now@ on-line  czerwiec  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Mariusz D. Dastych:
 
Leszek Skonka:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Jerzy Przystawa:
 
Wiktor Poliszczuk:
 
Phyllis Schlafly:
 
Michael Whitcraft:
 
J. R. Nyquist:
 
Ocnus News:
 
Donald Devine:
 
Daniel Pipes:
 
John Horvat:
 
J.R. Nyquist:
 
Donald J. Devine:
 
Daniel Pipes:
 
Ks. Henryk Jankowski:
 
Stanisław Remuszko:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Maciej Giertych:
 
Sławomir Olejniczak:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Romuald Bury:
 
Jerzy Przystawa:
 
Andrzej Kumor:
 
Marian Kałuski:

Witold Filipowicz:

 
Jerzy Przystawa:
 
Zbigniew Brzozowski:
 
Jerzy Przystawa:
 
Marian Kałuski:
 
Witold Filipowicz:
 
Iwo Cyprian Pogonowski:
 
Adam Maksymowicz:
 
Adam Wielomski:
 
Stanisław Bulza:
 

Andrzej Kumor

Dla własnych dzieci

Czy to ma sens? Czy w czasach globalizmu, ponadnarodowych korporacji, lóż, wymiany myśli, idei, kapitału, masowych podróży, mieszania się ludzi, czy w tym wszystkim pojęcie narodu ma jeszcze sens? Czy nie jest to jakaś trupia dziewiętnastowieczna zaszłość, zamykająca nasze człowieczeństwo w okowach trybalizmu; każąca nam dzielić ludzi na swoich i obcych, podczas gdy przecież w rzeczywistości - jak przekonują apostołowie Nowego Jeruzalem - jesteśmy wszyscy "jedną wielką rodziną ludzką"?

Czy dzisiaj ma sens mowa o obronie interesów narodowych, skoro w Pierwszym Świecie większość elit na co dzień broni interesów wielkich korporacji?!

Aby się o tym przekonać, trzeba zajrzeć pod podszewkę i zobaczyć, kto, z kim trzyma i komu rozdaje karty. Klany, rody, rodziny, narody. Krew nadal się liczy. Wielkie organizacje nie są bezimienne, na samej ich górze stoją konkretni ludzie, namaszczeni przez innych konkretnych ludzi - zazwyczaj powiązanych również poza oficjalnymi kanałami.

Może są to banały, ale perspektywa ta jest bardzo ważna, jeśli chcemy myśleć o odbudowie Polski. Jej fundamentem musi być narodowa solidarność przekraczająca granice terytorialne i pokoleniowe. Jest to część odpowiadania na pytanie, "jaka Polska?". Do dzisiaj są w Polsce środowiska usiłujące zaszczepić Polakom fetysz tożsamości europejskiej, odbarwionej z narodowych emocji, polskość sprowadzając do parteru historycznych sentymentów. Orędownikom takiej wizji chodzi o likwidację "egoizmów narodowych", co jednak ciekawe, większość owych propagatorów wywodzi się ze społeczności, które własny "egoizm narodowy" doprowadziły do perfekcji.

Nowoczesny Polak miał więc hasać przez kontynent w tę i we wtę, czując się wszędzie jak u siebie w domu, miał doświadczać ogólnoludzkiej życzliwości, towarzyszy Europejczyków. Dzisiaj, gdy rodacy rozjechali się za chlebem, wiedzą już, że to bujda.

W zjednoczonej Europie narody nie wygasają.

A więc, odpowiedź na pytanie, jakim państwem ma być Polska, nie jest możliwa bez odpowiedzi na pytanie, jakim narodem chcą być Polacy? Odbudowa państwa nie jest możliwa bez odbudowy naszego pobitego narodu. Czy mamy szansę zająć w Europie dobre miejsce? Czy mamy szansę kształtować politykę regionalną?

