| ||||
|
w tym wydaniu:
Jerzy Przystawa:
Jeffrey R.Nyquist :
Marcin Małek:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Romuald Lazarowicz:
Jerzy Przystawa:
Wojciech Błasiak:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Marian Kałuski:
Phyllis Schlafly:
Witold Filipowicz:
Stanisław Bulza:
Sławomir Olejniczak:
Maciej Giertych:
|
Cezary Rozwadowski CZARNE CHMURY NAD BIAŁORUSIĄ Już niemal zapomnieliśmy o przypadkach pobicia dzieci dyplomatów rosyjskich w Warszawie oraz pracowników ambasady polskiej w Moskwie. Okazały się one zdarzeniami incydentalnymi, jak sądzę dlatego iż nie spełniły swego zadania, nie wywołały histerii antyrosyjskiej wśród Polaków ani antypolskiej wśród Rosjan, nie udowodniły też że Polacy dyszą nienawiścią do Rosjan ani odwrotnie. Oznacza to że nie udały się próby przeniesienia animozji polityczno-ideologicznych na płaszczyznę waśni narodowościowych, jak zrobiono to w byłej Jugosławii. Państwowe stosunki polsko-rosyjskie, od czasów polskiej transformacji są nie najlepsze z powodu „wykruszenia się” Polski ze strefy wpływów imperialnych Rosji. Sądzę jednak że Rosja kiedyś by to przebolała i nawet nauczyła by się z tego korzystać. Jednak w Polsce są wpływowe siły, dążące do likwidacji związków gospodarczych, kulturowych, politycznych, militarnych itp. Polski z Rosją i uzależnienia Polski od Zachodu a szczególnie od USA. Wspólny front Fundacji Batorego, Gazety Wyborczej, PiS, PO i innych agend tej samej firmy, stara się jątrzyć nasze stosunki z sąsiadami. Tym sposobem, Polska po raz kolejny w swych dziejach stałaby się państwem frontowym, psem łańcuchowym obszczekującym Rosję i Białoruś z najbliższej odległości. Państwem frontowym w przenośni i dosłownie. Osaczone Rosja i Białoruś, szukają sojusznika w Chinach a to już „nie przelewki”. Wspólne ćwiczenia Rosyjsko-Chińskie pod kryptonimem „Pokojowa misja 2005” zaniepokoiły pana Busha, który sam prowadzi szereg „misji pokojowych” i odgraża się Iranowi kolejną „misją pokojową” wykładając „na stół” negocjacyjny, opcję uderzeń jądrowych. W razie konfliktu zbrojnego, to na polskiej ziemi (jak przewidywał Brzeziński), nad Wisłą znajdą się cele rosyjskich uderzeń jądrowych. A Rosjanie nie inwestują w precyzję swoich rakiet jądrowych, inwestują w wagomiar ładunków jądrowych czyli w duży promień rażenia, kompensujący niedokładności trafienia. Zniszczenie np. ważnego celu punktowego, spowoduje „wyparowanie” wraz z tym celem, jednego albo dwóch naszych powiatów. Ale któż by przejmował się losem Polaków. Wojska Polskiego to my już też niestety nie mamy, mamy armię najemników, którzy służą temu kto zapłaci więcej i to wówczas, kiedy ryzyko śmierci jest niewielkie. Wartość armii najemnej sprawdza się dziś w Iraku w starciu z armią ochotniczą. I po raz kolejny okazuje się że żołnierz walczący dla pieniędzy, zawsze przegra w starciu z żołnierzem walczącym dla idei. Osobiście nie wierzę aby Polskę obronili najemnicy. Polska została więc zatrudniona w charakterze pionka do nękania Rosji. Po zorganizowanym na skutek ingerencji sił zewnętrznych (w tym z Polski), „pomarańczowym przekręcie” na Ukrainie, przyszła kolej na Białoruś. Właśnie trwa bitwa o Białoruś z wykorzystaniem sił i środków Polski. Jak wiadomo Białoruś jest państwem suwerennym i jako takie, nie może pozwolić na ingerencję w jej sprawy wewnętrzne, siłom zewnętrznym. Te siły zewnętrzne, usiłują od czasu rozpadu ZSRR, podporządkować sobie Białoruś i dążą do obalenia bądź co bądź legalnej władzy państwa białoruskiego oraz przejęcia jej, przez sterowane z Zachodu marionetki. Zawsze intrygował mnie problem, dlaczego w ludziach siedzi coś, co każe im „przerabiać” innych według swego „widzimisię” na swoich sobowtórów. Muzułmanie chcą aby wszyscy ludzie byli muzułmanami, katolicy – katolikami, świadkowie Jehowy natarczywie domagają się poszerzenia swej grupy, demokraci chcą aby wszędzie panowała demokracja, liberałowie aby wszyscy akceptowali „wolnoamerykankę”, wielbiciele totalitaryzmu aby totalitaryzmy pleniły się wokół a pederaści aby wszyscy byli pederastami. To irracjonalne „chciejstwo”, gdzieś u podstaw ma zapewne podłoże materialne, bowiem wymaga nakładów i ofiar materialnych. Nie ma też innego logicznego uzasadnienia, jak uzyskanie korzyści z dokonania przewrotu na Białorusi. Kto na taką korzyść liczy? Z pewnością nie Polska i Polacy ale przygotowywanie tego przedsięwzięcia wykonuje się polskimi rękami, realizując wytyczne schowanych za naszymi plecami mocodawców. Z wrzaskiem „demokracja dla Białorusi”, „Łukaszenka – ciemiężca Białorusinów”, ze wszystkich stron „siewcy wolności” zaatakowali Białoruś. I nikogo nie interesuje to że, obywatele Białorusi są uszczęśliwiani demokracją, wbrew ich woli. W Waszyngtonie i tak lepiej wiedzą, czego potrzeba Białorusinom do szczęścia. Chamstwo to subtelne określenie takiej działalności. Jednak próba „demokratyzacji” została trafnie rozpoznana przez prezydenta Łukaszenkę, jako znane z ekonomii „wrogie przejęcie” Białorusi (tak jak to się stało z Polską). Białoruscy „demokraci” spokrewnieni blisko z partiami żydowskimi i prożydowskimi w Polsce (UW, SDPL, PO, PiS, AWS), zostali odsunięci od władzy i umknęli do Polski. Judeoglobalistyczny ośrodek jednak nie zwykł puszczać płazem takiego afrontu, bo nie tylko małe ale i wielkie narody klęczą u ich stóp a tu taka maleńka Białoruś, nie chce żadnej „pomocy” i co najgorsze chce rządzić się sama, czyli decydować co dla niej dobre a co złe. Rozgłośnia radiowa w Kolonii (niem.), podała że „wszystkie próby zachodnich organizacji i fundacji, dążące do zapoczątkowania reform na Białorusi, zakończyły się niepowodzeniem”. Jako rokująca szansę na sukces, oceniona została za to, przygotowana przez Fundacje Bertelsmanna strategia, zawierająca „konkretne środki" do użycia w celu dokonania przewrotu w Mińsku. Niemieckie Radio doniosło też że, „...zaledwie prawie połowa Białorusinów mogłaby się dziś zaangażować w przemiany w kraju – niezbędnej zmiany politycznej, natomiast pragnie jedynie 17 procent (ludności)". Interpretacja powyższej konstatacji, bez mylących eufemizmów brzmi tak: 17% obywateli Białorusi (łącznie z wyeksportowanymi tam rewolucjonistami i przekupioną obietnicami warchołów) – może poprzeć czynnie przewrót rządowy. W tej „połowie” która może poprzeć „rewolucję” jest już wymienione 17%, czyli ok. 33% obywateli Białorusi nie przeszkadzałoby w zrobieniu rewolucji czyli to ci którzy nie będą przeszkadzać nie chodząc do wyborów bo im to „wszystko jedno” kto rządzi. Pozostałe 50% Białorusinów jest zdecydowanie za Łukaszenką. Stosunek sił 17:50 na korzyść Łukaszenki, nie daje zamachowcom najmniejszej szansy. W tej krytycznej sytuacji przypomniano sobie o możliwości wykorzystania mniejszości polskiej na Białorusi. W tym celu wydano odpowiednie wytyczne a „nasi” politycy gorliwie zajęli się „przebudową” organizacji Związku Polaków na Białorusi na antypaństwową „V kolumnę”. Jak pisze St. Michalkiewicz – „... minister wysoce zagraniczny, Rotfeld mianował Polonię białoruską po prostu - opozycją dla Łukaszenki (w zastępstwie nie istniejącej białoruskiej opozycji) co ułatwiło temu ostatniemu likwidację wpływów polskich w tym kraju. To z pewnością podoba się Niemcom, którzy stoją niewzruszenie na strategicznym partnerstwie z Rosjanami. To wspaniały prezent dla KGB-cara Putina - wykonany w dodatku polskimi rękami...”. Po prostu Białoruś wepchnęliśmy w otwarte ramiona Rosji. Czyn ten może z powodzeniem kandydować do miana politycznej „głupoty tysiąclecia”. W przygotowanie przewrotu na Białorusi, zaangażowała się ambasada RP w Mińsku. Zorganizowała Zjazd właściwych ludzi pod szyldem ZPnB, wybrano nowe władze wskazane przez inspiratorów z Angeliką Borys na czele. Ale władze Białorusi nie uznały legalności tego wyboru i na dodatek wydaliły polskiego dyplomatę jak sądzę uwikłanego w te sprawy. „Nasze” media jednak informowały tak jak by to wydalono go za to iż jego fizjonomia Łukaszence nie przypadła do gustu. Później bardzo zagraniczny min. Rotfeld, odwołał naszego ambasadora oraz nastąpiły represje (zresztą bardziej cywilizowane niż w bazie Quantanamo) wobec członków nowych władz Związku. Ostatnio, Łukaszenka podpisał dekret o zakazie finansowania działań o charakterze politycznym i społecznym ze środków zagranicznych. I ten dekret, chyba rozwiąże problem białoruskiej rewolucji, skończy się finansowanie działalności wywrotowej przez zagranicznych sponsorów i skończy się „opozycja”. Politycy z Polski a na ich polecenie usłużne media, niezmiennie przedstawiają się jako obrońcy naszych rodaków na Białorusi. Jeśli ktoś buntuje mniejszość narodową przeciw władzy państwowej, to działa na szkodę tej mniejszości a nie w jej interesie. Czy gdyby np. władze niemieckie buntowały Niemców, obywateli polskich nakłaniając ich do działalności wrogiej wobec państwa polskiego to władze polskie „sypnęły by” przywilejami dla mniejszości niemieckiej? Od buntowania Polonii przeciw władzom Białorusi, nic a nic nie polepszy się naszym Rodakom tam żyjącym a raczej pogorszy. Los Polonii białoruskiej można polepszać tylko w porozumieniu z władzami tego kraju, niezależnie jaka ta władza jest. Ale co w naszym imieniu, proponują nasze władze Białorusinom zamiast „ostatniej dyktatury w Europie (cyt. Condolizy Rice)? proponują im tzw demokrację czyli wolność a ci „durni Białorusini” wolą chleb niż wolność. Nauczyli się widocznie na naszej wpadce, że wolnością dzieci nie nakarmisz. Wolność bez zabezpieczenia ekonomicznego, bez środków na jej konsumpcję, jest pojęciem pustym, całkowicie bezwartościowym. Jeśli wolny człowieku, możesz dokonać nieskrępowanego wyboru - pod którym płotem masz szczeznąć z głodu, to taka wolność, nie jest obiektem pożądania. Jeśli ktoś proponuje Białorusinom demokrację jaką nam „zafundowano”, to pewnie nie znajdzie ona nabywców. Cóż to za demokracja w której ľ obywateli nie chodzi do wyborów bo czują się wykluczeni z życia publicznego. A dokładnie to Polacy nie głosują głosuje Ľ obywateli czyli wszelkie mniejszości, narodowe, seksualne, etyczne, estetyczne, psychiczne, ekonomiczne itp., to „oni” ustanawiają władzę w Polsce bo tylko oni głosują (nie licząc Polaków – optymistów takich jak ja, liczących na to że mogą coś zmienić). Zdziwiłbym się gdyby „Białorusy na to poszli”, bo innej demokracji niż demokracja w wersji polskiej, nikt nie zamierza im podarować. Zgłoszono nawet pomysł dywersyjnej rozgłośni radiowej, nadającej za pieniądze polskiego podatnika, program dla opozycji białoruskiej. Mało tego, wyasygnowana została z budżetu Państwa Polskiego pewna suma pieniędzy na radiową dywersję ideologiczną na Białorusi. Na szczęście prawo międzynarodowe wymaga na takie przedsięwzięcie zgody władz Białorusi. Myślę że sprawa „rewolucji” na Białorusi jest „rozwojowa” i czeka nas niejeden zwrot akcji. Judeoglobaliści z pewnością nie zechcą dać za wygraną a i Rosja (bo to ona gra główną rolę), chyba już więcej nie „odpuści”. Białoruś coraz bardziej zamienia się w detonator konfliktu, uzbrajany niestety polskimi rękami na własną zgubę. „Graviora manent”(łac.) - najgorsze dopiero nadejdzie. www.patrioci.pl | |||