now@ on-line  maj  2005

napisz do nas

powrót do strony głównej

archiwum


  w tym wydaniu:
 
oświadczenia:
 
Mariusz D. Dastych:
 
Małgorzata Rutkowska:
 
Andrzej Gwiazda:
 
Konstanty Piekarski:
 
Jan Kosiński:
 
Donald Devine:
 
forUm:
 
J.R. Nyquist:
 
Sam Cohen:
 
John Horvath:
 
Daniel Pipes:
 
Andrzej Gwiazda:
 
Paweł Zanin:
 
Artur Adamski:
 
Cezary Rozwadowski:
 
Kazimierz Murasiewicz:
 
Marian Kałuski:
 
Jerzy Przystawa:
 
Stella Tarkowska:
 
Adam Wielomski:
 
Witold Filipowicz:
 
Józef Darski:
 
Mirosław Kokoszkiewicz:
 
Zbyszek Koreywo:
 
Russell Kirk:
 
dokumenty:

Solidarność IENESP:

 

Daniel Pipes

Czy Hezbollah i Hamas mogą być demokratyczne?

Gdyby al-Kaida wyparła się terroryzmu, czy rząd USA powitałby jej kandydatów w amerykańskich wyborach? Gdyby naziści wyparli się przemocy, czy Hitler byłby do przyjęcia jako kanclerz Niemiec? Raczej nie, gdyż taktyka al-Kaidy i nazistów znaczy mniej niż ich cele.

Podobnie nie do przyjęcia są Hezbollah i Hamas, z powodu ich celów. Organizacje te są ważnymi elementami ruchu islamistycznego, który dąży do stworzenia ogólnoświatowego totalitarnego ładu, podobnego do już istniejącego w Iranie, Sudanie oraz w Afganistanie podczas rządów Talibów. Organizacje te postrzegają siebie jako część kosmicznego starcia pomiędzy muzułmanami a Zachodem, w którym zwycięzca zapanuje nad światem.

Waszyngton, starając się być konsekwentny w swym dążeniu do demokracji, woli ignorować te cele, a w zamian popiera udział Hezbollahu i Hamasu w procesie politycznym, o ile dokonają kosmetycznych zmian [w swej polityce].

Takie sygnały pojawiły się w ubiegłym tygodniu, kiedy prezydent Bush oświadczył, że choć libańskie ugrupowanie Hezbollah jest „organizacją terrorystyczną”, ma nadzieję, że zmieni się „składając broń i nie zagrażając pokojowi”. Rzecznik Białego Domu – Scott McClellan zinterpretował potem tę wypowiedź prezydenta, wymieniając dwie alternatywy: „Organizacje, takie jak Hezbollah, muszą wybierać – albo są organizacją terrorystyczną, albo polityczną”.

Sam Bush wyjaśnił szerzej, co miał na myśli, dzień później – prezentując wybory jako metodę by pozbyć się terrorystycznego miana:

Podoba mi się pomysł, aby ludzie ubiegali się o urzędy. Ubieganie się o urząd ma pozytywny skutek. Może niektórzy będą ubiegać się o urząd mówiąc: głosujcie na mnie, gdyż mam zamiar wysadzić w powietrze Amerykę. Nie wiem, po prostu nie wiem, czy taka będzie ich platforma wyborcza, czy nie. Jednak myślę, że nie. Uważam, że ludzie ubiegający się o urząd powiedzą raczej: głosujcie na mnie, bo mam zamiar naprawić dziury w waszych drogach, albo zapewnić wam chleb na stole.

Sekretarz stanu, pani Rice zauważyła, że Hamas – organizacja palestyńska – mogłaby rozwinąć się we właściwym kierunku jak już będzie uczestnikiem procesu demokratycznego:

Kiedy ludzie zaczynają być wybierani i muszą zacząć martwić się o wyborców, jak również o to, czy ich płomienna anty-izraelska retoryka będzie wysłuchiwana, to zaczną martwić się także o to, czy czyjeś dziecko z ulicy może pójść do dobrej szkoły, lub czy naprawiono drogę i czy życie polepsza się - a to zapoczątkuje zmiany.

Teoria tu zastosowana implikuje, że samo ubieganie się o urzędy - z naciskiem na takie przyziemne sprawy jak naprawa dróg, czy zapewnienie dobrych szkół – utemperuje Hezbollah i Hamas.

Mnie proszę zaliczyć do sceptyków.

Doświadczenia historyczne nie potwierdzają takiego optymizmu. Kiedy politycznie dostosowani totalitaryści zdobywają władzę w sposób demokratyczny, naprawiają drogi i zabiegają o lepsze szkoły – lecz tylko po to by później przekształcać swe kraje po myśli utopijnych idei. Taki ogólny wniosek odnosi się jak najbardziej do przypadków historycznych (zachowań Adolfa Hitlera w Niemczech po roku 1933, Salvadora Allende’go w Chile po roku 1970), lecz również wydaje się słuszny wobec przypadków współczesnych (zachowań Khaleda Zia w Bangladeszu od 2001 roku, Recepa Tayyipa Erdoğana w Turcji od roku 2002).

Potem wychodzą na jaw ich niedemokratyczne intencje. Józef Goebbels wyjaśniał w 1935 roku, że naziści użyli metod demokratycznych “tylko po to” by zdobyć władzę. Przyglądając się islamistom, były zastępca sekretarza stanu do spraw Bliskiego Wschodu – Edward Djerejian wyjaśniał w 1992 roku, że: „Choć wierzymy w zasadę ‘jedna osoba, jeden głos’, to nie popieramy zasady ‘ jedna osoba, jeden głos, jeden raz’ „. Iran Chomeiniego pokazuje, że islamiści manipulują wyborami, aby utrzymać władzę.

Waszyngton powinien zająć stanowisko pryncypialne, które wyklucza z procesu demokratycznego nie tylko terrorystów, lecz i totalitarystów wykorzystujących [demokratyczny] system dla zdobycia władzy i jej utrzymania. Nie wystarczy, by organizacje islamistyczne wyparły się gwałtownych metod; ponieważ same są z gruntu autokratyczne, powinny być wyłączone z wyborów.

W swym słynnym votum separatum w Sądzie Najwyższym, w roku 1949, wybitny prawnik Robert H. Jackson wypowiedział się za aresztowaniem neonazistowskiego watażki z Chicago, uzasadniając, że jeśli tego się nie uczyni, to [Sąd] „przekształci konstytucyjną Ustawę o Prawach Obywatelskich w pakt samobójczy”. Ten sam imperatyw [społecznej] samo-obrony odnosi się także to polityki międzynarodowej.

Nawet jeśli Hezbolah i Hamas obiecują zmienić swą taktykę, Ameryka – lub w tym przypadku Izrael i inne państwa Zachodu – nie powinny zaakceptować [tych organizacji] jako legalnych partii politycznych.

Tłumaczenie: Mariusz D. Dastych

 

 

powrót do strony głównej


now@ on-line czasopismo Internautów       http://nowamedia.w.interia.pl