| ||||
|
w tym wydaniu:
Adam Wielomski:
Gordon Frisch:
Helle Dale:
Auschwitz.dk:
Ben
Shapiro:
John
Horvat II:
David M. Dastych:
J.R.
Nyquist:
Paul
Jacob:
Phylis Schlafly:
Tomasz Kaźmierski:
Daniel Pipes:
temat:
Turcja
Maciej Filipowicz:
temat:
Gruzja
Daniel Pipes:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Grzegorz Motyka:
Sławomir
Olejniczak:
Romuald Bury:
Andrzej Kumor:
Jerzy Przystawa:
StefanDetko:
Józef Darski:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Cezary Rozwadowski:
Jan Kowalski:
Józef Darski:
Marian Kałuski:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Romuald Bury:
Witold Filipowicz:
Maciej Winnicki:
Franciszek Bednarz:
Andrzej Sielicki:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Marian Kałuski:
Iwo Cyprian Pogonowski:
Jerzy Przystawa:
halibuter:
Antoni Dudek:
Dokumenty:
Jarosław Szarek:
Maciej Filipowicz:
Stanisław Bulza:
Marcin Jendrzejczak
Ludwik Skurzak:
Jacek Salij OP:
Solidarność IENESP:
|
Cezary Rozwadowski PRZEBUDZENIE Z „EUROAMOKU” Sen o zjednoczonej Europie nie ma żadnych widoków na realizację; z twardych jaj nie robi się omletu. CHARLES DE GAULLE (1890-1970 fr. polityk prezydent, generał) Zapomniał o powyższej konstatacji, swego wielkiego poprzednika obecny prezydent Francji – Chirac i teraz po siarczystym policzku jaki otrzymał od społeczeństwa w referendum nt. konstytucji europejskiej, robi dobrą minę ale widać wyraźnie że mu „łyso”. Poważnie wątpiłem czy jeszcze istnieją Francuzi we Francji (wystarczy popatrzeć na reprezentację piłkarską w której biali stanowią procent śladowy), a okazało się jednak że jeszcze są i nie chcą zatracić swej tożsamości narodowej. Projekt Konstytucji UE, odrzuciło ok. 56% francuskich wyborców przy frekwencji ok. 70%. Chirac wywija się z tej opresji dymisjonując „Bogu ducha winnego” premiera i rząd, powołuje nowy taki sam czyli „nihil novi”. W ślad za Francuzami idą Holendrzy, trzy dni po francuskim „nokdaunie” czyli 1 czerwca, przyszedł holenderski „nokaut”. Na eurofundamentalistów padł „blady strach”, jak to? Tyle wysiłków, tyle kłamstw, tyle obietnic, tyle podstępów a tu „twarde jądro Europy” mówi „non”. W Holandii do urn poszło 62% wyborców z tego 63% głosowało przeciwko Traktatowi Europejskiemu zaś tylko 37% „za” (Według tzw. exit polls, czyli sondaży powyborczych, których wyniki podała telewizja NOS). A tu nieodległa perspektywa referendum w Danii. A tu z tego kraju dzielnych Wikingów, płyną pokrzepiające wieści a eurofundamentaliści znów dostają „gęsiej skórki”. Szereg badań opinii publicznej wskazuje, że jeszcze niedawno zdecydowane 45% Duńczyków „za” i 25% „przeciw”, zamieniło się na 31% „za” i 34% przeciw konstytucji a 35% się waha. Hans J¸rgen Nielsen, badacz referendów z Uniwersytetu w Kopenchadze, fakt ten komentuje następująco: „Podczas poprzednich referendów dominowała postawa »Skoro inni są za, to my też«. Teraz jednak inni nie są za. Duńczycy nie muszą się obawiać wykluczenia. ... Częściową winę za zmianę nastawienia ponoszą też politycy, którzy arogancko ignorowali dotychczas eurosceptyków”. W Czechach wg ośrodka socjologicznego „Factum Invenio”(za ND 4-5. 06.2005), konstytucję UE popiera 31% Czechów a jej przeciwnych jest 34% (niezdecydowani - 35%). Irlandia rozważa możliwość odłożenia referendum w sprawie eurokonstytucji, zaś szef dyplomacji brytyjskiej, ma 6 czerwca, ogłosić odłożenie referendum w tej sprawie - na czas nieokreślony. Rząd Portugalii sugeruje że proces ratyfikacji „eurogniotu” zostanie wstrzymany. A my - Polacy? 2 czerwca 2005 r. PAP podała wynika z badań TNS OBOP dla „Wiadomości" TVP, w sprawie Traktatu Europejskiego. Wynika z niego że 51% Polaków głosowałoby „za” a 29% jest przeciwnego zdania, a 20% nie ma zdania. Na pytanie: „Czy w Polsce powinno się odbyć referendum?", 61% badanych odpowiedziało „tak", 28%, że nie, a 11% nie miało zdania. Sondaż przeprowadzono na próbie liczącej 800 respondentów (jak zauważają komentatorzy - sondaż przeprowadzono wśród „eurooszołomów”). Co prawda kilka dni temu słyszałem w państwowej TV że zwolenników Traktatu jest u nas ponad 60%, zaś TVN (2 czerwca) podała że 75% było za tym aby referendum nie było, ale do małej wiarygodności naszych ośrodków badania opinii społecznej, już przywykliśmy i czytamy je z „przymróżeniem oka”. Agresywne „eurochciejstwo budowlane”, przeważnie rozmija się z rzeczywistymi rezultatami, szczególnie jeśli konstrukcję buduje z naginanych sprężyn, które przy lada okazji prostują się. Po wynikach tych referendów, jak długi i szeroki Euroland, rozległ się jęk zawodu ale z rozpaczy eurofundamentalistów nie będziemy się cieszyć, ona nie ma znaczenia. Warto jednak zapytać „dlaczego stało się tak, jak się stało?” Zdaniem polskiego ministra Rotfelda, Francuzi wyrazili w niedzielnym referendum dezaprobatę dla elit politycznych we Francji oraz pewnego „deficytu demokracji”. Wynik referendum wyraża zaniepokojenie społeczeństwa francuskiego sytuacją społeczną i gospodarczą oraz narastające obawy, które symbolizuje często przywoływany w kampanii „polski hydraulik”. Marszałek Sejmu RP - Cimoszewicz: „Zarówno we Francji, jak i w Holandii większość głosowała przeciwko konstytucji nie ze względu na jej treść, ale dlatego, że chcieli dać prztyczka w nos prezydentowi, premierowi itd. Tu renegocjacje nie są żadnym lekarstwem". Dodał też że nad tekstem konstytucji: „...Często odbywał się targ polityczny" - co miałoby oznaczać że kompromisy zawarte przy jej redagowaniu, nie zadowalają nikogo, bo iluzją jest znalezienie - kompromisu przeciwieństw. Szef CSU - Edmund Stoiber, powiedział iż za fiasko referendalne główną odpowiedzialność ponoszą, obaj (Schröder i Chirac). „Wasze usilne występowanie na rzecz przyjęcia Turcji, forsowane ponad głowami większości obywateli, sprawiło, że wielu ludzi poczuło się bardzo niepewnie” – cytuje jego słowa „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Z tych kilku cytatów wynika że elity euroentuzjastów, kluczą, mącą, wynajdują jakieś bzdurne przyczyny aby wyjaśniać powody swego „Waterloo” (miejsce ostatecznej klęski Napoleona). Jedynie europoseł LPR Mirosław Piotrowski, dotyka istoty problemu, twierdząc że „Odrzucenie traktatu w referendach we Francji i w Holandii jest odpowiedzią m.in. na zbyt szybkie tempo integracji europejskiej, zbyt dalekie rozszerzenie i ewentualne członkostwo Turcji w Unii Europejskiej. Oba referenda pokazują jak dalece rozbieżne są odczucia tych społeczeństw i mających ich reprezentować polityków. Wyniki referendum konstytucyjnego we Francji i w Holandii, oznaczają fiasko brukselskiej biurokracji i wąskiej grupy decydentów politycznych na poziomie europejskim”(PAP). „Biegunka referendalna” wyraźnie przyspieszyła ruchy kanclerza Schrödera, już 2 czerwca poleciał do Luksemburga, by spotkać się z JeanClaudem Junckerem, obecnym przewodniczącym Rady UE, w sobotę do Berlina przylatuje Jacques Chirac, na 10 czerwca zaplanowane są regularne konsultacje niemiecko-francuskie w Paryżu. Tego samego dnia kanclerz jeszcze raz będzie rozmawiał z Junckerem, a trzy dni później odbędą się rozmowy z Tonym Blairem – informuje niemiecka prasa. Skutki referendów z pewnością będą znaczące dla unii ale na razie nie są jednoznacznie antycypowane. Jak zwykle eurooptymiści – „nic nie szkodzi, nie plują, jeno deszczyk pada, a my integrujemy się dalej”, a eurosceptycy – „to koniec eurokonstytucji i zastopowanie integracji”. Jak sądzę jednak uniobiurokraci będą z całych sił starali się przedstawić swoją klęskę, jako wynik niedostatecznego zrozumienia ich wysiłków, w przybliżeniu „europejskiego szczęścia socjalnego” przez francuskich i holenderskich, a później także zapewne duńskich i innych – wyborców (jakie te społeczeństwa „ciemne” – nie?). Będą starali się ze wszystkich sił antydemokratycznymi krętactwami i oszustwami, obejść wolę narodów i zintegrować je wbrew ich woli. Na pewno z dużą uwagą propagatorzy idei Paneuropy, będą przypatrywać się następnym głosowaniom w pozostałych „regionach europejskich”, by oceniając siłę protestów – odpowiednio skorygować kolejne posunięcia. Kanclerz Schröder „by ratować przyszłość”, jest gotów zgodzić się na zwiększenie składki do budżetu UE na lata 2007-2013, krajów – płatników netto (Niemcy, Holandia, Francja i Szwecja) o 60 miliardów euro. Czyli chce „kupić” przychylność dla Traktatu Konstytucyjnego. A „propos” euro. Waluta ta „flaczeje w oczach”, mówi się nawet o „katastrofie euro”, choć oficjalnie Przewodniczący KE - premier Luksemburga Juncker, minimalizował znaczenie spadku wartości euro. Jednak w większości krajów, narasta niechęć społeczeństw wobec euro a włoski minister pracy - Maroni, zasugerował iż jego kraj powinien rozważyć wycofanie się z unii walutowej i powrót do lira. W odpowiedzi Komisja Europejska, oświadczyła butnie stwierdzeniem: „euro jest zawsze”. Ale tak mówiono o Armii Radzieckiej „Krasnaja Armia była, jest i budiet” a jak się skończyło wiadomo. Nie ma nic wiecznego, jedynie głupota ludzka szczeźnie dopiero wraz z ostatnim „homo sapiens”. Reanimacja UE, być może na jakiś czas oddali widmo zapadnięcia się Eurolandu ale w końcu, ktoś nie zechce płacić za ten „Folwark zwierzęcy”, który nie ma spoiwa duchowego a klecony jest na ideologii „lichwy”. A my i tak przetrwamy. - Cezary Rozwadowski, 5 czerwca 2005 Patriotyczny Ruch Polski
| |||