| ||||
|
w tym wydaniu:
Adam Wielomski:
Gordon Frisch:
Helle Dale:
Auschwitz.dk:
Ben
Shapiro:
John
Horvat II:
David M. Dastych:
J.R.
Nyquist:
Paul
Jacob:
Phylis Schlafly:
Tomasz Kaźmierski:
Daniel Pipes:
temat:
Turcja
Maciej Filipowicz:
temat:
Gruzja
Daniel Pipes:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Grzegorz Motyka:
Sławomir
Olejniczak:
Romuald Bury:
Andrzej Kumor:
Jerzy Przystawa:
StefanDetko:
Józef Darski:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Cezary Rozwadowski:
Jan Kowalski:
Józef Darski:
Marian Kałuski:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Romuald Bury:
Witold Filipowicz:
Maciej Winnicki:
Franciszek Bednarz:
Andrzej Sielicki:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Marian Kałuski:
Iwo Cyprian Pogonowski:
Jerzy Przystawa:
halibuter:
Antoni Dudek:
Dokumenty:
Jarosław Szarek:
Maciej Filipowicz:
Stanisław Bulza:
Marcin Jendrzejczak
Ludwik Skurzak:
Jacek Salij OP:
Solidarność IENESP:
|
Romuald Bury SZTANDARY (JUŻ) WYPROWADZIĆ! Józef Stalin sowiecki satrapa, największy zbrodniarz w historii ludzkości: "Przez 300 lat Rosja była pod dyktaturą Romanowów. Teraz będzie pod moją, aż umrę". Stalin umarł ale jego produkty, w tym partia komunistyczna w Polsce, trwają w najlepsze. Gdyby dziś żył, z pewnością by przyklasnął obecnym poczynaniom SLD. Na morzu obowiązują jasne reguły - w przypadku katastrofy kapitan schodzi ze statku lub okrętu ostatni. W polityce jest inaczej, na ogół, jak dzieje się coś złego, kierownictwo załatwia sobie ciepłe posadki i wykonuje zabieg, zwany "ucieczką do przodu", zostawiając swe owieczki na pastwę losu. Z takim zjawiskiem mamy do czynienia w przypadku największej i najpotężniejszej do niedawna partii politycznej w Polsce. Aby w pełni określić jej rodowód, należy przytoczyć jej wszystkie nazwy i formy organizacyjne, bez niedomówień, bo ma ona ciągłość od 1941 roku. To Polska Partia Robotnicza - Polska Zjednoczona Partia Robotnicza - Socjaldemokracja Rzeczpospolitej Polskiej - Sojusz Lewicy Demokratycznej. I wszystko wskazuje na to, że może to nie być koniec jej przekształceń, bo ona po prostu mimikrę lubi. Komuniści w Polsce objęli władzę w 1944 roku, w tzw. Polsce Lubelskiej, mając do tego wyłącznie poparcie Józefa Stalina. PPR jako zalążek partii politycznej powstała w niewielkim gronie dyspozycyjnych wobec Kremla przedwojennych komunistów polskiego i żydowskiego pochodzenia, starannie wyselekcjonowanych pod kątem dyspozycyjności wobec Kremla. Chyba wszyscy bez wyjątku jej założyciele mieli sowieckie obywatelstwo i mocne powiązania z NKWD. Zadanie, jakie otrzymali, to utworzenie w okupowanej przez Niemców Polsce struktury, zdolnej w przyszłości w miarę samodzielnie rządzić krajem, wchodzącym w skład "obozu socjalistycznego", czyli de facto imperium sowieckiego. Gomułka, Bierut, Gomułka Zadanie wykonywali - bez większych przeszkód - aż do 1989 roku. Po drodze była wprawdzie "walka o ustanowienie i utrwalenie władzy ludowej", która kosztowała życie około 100 tys. obywateli (zamordowanych na podstawie zbrodniczych wyroków sądowych, bez sądu, zmarłych w aresztach i więzieniach na skutek nieludzkich warunków, zastrzelonych w obławach i pacyfikacjach itp.). Dziś tych ofiar prawie nikt nie liczy, a przecież to był dalszy część wojny i podboju i tak już umęczonego kraju. Kolejne ekipy odchodziły w niesławie a ich następcy ogłaszali, że był to "okres błędów i wypaczeń", ale od tej pory to już będzie "demokracja socjalistyczna" na wsiegda... To, co charakteryzuje całość okresu komunistycznego w Polsce (1944-1989) to ciągłość tych samych mechanizmów, podobieństwo metod rządzenia i w znacznym stopniu trwanie tych samych "elit" rządzących. Pomiędzy poszczególnymi ekipami były różnice, owszem, i to znaczne, ale dla przeciętnych obywateli nie miało to większego znaczenia. "Pierwszy" Gomułka (1944-1948) wcale nie był lepszy, ani mniej krwawy, niż jego następca Bierut (1948-1956). I wcale nie było tak, że Gomułka był "narodowy" a dopiero Bierut był sowieckim namiestnikiem. W pierwszym okresie rządów Gomułki (1944-1948) tak zwana "władza ludowa" zamordowała znacznie więcej Polaków, niż w trakcie panowania jego następcy. Należy rozprawić się z mitem, że Gomułka był w jakiś specjalny sposób "represjonowany". Odosobnienie w luksusowych warunkach i specjalna dieta dla byłego sekretarza generalnego na tle tego, co zgotowano autentycznym patriotom, to nie były represje. Odsunięcie od władzy też szykaną nie było. Bierut jest symbolem stalinizmu w Polsce (wraz ze swym zausznikiem i prawą ręką Jakubem Bermanem, zwanym pieszczotliwie "Jakubkiem"). Ale to w okresie jego rządów okrzepła osławiona bezpieka (cywilna - Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego i wojskowa - Informacja Wojskowa), która wyrosła na "państwo w państwie" i stała się (w przenośni i dosłownie - "bijącym sercem partii"). Wyjazd Bieruta na XX Zjazd KPZR w 1956 roku, gdzie, jak złośliwi powiadają, został poczęstowany "ciastkiem z Kremlem" i sczezł w mgnieniu oka. Jego następcą został bezbarwny i prymitywny, ale wierny agent Kominternu Edward Ochab, którego zadaniem było otwarcie drogi powrotu do władzy Gomułce. Tak, temu samemu prymitywnemu satrapie, który publicznie obwieścił, że "władzy raz zdobytej w Polsce nie oddamy nigdy!". Jego ponowne rządy trwały aż do tragicznej masakry robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku, gdy władza robotnicza pokazała klasie robotniczej, w imieniu której sprawowała władzę, gdzie jest jej faktyczne miejsce i jaka jest jej prawdziwa rola. Zmiany ekip, a system trwa i trwa Następca Gomułki był już gotowy - "nowy" człowiek na nowe czasy. Edward Gierek faktycznie uchylił w PRL okno na świat, pozwolił na częstsze wyjazdy na Zachód, bardziej rozumiał sprawę rozwoju gospodarczego. Ale nie zapominajmy, że był komunistycznym dyktatorem, który w chwili próby pokazał twarde oblicze i pięść systemu. Rozgromienie wystąpień społecznych w 1976 roku i masowe represje doprowadziły do znacznej erozji systemu, ale go nie zniszczyły. Wtedy podniosła głowę opozycja. Niestety, pomoc Zachodu dostała, wraz z odpowiednim nagłośnieniem, głównie "opozycja systemowa", która, nie zamierzała obalać samego systemu. Byli to przede wszystkim dysydenci partyjni i związane z nimi środowiska, co fatalnie zaciążyło na późniejszym rozwoju wydarzeń. W 1980 roku po raz pierwszy komuniści w Polsce "pokojowo" wymienili władzę. Nie było "zamachu stanu", albowiem Gierek był już za słaby, aby utrzymać się na stanowisku. I znowu zastosowano wariant z sekretarzem przejściowym, jak po Bierucie. Tym razem władzę (na bardzo krótko) dostał Stanisław Kania, dysponent resortów siłowych, który zapewnił miękkie objęcie władzy ekipie wojskowej gen. Jaruzelskiego. Stan wojenny i następne lata pokazały Polakom, że zmieniają się kolejne ekipy, ale faktyczna władza się nie zmienia a jej istota pozostaje ta sama. Jednak erozja ustroju trwała i była procesem nie do zahamowania. Świat zdecydowanie szedł naprzód, a my, "obóz socjalistyczny", ciągle staliśmy w tych samych okopach. Wojna ekonomiczna i wyścig zbrojeń USA - ZSSR zakończył się dla krajów komunistycznych katastrofą, ale siły rządzące zapewniły sobie (nie we wszystkich krajach) lądowanie na z góry upatrzonych pozycjach. W Polsce była sytuacja szczególna - "okrągły stół" i "gruba kreska" to symbole oddania władzy, która zachowała ogromne wpływy. Początkowo dziedziną dla niej zastrzeżoną były finanse i gospodarka, ale było wiadomo, że siła polityczna "sama" z tego wyrośnie. Po euforii 1989 roku natychmiast przyszło otrzeźwienie. W pierwszym solidarnościowym rządzie (rzekomo "niekomunistycznym") pierwsze skrzypce grał gen. Czesław Kiszczak, krwawy pacyfikator z okresu stanu wojennego a obok niego było zastanawiająco wielu skompromitowanych postaci z ekipy komunistycznej, aby na całe przemiany patrzeć co najmniej podejrzliwie. Wybranie Jaruzelskiego na prezydenta Polski, co dokonało się głosami "opozycyjnymi", przechyliło czarę goryczy i uzmysłowiło nam, że zmiany są w istocie bardzo pozorne. Kwaśniewski i era Millera Już w 1993 roku nastąpił triumfalny powrót komunistów do władzy, choć działali już pod nową nazwą. Wówczas to jeden z czołowych "opozycjonistów" napisał w "Gazecie Wyborczej", że nie tak miało być, bo "my" zachowaliśmy ich status w gospodarce i zapewniliśmy im "grubą kreskę", a oni mieli nie sięgać po władzę. Najpóźniej od tej pory Polacy nie powinni mieć złudzeń, że bez dokładnego rozliczenia (na wszystkich płaszczyznach) okresu komunistycznego, bez dekomunizacji i lustracji nic tu się nie zmieni. Dalsze lata potwierdziły to w całej rozciągłości. Po okresie panowania Aleksandra Kwaśniewskiego - b. ministra komunistycznego rządu (który odszedł od skompromitowanej nazwy PZPR i nazwał swą strukturę Socjaldemokracją RP), w 1995 roku władzę otrzymał inny aparatczyk, czyli Józef Oleksy. Długo nie porządził, bo zażyłość z sowieckim szpiegiem Ałganowem wysadziła go z siodła, ale na rzecz b. członka Biura Politycznego i Sekretariatu KC PZPR, absolwenta komunistycznej "akademii" Leszka Millera. On też zmienił nazwę partii na Sojusz Lewicy Demokratycznej. W 2001 roku komuniści święcili triumf. Bardzo niewiele brakowało, a zdobyliby w demokratycznych, tajnych wyborach absolutną większość głosów! Tylko cynizm ich lidera Millera i jego niesłychana buta dosłownie w ostatniej chwili skłoniły część wyborców do głosowania inaczej. Era Millera trwała bardzo krótko, zaledwie dwa i pół roku, ale na zawsze zapisze się w annałach jako okres władzy aroganckiej, do cna skorumpowanej, opartej na sieci dworskich zależności i układów. Komisje Sejmowe długo jeszcze będą miały co wyjaśniać i ujawniać... Szefowie z łapanki Kolejny manewr "zmiany" na szczytach władzy zaowocował odejściem Millera. Na jego miejsce przyszedł nijaki Janik, który miał jedynie uspokoić sytuację. I faktycznie, po kilku miesiącach władza zastosowała ograny manewr - Janik odszedł na rzecz jakże nowego i świeżego działacza, czyli... Józefa Oleksego. Ale tego było chyba już za dużo. Człowiek uwikłany we wszystko od lat 80-tych, były I sekretarz wojewódzki PZPR, były premier (odszedł po aferze "Olina"), uznany przez Sąd Lustracyjny za "kłamcę lustracyjnego" - to miała być ta "nowość"? Wywołało to bunt nawet w szeregach własnych. Nastąpiło odejście części kadry i członków a w SLD oddolnie narastał dalszy bunt. No i mamy, to co mamy: aktualne kierownictwo PZPR (przepraszam, SLD) postanowiło zbiorowo podać się do dymisji! Tak, tego jeszcze w dziejach partii komunistycznych nie było, ale przecież czasy się zmieniły i ludzie są już inni. Dziś SLD leży w gruzach, partii tej grozi marginalizacja. Stąd manewr dymisji całego kierownictwa, aby uratować resztę. Jednak żadne zmiany w tej partii nie przysporzą jej wiarygodności i nie spowodują, że będzie ona cieszyć się szacunkiem społecznym. To jest w dalszym ciągu partia, która powstała z nieprawego loża, jako bękart Józefa Stalina. Ciążą na niej olbrzymie, do dziś nierozliczone zbrodnie przeciwko Narodowi Polskiemu i przeciwko naszemu państwu. Jest to partia, która zagarnęła i roztrwoniła znaczną część majątku narodowego, doprowadziła do cywilizacyjnego regresu społeczeństwa i zmarnowała szanse dwóch-trzech pokoleń Polaków. ** ** ** Kolejna zmiana nazwy i zmiany na stanowiskach liderów nic tu nie wniosą. Mamy nadzieję, że padnie hasło: "sztandar wyprowadzić" i że nie będzie to oznaczało kamuflażu. Jeśli coś ma się w Polsce zmienić na lepsze, to zacznijmy od wyrugowania z naszego życia trwałych elementów poprzedniego systemu, a SLD się do nich zalicza. A w ślad za tym, również ich dotychczasowych sojuszników, którzy przez tyle lat zapewniali im całkowitą bezkarność. www.polskiejutro.com | |||