| ||||
|
w tym wydaniu:
Małgorzata Rutkowska:
Andrzej Gwiazda:
forUm:
J.R. Nyquist:
Sam Cohen:
John Horvath:
Daniel Pipes:
Andrzej Gwiazda:
Paweł Zanin:
Artur Adamski:
Cezary Rozwadowski:
Kazimierz Murasiewicz:
Marian Kałuski:
Jerzy Przystawa:
Stella Tarkowska:
Adam Wielomski:
Witold Filipowicz:
Józef Darski:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Zbyszek Koreywo:
Russell Kirk:
dokumenty:
|
Cezary Rozwadowski POLACY W „MALINACH” Od dłuższego czasu, na tle sytuacji społeczno-gospodarczej i politycznej Polski, gnębi mnie pytanie o powód niezrozumiałych decyzji wyborczych Polaków ostatnich 15 lat. Polacy w PRL wybierali tego czy tamtego a wygrywał zawsze ten co należało. Od początku transformacji wybierają tych czy tamtych a w wyniku wyborów, do władzy dochodzi zawsze opcja najbardziej szkodliwa dla Polski i samych Polaków. Czyli w tej sprzeczności musi kryć się jakieś oszustwo. Dziwne prawda? Zakładając że w Polsce panuje ustrój demokratyczny, są tylko dwie możliwości, albo: a) Polacy są tak durni że nie potrafią odróżnić uczciwego od złodzieja; b) mechanizmy „demokratyczne” są tak zdegenerowane, iż blokują prawdziwą demokrację. Osobiście jestem przekonany że obydwie te możliwości realizują się równocześnie i wzajemnie, potęgują swoje działanie. Polska dziś jest konglomeratem pięknych słów i niecnych czynów. Nawiązując do tezy Miłosza: „Polakom zabrakło zasady”. Ad a) Co do pierwszej możliwości, nie sposób nie dostrzec niemal wszechogarniającego lenistwa intelektualnego. Socjalizm przyzwyczaił nas do konsumpcji gotowych prawd i poglądów, transmitowanych do mas przez radio, TV i prasę, od „krynicy mądrości” tj. ‘aktywu’ partyjnego. Jeśli nawet ktoś miał inne zdanie, musiał zachowywać je dla siebie, a reszta była zwolniona od myślenia i przyjmowała gotowe oceny jako oczywiste, prawdziwe i nieomylne. Z wygody „niemyślenia” wzięły się dzisiaj trzy najliczniejsze grupy elektoratu. Pierwsza, która wierzy święcie w to co w „TV mówili” lub „gazeta pisała”, jest równoznaczne z prawdą objawioną (bez względu jaka gazeta i jaka TV). Grupa bezkrytyczna i uzyskująca mądrość z manipulacji. Druga grupa, która niczego nie czyta, niczego nie słucha (a jeśli słucha - nic nie pojmuje), pamięta to co wykrzykiwać musiała w czasie akademii oraz manifestacji i ciągle „wali” w kółko tego samego ripleya. Jednak te „skamieliny” wykruszają się w sposób naturalny. I trzecia, zawiedziona, przekonana o nieskuteczności swego udziału w życiu publicznym i zniechęcona sposobem uprawiania polityki, świadomie emigruje ze sfery życia publicznego, nie uczestnicząc w wyborach. Pozostała część elektoratu [nazwijmy ją grupą czwartą], dokonuje aktów wyborczych w miarę świadomie, ale tych jest mniejszość i nie oni decydują o wyniku wyborów. Wynik wyborów ustala grupa trzecia nie idąc do urn, oraz swymi głosami grupa pierwsza zdecydowanie większa niż grupa czwarta. Powyższy podział, jest niczym innym jak typologią opinii społecznej, czyli wyrażanego publicznie stanu świadomości politycznej zbiorowości. Działania podmiotów politycznych w opinii wymienionych grup, mogą mieć charakter akceptacji, sprzeciwu, niezdecydowania bądź obojętności. To co zaliczyłem do grup drugiej i czwartej, mieści w sobie właśnie akceptację lub sprzeciw i właściwie są one poza zasięgiem przekonywania. Pozostałe dwie grupy, stanowią obiekt zabiegów polityków, kokietujących niezdolnych do własnej obiektywnej oceny, niezdecydowanych i obojętnych. Ad b) Druga prawdopodobna przyczyna złych decyzji wyborczych w ostatnich 15 latach w Polsce, to degeneracja mechanizmów nazwanych przewrotnie „demokratycznymi”, które demokrację czynią karykaturą demokracji. Opinia publiczna w dniu wyborów, realizuje się jako formalna siła sprawcza władzy i baza demokracji. Samo pojęcie DEMOKRACJA, służy nazwaniu jednego ze sposobów sprawowania władzy. Jest ona najdoskonalszym ze znanych modeli władzy państwowej jeśli demokracją jest. Demokracja, miała swój początek w starożytnej Grecji ok. 2,500 lat temu. Istota jej polegała na możliwości udziału obywatela w procesach tworzenia prawa i nadzoru nad systemem jego stosowania. Uprawnienia te mogły być realizowane tylko przy zapewnieniu wolności osobistej, równości wobec prawa oraz wolności słowa. Ustrój demokracji bezpośredniej, osiągnął najdoskonalszą formę ok. 500 r. pne., ale doskonalono go nadal, coraz bardziej oddalając się od pierwowzoru czyli psując demokrację. Obecnie mamy demokrację, tyle że nie bezpośrednią a przedstawicielską z przymiotnikiem – „parlamentarna”. Ten niewinny przymiotnik oznacza, że nie jest to demokracja, czyli „władza ludu” ale „władza wywodząca się od narodu (ludu)” a to są dwa różne założenia. W kraju, który jest przecież definiowany przez byt całości swoich obywateli, demokracja parlamentarna przekazuje najważniejsze decyzje w ręce tzw „większości parlamentarnej”. W prawdziwej demokracji, każda decyzja o znaczeniu państwowym, powinna uzyskać akceptację większości obywateli a jeśli tak nie jest w demokracji parlamentarnej, to nie jest ona demokracją. Większość parlamentarna dokonuje kolejnej manipulacji, przekazując część przekazanej im przez przedstawicieli ludowych „władzy”, rządowi o uprawnieniach niemalże dyktatorskich. Przedstawiciele demokracji parlamentarnej nie wspominają nawet o demokracji bezpośredniej z tego powodu, że suwerenność wyborców ogranicza ich suwerenność. Narzędzie przejmują uprawnienia sprawcze. Uznawany za kanon demokracji trójpodział władzy, służy niczemu innemu jak ograniczeniu suwerenności wyborców a nie po to aby rządy były zgodne z ich intencjami. Dzieje się tak dlatego że suwerenność elektoratu, jest w niewielkim stopniu podatna na korupcję, w odróżnieniu od parlamentu. Trudno byłoby skorumpować 50% wyborców pozostaje jedynie próba wprowadzenia ich w błąd co do rzeczywistych zamiarów partii i polityków. Mamy więc zamiast demokracji panowanie jedynowładcze z zachowaniem pozorów demokracji, takich jak suwerenność narodowa, wolność, równość itp. Kiedy „rosyjski biznesmen żydowskiego pochodzenia” (nie prościej - Żyd okradający Rosjan?), stwierdził publicznie, „biznes wynajmuje władzę”, „klapki z oczu” opadły mi ostatecznie. I to by się zgadzało, rządy i parlamenty w demokracji, działają jawnie w interesie grup kapitałowych, korporacji czy imperiów finansowych mimo że powołane zostały dla chronienia interesów narodów i społeczeństw. Narody i społeczeństwa, jak by to nie brzmiało szyderczo czy boleśnie, zostały zepchnięte do roli bezwolnej masy, upoważniającej swych przedstawicieli do wyrządzania im krzywdy. Przy pomocy różnych sztuczek, za którymi obywatele nie nadążają, oszustw i korupcji, społeczeństwa zostały pozbawione rzeczywistego wpływu na wybór swych władz. Główny wysiłek współczesnych systemów politycznych zwanych demokratycznymi, skupiony jest na wprowadzaniu w błąd wyborców, przy pomocy indoktrynacji ukrytej chytrze pod pozorem procedur demokratycznych. Można nie wierzyć, ale decydujący wpływ na sukcesy wyborcze polityka czy partii, ma nie to co dobrego lub złego uczynił ale o sukcesie jego decyduje wizerunek w mediach. Najpotężniejsze dziś to TV, radio i prasa. Nie jest prawdą że telewizja jest elementem państwa, to państwo, naród i społeczeństwo są dodatkami do telewizji. Nie jest przypadkiem że w latach 1989-2000 państwo niemieckie na pomoc przy wykupie środków masowego przekazu w Polsce, wydało koncernom niemieckim 12 miliardów marek (nie wnikając kto się kryje za szyldem – „niemiecki”). To owe publikatory za odpowiednią opłatą wytwarzają w opinii społecznej, wirtualny obraz idealnego polityka. Nie ma znaczenia czy jest mały, gruby, głupi, sprzedajny, kłamca, fałszerz i złodziej, nie ma żadnego pomysłu poza „dorwaniem się do koryta”. W przekazie publikatorów jest wysoki, szczupły, mądry i wykształcony, uczciwy, wrażliwy na ludzką krzywdę, sprawiedliwy i prawdomówny, prawie święty i ma pełną teczkę planów. Najgorsze jest to że wyborcy „kupują” te kłamstwa i wierzą we wmówiony im mityczny portret i zalety „chytrusa”. Nie miejsce tu aby opisywać techniki reklamy politycznej, zasad budowania „public relations”, czy wytwarzania pustki medialnej wokół najgroźniejszej konkurencji ale to się dzieje na naszych oczach. Nie mogę jednak nie podnieść niedocenianego a powszechnego w Polsce „preparowania” opinii publicznej. Chodzi o bazujące na najprymitywniejszej spośród cech ludzkich - „owczym pędzie”, publikowanie wyników badania opinii społecznej. W celu pozyskania sympatyka spośród nie zorientowanych, ośrodki badania opinii społecznej publikują odpowiednio spreparowane wyniki badań, sugerując że pogląd, partia czy polityk – mają więcej zwolenników niż w rzeczywistości. Adresat myśli tak: „skoro tylu ludzi popiera to musi być to coś dobrego”, dokładnie jak owieczka, a ponadto lepiej być po stronie wygranego, no i już go mają, i o to właśnie chodziło. No więc, ośrodki badania opinii społecznych formułują odpowiednio pytania do respondentów, wybierają „losowo” „odpowiednich” respondentów, albo po prostu „z czapy” wpisują wyniki. W Polsce od wielu już lat na czele wszelkich rankingów plasują się Kwaśniewscy, PO, Rokita i Borowski, natomiast w sposób bezpardonowy zaniżane są notowania najgroźniejszych ugrupowań konkurencyjnych Samoobrony i LPR. Skoro sondaże wydają się być niewiarygodne, to kto je robi (bo zleceniodawca widnieje w sondażu na pierwszym miejscu). Najbardziej znane, to wywodzące się z PRL – OBOP, CBOS, Demoskop a od lat 90-tych SMG/KRC AGB Polska, Sopocka Pracownia Badań Społecznych, Pentor. Dziś współwłaścicielem OBOP-u jest Taylor Nelson Sofres, natomiast Demoskopu – Ipsos. Swoje badania też prowadzą gazety (GW i Rzeczpospolita – wspierają swych faworytów). Praktycznie każdy może prowadzić swoje badania opinii społecznej i ogłaszać je. Poza lewicą i liberałami inne partie nie mają „wzięcia” w istniejących „badaczach” ale pierwsza obudziła się Samoobrona i ogłosiła wyniki swych badań. Jednak wbrew zasadom taktyki w pierwszym sondażu, Samoobrona nie powinna być na I miejscu a była. Sondaże, są jednak traktowane przez opinię publiczną, jako sposób komunikacji, między rządzącymi a obywatelami. Ponad trzy piąte Polaków, deklaruje zainteresowanie wynikami sondaży. Z czego wynika że Polacy nie w merytorycznej ocenie polityka (partii) - a w sondażach usiłują odnaleźć prawdziwą ocenę. I to jest odpowiedź na pytanie dlaczego Polacy w każdych kolejnych wyborach „stawiają na niewłaściwego konia. W świetle tego co napisałem, staram się odnaleźć siebie bo każdy kto to przeczyta może zapytać nie bez powodu: „a ty, kim jesteś?” Ja sam siebie widzę w grupie czwartej, tzn. jestem zbyt inteligentny aby dać sobą manipulować a jednocześnie zbyt mało inteligentny aby manipulować innymi. A mój dramat polega na tym że uznając wybór większości, mam świadomość że o moim losie decydują nierozgarnięci „betoniarze” którzy nigdy niczego się nie nauczą i bezkształtne byty, pozwalające sobą manipulować głośniejszym i bezczelniejszym. Czasem mam ochotę przyznać rację liberałom twierdzącym że prawa wyborcze powinni mieć obywatele wg statusu majątkowego. Chociaż wolałbym uzależnienie praw wyborczych od zmierzonego poziomu – wykształcenia obywatelskiego. Patriotyczny Ruch Polski | |||