now@ on-line  czerwiec  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
Mariusz D. Dastych:
 
Leszek Skonka:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Jerzy Przystawa:
 
Wiktor Poliszczuk:
 
Phyllis Schlafly:
 
Michael Whitcraft:
 
J. R. Nyquist:
 
Ocnus News:
 
Donald Devine:
 
Daniel Pipes:
 
John Horvat:
 
J.R. Nyquist:
 
Donald J. Devine:
 
Daniel Pipes:
 
Ks. Henryk Jankowski:
 
Stanisław Remuszko:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Maciej Giertych:
 
Sławomir Olejniczak:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Romuald Bury:
 
Jerzy Przystawa:
 
Andrzej Kumor:
 
Marian Kałuski:

Witold Filipowicz:

 
Jerzy Przystawa:
 
Zbigniew Brzozowski:
 
Jerzy Przystawa:
 
Marian Kałuski:
 
Witold Filipowicz:
 
Iwo Cyprian Pogonowski:
 
Adam Maksymowicz:
 
Adam Wielomski:
 
Stanisław Bulza:
 

 

Marian Kałuski

Czy Polacy są rusofobami?

Polacy w swej historii doznali całe morze krzwd od Rosjan. Tyle, że mieli by prawo nie tylo, że nie lubić ale wręcz ich nienawidzieć.

Rosjanie zarzucają nam rusofobię i robią wszystko, aby tak nas przedstawiać na świecie, a szczególnie w najważniejszych krajach Unii Europejskiej, której członkiem jest także Polska – Francji i Niemczech oraz w Stanach Zjednoczonych. Starają się w ten sposób odsunąć nas od uchodzenia w Unii za eksperta od spraw rosyjskich. Za tych ekspertów chcą uważać znanych z historii rusofilów - Francuzów i Niemców, którzy nawet nie są sąsiadami Rosji.

Zarzuty Kremla są o tyle nielogiczne, że żaden rząd polski po 1989 roku nie prowadził i nie prowadzi polityki antyrosyjskiej. Przeciwnie, wykazywały i wykazują duży serwilizm wobec Moskwy, szczególnie obecny rząd lewicowy, jak i sam prezydent Aleksander Kwaśniewski. Także opozycyjna partia prawicowa Liga Polskich Rodzin jest zdecydowanie prorosyjska.

W sejmowej informacji ministra spraw zagranicznych o zadaniach polskiej polityki zagranicznej w 2005 roku czytamy, że: „Dla polskiej polityki zagranicznej kluczowe znaczenie mają relacje z Federacją Rosyjską. Powiedzmy wyraźnie: nasze zaangażowanie w to, co się wydarzyło na Ukrainie nie było skierowane przeciwko Rosji. Motywem tego zaangażowania było wspieranie fundamentalnych wartości, a nie gra interesów. (...) Zależy nam na tym, by Rosja była jak najbliżej i najściślej związana z Europą, z Sojuszem Atlantyckim, z Unią Europejską...”.

Są to szczere słowa. I nie zmieni tego faktu ostra w ostatnich tygodniach retoryka przywódców Platformy Obywatelskiej czy Prawa i Sprawiedliwości. Ostatecznie ci ludzie – jako politycy polscy - kierują się polską racją stanu i polskim honorem w chwili, kiedy władcy Kremla poniżają naród polski.

A teraz czy Polacy – przeciętny Polak nienawidzi Rosjan?

Na pewno ich nie kochają, ale trudno by było nazwać Polaków rusofobami.

Prawda, przeprowadzony ostatnio sondaż wykazał, że Rosja jest krajem, którego najbardziej obawiają się Polacy i to głównie młodsi, poniżej 40 lat. Boi się Rosji aż 50% Polaków. Jednocześnie co czwarty Polak chce współpracy z Rosją. Taka strategia „strzeż się, ale współpracuj” raczej dobrze świadczy o realizmie Polaków (PAP 10.5.2005).

A to że współcześni Polacy boją się Rosjan nie wypływa z polskiej rusofobii tylko z antypolskiej polityki Kremla i dziwnej postawy Rosjan w wielu sprawach. Co Polacy mogą np. myśleć o tym, że ok. 50% dzisiejszych Rosjan uważa, że Stalin jest cacy, kiedy dla Polaków to zbrodniarz równy Hitlerowi (Bronisław Kuśnierz „Stalin and the Poles” London 1949)? Jaki może być stosunek Polaków do Rosjan, dla których postawienie pomnika polskiemu żołnierzowi w Rosji to sprawa z przychologicznego punku widzenia zupełnie niemożliwa (Marcin Przewoźniak „Pamięć nie dla Polaków „Życie Warszawy” 9.5.2005)? Jak Polacy mają patrzeć na Rosjan i ich Cerkiew prawosławną kiedy pod jej wpływem ustanawia się w 2004 roku jako święto narodowe dzień przepędzenia Polaków z Moskwy na początku ... XVII wieku?

