| ||||
|
w tym wydaniu:
Małgorzata Rutkowska:
Andrzej Gwiazda:
forUm:
J.R. Nyquist:
Sam Cohen:
John Horvath:
Daniel Pipes:
Andrzej Gwiazda:
Paweł Zanin:
Artur Adamski:
Cezary Rozwadowski:
Kazimierz Murasiewicz:
Marian Kałuski:
Jerzy Przystawa:
Stella Tarkowska:
Adam Wielomski:
Witold Filipowicz:
Józef Darski:
Mirosław Kokoszkiewicz:
Zbyszek Koreywo:
Russell Kirk:
dokumenty:
|
Marian Kałuski Niszczenie polskiego katolicyzmu Polacy mieli w Watykanie "polskiego" papieża, a oprócz niego wielu wrogów w Kościele katolickim. Niestety, ten smutny fakt potwierdza wiele informacji napływających z całego świata. Katolickiego świata! Z niedawno podawanych w mediach wiadomości widać wyraźną i zmasowaną akcję przeciwko polskim katolikom na świecie. Nie ulega wątpliwości, że celem tej akcji jest ostateczna, chociaż obliczona na kilka czy kilkanaście lat, likwidacja polskich placówek duszpasterskich poza Polską. Najjaskrawsze formy przybrała ta akcja w Stanach Zjednoczonych Ameryki, gdzie od kilku lat przeprowadza się w wielu diecezjach reorganizację struktury parafialnej. I tak np. w najbliższych miesiącach ma ulec likwidacji 65 spośród 357 parafii katolickich w archidiecezji bostońskiej ("The Age" Melbourne 27.5.2004) oraz 48 parafii parafii w archidiecezji Newark w stanie New Jersey. Barbara Aleksandrowicz w "Polonia dla Polonii" (25.5.2004) pisze o sytuacji w archidiecezji Newark: "Trzy lata temu ks. Thomas Iwanowski, proboszcz parafii Matki Boskiej Częstochowskiej w Jersey City, zlikwidował ostatnią polską mszę świętą twierdząc, że zmienił się charakter etniczny dzielnicy i "trzeba postawić na kościół uniwersalny". Gromadzących się pod kościołem w każdą niedzielę na wspólnej modlitwie polskich parafian odsyłał do innych polskich kościołów - św. Anny i kościoła św. Antoniego. Kilka dni temu arcybiskup John Myers poinformował o planie likwidacji w ciągu najbliższych 18 miesięcy 48, jak określił, nierentownych kościołów w New Jersey. Wśród nich znajduje się siedem polskich parafii, w tym kościół św. Anny i św. Antoniego w Jersy City. Przez okres trzech lat założony przez parafian Komitet Obrony Matki Boskiej Częstochowskiej podejmował wiele prób znalezienia porozumienia z ks. Iwanowskim, a także z arcybiskupem Myersem. Pisano dziesiątki listów do niego, do archidiecezji z prośbą o przywrócenie polskiej mszy świętej. Poparcie otrzymano nawet z Watykanu. Mimo tego arcybiskup Myers pozostał głuchy na ich prośby. Od pewnego czasu ksiądz Iwanowski, który usunął z kościoła niektóre symbole polskości, usiłuje zmienić nazwę kościoła z Our Lady of Czestochowa na Our Lady´s Church On the Waterfront". Trochę wcześniej, bo w lutym br., polski świat obiegła wiadomość, że kuria katolicka w Berlinie sprzedała kościół p.w. św. Jana Kapistrana na Tempelhof, zwany "polskim kościołem", znajdujący się dotychczas pod opieką polskich Księży Salezjanów, sprawujących opieką nad mieszkającymi w stolicy Niemiec Polakami. W mszach polskich uczestniczyło w tym kościele do 5000 Polaków każdej niedzieli. Kościół sprzedano bez konsultacji z polskim proboszczem Jackiem Pajewskim i radą parafialną. Tak więc i tutaj potraktowano Polaków jak jakiś śmieć ("Nasz Dziennik" Warszawa 21-22.2.2004). Również i w dalekiej Australii niepolskie duchowieństwo katolickie bierze się za Polaków. Np. w kościele parafialnym św. Bernadetty w North Sunshine (Melbourne) odprawiane są polskie nabożeństwa od ponad 40 lat. W mszy polskiej, odprawianej o godz. 10, uczestniczy kilkuset Polaków. Niestety, obecny proboszcz