| ||||
|
w tym wydaniu:
Phyllis Schlafly:
Michael Whitcraft:
J. R. Nyquist:
Ocnus News:
Donald Devine:
Daniel Pipes:
John Horvat:
J.R. Nyquist:
Donald J. Devine:
Daniel Pipes:
Ks. Henryk Jankowski:
Stanisław Remuszko:
Cezary Rozwadowski:
Maciej Giertych:
Sławomir Olejniczak:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Romuald Bury:
Jerzy
Przystawa:
Andrzej Kumor:
Marian Kałuski:
Witold Filipowicz:
Marian Kałuski:
Witold Filipowicz:
Iwo Cyprian Pogonowski:
Adam Maksymowicz:
|
Maciej Giertych Rada Konsultacyjna Ostatnio z wielu stron stawia mi się zarzut, że współpracowałem z gen. Jaruzelskim, bo byłem członkiem Rady Konsultacyjnej. Zwracają też się do mnie ludzie mi przyjaźni, bym wytłumaczył, o co chodzi, aby wiedzieli co odpowiadać, gdy się z tym zarzutem spotykają. Zarzut jest bez sensu, ale może on funkcjonować tylko dlatego, że dzisiaj już mało kto pamięta, czym była Rada Konsultacyjna. Koniecznych jest kilka wyjaśnień: 1) Zarzut stawiany jest głównie przez środowisko KOR-owskie (Gazeta Wyborcza, Unia Wolności), które odmówiło wejścia do Rady Konsultacyjnej i czyni sobie z tego dzisiaj laur politycznej poprawności. Tymczasem, to właśnie środowisko KOR-owskie zawarło porozumienie z gen. Jaruzelskim w Magdalence i przy Okrągłym Stole (podział władzy, gruba kreska). Dzisiaj, gdy staje się coraz bardziej oczywiste, że to porozumienie nie było dla Polski wyłącznie pożyteczne, próbuje się wmówić niezorientowanym, że to Rada Konsultacyjna bliżej współpracowała z Jaruzelskim, niż uczestnicy Okrągłego Stołu. Otóż Rada Konsultacyjna żadnego porozumienia czy uzgodnienia z rządem czy Jaruzelskim nie dokonała, ani ku temu nie zmierzała. 2) Zarzut stawiany jest w kontekście tajnej współpracy z władzami PRL, w związku z tematem teczek, służb specjalnych i tajnych współpracowników. Autorzy zarzutu mają nadzieję, że dziś już nikt nie pamięta, że Rada Konsultacyjna działała jawnie. Wszystko, co na posiedzeniach Rady było mówione, natychmiast było w pełni drukowane, bez cenzury, co stanowiło wyłom w praktyce PRL. Autoryzowane protokoły ukazywały się najpierw w piśmie Rada Narodowa, a po zakończeniu pracy Rady, w specjalnie wydanych dwóch tomach. Każdy może sprawdzić, co tam mówiłem. Natomiast porozumienie w Magdalence ma do dziś swoje nieujawnione kulisy. Gdy jakiś czas temu Kiszczak ujawnił fragmenty tajnych nagrań filmowych rozmów w Magdalence, ze środowisk KOR-owskich posypały się pretensje o złamanie poufności i domaganie się utajnienia wszelkich innych nieznanych jeszcze nagrań i podsłuchów. Uczestnicy Magdalenki czegoś się wstydzą. Myśmy w tym samym czasie apelowali o coś wręcz przeciwnego, o odebranie Kiszczakowi wszelkich nagrań, które posiada od PRL-owskich służb specjalnych, które mu wtedy podlegały, aby wszystko w pełni ujawnić. 3) By zaprzestać łączenia tematu Rady Konsultacyjnej z tajnymi teczkami, udostępniłem mediom moją własną teczkę. Już parę lat temu wystąpiłem do IPN o uznanie mnie za pokrzywdzonego i wydanie mi mojej teczki. Tak się stało. Co w mojej teczce jest, media już przeanalizowały i parę artykulików na ten temat było. Głównie Gazeta Wyborcza pastwi się nad tym, co to ja rzekomo w różnych latach mówiłem, a co służby specjalne po swojemu odnotowywały. One wyrywały moje wypowiedzi z kontekstu lub nie do końca je rozumiały, a i obecnie Gazeta Wyborcza dodatkowo wyrywa je z kontekstu. Nie odpowiadam za nie autoryzowane przeze mnie teksty, ale w zasadzie niczego z mojej działalności odnotowywanej przez SB się nie wypieram. Wszyscy mogą sobie moją teczkę przeczytać i apeluję do innych uczestników życia politycznego by zrobili to samo, czyli ujawnili swoje teczki. Apel ten kieruję szczególnie do Adama Michnika i Heleny Łuczywo. Najpierw pokażcie swoje teczki, a potem porównamy, co o kim pisali agenci. 4) Zarzut udziału w Radzie Konsultacyjnej jak na razie stawiany jest tylko mnie. Składała się ona z 56 osób, w tym około połowa to byli ludzie obozu rządzącego w PRL, w większości byli ministrowie, sekretarze itd., a połowa to ludzie opozycji, którzy zaproszenie do Rady przyjęli. Do udziału w pracach Rady zachęcały władze kościelne. Mimo nalegań Prymasa Glempa środowiska KOR-u i Tygodnika Powszechnego odmówiły, ale przecież na nich gremia opozycyjne się nie kończyły. Ja w tym czasie byłem wiceprzewodniczącym Rady Prymasowskiej i przed wstąpieniem do Rady Konsultacyjnej upewniłem się, że Prymas nie będzie miał o to do mnie pretensji. Do Rady Konsultacyjnej należało też trzech innych byłych członków Rady Prymasowskiej (prof. Krzysztof Skubiszewski, Andrzej Święcicki i Julian Auleytner). Byli też ludzie, którzy aktywnie uczestniczyli w strukturach „Solidarności” (mec. Władysław Siła Nowicki, prof. Andrzej Tymowski, Jan Kułaj, Stanisław Zawada). Z bardziej znanych osób wymienić można Marka Kotańskiego, aktora Jerzego Trelę, reżysera Kazimierza Dejmka, prof. Józefa Gierowskiego, prof. Aleksandra Gieysztora, prof. Gerarda Labudę, prof. Aleksandra Legatowicza i innych. 5) Zarzut najczęściej sformułowany jest w taki sposób, że sugeruje, iż łączyła mnie jakaś wyjątkowa bliskość z Jaruzelskim („współpracownik”, „bliski doradca” itp.). Praca Rady wyglądała następująco. W sumie było 12 posiedzeń Rady w okresie od grudnia 1986 do lipca 1989, czyli odbywały się one mniej więcej co dwa miesiące. Posiedzenie otwierał Jaruzelski wprowadzając jakiś temat, a potem uczestnicy zabierali głos, zwykle w niewielkim związku z zadanym tematem. Część opozycyjna Rady, w tym ja, stawialiśmy władzy różne zarzuty, zgłaszaliśmy pretensje, sugerowaliśmy, co trzeba w Polsce zmienić. Trwało to od godziny 11.00 zwykle gdzieś do około północy. Jaruzelski cały czas robił notatki. Potem on nam odpowiadał, bardzo drobiazgowo. Rozchodziliśmy się zwykle około 2 czy 3 w nocy. 6) Za udział w pracach Rady nie otrzymywaliśmy żadnego honorarium. Jedynie zwracano nam koszta przyjazdu (tzw. delegację). 7) Politycznie Rada Konsultacyjna była ze strony rządu ograniczoną ofertą dopuszczenia opozycji do nieocenzurowanego głosu. Czy w czasach pełnej cenzury prewencyjnej należało z tego skorzystać? Były w Polsce pisma koncesjonowane jak np. Tygodnik Powszechny czy Słowo Powszechne, które przez cały czas istnienia PRL miały prawo wychodzić i karmić czytelników słowem, rzekomo opozycyjnym, ale w rzeczywistości cenzurowanym. Ja uznałem, że należało skorzystać z możliwości mówienia publicznie bez cenzury i nie żałuję tego. Cała Polska rozczytywała się w protokołach z Rady Konsultacyjnej, bo tam był głos wolny. 8) I oto mój udział w Radzie Konsultacyjnej redaktor Tygodnika Powszechnego Krzysztof Kozłowski komentuje w następujący sposób w Gazecie Wyborczej (11.I.05): „Lista, której publikację proponuje LPR jest niepełna. Od lustratorów i dekomunizatorów wymagam konsekwencji: jak wszyscy, to wszyscy. Jeżeli haniebne jest bycie tajnym współpracownikiem i funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa, to pytam: W czyich rękach była SB? Proszę o podanie listy ludzi, którzy sterowali SB na szczeblu Komitetu Centralnego i Biura Politycznego PZPR, i ludzi, którzy im pomagali. Na tej liście widziałbym Macieja Giertycha, eurodeputowanego LPR i kandydata Ligi na prezydenta, który był w latach 80. członkiem Rady Konsultacyjnej przy gen. Jaruzelskim. Jeżeli ścigamy i piętnujemy funkcjonariuszy, ścigajmy też tych, którzy nimi kierowali. Szkodliwość działań tajnego współpracownika nie da się porównać ze szkodliwością osób, które wydawały mu polecenia.” Oto klasyczne wywracanie kota do góry ogonem. Krzysztof Kozłowski, były wiceminister spraw wewnętrznych, gdy ministrem był gen. Czesław Kiszczak, stawia mi zarzut, że współpracowałem ze służbą bezpieczeństwa i kierowałem jej funkcjonariuszami i tajnymi współpracownikami. Oczywiście tę wypowiedź Kozłowskiego zaskarżyłem do sądu jako naruszającą moje dobra osobiste. Manipulacje Gazety Wyborczej Omówiona powyżej wypowiedź Krzysztofa Kozłowskiego, jak i różne inne wypowiedzi Gazety Wyborczej o mym udziale w Radzie Konsultacyjnej, to tylko jeden z wielu przykładów manipulacji, jakich stale dopuszcza się ta gazeta. Oto kilka innych przykładów: Partia Maryja Ni stąd ni z owąd Gazeta Wyborcza, ogłasza, że z inicjatywy Radia Maryja powstaje nowa partia pod nazwą Partia Maryja. W artykule wymienione są różne osoby, które prawdopodobnie stoją za ta inicjatywą, mogą ją wspierać lub stanowić dla niej zaplecze intelektualne. Następnego dnia inne media oświadczają, że rożne wymienione w artykule osoby pytane o tą inicjatywę twierdzą, że nic o niej nie wiedzą i wypierają się działania na rzecz takiej partii. Jaki więc był cel takiej dezinformacji? Nie trudno zgadnąć. Gazeta Wyborcza jak zawsze próbuje zaszkodzić Radiu Maryja stale zarzucając mu upolitycznienie. Radio, jak zresztą każda inna instytucja kościelna czy poszczególny duchowny, mogą wspierać lub krytykować taką czy inną inicjatywę polityczną, ale sugerowanie, że instytucja kościelna organizuje partię polityczną i to na dodatek z Maryją w nazwie, to na pewno nie naiwność czy głupota, ale wyraźny przejaw złej woli. Atak Wałęsy Wkrótce potem mieliśmy w Gazecie Wyborczej sążnisty list byłego prezydenta, Lecha Wałęsy, w którym frontalnie atakuje Radio Maryja i określa całe środowisko Radia epitetem „psychole od Rydzyka”. Atak, jego uzupełnienia i korekty, korespondencja E-mailowa byłego prezydenta z Radiem i inne komentarze absorbują Gazetę Wyborczą i jej czytelników przez kilka dni. Znowu można zapytać. O co chodzi? Lech Wałęsa poczuł się obrażony wypowiedzią jednego z gości Radia. Normalnie w takiej sytuacji wytacza się obrażającemu proces o naruszenie dóbr osobistych. Ale tu nie chodzi tylko w wypowiedź jednego z rozmówców redakcji, ale o to, że prowadzący audycje nie zareagował tak jakby tego chciał były prezydent. Zdarza się, że ktoś, kto się czuje pokrzywdzonym, reaguje nerwowo. Ale czemu tę nerwową reakcję nagłaśnia Gazeta Wyborcza? Czemu to ma służyć? Oczywiście jest to kolejna manipulacja mająca na celu zdyskredytowanie Radia Maryja. Skoro Wałęsa apeluje, by przestać płacić na Radio Maryja, a Radio utrzymuje się wyłącznie z ofiarności słuchaczy, to Gazeta Wyborcza musi taki atak poprzeć i maksymalnie nagłośnić. Słynąca z walki o tolerancję i wolność słowa Gazeta Wyborcza nie może zrezygnować z byle okazji, by osłabić konkurencję. Odnosi się wrażenie, że nie tylko samo nagłośnienie, ale i nadreakcja Lecha Wałęsy są dziełem Gazety Wyborczej. Jest oczywiste, że korespondencję E-mailową nie dostarcza Gazecie Wyborczej Radio Maryja, tylko Wałęsa, czyli mamy jego bliską współpracę z tą gazetą. Podkreślmy tu wyraźnie. Radio Maryja jest potrzebne, bo jest trybuną wolności słowa. Gdy większość mediów, z Gazetą Wyborczą na czele, ulega swoistej autocenzurze pod dyktando autorów poprawności politycznej, w Radiu Maryja możemy usłyszeć opinie „politycznie niepoprawne”. Oczywiście każdy osobiście za swoje słowa odpowiada, ale gdy ktoś mając pretensje do wypowiedzi gościa Radia czy słuchacza doń dzwoniącego reaguje propozycją kasacji Radia, to jest zwolennikiem cenzury. Nie wyobrażam sobie, żeby redakcja Gazety Wyborczej nie miała świadomości, że taki właśnie sens ma cała ta akcja przeciwko Radiu Maryja. Biuro Hatki Poseł Witold Hatka (LPR), został oskarżony przez Gazetę Wyborczą (10.II.05), że dodatkowo zarabia kosztem Sejmu lokując swoje biuro poselskie we własnym mieszkaniu. By wzmocnić zarzut, gazeta ta podparła się oświadczeniem wicemarszałka Sejmu, Tomasz Nałęcza, który nigdy nie zrezygnuje z okazji by dokuczyć Lidze Polskich Rodzin. Oczywiście zarzut jest absurdalny, bo wszelkie dodatkowe dochody poseł musi zgłaszać i o tyle umniejsza mu się uposażenie. Ale akurat w tym przypadku sytuacja jest wręcz odwrotna. To Hatka oszczędza pieniądze Sejmowi. Rezygnuje z pieniędzy na biuro lokując je u siebie. Wicemarszałek Sejmu powinien to wiedzieć, a ponadto bez problemu mógł sprawdzić czy Sejm płaci Hatce za lokal w jego mieszkaniu. Z powodu tej wypowiedzi Tomasz Nałęcz dostał od sejmowej Komisji Etyki Poselskiej najwyższą karę, czyli naganę. Ale to oczywiście nie cofnie informacji o zarzucie wobec posła Hatki nagłośnionej już przez Gazetę Wyborczą. A czemu to Hatka jest taki hojny wobec Sejmu? Sprawa jest prosta. Gdy miał biuro na mieście, co chwila miał włamania, w sumie 8 razy. Ktoś stale szukał u niego dowodów na jego rzekome nadużycia w związku z dochodzeniem w sprawie Wielkopolskiego Banku Rolniczego. Nic nie mogą znaleźć, więc dochodzenie trwa i trwa, bo ogłoszenie niewinności Hatki byłoby niewygodne takim ośrodkom politycznym jak Gazeta Wyborcza, która co chwilę przypomina, w jakie to straszne procesy jest on uwikłany. Tymczasem Hatka walczy o prawa drobnych akcjonariuszy tego prywatnego Banku, wywłaszczonych poprzez jego sprzedanie Bankowi Śląskiemu po cenie bankruta, gdy wcale bankrutem nie był. Dokonał tego zarząd komisaryczny nasłany bez powodu przez prezesa NBP. W tej sytuacji każde oczernianie Hatki jest Gazecie Wyborczej wygodne. MW Z zadziwiającą regularnością Gazeta Wyborcza pisuje o Młodzieży Wszechpolskiej, oczywiście zawsze negatywnie. A to informacja z jakiejś demonstracji, a to relacja z jakiejś imprezy, a to komentarz do jakiejś informacji ze strony internetowej MW, a to mamy wspomnienie o MW okresu międzywojennego itd. Pretekst jest dowolny, ale za każdym razem mamy to samo, informację zmanipulowaną tak, żeby ukazać MW jako organizację ekstremistyczną, skrajnie prawicową, prawie faszystowską. Co tak strasznie irytuje Gazetę Wyborczą w MW? A no to, że jest organizacją skuteczną, politycznie najbardziej widoczną, ze wszystkich organizacji młodzieżowych i w żadnym stopniu nie porządkowaną pseudoautorytetom lansowanym przez tę gazetę. Jest wierna Bogu i Polsce. Staje w obronie normalności, prawa do życia, tradycyjnych wartości, patriotyzmu, demokracji. Istny ciemnogród! Wodzenie PO-PiSu Ostatnio Gazeta Wyborcza wymyśliła sobie nową prowokację. Próbuje wmówić swoim czytelnikom, że Liga Polskich Rodzin narzuca styl pracy politycznej całej opozycji i w rezultacie zarówno Platforma Obywatelska jak i Prawo i Sprawiedliwość snują się w jej ogonie, a co gorsze (z pozycji Gazety Wyborczej) partie te przesuwają się na prawo. Wszak to najwyższe zagrożenie dla Polski! Oczywiście nie o Polskę tu chodzi, ale o coś zupełnie innego. Cała ta kampania ma na celu uzasadnić konieczność odbudowania centrum i przesunięcia go na lewo. Unia Wolności, czyli partia, z którą Gazeta Wyborcza jest najściślej związana, a która plasuje się poniżej progu wyborczego, próbuje się ratować przy pomocy elektoratu lewicy. Lewica jak widzimy jest w rozsypce. Ale pozostał elektorat lewicy. Gdzie on pójdzie? Unia Wolności ma propozycję. Do niej! Aby się uwiarygodnić wobec lewicy, próbuje wciągnąć w swoje szeregi jakieś lewicowe osobistości nie do końca skompromitowane w oczach społeczeństwa, a całą pozostałą opozycję skwitować jako prawicową. Oczywiście przy okazji trzeba zmienić nazwę, bo UD, ROAD i UW już się źle kojarzą, Zapowiadano, że będzie to Partia Demokratyczna. Zaraz posłuszne sondaże już ogłosiły, że nie istniejąca jeszcze PD, ma już 6%, a nawet 12% poparcia. Gdy Marek Borowski zapowiadał tworzenie nowej partii, SDPL, też słyszeliśmy, że ma już ona 19% poparcia. Dzisiaj, gdy SDPL już się ukonstytuowała i zarejestrowała, ma poniżej 5%. To samo czeka UW, niezależnie od tego jaką przyjmie nazwę (bo podobno PD zarejestrował już ktoś inny) i kogo pod swą opiekę wciągnie. Podobnego zaniku życzę Gazecie Wyborczej na rynku czytelniczym. OPOKA W KRAJU 52(73) marzec 2005 | |||