Nie, Polacy nie są rusofobami. To Rosjanie są polakożercami! A potem się dziwią, że sporo Polaów ich nie lubi.

Polska znowu w cieniu!

Od wiosny 1939 roku Hitler szykował się do wojny z Polską, aby zagarnąć ponownie ziemie polskie, które Niemcy utraciły w latach 1918-22 na rzecz odrodzonego państwa polskiego, a z reszty ziem polskich utworzyć swoją kolonię. 31 marca 1939 roku premier Wielkiej Brytanii Chamberlain składa oświadczenie gwarantujące jednostronnie niepodległość Polski. Podobne oświadczenie składa rząd francuski. Wówczas Hitler skumał się ze Stalinem, czego owocem był niemiecko-sowiecki pakt o nieagresji z 23 sierpnia 1939 roku. Pakt ten, zwany paktem Ribbentrop-Mołotow, w swoim tajnym protokole dodatkowym zakładał podział Europy Wschodniej między oba państwa i wszechstronną współpracę, głównie gospodarczą. Tak Związek Sowiecki stał się i był do czerwca 1941 roku najlepszym sojusznikiem Hitlera (Aleksander Bregman „Najlepszy sojusznik Hitlera” Londyn 1958).

Park Ribbentrop-Mołotow umożliwił Hitlerowi agresję na Polskę i nowy jej rozbór między Niemcy i Związek Sowiecki (IV rozbiór Polski). Hitler ze Stalinem uzgodnili, że obok wschodniej Polski (Lwów, Brześć, Białystok, Wilno) również łupem ZSRR ma być Litwa, Łotwa i Estonia, od Finlandii Moskwa ma oderwać Karelię, a od Rumunii Bukowinę i Besarabię. Wkrótce po zajęciu wschodniej Polski Stalin napadł na Finlandię, a w 1940 roku zajął Litwę, Łotwę, Estonię oraz rumuńską Bukowinę i Besarabię.

Dzisiaj Rosja świętuje zwycięstwo nad Hitlerem przy jednoczesny bezczelnym odsuwaniu w cień sprawy paktu Ribbentrop-Mołotow, który przyczynił się do wybuchu II wojny światowej i który wyrządził wielką krzywdę Polsce, Litwie, Łotwie, Estonii, Finlandii i Rumunii. Niestety, rząd polski nie zrobił nic konkretnego, aby nagłośnić w świecie czym był pakt Ribbentrop-Mołotow dla Polski. Natomiast rządy Litwy, Łotwy i Estonii rozdmuchały na świecie tę sprawę, czym wymusili na prezydencie Stanów Zjednoczonych Bushu potępienie sowieckiej okupacji tych państw.

O tym jak polski MSZ przespał tę – i nie tylko tę sprawę świadczyła informacja podana w mediach 20 kwietnia br., że Kongres USA chce potępić pakt Ribbentrop-Mołotow. W proponowanej rezolucji było potępienie sowieckiego zaboru i okupacji Litwy, Łotwy i Estonii i ani słówka o tym, że ten pakt skrzywdził także Polskę. Co więcej, w projekcie rezolucji znalazł się dziwny zapis dotyczący masakry polskich oficerów w Katyniu: „Federacja Rosyjska zasługuje na pochwałę za to, iż zaczyna uznawać bolesne i godne ubolewania incydenty w swojej historii, tak jak przyznanie się do współudziału w masakrze polskich żołnierzy w Lesie Katyńskim w 1939 roku” („Gazeta Wyborcza” 20.4.2005).

Oto jak Amerykanie są poinformowani o sprawach polskich! Nie wiedzą nic o tym, że pakt Robbentrop-Mołotow był wymierzony przede wszystkim w Polskę jak i o zbrodni sowieckiej w Katyniu. Przecież miała ona miejsce nie w 1939 a w 1940 roku, była dziełem tylko Kremla i Putin wcale nie chce się przyznawać do tej potwornej zbrodni.

Kogo obwiniać za tę niewiedzę kongresmenów amerykańskich?

