now@ on-line  wrzesień  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Ryan Mauro:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Henryk Łupiński:
 
Adam Wielomski:

Romuald Bury:

 
Jerzy Przystawa:
 
Jeffrey R.Nyquist :
 
Marcin Małek:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Romuald Lazarowicz:
 
Jerzy Przystawa:
 
Wojciech Błasiak:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Marian Kałuski:
 
Phyllis Schlafly:
 
Witold Filipowicz:
 
Stanisław Bulza:
 
Sławomir Olejniczak:
 
Maciej Giertych:
 
Stanisław Bulza:
 
Zbyszek Koreywo:
 

 

Henryk Łupiński

POJEDNYWACZE

Do niedawna furorę na lewackich salonach robili przepraszacze. Tę modę jako styl obowiązujący starano się narzucać społeczeństwu za pośrednictwem mediów. Stanowiła ona twórcze rozwinięcie dialogu bez baczenia czy rozmówca ma zamiar dialogować, choć obskurantom i reakcjonistom wydawało się, że do dialogu potrzebne są dwie strony. W przepraszaniu jako obowiązującej społecznie normie pominięto taki drobiazg jak określenie - kto, kogo i za co ma przepraszać.

Dla zaspokojenia postępowych ciągot przepraszającymi obowiązkowo musieli być Polacy. Wypadało przepraszać Żydów za Holocaust, zapewne dla odciążenia z winy Niemców. Z kolei Niemców należało przepraszać za skutki II wojny światowej, a co za tym idzie za Poczdam i przesiedlenia. Trzeba też było przepraszać Ukraińców za mordy na Polakach jako przejawy słusznego dążenia do ichniej niepodległości. Nie wymagano aby winowajca czy zbrodniarz przepraszał za swoje niecne czyny. Ten obowiązek spadał w ideologii przepraszania na ofiarę. Aby być w porządku należałoby na wszelki wypadek przeprosić wszystkich za wyznawanie naszej wiary i samo bycie Polakami, i w ogóle za to że żyjemy.

Ostatnio jednak jesteśmy świadkami kolejnego stadium tej samej mody tych samych twórców. Obecnie aby być modnym /właściwie nie używa się już słowa „moda” jako zbyt spolszczonego, ale mówi się o byciu „trendy”/ należy dokonywać aktów pojednania. Co prawda do pojednania też potrzebna jest dobra wola dwóch stron. Jedna z nich winna wyznać swoje winy, uderzyć się we własne piersi z wyraźnym „mea culpa”, podjąć się zadośćuczynienia wobec skrzywdzonych i dopiero po odpokutowaniu krzywd, zadośćuczynieniu za nie, pokornie oczekiwać aż druga strona wyrazi wolę pojednania. Takie jednak myślenie okazuje się obecnie wstecznictwem. To pokrzywdzony powinien upraszać swego prześladowcy łaski pojednania. Wypada wręcz aby poszkodowany nie oczekiwał ekspiacji lecz wręcz parł do pojednania - bez wyznania winy, prośby o wybaczenie, zadośćuczynienia za nią, pokuty ze strony swego krzywdziciela.

Dobrej nauki udzielił w tym względzie krnąbrnemu narodowi eksprezydent L. Wałęsa. Wpierw pojednał się z eksprezydentem W. Jaruzelskim na wyżej przedstawionych, tj. opacznych warunkach. Co prawda ich odwrócenie nie było bezinteresowne bo to Wałęsie zależało na wystawieniu przed kamerami telewizji świadectwa moralności przez swego i narodu onegdajszego ciemiężcę. Jaruzelski żadnego interesu wobec petenta nie miał, więc bez żenady podążył za modą przyjmując warunki pojednania wedle obowiązujących opacznych standardów. Eksprezydent postanowił jednak pójść za ciosem /wymierzonym w poczucie godności i zdrowy rozsądek/ i zapragnął pojednać się z obecnie urzędującym prezydentem, oczywiście /?/ bez baczenia na dawne i obecne dokonania tego dla, czy raczej przeciw swojej ojczyźnie. Tak też i zrobił, już bardziej bezinteresownie, ale za to w pełni trendy.

Pojednywanie nie ogranicza się do wyższych sfer - jak prezydent z prezydentem. W jeszcze lepszym tonie jest przekraczanie granic państw tak, aby w ramiona wpadały sobie całe narody. Takim wydarzeniem nadążającym za duchem czasu było ostatnio pojednanie polsko-ukraińskie realizujące się na bazie otwarcia Cmentarza Orląt we Lwowie. Aby mogło ono spełniać warunki pojednania przyjęte przez lewicowo-liberalne elity dokonane zostało w jedną stronę. Nagłośniono samo otwarcie Cmentarza przy wyciszaniu ukraińskiej niechęci, przedłużających się w nieskończoność terminach, „korektach” patriotycznego wystroju nekropolii. W zamian całkowicie poddano procesowi zapomnienia zbrodnie UPA na Polakach. A na dokładkę przyobiecano umożliwienie wznoszenia pomników ku czci zbrodniarzy na terenie Polski. Ot i pojednaniu stało się zadość. Pełen sukces.

W pojednaniach sprzecznych z interesem narodowym mamy zresztą już doświadczenie. Uprzednio na tej niwie doszło do osiągnięć w relacjach z Niemcami. Wybaczyliśmy bez oglądania się na poczucie takiej potrzeby ze strony adresatów wybaczenia. Prosiliśmy o wybaczenie, nie mając podstaw do poczucia winy za cudze krzywdy. Wraz z rozpanoszeniem się u nas liberalnej wizji demokracji marginalizacji uległy obchody i informacje medialne o 1-szym września. Jeszcze tylko wspomina się Powstanie Warszawskie, ale to zapewne z naszego umiłowania do powstań nieudanych, w niewłaściwym czasie i w obcym interesie wywoływanych. Coraz głośniej za to o 17-tym września - widocznie dla zrównoważenia proporcji w gestach pojednawczych na różnych kierunkach.

Mody mają to do siebie, że przemijają i co jakiś czas wracają. Co zastąpi modę na pojednania? Czy aby być trendy wrócimy do normalności, czy pójdziemy dalej, do wyrzeczenia się polskiej tożsamości?

MYŚL! - MIESIĘCZNIK NARODOWY, WAŁBRZYCH, NR (10) 17, WRZESIEŃ 2005

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl