now@ on-line  lipiec  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Mariusz D. Dastych:
 
Monika Rotulska:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Artur Adamski:

Mirosław Kokoszkiewicz:  droga do polanki 54

 
Adam Wielomski:
 
Gordon Frisch:
 
Helle Dale:
 
Auschwitz.dk:
 
Ben Shapiro:
 
John Horvat II:
 
David M. Dastych:
 
J.R. Nyquist:
 
Paul Jacob:
 
Phylis Schlafly:
 
Plinio Corrěa de Oliveira:
 
M. Stanton Evans:
 
Tomasz Kaźmierski:
 
Daniel Pipes:
temat: Turcja
 
Maciej Filipowicz:
temat: Gruzja
 
Daniel Pipes:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Grzegorz Motyka:
 
Sławomir Olejniczak:
 
Romuald Bury:
 
Andrzej Kumor:
 
Jerzy Przystawa:
 
StefanDetko:
 
Józef Darski:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Jan Kowalski:
 
Józef Darski:
 
Marian Kałuski:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Romuald Bury:
 
Witold Filipowicz:
 
Maciej Winnicki:
 
Franciszek Bednarz:
 
Andrzej Sielicki:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Marian Kałuski:
 
Iwo Cyprian Pogonowski:
 
Jerzy Przystawa:
 
halibuter:
 
Antoni Dudek:
 
Dokumenty:
 
Jarosław Szarek:
 
Dokumenty IPN:
 
Marek Gałęzowski:
 
Maciej Filipowicz:
 
Stanisław Bulza:
 
Marcin Jendrzejczak
 
Ludwik Skurzak:
 
Jacek Salij OP:

Solidarność IENESP:

 

Jacek Salij OP

Bracia i Siostry!

Aż do października obecnego roku obchodzimy w Kościele, zarządzony jeszcze przez Jana Pawła II, rok Eucharystii. W ten sposób zmarły papież niejako w testamencie przypomina nam, jak wielkim darem Bożym jest dla nas msza święta, i komunia święta, i adoracja Najświętszego Sakramentu. W Eucharystii Pan Jezus zostawił nam dar tak wielki, że nawet On większego daru dać nam już nie mógł, chociaż jest Synem Bożym. W Eucharystii daje nam bowiem własną Osobę, w jej świętym człowieczeństwie.

Głównym tematem obecnego roku Eucharystii jest prośba, z jaką chcemy się zwracać do Pana Jezusa na wzór uczniów idących do Emaus: "Panie, pozostań z nami w naszych rodzinach!".

Panie, pozostań z nami w naszych rodzinach! Przychodź do naszych rodzin i obdarzaj nas pokojem i wzajemną miłością! Usuwaj spośród nas kłótnie i niezgody, chroń nasze małżeństwa przed grzechami niewierności i przed rozwodami! Jezu Chryste, spraw, żebyśmy naprawdę, a nie tylko w naszych deklaracjach otwierali przed Tobą drzwi naszych serc i naszych rodzin! Chroń nasze dzieci przed grzechem niewiary i przed porzuceniem Twoich świętych przykazań! Bądź, Panie Jezu, w naszych rodzinach, abyśmy umieli przyjmować każde dziecko jako prawdziwy dar Boży. Chroń nasze rodziny przed egoizmem i przemocą, przed pijaństwem i bezwstydem, przed narkotykami i pornografią! Jezu, ucz nas trudnej sztuki pojednania, żebyśmy umieli sobie wzajemnie przebaczać! Tylko Ty jeden możesz tak przemieniać nasze serca, abyśmy się naprawdę nawrócili! Panie, pozostań z nami! Pozostań w nas i w naszych rodzinach!

Bracia i Siostry!

Nie mam wątpliwości, że do tych próśb, jakie dopiero co przedstawiałem Panu Jezusowi, przyłączacie się wszyscy bez wyjątku, którzy w wierze uczestniczycie w tej mszy świętej - czy to tutaj w kościele, czy to przy odbiornikach radiowych. Co jednak powinniśmy zrobić, żeby te prośby zanosić do Boga prawdziwie? - żeby to nie było puste wołanie "Panie, Panie!", które tylko Pana Boga obraża? Przecież nawet nie wypada prosić Boga o dary, a potem tak się zachowywać, jakby nam na otrzymaniu tych darów wcale nie zależało.

Powiem krótko: Musimy wciąż na nowo odkrywać centralne znaczenie Eucharystii nie tylko w naszym życiu ściśle religijnym, ale również w naszym życiu codziennym. Przecież podczas każdej mszy świętej uobecnia się ta jedyna ofiara, jaką z samego siebie złożył za nas ukrzyżowany nasz Pan w Wielki Piątek. Ofiara - czyli miłość do swojego Ojca Przedwiecznego i do nas, w której Pan Jezus niewzruszenie trwał, mimo potwornych cierpień i niewyobrażalnych ciemności, jakie Go ogarnęły na krzyżu. Zawsze, kiedy przychodzimy na mszę świętą, możemy się w tej niepojętej miłości zanurzyć - i do tej miłości Jezusa upodabniać naszą miłość: zarówno naszą miłość do Boga, jak miłość do współmałżonka, do dzieci i w ogóle wszelką inną miłość godną swojej nazwy.

Zwierzył mi się ktoś niedawno, że chociaż brał ślub w kościele, jakoś w jego życiu codziennym to się nie przejawiało. Do momentu, kiedy w jego małżeństwie zaczął się kryzys. Kryzys okazał się głęboki, bardzo poważnie pojawiła się przed nimi perspektywa rozwodu. Wtedy przypomniał sobie ów człowiek, że przecież sakrament małżeństwa to jest coś realnego; że małżonkom, którzy są związani tym sakramentem, Pan Bóg na pewno chce udzielać szczególnych łask. Wystarczy, że oni będą chcieli te łaski od Boga przyjąć i ich nie marnować. Mówi ten człowiek: "Gdybyśmy nie mieli ślubu, nasze małżeństwo na pewno by się rozpadło. Na szczęście przypomnieliśmy sobie, że łączy nas sakrament. Ponieważ zaniedbaliśmy się w chodzeniu do kościoła, teraz znów zaczęliśmy chodzić na coniedzielną mszę, poszliśmy do spowiedzi, zaczęliśmy przystępować do stołu Pańskiego. Odnaleźliśmy Pana Jezusa i dzięki temu znów odnaleźliśmy siebie wzajemnie".

Kiedy słuchałem tego zwierzenia, pomyślałem sobie: "Jakże mądre było zalecenie ostatniego soboru, ażeby sakramentu małżeństwa udzielać podczas mszy świętej! W ten sposób młoda para na samym początku wspólnego życia otrzymuje wskazówkę i prośbę ze strony Kościoła, ażeby Eucharystia stała się w ich życiu małżeńskim i rodzinnym podstawowym punktem odniesienia, i źródłem mocy Bożej. Owszem, małżonkowie z tego związku, o którym przed chwilą mówiłem, zostali uratowani. Jednak gdyby od początku mocno trzymali się Jezusa przychodzącego do nas w Eucharystii, zapewne w ogóle nie doszłoby w ich małżeństwie do tak głębokiego kryzysu.

Zapytajmy: Co takiego jest w Eucharystii, że jest ona źródłem i gwarancją jedności małżeństwa, i rodziny, i że umacnia ona wszelką prawdziwą miłość? Zacznę od prostego spostrzeżenia: Rodzina, dla której coniedzielna msza święta jest czymś oczywistym, w której i dla rodziców, i dla dzieci opuszczenie niedzielnej mszy jest czymś niewyobrażalnym, ma mocne podstawy do zaufania, że Pan Bóg jest w ich życiu naprawdę kimś pierwszym. Otóż od wieków wiadomo, że tam, gdzie Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, tam również wszystko inne jest na swoim miejscu - tam ma szansę zakwitnąć prawdziwa miłość małżeńska i rodzicielska, tam jest mądry stosunek do spraw materialnych i do różnych codziennych kłopotów, tam nawet jeśli przyjdzie jakieś nieszczęście, z Bożą pomocą łatwiej je znieść i nie załamać się.

Zauważmy coś więcej: Kiedy przychodzimy na mszę świętą i przyjmujemy komunię, to nie jest tylko tak, że każdy z nas przyjmuje Chrystusa. Wtedy również Chrystus przyjmuje każdego z nas, obdarza nas swoją świętością, uwalnia naszą miłość od różnych egocentryzmów. Sam Chrystus troszczy się wtedy o to, żeby nasza miłość była podobna do Jego miłości. Doprawdy szczęśliwe są te małżeństwa, w których miłość męża do żony i żony do męża zanurzone są w miłości Chrystusa. Szczęśliwe są te dzieci, których rodzice starają się swoje trudy rodzicielskie włączać w jedyną ofiarę Chrystusa.

Kiedy dziękujemy Panu Bogu za dar Eucharystii, za to, że jest ona sakramentem jedności i prawdziwej miłości, warto pamiętać, że celem ostatecznym tego sakramentu jest życie wieczne. Sam Pan Jezus mówił: "To jest Chleb, który z nieba zstąpił. (...) Kto spożywa ten Chleb, będzie żył na wieki" (J 6,58). A jest tak dlatego, że Jezus, który ukochał nas aż do swojej śmierci na krzyżu i którego ofiara uobecnia się na ołtarzu, że ten Jezus, który daje się nam w komunii świętej, jest naszym Panem zmartwychwstałym i z całą pewnością ma moc obdarzyć nas życiem wiecznym.

Ale pomyślmy: Jak bardzo powinni dziękować Bogu ci wszyscy spośród nas, którzy mają to szczęście, że w ich rodzinie wszyscy przystępują do komunii świętej. Z pewnością wolno im mieć nadzieję, że choćby nawet na to małżeństwo czy rodzinę przyszła kiedyś jakaś burza, dom zbudowany na tak mocnej Skale będzie ocalony i że wszyscy członkowie tej rodziny zbawienia wiecznego niewątpliwie dostąpią.

Ktoś może na to powiedzieć: A co z rodzinami, w których mąż albo żona albo któreś z dzieci jest człowiekiem niewierzącym? Mądrze i głęboko odpowiedział na to pytanie Jan Paweł II w swojej adhortacji apostolskiej na temat rodziny. Jeżeli któryś z członków rodziny - mówił Papież - nie wierzy lub nie praktykuje konsekwentnie, wówczas niech inni członkowie tej rodziny zobaczą w tym swoje zadanie poniekąd misyjne. Niech starają się modlić za niego, przyjmować w jego intencji komunię świętą i dawać mu żywe świadectwo swojej wiary, a jeśli Bogu się spodoba, to ześle mu łaskę wiary. Już apostoł Paweł napisał: Uświęca się mąż niewierzący dzięki swej wierzącej żonie, podobnie jak świętość osiągnie niewierząca żona przez wierzącego męża.

Bracia i Siostry!

Wielu naszym rodzinom daleko jest do ideału rodziny prawdziwie chrześcijańskiej. Wiele naszych rodzin już uległo rozbiciu. Wiele jest takich rodzin, w których swoje złe żniwo zbiera alkoholizm ojca lub matki. Wiele małżeństw nie może się duchowo pozbierać po dokonanych aborcjach. Otóż niech również wszystkie te rodziny ogarnie nasza modlitwa: "Panie, pozostań z nami w naszych rodzinach!".

Pan Jezus okazywał swoje miłosierdzie również największym grzesznikom i nie odwracał się od tych, którymi tzw. porządni ludzie gardzili. W ogólnym kazaniu brak czasu na udzielanie szczegółowych rad. Ale tego jednego bądźmy pewni: że nie ma takiej rodziny i nie ma takiego mieszkania, do którego Pan Jezus nie chciałby być zaproszony. On sam przecież mówił, że większa jest radość w niebie z jednego grzesznika czyniącego pokutę, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy pokuty nie potrzebują.

Toteż módlmy się, Bracia i Siostry, módlmy się serdecznie o to, ażeby w tym roku Eucharystii jak najwięcej naszych rodzin zaprosiło Chrystusa do swoich domów. Niech wszyscy, wszyscy bez wyjątku poczują się uprawnieni do tego, by Chrystusa Pana zaprosić do siebie. "Panie, pozostań z nami w naszych rodzinach!". Amen.

Jacek Salij OP

Prowincja o. Dominikanów

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów  http://nowamedia.w.interia.pl