków, polskiej racji stanu i polskiej historii udowodnił kilka lat temu na cmentarzu w Charkowie, w Jedwabnem i jak sobie na lotnisku drwił ze swoim kolesiem z papieża Jana Pawła II!

Czy Polacy są i przed szkodą i po szkodzie z lat 1993-1997 i 2001-2005 ciągle głupi?!

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl