now@ on-line  wrzesień  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Ryan Mauro:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Henryk Łupiński:
 
Adam Wielomski:

Romuald Bury:

 
Jerzy Przystawa:
 
Jeffrey R.Nyquist :
 
Marcin Małek:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Romuald Lazarowicz:
 
Jerzy Przystawa:
 
Wojciech Błasiak:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Marian Kałuski:
 
Phyllis Schlafly:
 
Witold Filipowicz:
 
Stanisław Bulza:
 
Sławomir Olejniczak:
 
Maciej Giertych:
 
Stanisław Bulza:
 
Zbyszek Koreywo:
 

 

Mirosław Kokoszkiewicz

Waran z Komodo

Nie brakuje w dzisiejszej Polsce osobników tęskniących za dobrymi dawnymi czasami. Uwiera te osoby to, że Polska powoli z mozołem, ale jednak staje się coraz bardzo polska. Następuje odkłamywanie historii, wracają powoli na należne im miejsce dawni zapomniani bohaterowie.

Proces ten jeszcze jest w powijakach, ale już zaczyna budzić zaniepokojenie środowisk, które do tej pory miały niemal wyłączny monopol na kształtowanie opinii publicznej.

Do takich postaci, które od lat specjalizują się w atakach na polskich polityków niepodległościowych, na nasza tradycję należy niewątpliwie związany z tygodnikiem Polityka Ryszard Marek Groński.

Satyryk ten utkwił mi najbardziej w pamięci jako pro reżimowy błazen za czasów junty Jaruzelskiego.

Zasłynął wtedy niezliczonymi atakami na takich polityków ja np. bracia Kaczyńscy czy Jan Olszewski. Do dziś jest również niestrudzonym poszukiwaczem antysemityzmu, który potrafi wywęszyć to zjawisko nawet tam gdzie go nie ma.

Zbliżające się wybory i możliwość odejścia od układu okrągłego stołu tak zaniepokoiły niestrudzonego lewicowego komedianta, że zaangażował się w komitecie wyborczym Marka Borowskiego.

Ostatnio udzielił on wywiadu własnemu tygodnikowi pod tytułem „Kraj nadwyżki protestów”.

Wywiad ten odsłania lęki przed opcją patriotyczną i obnaża niechęć do Polski i Polaków. Widać również zaniepokojenie, że środowisko Wyborczej i Polityki nie robi już na taka skalę wody z mózgu Polakom.

Czego boi się pan dziś najbardziej?


– Trudne pytanie. Myślę, że klimat strachu, który w tej chwili niewątpliwie istnieje, zależy od wieku i sumy przeżyć ludzi. Dzwoni do mnie pewna bardzo starsza pani, która mówi, że dzisiejsza Polska przypomina jej – oczywiście przesadza, jak to starsze panie – rok ‘42 i żałuje, że nie żyje jej mąż, bo poradziłby, co ma robić. Dzwoni do mnie młodsza osoba, która mówi z kolei, że dzisiejsza kampania nienawiści przypomina jej marzec ‘68. To duża rozpiętość skojarzeń. Nie ma natomiast optymistycznych elementów, jak w znanym żarcie z czasów okupacji. Pewien mieszkaniec getta obudził się strasznie rozpromieniony i mówi do żony: – Słuchaj, miałem wspaniały sen. – A jaki? – No, śniło mi się, że narodowcy szli ulicą z transparentem „Żydzi na Madagaskar”.

No tak szykuje się po wyborach istny pogrom. Być może Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Polsce zdominują rdzenni Polacy. Być może w swoim kraju będą mieli większy wpływ na oświatę kulturę i finanse. Być może Michnik, Geremek i spółka nie będą robili już za autorytety. Przecież to katastrofa i zwierzęcy antysemityzm.

Ale tak to wygląda. Ludzie pozostają głusi na brunatne zagrożenia.
– Wygląda to tak, jak w piosence z czasów republiki weimarskiej, gdzie autor opisywał zachowania wczesnego mieszczaństwa – konformistów, ludzi wystraszonych, którzy nie chcą mieszać się do polityki – i wzywał ich, żeby dalej byli tacy pokorni: „A gdy poczujesz już hitlerowski nóż w swym brzuchu, nie broń się, głuptasie, całuj faszystów, całuj faszystów, całuj faszystów, gdzie tylko da się”. To jest głośny wiersz Kurta Tucholskiego, wykonywany w jednym z niemieckich kabaretów. Nie pomogło.

Nie ma co dojdzie po wyborach do krwawej jatki. Jak tego uniknąć? Jest tylko jedno wyjście. Trzeba głosować na partie ludzi „rozumnych”, czyli na SDPL, demokraci.pl, SLD. Tylko to zapewni nam (czytaj R.M. Grońskiemu i przyjaciołom) dalszy dobrobyt i rozkwit naszej ojczyzny.

Pan Groński tak uwielbiany przez salon satyryk, który doczekał się nawet telewizyjnego benefisu w Krakowskim Teatrze „STU” może nagle przestać być pupilkiem władz po kilkudziesięciu latach niezłej prosperity. Więc wali w tarabany chcąc nam wmówić, że grozi nam faszyzm, dżuma i cholera jednocześnie. Tak na prawdę to ma na myśli garstkę sobie podobnych osób, które na ksmopolityźmie i ośmieszaniu polskiej historii i tradycji narodowej nieźle się w III RP urządziły.

Jak pan myśli, skąd się bierze rosnąca fascynacja prawicą?
– Moja zmarła przyjaciółka Agnieszka Osiecka mówiła, że w tym kraju co drugi mężczyzna wygląda jak bracia Kaczyńscy. Może to chodzi o względy estetyczne? Ale mówiąc poważnie: w Polsce nastąpiła rehabilitacja skrajnej prawicy. Pretekstem do wspomnianego najazdu na Myślenice było uczczenie Adama Doboszyńskiego, autora książki „Gospodarka narodowa”. Pisze się o nim bardzo oględnie, nawet przy okazji tego wszystkiego. Doboszyński został złapany, kiedy nielegalnie wrócił do Polski w ‘46 r., osądzony, skazany na karę śmierci i stracony. I choć trudno uważać go za bohatera, został oficjalnie zrehabilitowany w ‘89 r. i jest postacią nietykalną.

Tu już nadworny błazen Jaruzelskiego przebrał miarę.

Osądzony w sfingowanym procesie Doboszyński został zgładzony. A kim był?

Ochotnik w wojnie z bolszewikami 1920r. Uczestnik kampanii wrześniowej. Po klęsce przedziera się do Francji a następnie do Anglii. Za zasługi wojenne został trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych i francuskim Croix de Guerre. Wracając do polski podjął walkę z komunistycznym reżimem. Skazany został na śmierć w pokazowym procesie pod absurdalnymi zarzutami. Został całkowicie zrehabilitowany w 1989r przez niezawisły sąd. Ale to dla Ryszarda Marka Grońskiego nie jest bohater.

Zresztą Polska nie miała według komedianta salonu bohaterów. Obrywa się też marszałkowi Piłsudskiemu.

Może jest tak, że ludzie potrzebują autorytetu, silnego człowieka, kogoś, kto weźmie wszystko za pysk? Klimat lęku rodzi takie tęsknoty. Kaczyński też się reklamuje jako silny człowiek.
– Polska zawsze była krajem, gdzie czekało się na silnego człowieka, który nie zawsze przychodził. A jak przychodził, to wycofywał się do Sulejówka albo wyjeżdżał na Maderę. A z drugiej strony jest to, co Tadeusz Konwicki wykładał

w jednej ze swoich książek, że naród czeka po prostu na tatusia.

 

Oczywiście lustracja też nie jest w smak panu satyrykowi jak również historycy, którzy uważają ten zabieg za konieczny.

 

- Wyciągania teczek...

-Aby zrozumieć teczkę, trzeba zastosować pewien rodzaj archeologii psychologicznej. Wówczas jakiś patrzący po łebkach historyk, typu pan Dudek, mógłby zrozumieć, że młody chłopak ze wsi, który pojechał do miasta, by się uczyć, zawdzięczał władzy ludowej wszystko; że ten dotąd pomiatany poczuł się ważny, poczuł się tym z wiersza Majakowskiego, który ściera cesarstwa z mapy. On tę władzę uważał za swoją. Nie wolno mówić, że Polska Ludowa składała się z samych przeciwników tego ustroju.

 

Czyli donoszenie dla własnej ukochanej i „niepodległej” władzy nie było niczym złym.

To mówi już nie satyryk, ale chyba wielki autorytet moralny.

Nie brakuje też w tym całym bełkocie wypowiedzi na temat Lecha Kaczynskiego.

Jeśli już mówimy o przyszłości: jak pan myśli, co będzie, jeśli wygra jednak Kaczyński?


– Jedno jest pewne: metro nie obejmie całego miasta. Poza tym powstanie kilka nowych ośrodków muzealnych. A maturzystom się przypomni, czym była Polska szlachecka...

Pewnie Ryszard Marek Groński ma rację. Wystarczyłoby muzeum holokaustu i pomnik Bohaterów Getta. A tu fanatyczny Kaczyński może pozmieniać programy nauczania, a na dodatek otworzyć nowe muzea poświęcone jakimś polskim pseudobohaterom.

Jaka jest różnica między AK a komuną.


– To, że ktoś jest z rodziny akowskiej, o niczym nie powinno przesądzać, ponieważ trudno zachęcić młodych ludzi, żeby wszędzie malowali kotwice – kotwica, jak wiemy, zwykle spoczywa na dnie. Na miejscu Kaczyńskiego uważałbym z szermowaniem podobną symboliką. Wie pan, jeśli on jednak wygra, nie będzie to takie nieszczęście, jak się ludziom wydaje. Zawsze będzie można powiedzieć: to nie on winien, to brat.

Oczywiście są mądrzejsi i bardziej kompetentni ludzie w Polsce choć z rodzin jak najbardziej nieakowskich. Darujmy sobie nazwiska. Wiemy, o kogo chodzi.

A jeśli wygra Cimoszewicz, to możemy jasno patrzeć w przyszłość?
– Z pewnością byłaby to prezydentura spokojna, a przede wszystkim mniej prowincjonalna. Większość kandydatów nie ma żadnych szlifów w polityce międzynarodowej, a ja boję się prowincjonalizmu, z którym łączy się brak wiedzy. Ciągle się mówi, że powinniśmy być dumni z osiągnięć sławnych Polaków w świecie. Niedawno umarł Bronisław Horowicz. Nikt nie zadał sobie trudu, żeby powiedzieć, że ten człowiek coś znaczył w świecie międzynarodowego teatru muzycznego, choć w Polsce był prawie nieznany.

- Może to wynika z niechlujstwa?


– Chyba raczej z niewiedzy. Inny przykład. Niedawno zetknąłem się z pewną dość inteligentną osobą z telewizji, która nawet nie wiedziała, że istniał ktoś taki jak Aleksander Tansman, wielka postać z dziedziny muzyki awangardowej. Tych ludzi się nie wspomina. Wspomina się bohaterów i martyrologię.

Panie Groński tych Polaków, z których jesteśmy dumni pan flekował i flekuje od lat. Być może polscy żydzi Horowicz czy Tansman byli wielkimi postaciami, ale pozwoliłby pan nam samym decydować, kogo będziemy czcili.

Najchętniej i Papieża Jana Pawła II zastąpiłby nam pan Groński jakimś wybranym przez siebie autorytetem.

 

- To przecież kompleksy.
– Tak, podszyte strachem. A miarą tego strachu są recenzje, jakie się ukazały po filmie „Karol – człowiek, który został papieżem”. Gdyby to był film na inny temat, inaczej byśmy o nim poczytali. Jest jak u Gogola: żeby coś nie wyszło... Ale na początku pytał pan, czego najbardziej dziś się boję...

No właśnie:, czego?


– Tego, że spełnia się wizja aforysty:, że są oklaski, po których należy myć ręce. Coraz częściej słyszę takie oklaski i tęsknię za mydłem.

Jeżeli satyryk Ryszard Marek Groński tęskni za mydłem to nic prostszego niż skorzystać z tego wynalazku. Przydałby się jeszcze jakiś środek dezynfekujący, żeby usunąć ten antypolski jad który się w nim nagromadził przez te wszystkie lata. Żyjemy w wolnym demokratycznym kraju i można wypisywać różne rzeczy. Antypolonizm też nie jest karalny więc mogą sobie tacy Grońscy od czasu do czasy poużywać.

Swoim zachowaniem i wolą przetrwania w niezmienionej formie przypomina pan satyryk warana z Komodo. Gad ten ma pewną swoją specjalność. W swojej paszczy gromadzi śmiercionośne bakterie. Nie musi się trudzić by schwytać i zabić swoja ofiarę. Wystarczy, że ja lekko draśnie.

Po zetknięciu się z takim zwierzęciem najlepiej wyszorować się dokładnie i omijać je z daleka.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl