| ||||
|
w tym wydaniu:
Adam Wielomski:
Gordon Frisch:
Helle Dale:
Auschwitz.dk:
Ben
Shapiro:
John
Horvat II:
David M. Dastych:
J.R.
Nyquist:
Paul
Jacob:
Phylis Schlafly:
Tomasz Kaźmierski:
Daniel Pipes:
temat:
Turcja
Maciej Filipowicz:
temat:
Gruzja
Daniel Pipes:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Grzegorz Motyka:
Sławomir
Olejniczak:
Romuald Bury:
Andrzej Kumor:
Jerzy Przystawa:
StefanDetko:
Józef Darski:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Cezary Rozwadowski:
Jan Kowalski:
Józef Darski:
Marian Kałuski:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Romuald Bury:
Witold Filipowicz:
Maciej Winnicki:
Franciszek Bednarz:
Andrzej Sielicki:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Marian Kałuski:
Iwo Cyprian Pogonowski:
Jerzy Przystawa:
halibuter:
Antoni Dudek:
Dokumenty:
Jarosław Szarek:
Maciej Filipowicz:
Stanisław Bulza:
Marcin Jendrzejczak
Ludwik Skurzak:
Jacek Salij OP:
Solidarność IENESP:
| Mirosław Kokoszkiewicz Na przekór mediom Nie odkryję Ameryki wysuwając tezę, że media odgrywają dzisiaj pierwszoplanową rolę w kształtowaniu postaw, opinii czy gustów. Sztuka manipulacji medialnej poszła tak daleko do przodu, że już nie trzeba uciekać się do ordynarnych prymitywnych kłamstw rodem z PRL-u. Wystarczy nagłaśnianie jednych wydarzeń, a przemilczanie innych. Do tego odpowiedni dobór specjalnie wyselekcjonowanych i pseudo-obiektywnych komentatorów, analityków, intelektualistów i wszelakiej maści mędrców i sukces wydawałoby się gotowy. Ostatnio doszło do zbezczeszczenia przez grupę homoseksualistów świątyni katolickiej we Francji. Dla przypomnienia powiem, że do katedry Notre Dame wtargnęła grupa kochających inaczej, poturbowała kapłana i na oczach wiernych odegrała scenę zaślubin pary homoseksualnej. Nie zabrakło też obelg pod adresem Papieża. Tak jak przewidywałem oprócz Naszego Dziennika żadne ogólnopolskie media nie uznały tego wydarzenia za na tyle ważne, aby o nim poinformować opinie publiczną. No cóż przed sobotnimi wiecami (nie zezwolono na przemarsz) gejów i lesbijek taka informacja mogłaby popsuć szyki miłośnikom dewiacji, tolerancji i poprawności. Za to te same media z oburzeniem podały dzisiaj informację o protestach Palestyńczyków więzionych przez władze izraelskie z powodu wyrwania kilku kartek z Koranu przez żydowskich strażników. Dodając do tego trwające od tygodni protesty z powodu rzekomego sprofanowania świętej księgi islamu w obozie w Guantanamo na Kubie to mamy jak na dłoni uwidoczniony stosunek dzisiejszych „elit” do chrześcijaństwa. Każdy nawet nie udowodniony do końca najmniejszy atak na islam czy judaizm stawia na baczność polityków, prezydentów nawet największych mocarstw i zmusza ich do tłumaczenia się przed światową opinia publiczną. Po odrzuceniu w referendach we Francji i Holandii traktatu konstytucyjnego byliśmy świadkami kolejnej akcji manipulacyjnej polegającej na umniejszeniu znaczenia tego przełomowego wydarzenia. Znani nam od lat politycy i komentatorzy zaprzęgnięci zostali do wprost katorżniczej pracy. W ciągu krótkiego czasu musieli się przemieszczać niemal z prędkością światła się od studia do studia, od redakcji do redakcji i wyjaśniać w pokrętny sposób, że społeczeństwom Francji i Holandii wcale nie chodziło o odrzucenie traktatu, lecz o coś innego. Cała ta akcja sprawiała wrażenie jakby ci najwięksi eksperci pracowali w systemie akordowym i to w sposób niemal niewolniczy. Zastanawiam się nawet czy nie powinna w to wszystko wkroczyć Państwowa Inspekcja Pracy. Weźmy na przykład takiego europosła Bronisława Geremka. Ilekroć dzieje się coś ciekawego w temacie „Unia Europejska” możemy być niemal pewni, że już za chwilę ujrzymy na naszym ekranie telewizyjnym jego zatroskaną o nasze losy ojcowską twarz. Postanowiłem sprawdzić czy nie ma kogoś, kto mógłby ulżyć naszemu profesorowi w tych męczących spektaklach. W tym celu odwiedziłem stronę internetową parlamentu europejskiego. Chciałem odnaleźć może nie bardziej światłego i aktywnego eurodeputowanego, ale choć takiego, który by dorastał trochę wyżej niż do pięt naszego mistrza. Ta moja wizyta przyniosła nieoczekiwane rezultaty. Jak się zorientowałem do najbardziej aktywnych europosłów okazali się należeć członkowie Ligi Polskich rodzin, których w mediach nie uświadczysz. Z satysfakcją przeczytałem świetne wystąpienia bądź przemówienia prof. Macieja Giertycha, prof. Mirosława Piotrowskiego czy Pani dr Urszuli Krupy. Szykując się do dłuższej lektury dotarłem do wystąpień prof. Bronisława Geremka. Tu nastąpiło rozczarowanie. Pan profesor tak naprawdę zabrał głos w znaczący sposób tylko raz. Było to wystąpienie na samym początku kadencji, kiedy to nasz mąż stanu uwierzył w to, że może zostać przewodniczącym parlamentu i przemawiał zachwalając swoją kandydaturę na to stanowisko. Zaczęła się budzić we mnie jakaś dziwna podejrzliwość. Mając świeżo w pamięci dopiero, co stoczoną walkę przez Donalda Tuska o uczciwość i etykę w polityce i poświęcenie na tym ołtarzu Zyty Gilowskiej, zastanawiało mnie zawsze, czemu ten sam los nie spotkał niejakiego Pawła Piskorskiego? Czy wysłano go do Brukseli, aby jego widok nie kłuł w oczy polskiej opinii publicznej czy może posiada tak wielkie talenty parlamentarne, że nie sposób byłoby ich nie wykorzystać? Tym razem trudno mówić o rozczarowaniu. Po prostu mnie zamurowało. Eurodeputowany z ramienia PO Paweł Piskorski do dziś jeszcze nie przemówił na forum parlamentu. Powstaje uzasadnione podejrzenie, że tak naprawdę media nas nie informują, lecz lepią i ugniatają z nas jednolitą masę prawdziwych Europejczyków. W ostatnim „śniadaniu radia zet” poseł J.M.W. Rokita stwierdził, że kandydatura prof. Macieja Giertycha na prezydenta jest kandydatura niepoważną. Ciekawe jak poczuł się po tym stwierdzeniu inny kandydat Pan Donald Tusk? Skoro absolwent uniwersytetu w Oxfordzie, profesor zwyczajny Maciej Giertych jest kandydaturą niepoważną to, co sądzić o kandydaturze Platformy Obywatelskiej. Chyba tylko tyle, że na tym tle jest kpiną i totalnym nieporozumieniem. Może poseł Rokita kierował się innym kryterium, a mianowicie dostępnością do mediów? I w tym przypadku trzeba mu przyznać trochę racji. Weźmy na przykład Panią Henrykę Bochniarz. Kandydatka ugrupowania, które cieszy się w społeczeństwie poparciem w granicach błędu statystycznego już nazajutrz po zgłoszeniu chęci startu w wyborach prezydenckich była oblegana i zapraszana przez niemal wszystkie media. Nie da się ukryć, że prof. Maciej Giertych nie jest kochany przez prasę, radio i telewizję. Jeżeli już pojawi się gdzieś jego nazwisko to tylko po to, aby mu za przeproszeniem (przepraszam za kolokwializm) dokopać. Co prawda obecnie próby kompromitowania kandydata na jakiś czas ucichły, ale myślę, że nie na długo. Ta sytuacja przypomina jak żywo pewną scenę z filmu Juliusza Machulskiego „King, size”. Otóż grająca matkę niesfornego dziecka Beata Tyszkiewicz tak upominała swoją córkę rozdającą na prawo i lewo kopniaki przechodniom: „córciu nie kop pana, bo się zmęczysz”. Myślę, że Gazeta Wyborcza i telewizja, kiedy trochę odetchną znowu przystąpią do swojego ulubionego zajęcia. Na koniec czas na trochę optymizmu. Ostatnie referenda we Francji i Holandii dowiodły, że społeczeństwa nie koniecznie muszą zachowywać się tak ja tego sobie życzą medialni stręczyciele. Może coraz częściej zacznie zwyciężać zdrowy rozsądek i budzący się instynkt odróżniający prawdę od fałszu, cwaniaków i manipulatorów od przyzwoitych ludzi.
| |||