Nie po raz pierwszy tylko i wyłącznie polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Tam pracują chyba sami nieudacznicy (ciemniacy) i ludzie, którzy nie myślą i nie czują po polsku! Ludzie, którzy mają w nosie interesy Polski i narodu polskiego!

Kwaśniewski w Moskwie – alibi

Media nas poinformowały, że prez. Aleksander Kwaśniewski w niedzielę, 8 maja br. na Cmentarzu Dońskim w Moskwie mówił o ciemnej stronie sowieckiego zwycięstwa nad nazizmem w 1945 roku, że od 60 lat pamięć Polaków ugina się pod ciężarem stalinowskich zbrodni, a na koniec mówił o potrzebie budowania porozumienia polsko-rosyjskiego na prawdzie. Niestety, jak pisze "Gazeta Wyborcza", "Rosjanie mieli jednak znikome szanse, by cokolwiek z tego usłyszeć. Wizycie na cmentarzu przyglądało się zaledwie troje dziennikarzy rosyjskich agencji prasowych, nie było ekip rosyjskiej TV czy radia. Polska strona zrezygnowała z tłumaczenia przemówienia. Główne jego punkty pracownica ambasady pospiecznie streszczała potem reporterce Interfaksu". Na usta ciśnie się pytanie: czy w polskim MSZ pracują sami kretyni?! Bowiem kretynizmem było nie przetłumaczenie przemówienia Kwaśniewskiego! Przecież ono miało być adresowane nie do Polaków, a do Rosjan! A nabrało cech tego co określamy powiedzeniem "sobie a muzom".

Tym samym przemówienie Kwaśniewskiego na Cmentarzu Dońskim było tylko i wyłącznie swoistym alibi dla niego, mającym na celu usprawiedliwienie jego wyjazdu do Moskwy. Ten wyjazd nie leżał w interesie narodu polskiego! Ten wyjazd, razem z Jaruzelskim, był swoistą pielgrzymką tych dwóch ekskomunistów do "matki Rosji". Jeszcze jedną wycieczką turystyczną na koszt podatnika polskiego, chęcią bycia jeszcze raz wśród możnych tego świata (małostkowość, snobizm!). I tak należy odbierać podróż Kwaśniewskiego do Moskwy!

Internauci o wizycie Kwaśniewskiego w Moskwie

Wielu Polaków nie kryło swego oburzenia z powodu wizyty Aleksandra Kwaśniewskiego w Moskwie na obchodach 60. rocznicy dnia zwycięstwa nad nazizmem, podczas których Putin ponownie poniżył Polaków, ignorując całkowicie polski wielki wkład w to zwycięsto (WP było czwartą co do wielkości armią walczącą z hitlerowskimi Niemcami; nad Berlinem obok sztandaru sowieckiego powiewał tylko sztandar polski!). Na ten temat wypowiada się wielu internautów. 24 godziny nie starczyłoby na przeczytanie wszystkich ich wypowiedzi. Uważam, że warto zapoznać się z niektórymi tymi wypowiedziami. Cytowane poniżej pochodzą z „Wirtualnej Polski” i są komentarzami na artykuł pt. „Kwaśniewski: byłem w Moskwie potrzebny” (10.5.2005).

Na to stwierdzenie Kwaśniewskiego internauci ripostowali: „(Kwaśniewski:) Byłem Moskwie zawsze potrzebny”; „Potrzebny Putinowi... do wygłoszenia tych bzdur, które właśnie Putin mówił. Bo jeśli taki Kwaśniewski się nie sprzeciwia, to znaczy, że co mówił „zgradek” (Putin) jest prawdą”; „Byłeś Olek nie tylko potrzebny tam ale wprost niezbędny tak samo jak muszla sedesowa i do tego papier”; „Kwaśniewski dał się poniżyć. To była klęska dyplomatyczna...”; „Moskwa ma dobrego ambasadora (w Kwaśniewskim!)”; „Pan prezydent udał się do Moskwy jak piesek na gwizdnięcie i tak właśnie został potraktowany... Wstyd”; „Masz rację. Wstyd że ktoś taki jak Kwaśniewski wypowiada się w imieniu naszego Narodu. Kolejny raz dał dupy”; „pan Kwaśniewski uważa, że był potrzebny. W gruncie rzeczy ma rację. Dostał wskazówki, jak rządzić swoim narodem... Kompletny brak honoru, dumy narodowej i patriotyzmu...”; (Był potrzebny) „tylko po to aby stać w trzecim rzędzie” (Putin postawił Kwaśniewskiego w trzecim rzędzie!); „Dobrze, że pojechał, ale... dlaczego wrócił?... Przecież mógł pozostać u swoich przyjaciół z konsomołu”; „...najgorsze upokorzenie przyszło w Warszawie, gdy Kwaśniewski uznał, że nie widzi niczego niestosownego w przemówieniu Putina. To już nie jest nawet hańba. To kompromitacja Pana jako prezydenta, głowy państwa”; (pojechał do Moskwy) „chyba żyby przyjąć poniżenie w imieniu Polaków”; „Był i kupę zrobił... nam w twarz”; „Pan prezydent nigdy nie miał i nie ma kręgosłupa, że o godności nie wspomnę. Tylko dlaczego kosztem NARODU?!”; „Kwasie skompromitowałeś się w Moskwie, jak również Naród Polski”; „Kwasie, Jaruzelu wasz czas minął! Na śmietnik historii z Wami. Już czas”. Itd., itd.

