now@ on-line  lipiec  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Mariusz D. Dastych:
 
Monika Rotulska:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Artur Adamski:

Mirosław Kokoszkiewicz:  droga do polanki 54

 
Adam Wielomski:
 
Gordon Frisch:
 
Helle Dale:
 
Auschwitz.dk:
 
Ben Shapiro:
 
John Horvat II:
 
David M. Dastych:
 
J.R. Nyquist:
 
Paul Jacob:
 
Phylis Schlafly:
 
Plinio Corrěa de Oliveira:
 
M. Stanton Evans:
 
Tomasz Kaźmierski:
 
Daniel Pipes:
temat: Turcja
 
Maciej Filipowicz:
temat: Gruzja
 
Daniel Pipes:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Grzegorz Motyka:
 
Sławomir Olejniczak:
 
Romuald Bury:
 
Andrzej Kumor:
 
Jerzy Przystawa:
 
StefanDetko:
 
Józef Darski:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Jan Kowalski:
 
Józef Darski:
 
Marian Kałuski:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Romuald Bury:
 
Witold Filipowicz:
 
Maciej Winnicki:
 
Franciszek Bednarz:
 
Andrzej Sielicki:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Marian Kałuski:
 
Iwo Cyprian Pogonowski:
 
Jerzy Przystawa:
 
halibuter:
 
Antoni Dudek:
 
Dokumenty:
 
Jarosław Szarek:
 
Dokumenty IPN:
 
Marek Gałęzowski:
 
Maciej Filipowicz:
 
Stanisław Bulza:
 
Marcin Jendrzejczak
 
Ludwik Skurzak:
 
Jacek Salij OP:

Solidarność IENESP:

Monika Rotulska

UNIA SIĘ SYPIE

Jeden do zera wygrała Wielka Brytania w rozgrywce z Francją i Niemcami o unijne przywództwo na nadzwyczajnym szczycie Unii Europejskiej. Szefowie 25 państw mieli podjąć dwie ważne decyzje, stanowiące o przyszłości Unii na kilka najbliższych lat, a nawet przyszłości w ogóle.

Jak się okazało, nie byli w stanie podjąć żadnej. Nie uchwalono nowego budżetu na lata 2007-2013, ani nie dano konkretnej odpowiedzi na pytanie - co dalej z eurokonstytucją, chociaż ogólnie wiadomo, że po francuskim "nie" jej przyjęcie przez państwa wspólnoty jest niemożliwe. Brak jakichkolwiek decyzji spowodował, że Unia popada w coraz głębszy kryzys.

"Uzgodniliśmy, by powrócić do tego tematu w czerwcu 2006 roku, aby dokonać ogólnej oceny narodowych debat i razem uzgodnić jak najlepiej kontynuować procedury ratyfikacyjne" - czytamy w deklaracji, którą przyjęto na szczycie. Przywódcy uznali, że rezultaty referendum we Francji i Holandii "nie podają w wątpliwość ani przywiązania obywateli do integracji europejskiej (...) ale wyrazili jednak niepokoje i obawy, które trzeba wziąć pod uwagę. (...) Ten nowy stan rzeczy nie podaje w wątpliwość kontynuowania procesu ratyfikacji" - napisano w deklaracji. Unijni przywódcy zamiast spojrzeć prawdzie w oczy, toczą nadal żenującą grę udając, że przyjęcie eurokonstytucji jest jeszcze możliwe. Dlatego chcą więcej czasu na "szeroką debatę" w każdym z krajów członkowskich z udziałem "społeczeństwa obywatelskiego, partnerów socjalnych, parlamentów narodowych, partii politycznych i instytucji UE" i przedłużają proces ratyfikacji o... - no właśnie, nawet tego nie podano. Jedyna data jaka pada, to pierwsza połowa 2006 roku. Wtedy ma nastąpić "spotkanie, którego celem będzie ocena rezultatów debat przeprowadzonych w poszczególnych krajach oraz osiągnięcie porozumienia w sprawie kontynuacji procesu" - czytamy w deklaracji.

Konstytucja odłożona do?

Natychmiast po wspólnej debacie referenda postanowiły odłożyć na później rządy Czech, Danii i Irlandii, a ratyfikację przez parlament - także Finlandii i Szwecji. Premier Luksemburga zapowiedział, że zwróci się do parlamentu w sprawie ewentualnego przełożenia referendum, zaplanowanego w tym kraju na 10 lipca.

W natłoku informacji przed unijnym szczytem niemal nikt nie zwrócił uwagi na fakt, że prezydent Niemiec Horst Koehler wstrzymał się z podpisaniem konstytucji UE. Oficjalnie powodem przystopowania eurokonstytucji jest wydanie przez Federalny Trybunał Konstytucyjny orzeczenia w sprawie skargi złożonej przez deputowanego CSU Petera Gauweilera, który bezpośrednio po głosowaniu w Bundesracie 27 maja złożył w Karlsruhe wniosek o unieważnienie ratyfikacji. Polityk bawarskiej CSU uważa, że europejski Traktat Konstytucyjny ogranicza istotnie kompetencje niemieckiej konstytucji - Ustawy Zasadniczej. Dlatego - jego zdaniem - o przyjęciu bądź odrzuceniu unijnej konstytucji powinni zdecydować w referendum obywatele Niemiec, a nie parlament i prezydent. Obie izby niemieckiego parlamentu, Bundestag i Bundesrat, ratyfikowały w maju niemal jednomyślnie Traktat Konstytucyjny.

Premier Belka, zapytany, czy Polska nadal zamierza przeprowadzić referendum w sprawie unijnej konstytucji, powiedział na zakończenie szczytu: "Trzeba się będzie poważnie zastanowić". Zastrzegł, że ustalenia przywódców w sprawie wydłużenia czasu na ratyfikację konstytucji UE "w niczym nas, formalnie przynajmniej, nie powstrzymują od organizowania referendum", ale odmówił "publicznych dywagacji" na ten temat. Prezydent Kwaśniewski już zapowiedział przeprowadzenie na ten temat debaty z jedynie słusznymi środowiskami społecznymi, instytucjami i organizacjami.

Budżet kością niezgody

Unijną kością niezgody i głównym frontem stała się walka o unijny budżet. Jeszcze przed szczytem można było się tego spodziewać, ale unijni optymiści liczyli, że przywódcy państw członkowskich są na tyle zdeterminowani, aby szczyt się udał, że budżet uchwalą.

Projekt budżetu zakładał zmniejszenie wkładu Niemiec, Holandii i Szwecji do unijnego budżetu. W latach 2007-2013 budżet ma wynieść 1,056 procent dochodu narodowego brutto UE. Proponowane zmniejszenie świadczeń trzech wspomnianych państw jednak wymagało ustępstw Wielkiej Brytanii, która obecnie płaci zmniejszoną składkę unijną - tak zwany brytyjski rabat. Z kolei możliwość zmniejszenia rabatu Brytyjczycy dopuszczają jedynie w takiej sytuacji, gdy Francja zgodzi się na zreformowanie Wspólnej Polityki Rolnej. W proponowanym planie budżetowym UE na lata 2007-2013 wydatki rolne miały stanowić ponad 40 procent z blisko 870 mld euro.

O reformie polityki rolnej przed 2014 rokiem nie chciał słyszeć prezydent Francji Jacques Chirac, który z trudem wywalczył w 2002 roku zamrożenie wydatków rolnych do 2013 roku. Na szczycie zgodził się jedynie, by z ustalonej w 2002 roku puli wydatków rolnych finansować od 2007 roku także dotacje dla rolnictwa Bułgarii i Rumunii. Będzie to wymagało pewnych ofiar od wszystkich państw członkowskich.

Tak więc szczyt zakończył się niczym. To co wszystkich zaskoczyło, to żądania Holendrów o zmniejszenie ich składki członkowskiej, która jest największa w przeliczeniu na głowę mieszkańca, a co za tym idzie stanowcze weto wobec projektu budżetu przestawionego przez Luksemburg. Zresztą tak samo postąpili Brytyjczycy, Szwedzi, Hiszpanie i Finowie. Włosi i Duńczycy wstrzymali się od głosu. Po 14 godzinach targów premier Wielkiej Brytanii Tony Blair odrzucił projekt porozumienia przewidujący zamrożenie upustu brytyjskiej składki na poziomie 5,5 mld euro rocznie do 2013 roku. Szacuje się, że Brytyjczycy mogliby odzyskiwać rokrocznie coraz więcej aż do ponad 8 mld w 2013 roku. Ale tak naprawdę nie o to chodziło. Większość komentatorów podkreśla, że Wielka Brytania prowadzi świadomą grę polityczną. Chce przejąć od Francuzów i Niemców przywództwo i zreformować Unię tak, aby jak za czasów EWG stała się ona przede wszystkim wspólnym liberalnym rynkiem, a nie unią polityczną. Zresztą trudno się dziwić, bowiem przez ostatnie dziesięciolecia Wielka Brytania o wiele bardziej dbała o stosunki atlantyckie niż europejskie.

Filip z konopi po polsku

Trochę zamieszania spowodował Marek Belka, który wystrzelił niczym przysłowiowy "Filip z konopi", proponując bez uprzednich konsultacji, że Polska, a także inne nowoprzyjęte kraje, zrzekną się przyznanych im funduszy na rzecz bogatych krajów Unii. Wystąpienie to wywołało nieco zamieszania, a także konsternację w szeregach starej Europy, która - co tu ukrywać - niezbyt bierze sobie do serca frazesy o jedności europejskiej, a szczyty poświęcone budżetowi sprowadzają się do przyziemnych targów o pieniądze. Francuzi, Niemcy, Brytyjczycy, a także inni mocno przecierali oczy ze zdumienia nie tylko z tego powodu, że biedacy chcieli się z nimi podzielić, ale przede wszystkim dlatego, że wszelkie "europejskie zadęcia" zwane "wartościami europejskimi" brane są na poważnie przez eurofilów ze Wschodniej Europy.

Sytuacja ta z polskiego punktu widzenia byłaby bardzie zrozumiała, gdyby fakt nieuchwalenia projektu budżetu spowodował, że pieniędzy z unii dostalibyśmy zdecydowanie mniej, ale tak nie będzie. Przypomnijmy, ze zgodnie z obowiązującymi przepisami, jeżeli nie zostanie przyjęty na czas projekt budżetu UE to jest prowizorium budżetowe, które za trzy lata może obowiązywać.

Tak zwane prowizorium budżetowe to budżet roczny UE, który w 2007 roku wyniósłby 1,03 proc. dochodu narodowego brutto (DNB). W skutkach finansowych jest to lepsze rozwiązanie dla Polski niż to, które proponował Luksemburg.

Dlatego zupełnie niezrozumiały jest lament polskiej prasy, która po fiasku szczytu w Brukseli popadła w histeryczny ton, ile rzekomo stracimy przez brak budżetu. Z przedstawionego przez Luksemburg preliminarza budżetowego wynikało, że mogliśmy liczyć na korzyści sięgające co najmniej 60 mld euro na czysto w ciągu 7 lat. Dałoby to nam pozycję największego beneficjenta unijnego budżetu.

** ** **

"Unia się sypie" - powiedział Roman Giertych pytany o Unijny szczyt i jest w tym sporo prawdy. Miejmy nadzieję, ze Brytyjczykom uda się zdemontować narzuconą ideologię europejskiego superpaństwa, w czym winniśmy pomagać, jeśli za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat chcemy nadal mieszkać w Polsce, a nie w Eurokołchozie.

www.polskiejutro.com

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów  http://nowamedia.w.interia.pl