próbował wyrugować Polaków z kościoła do kaplicy-sali, oddalonej kilkaset metrów od kościoła. Zdecydowany sprzeciw polskiego kapłana (Dominik Jałocha OP) i polskich parafian doprowadził do zaniechania proponowanej przeprowadzki. Także sytuacja polskich katolików na Wschodzie - na Białorusi i Ukrainie oraz Rosji i na Litwie staje cię z każdym rokiem coraz bardziej tragiczna. I to nie tylko przez wrogo nastawionych do nas lokalnych niepolskich hierarchów katolickich, ale także przybyłych tu z Polski polskich księży katolickich. W "Biuletynie. Lwów i Kresy", który jest wydawany od ponad 40 lat w Londynie, w tekście zatytułowanym "Migawki z Brodów" czytamy: "Grekokatolicy (ukraińscy katolicy obrządku unickiego - m.k.) zagarnęli Polakom ich kościół z XVI wieku i przerobili go na cerkiew. Teraz mają ich pięć. Polscy katolicy ze składek rodaków wybudowali w Brodach kaplicę. Koło Brodzian popierało szczodrze tamtejszą parafię. Ostatnio jednak zaniepokoiła ich działalność księdza, który odprawia nabożeństwa po polsku i ukraińsku, ale ogłoszenia parafialne redaguje tylko po ukraińsku, używa jedynie ukraińskiej pieczątki parafialnej itp. Zaniepokojeni tym Brodzianie zażądali od księdza wyjaśnień. Obawiając się, że zdąża on do całkowitej ukrainizacji polskiej parafii, wstrzymali przekazywanie mu regularnych dotacji, aż do otrzymania pełnego obrazu zaistniałej sytuacji" (Nr 94 Grudzień 2003). Podobnie dzieje się już w kilkuset dotychczas polskich kościołach katolickich na Ukrainie, Białurusi i Rosji. Jest to celowa polityka Watykanu, który uważa, że Kościół katolicki w tych państwach ma większe szanse rozwoju, jak przestanie być polski z charakteru. - Przykre w tym wszystkim jest to, że to polscy kapłani uczestniczą w likwidowaniu polskiego katolicyzmu na Ukrainie, Białorusi i w Rosji. A jeszcze bardziej przykre jest to, że tę sprawę się tuszuje, że żadne polskie pismo katolickie w kraju nie ma odwagi stanąć w obronie polskiego katolicyzmu i polskiego katolickiego dziedzictwa na Wschodzie. Także Watykan milczał i milczy jak ukraińscy grekokatolicy (uznający papieża!) wbrew prawu kanonicznemu zagrabili dziesiątki polskich kościołów i to w miejscowościach, w których przetrwali polscy katolicy, jak i te kościoły zakonne (jak np. kościół Bernardynów we Lwowie), których zakonnicy wznowili swą działalność na Ukrainie po 1991 roku. Z kolei na Litwie litewska hierarchia katolicka, a szczególnie metropolita diecezji wileńskiej, kard. J.A. Backis, robi wszystko, aby zniszczyć nie tylko polskich katolików na Litwie, ale także polskie dziedzictwo katolickie w Wilnie i na Wileńszczyźnie, którą po dziś dzień zamieszkują w większości polscy katolicy. 130 000 polskich katolików w Wilnie ma do dyspozycji tylko jeden kościół - kościół św. Ducha. Katolicy polscy, którzy stanowią ok. 40-50% ogółu wiernych w archidiecezji wileńskiej, nie mają prawa mieć swojego biskupa - jako biskupa sufragana archidiecezji! Z katedry wileńskiej, która do 1991 roku niewiele miała wspólnego z narodem litewskim, uczyniono litewską świątynię narodową, i w związku z tym nie mogą być w niej odprawiane polskie msze. Co więcej, z tej arcypolskiej świątyni usuwa się wszelkie pamiątki polskie! (np. w związku z tym przetransportowano do Polski szczątki biskupa Władysława Bandrowskiego, kapelana Legionów Polskich, które umieszczono w katedrze polowej WP w Warszawie). I właśnie teraz kard. Backis nakazał zabranie z kościoła polskiego św. Ducha obrazu Jezusa Miłosiernego, związanego ze św. Faustyną Kowalską i z czasami jej pobytu w Wilnie, gdyż kościół ten stawał się polskim sanktuarium związanym kultem z tą świętą. Pozwolenie na usunięcie - zabranie Polakom tego obrazu udzielił papież Jan Paweł II! (Tadeusz Andrzejewski "Patowa sytuacja" Tygodnik Wileńszczyzny 22-28.4.2004). Wspomniana wyżej Barbara Aleksandrowicz kończy swój artykuł wypowiedzią polskiej katoliczki z Jersey City, p. Pawłowskiej: "Trzy lata temu arcybiskup Myers pozbawił nas Polaków z Jersey City kościoła Matki Boskiej Częstochowskiej, a obecnie chce nas pozbawić ostatnich dwóch polskich kościołów: św. Antoniego i św. Anny. To oznacza, że nie będziemy już mieli polskiego kościoła w naszym mieście. Czyżby władze archidiecezji zapomniały, że w USA każdy ma prawo do liturgii w swoim języku?". Nie przypuszczam, aby konstytucja Stanów Zjednoczonych gwarantowała wyznawcom różnych religii prawo do liturgii w swoim języku. Nie gwarantuje tego także Stolica Apostolska i żaden lokalny Kościół katolicki. Wszystko zależy od lokalnego biskupa, który jest panem w swojej diecezji. Żaden biskup nie musi się liczyć z opinią papieża czy Stolicy Apostolskiej w sprawie liturgii w jakimś języku. Stąd, pomimo tego, że, jak pisze Barbara Aleksandrowicz, polskich katolików domagających się mszy polskich w archidiecezji Newark, poparła Stolica Apostolska, jej arcybiskup John Myers może ten fakt sobie zignorować. I taka jest prawda. Prawda odwieczna, przez którą pod koniec XIX w. zrodził się w szeregach irlandzko-niemieckiego episkopatu USA ruch zwany "amerykanizacją", który zakładał jak najszybszą asymilację przez wynarodowienie przybywających do Ameryki emigrantów katolickich nieanglosaskiego pochodzenia ("Encyklopedia Katolicka" t. 1, Lublin 1973). Ten ruch religijnego wynaradawiania, przytłumiony w 2. poł. XX w., właśnie odżywa. I to nie tylko w USA, ale także w wielu innych krajach. W Australii obowiązkiem przybywających tu emigrantów nieanglosaskiego pochodzenia było jak najszybciej się zasymilować. W asymilowaniu Polaków z drugiego pokolenia niemałą rolę odgrywał australijski Kościół katolicki. Dzieci z polskich rodzin katolickich uczęszczały do szkół katolickich, a tam, jak wspomina moja żona (urodzona w Australii z polskich rodziców), zniechęcano ich gorliwie do wszystkiego co było etniczne, włącznie z zachętą do buntu wobec rodziców! W posiadanych przeze mnie wspomnieniach do 1954 roku (maszynopis) ks. Konrada Trzeciaka czytamy, że biskupi australijscy na spotkaniu z duchowieństwem etnicznym powiedzieli, że są przeciwni odprawianiu mszy w językach narodowych. A na uwagę jednego z książy, że jak tak będzie, to emigranci nie znający języka angielskiego nie będą chodzić do kościoła, jeden z biskupów odpowiedział: To niech nie chodzą, grunt żeby dzieci posyłali do szkół katolickich i dawali daninę na kościół. Teraz znowu powraca do wielu lokalnych Kościołów szowinizm narodowy - tak daleki od tolerancji i demokracji, a przede wszystkim z tym, czego uczy Kościół katolicki. Niestety! Dlatego jeśli stanowczo (tak jak Polacy w Jersey City) nie przeciwstawimy się tym odradzającym się nacjonalistycznym tendencjom w łonie Kościoła katolickiego, należy się spodziewać wzrostu tendencji w wielu krajach do zniszczenia w nich dużego i ciągle prężnego polskiego katolicyzmu. Na to nie może sobie pozwolić polska diaspora, ale, uważam, że jednak przede wszystkim Polska i polski Kościół katolicki. Oni na pewno boleśniej odczują zniszczenie polskiej emigracji i polskiego dziedzictwa kulturalno-religijnego na świecie. | |||