Tak, Kwaśniewski ponownie wpadł w szambo z własnej woli, zapewniając sobie właśnie miejsce na śmietniku historii! Historia na pewno potępi calą jego prezydenturę.

Stalin zabrał – a kto ma to? Kresowiacy, przebudzcie się!

W Nowym Jorku ukazuje się popularna gazeta poranna (500 tys. egz.) „am New York”, której redaktorem jest znany dziennikarz i publicysta, laureat nagrody Pulitzera Alex Storożyński.

Oburzony przemówieniem prezydenta Rosji Putina na obchodach Dnia Zwycięstwa w Moskwie, że wojska sowieckie „wyzwoliły” Wschodnią Europę napisał i zamieścił w swoim piśmie artykuł pt. „Wyzwolenie” według Putina” (9.5.2005).

Storożyński pisze m.in.: „Wyzwoliły?!... Gospodarstwo, restauracja i budynki, których właścicielami byli moi dziadkowie w Równem w Polsce (na Wołyniu – M.K.) zostały skonfiskowane przez Armię Czerwoną. Mój dziadek był zesłany na Syberię. Oni już nie żyją, ale pozwól mi panie Putin, że w ich imieniu podziękuję Panu, że wyzwolił ich Pan z ich własności”.

Stalin wydziedziczył kilka milionów Polaków i Zydów z wszystkiego lub z prawie wszystkiego co mieli. I wszystko co im skradł było własnością Związku Sowieckiego do 1991 roku. Rosja i Putin jednak tego już nie mają. Właścicielem skradzionych polskich i żydowskich domów i często ich urządzenia, zbiorów dzieł sztuki i bibliotek, gospodarstw, lasów, sklepów, restauracji, zakładów przemysłowych itd. są dzisiaj Ukraina, Białoruś i Litwa. Przejęli to wszystko – majątek wart wiele miliardów dolarów - ZA NIC! Tak jakby musiało tak być.

Zrekompensować Polaków i Zydów ma rząd polski. Chce czy może zwrócić poszkodowanym Polakom i Zydom tylko 15% wartości utraconego majątku.

Chociaż Zydzi z Kresów byli obywatelami polskimi, dzisiaj mieszkają oni lub ich potomkowie-spadkobiercy w Izraelu lub gdzie indziej. Nie rozumiem dlaczego to Polska ma płacić jakiekolwiek odszkodowanie obywatelm izraelskim czy amerykańskim za ich domy, które są we Lwowie czy Wilnie. Ludzie ci powinni strać się o zwrot swego mienia od rządów Ukrainy, Białorusi i Litwy.

To samo powinni robić Polacy. A jeśli na przeszkodzie temu stoi jakieś prawo czy umowa międzynarodowa to powinno się ją wypowiedzieć. Kresowiacy mają naturalne prawo domagać się zwrotu SKRADZIONYCH rzeczy od złodzieja czy jego potomków lub od państwa, które przejęło na własność skradzione nieruchomości i ruchomości, szczgólnie jeśli w grę wchodzą ruchomości, jak np. zrabowane zbiory sztuki i biblioteki.

Stanowisko rządów polskich po 1989 roku w tej sprawie jest jednym wielkim skandalem, po prostu zdradą narodową!

Przyszedł czas, aby tę sprawę nagłośnić i tak jak przedstawiać. Czas najwyższy, aby kresowiacy zaczęli starać się o zwrot tego co im skradziono i co jest bezprawnie w rękach ukraińskich, białoruskich i litewskich z błogosławieństwem rządu „polskiego”.

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl