now@ on-line  lipiec  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Mariusz D. Dastych:
 
Monika Rotulska:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Artur Adamski:

Mirosław Kokoszkiewicz:  droga do polanki 54

 
Adam Wielomski:
 
Gordon Frisch:
 
Helle Dale:
 
Auschwitz.dk:
 
Ben Shapiro:
 
John Horvat II:
 
David M. Dastych:
 
J.R. Nyquist:
 
Paul Jacob:
 
Phylis Schlafly:
 
Plinio Corrěa de Oliveira:
 
M. Stanton Evans:
 
Tomasz Kaźmierski:
 
Daniel Pipes:
temat: Turcja
 
Maciej Filipowicz:
temat: Gruzja
 
Daniel Pipes:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Grzegorz Motyka:
 
Sławomir Olejniczak:
 
Romuald Bury:
 
Andrzej Kumor:
 
Jerzy Przystawa:
 
StefanDetko:
 
Józef Darski:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Jan Kowalski:
 
Józef Darski:
 
Marian Kałuski:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Romuald Bury:
 
Witold Filipowicz:
 
Maciej Winnicki:
 
Franciszek Bednarz:
 
Andrzej Sielicki:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Marian Kałuski:
 
Iwo Cyprian Pogonowski:
 
Jerzy Przystawa:
 
halibuter:
 
Antoni Dudek:
 
Dokumenty:
 
Jarosław Szarek:
 
Dokumenty IPN:
 
Marek Gałęzowski:
 
Maciej Filipowicz:
 
Stanisław Bulza:
 
Marcin Jendrzejczak
 
Ludwik Skurzak:
 
Jacek Salij OP:

Solidarność IENESP:

 

Ludwik Skurzak

Ku systemowi dwupartyjnemu

Trudno zdobyć się na uczucia współczucia dla lewicy, która z każdym dniem znika ze sceny politycznej. Przez ostatnie piętnaście lat Polska znajdowała się praktycznie nieprzerwanie we władaniu ludzi układu okrągłostołowego i zarówno w wymiarze moralnym, jak i gospodarczym, można wskazać wiele negatywnych konsekwencji tego okresu. Patrząc jedynie z emocjonalnego punktu widzenia na rozpad tego układu trudno oczywiście nie czuć satysfakcji. Gdy jednak oderwać się na chwilę od tej perspektywy i spojrzeć na pewne rzeczy chłodnym okiem, zaczynają pojawiać się pytania.

Jak to właściwie się stało, że wiele spraw, o których wiedziano wcześniej, zaczęło wywoływać skutki polityczne dopiero teraz? Czy Polacy naprawdę nie wiedzieli, jak wielki jest wpływ służb specjalnych na to, co dzieje się w naszym kraju? A czy nikt nie wiedział, że SLD i Aleksander Kwaśniewski tworzą koteryjną grupę, która robi różne interesy? Wszystko to trwało przecież bardzo długo i nawet mówienie o tym głośno przez niektórych polityków nie robiło najmniejszego wrażenia.

Skąd nagle wszystkie te publikacje w największych gazetach? W krótkim okresie czasu komisja do sprawy Rywina zdemolowała betonową grupę Millera, komisja orlenowska w poważnym stopniu dotknęła interesów liberalnego klubu Kwaśniewskiego, zaś komisja PZU objęła obszary polityczne wychylone dalej w prawo. Czy Adam Michnik wywołując sprawę Rywina obejmował swoim zamiarem także popchnięcie kolejnych kostek domina, czy też był jedynie kukiełką pociąganą za sznurki przez kogoś, kto zasiadał w loży wyżej?

Dla odmalowania pełni panoramy społeczno-politycznej naszych obecnych dni trzeba dodać zmasowane ataki na Radio Maryja. W tych samych mediach, w których przed chwilą zainicjowano pogoń za aferami, w kilka dni później można było przeczytać najbardziej niestworzone historie o stacji oo. Redemptorystów. Radio Maryja to wielkie dzieło modlitewne, ale pełni we współczesnej Polsce funkcje zupełnie szczególną. Jest kotwicą moralną, która powoduje, że postępy trendów laickich w Polsce napotykają na bardzo poważne przeszkody.

Postawmy hipotezę – może te wszystkie akcje, które ewidentnie podjęte są z pewną premedytacją, mają czemuś służyć? Można oczywiście zapytać tych, którzy proces uruchomili. Są to redaktorzy gazet, które stały się areną dla magicznego wyciągania z kapelusza królików, które w zasadzie nie są żadną niespodzianką, ale z jakichś powodów nagle narobiły dużego zamieszania. Ale redaktorzy naczelni raczej nam nie odpowiedzą na to pytanie, zakładając nawet, że odpowiedz znają, a nie realizują jedynie zamysły podjęte gdzie indziej. Może w ogóle być poważny problem ze znalezieniem kogoś, kto będzie skłonny nam tą sprawę wyjaśnić. Trzeba raczej będzie się odwołać do metody polegającej na wyliczeniu, kto na całej operacji skorzysta.

Rachunek nie jest trudny. Jeżeli w Polsce zostanie zlikwidowana cała postkomunistyczna lewica i katolicka prawica, zostanie... Partia Demokrartyczna, Platforma Obywatelska i pewnie kawałek PiS-u, jeżeli liderzy tego ugrupowania okażą „rozsądek”. Każdy, kto pamięta biografię polityczną tuzów PD i PO bez problemu rozszyfruje ten układ. Jedno i drugie ugrupowanie to w innym wydaniu znana nam od lat Unia Wolności (wcześniej Unia Demokratyczna).

No i już jesteśmy prawie w domu. Realizm podpowiadał, że po wchłonięciu Polski przez EU, ośrodki brukselskie podejmą próby podporządkowania naszego życia politycznego. Od dawna jawiło się pytanie, – w jaki sposób będzie to robione? Jasnym było, iż w ramach ujednolicania wszystkiego, unijne ośrodki polityczne będą chciały wprowadzić u nas wygodny dla niech system polityczny, najlepiej taki, jak w krajach europejskich. Jest to system dwóch dużych partii politycznych, prawicowej i lewicowej, które w praktyce jednak niczym się nie różnią, gdyż ręka w rękę realizują program laicyzacji i socjalistycznej gospodarki rozwijającej się w żółwim tempie. Czyż Unia Wolności w dwóch wcieleniach Partii Demokratycznej i Platformy Obywatelskiej nie realizuje idealnie tej koncepcji? Tak jak we Francji czy w Niemczech, zmiana u sterów władzy nie powoduje żadnych przeobrażeń, tak w Polsce Partia Demokratyczna mogłaby stanowić niby-alternatywę dla Platformy, by po kolejnej kadencji bez budzenia niepokojów w Brukseli partie te znowu mogłyby się zamienić miejscami w ławach opozycyjnych i rządowych.

Jeżeli ta hipoteza jest słuszna, to nagle radość z tego, iż postkomunistyczna lewica zdaje się stać nad własnym grobem, staje się dużo mniejsza, skoro okazuje się, że są tacy, którzy w tej samej mogile chcą złożyć katolicką prawicę, na wierzchu posadzić niebieskie kwiatki liberalizmu, nad którymi świecić będzie słoneczko – logo Unii Wolności. Oczywiście, nie płynie z tego wniosek, iż aferałowie z ław poselskich SLD stali się nagle naszymi sojusznikami. Jakaś nauka jednak z tego wszystkiego może być wyciągnięta.

Po pierwsze taka, iż mimo wszelkich starań postkomunistów, którzy bardzo chcieli przypodobać się ośrodkom unijnym, nie zostali oni zaakceptowani. Służyli dzielnie Moskwie, póki mieli z tego korzyści. Myśleli, że zdołają płynnie zmienić pana. Jednak tyle energii poświęconej na nakłanianie Polaków do Unii Europejskiej poszło na marne! Być może ośrodki brukselskie nie chcą w Polsce takich namiestników, którzy już raz swojego pana zdradzili. W końcu mogą to zrobić po raz drugi. Może być jednak też tak, iż po prostu ekstowarzysze nigdy nie zostali zaakceptowani wśród brukselskiej lewicy jako swoi. To przestroga dla tych, którzy sądzą, iż można pozostać obrońcą katolickiej moralności w życiu publicznym, co do takich spraw jak obrona życia, sprzeciw wobec zrównywania związków homoseksualnych i normalnych małżeństw, czy eutanazja – i być jednocześnie dobrze notowanym na dworach pseudoprawicy w Paryżu czy Berlinie. To samo tyczy się obrony polskiego interesu narodowego w gospodarce. Widać to na przykład przy sprawie narzucanego nam podwyższania podatków i innych ciężarów publicznych, co ma na celu uniemożliwienie polskiej gospodarce konkurowania. Nie ma się co łudzić – chętni do takiego procederu nie mogą liczyć na prawdziwą akceptację – co najwyżej będą używani, tak długo, jak będą potrzebni.

Drugi morał jest taki, że o ile cała powyższa hipoteza jest prawdziwa, polityczny stan naszego kraju został uznany za bardzo niepokojący, skoro zdecydowano się na tak radykalne metody, jak dywanowe bombardowanie prawie wszystkiego. Jest to w gruncie rzeczy dość ryzykowna operacja. W końcu nie wiadomo, czy na pewno uda się skonstruować taki model dwupartyjny, o jaki chodzi. Na pustym po bombardowaniu polu mogą pojawić się różne niespodzianki.

Przez piętnaście lat III RP nie udało się zbudować w Polsce formacji, która świadoma cywilizacyjno-moralnych zagrożeń współczesności, chciała jednocześnie budować w zasobną gospodarkę. Bowiem tylko silna Polska jest w stanie zrealizować program, który stawia przed nami Ojciec Święty Jan Paweł II – obrony tysiącletniego katolickiego dziedzictwa naszego Narodu. Wiele wskazuje na to, że jeżeli nie uda się takiego podmiotu stworzyć w obecnym zamieszaniu, na długie lata przyjdzie nam żyć w świecie między Platformą Obywatelską a Partią Demokratyczną. Jedyną nadzieją będzie wówczas wyczekiwanie jakiegoś osłabienia politycznego w Unii Europejskiej. Będziemy w podobnym położeniu jak nasi dziadowie, gdy oczekiwali skłócenia zaborców, czy ojcowie, wypatrujący znaków osłabienia komunistycznego reżimu moskiewskiego.

Z tego powodu tak ważne są zbliżające się wybory parlamentarne i prezydenckie. Tymczasem sytuacja przedstawia się co najmniej mało zachęcająco. Już na bazie samej Ligi Polskich Rodzin wypączkowało od 2001 roku wiele grup i trudno podjąć jakieś wspólne działania w tym gronie. Być może jeszcze nie jest za późno, ale świadomość stawki i jaką toczy się gra, pozwalałaby oczekiwać bardziej odpowiedzialnych i stanowczych kroków niż te, jakie podejmowano dotychczas.

www.konserwatyzm.pl

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów  http://nowamedia.w.interia.pl