Świat zmienia się, interesy poszczególnych narodów ścierają się ustawicznie. Chińczycy, Żydzi, Hindusi - oczywiste, że nie mamy nawet co marzyć, aby na podobną skalę kształtować reguły całej zabawy, zacznijmy jednak po kolei od rzeczy małych, od zdefiniowania interesów ekonomicznych i politycznych; określenia metod ich obrony, od powrotu do pojęcia "żywioł polski". Na terytorium polskim nie tylko z tym żywiołem mamy do czynienia. Zdefiniujmy polskość, jak najszerzej, by naród Polski, jak za dawnych czasów, mógł asymilować i przyciągać, by tworzył regionalną konstelację.

Pora określić polski interes w Europie. Tego obecna elita pookrągłostołowa nie zrobi, bo są to ludzie z innej bajki. Układ musi się rozlecieć, nadchodzi kolejny przełom i od Polaków będzie zależało, czy chcą mieć Polskę. Od politycznego przebudzenia narodu, ożywienia politycznego, poparcia pieniądzem kandydatów zależy, czy uda się Polskę wyciągnąć z magla.

Czy to realne?

Czasem w życiu dzieją się cuda. Jest to chyba ostatnia szansa. Gdy ją przeputamy, zostaniemy "zregionalizowani" - wielki 40-milionowy naród w sercu kontynentu, niezdolny do pełnej niepodległości, sprowadzony do roli pucybuta.

Najgorsze, że nie mamy informacji o tym, kto, z kim i dlaczego? Do końca nie znamy sytuacji. Większości powiązań możemy się jedynie domyślać. Nie wiemy, gdzie zahaczają sfery wpływów Żydów, Niemców, Rosjan, Amerykanów, kto ma kwity na kogo i kto z kim skłonny jest działać. Nie wiemy, jak odróżnić prawdziwych patriotów od farbowanych, prawdziwych przedstawicieli społeczeństwa od tych, którym przydzielono zadanie. Nie znamy struktury przepływu pieniędzy, zazębień wywiadów.

III RP jest partyjnym państwem koleżków, służby państwa, w tym specjalne, nie służą ochronie interesu narodowego, lecz pracują na rzecz takiej czy innej frakcji. Na medialną powierzchnię wypływają jedynie pokawałkowane informacje, na dodatek nie wiadomo, czy nie ujawniane celowo.

Jeśli Polacy chcą normalnie żyć, muszą zrzucić z siebie gorset Ubolandu, przerwać trwające od 60 lat rządy "środowiska". Można tego dokonać, wyłaniając własną reprezentację, lecząc się z niemocy, powoli, acz systematycznie przejść przez opcję zerową.

Graniczy to z niemożliwością, jednak praca uparcie prowadzona daje efekty; wystarczy zarazić takim działaniem. Nigdy za mało powtarzania, że pierwszym warunkiem tworzenia sensownego państwa jest dostrzeganie własnego egoistycznie pojmowanego dalekosiężnego interesu w dobru wspólnym.

Dobro wspólne nie ma sensu, jeśli nie służy poszczególnym ludziom. Dobro wspólne - państwo - to nie abstrakcja, lecz urzeczywistnienie żywotnego interesu wspólnoty - interesu polskiego. Tu jest właśnie pies pogrzebany, bo dziś to, co nazywa się polskim państwem służy klikom, a nie narodowi.

Polskę zapisano do "Europy". Korzyści płynące z integracji są wątpliwe, w większości wypadków pogłębia się etatyzm, zwiększa administrację i biurokracja. Unia pozbawiła rząd polski wielu mechanizmów oddziaływania na gospodarkę i politykę monetarną, związała ręce. Nie zanosi się na spokojne czasy, dlatego Polskę trzeba odbudować.

Nie mamy szans konkurować z Chińczykami, nie mamy szans, iść na udry z Żydami, mamy jednak szanse stworzyć polską siłę i zakreślić przestrzeń nowoczesnego państwa, mamy obowiązek odbudować Polskę. Dla własnych dzieci.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl