| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych:
Józef Szaniawski:
o. Dariusz W. Andrzejewski:
Daniel Pipes:
Donald Devine:
Daniel Pipes:
Ewa Krajska:
Krzysztof Nagrodzki:
Marian Kałuski:
Jarosław Supłacz:
Stanisław Bulza:
Robert Karczemny:
Jadwiga Staniszkis:
Andrzej Kumor:
Józef Darski:
Kazimierz Murasiewicz:
Józef Darski:
Alberto Carosa:
Phyllis Schlafly:
Jerzy Przystawa:
Andrzej Kumor:
Iwo C. Pogonowski:
Stanisław Bulza:
Jerzy
Przystawa:
Marcin Pater:
Ryszard Jakubowski:
J. R. Nyquist:
Marcin Mierzejski:
Jacek Bartyzel:
J. R. Nyquist:
Adam Wielomski:
Frank S. Meyer:
Stanisław Bulza:
Zbyszek Koreywo:
Klaudiusz Wesołek:
Solidarność IENESP:
Ryszard Hodowany:
|
SOCCER BUMERANG LUSTRACYJNY
* * *
W 1956 roku kiedy ograniczono swobodę działania
oficjalnej delegatury sowieckiej, oni już weszli w życie
dorosłe, wielu z nich pewnie zaczynało prestiżowe studia, działali w
organizacjach młodzieżowych. Mogli być przydatni dla Moskwy wszędzie,
nawet jako szeregowi pracownicy polskiej administracji państwowej. Na
rozkaz Moskwy, rosyjski wujek przypominał ich komsomolskie
dzieciństwo i mógł żądać raportów np. o nastrojach w polskim
społeczeństwie, stopniu realizacji rozporządzeń władz PRL - władz
ustanowionych z woli Kremla i podporządkowanych Moskwie. Czy ten
eksperyment sowieckiego wywiadu zagranicznego się udał? Nie wiem. Bronisław Wildstein w programie redaktora Tomasza Lisa CO Z TĄ POLSKĄ przyznał, że jest przeciwny ujawnianiu prawdziwych agentów:
W ten sposób Wildstein doprowadził ad absurdum sprawę publikacji jakiejkolwiek listy w Internecie, bo to samo można powiedzieć o członkach każdej zbiorowości. I to jest rozwiązanie zaledwie połowy zagadki - nazwijmy ją zagadką Wildsteina a brzmi ona: kogo dotyczy lustracja lub dekomunizacja i jak ją przeprowadzić? Na polonijnym forum GONIEC ukazał się świetny artykuł "Ubecka mniejszość narodowa" Jadwigi Szcześkiewicz . Tygodnik Solidarność piórem Waldemara Żyszkiewicza uważa, że posunięcie Wildsteina może przerwie błogą sjestę, bo problem peerelowskiej agentury stanął w centrum zainteresowania opinii publicznej. Szkoda tylko, że ewentualne ujawnianie rzeczywistych agentów ma się odbywać kosztem ludzi, którzy walczyli z komuną. Rozumiem ból tych, którzy znaleźli swoje nazwisko na tej liście i czują się w obowiązku dowodzić swojej uczciwości. Jest to oczywiście sytuacja absurdalna i bardzo smutna - mówi prof. Andrzej Friszke, członek kolegium Instytutu Pamięci Narodowej w Wywiadzie dla Tygodnika Solidarność. W Tygodniku Solidarność znajdziemy też przypomnienie, że Adam Michnik w 1990 roku dostał nieograniczony i niekontrolowany dostęp do najściślej strzeżonej wiedzy w sposób przestępczy jak pisze Krzysztof Wyszkowski. Była to mistyfikacja zorganizowana przez Kozłowskiego, przy pomocy Samsonowicza.·Nie przeszkadza to jednak aby pojawiły się insynuacje wobec prof. Macieja Giertycha i jego ojca w Tygodniku Powszechnym lub ustami właśnie prof. Kozłowskiego. Jest też wielu funkcjonariuszy SB, którzy popełnili przestępstwa przedawniające się w 2010 roku. Ich ściganie mogłoby nastąpić na wniosek osób pokrzywdzonych, a one często wolą milczeć i mieć święty spokój- mówi prokurator Witkowski. Zbigniew Romaszewski ma rację konkludując, że jeśli wyciągnięte z akt MSW informacje skonfrontujemy z innymi dokumentami i z wyjaśnieniami żyjących jeszcze uczestników zdarzeń, to bardziej zbliżymy się do prawdy historycznej (patrz: http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050207/publicystyka/publicystyka_a_1.html ) Poseł Zygmunt Wrzodak Z LPR uważa, że należy skorzystać już z obecnych możliwości prawnych i osoby które znalazły się na liście Wildsteina mają obowiązek zgłosić się do IPN i potwierdzić stan inwigilowania przez SB. Z pewnością starsi pamiętają lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte, kiedy ni z gruszki i pietruszki wzywano do specjalnego pokoju, spisywano ankietę, nawet zdejmowano odciski palców. A premia była dla ubeka. Jest tajemnicą poliszynela, że oficerowie bezpieki otrzymywali gratyfikacje finansowe za zwerbowanie TW. Dlatego są przypadki bezceremonialnego przypisania "sukcesu”. Ale to wymagało rzetelnego przejrzenia materiału "teczkowego". Czy potrzebny jest dokument z IPN o statucie osoby pokrzywdzonej, taka jakby przepustka do przyszłości albo wręcz dowód na niewinność? W naszym kręgu kultury prawa należy udowadniać winę a nie niewinność. I czy na tym ma polegać lustracja? Może to być jej początek a nie jej koniec jak tego by chcieli najbardziej winni. IPN jest jednak już gotowy do ujawnienia materiałów z teczek SB ludziom inwigilowanym przez peerelowski resort. Osoby pokrzywdzone, inwigilowane zapoznają się z krecią robotą resortu. Może incydent z listą Wildsteina jest tylko taką cezurą tak potrzebną historykom lubującym się w znajdowaniu przełomowych wydarzeń aby uwiecznić to na kartach nowych podręczników historii. Lustrowanie choć powoli trwa, to wzbiera się na sile, niezależnie od działania Wildsteina (który dostarczył materiału dla dziennikarzy a nie dla społeczeństwa) i anonimowego sprawcy, który ją zamieścił w Internecie i burzy głosów z nią związanych. Na stronie internetowej IPN znajdziemy wykaz publikacji książkowych oraz pliki do pobrania. Niezwykle cenny jest wykaz aktów prawnych regulujących działanie resortu np. instruujący jak pozyskiwać TW. Generalnie obowiązywał zakaz pozyskiwania TW wśród członków partii. Można było zakładać teczkę TW bez wiedzy i zgody osoby indagowanej. Czyli jeśli Twoja rodzina kontestowała PRL i odżegnywała się od członkostwa w partii i aktywnie wyrażała dezaprobatę wobec ustroju to jest wysoce prawdopodobne, że jest teczka kogoś z Twojej rodziny. Ostatni ujawniony akt prawny z XII 1989 roku dopuszczał możliwość zniszczenia teczki TW na wniosek agenta przy rozwiązywaniu umowy o współpracy. Na kanwie badań aparatu represji rozgłasza się tezę o nie prześladowaniu środowisk opozycyjnych, które były słabe. Trudno w to uwierzyć. Samo to stwierdzenie jest sprzeczne. Żeby stwierdzić, że środowisko jest słabe należało właśnie inwigilować. Słabość opozycji mogła być następstwem silnych represji z okresu lat stalinowskich i dość udanej akcji prewencyjnej prowadzonej w okresie gomułkowskim i gierkowskim. Przecież za czasów peerelowskiego MSW nawet mysz by się nieprześlizgnęła. To i owo się opozycji udawało ale jakim kosztem! Źle że badaniom aparatu represji towarzyszy nuta rywalizacji o palmę najbardziej zasłużonych i represjonowanych. W środę wieczorem 02 lutego w TVP2 nadano reportaż o pewnym działaczu lubelskiego ogniwa Solidarności . Przy kamerze oglądał teczki SB na swój temat udostępnione przez IPN. Przypominał już z dawnej przeszłości epizody, które utrwaliła bezpieka (zakładanie podsłuchu, dostarczanie powielacza) . Odnalazł zapisy kaperowania "Tomka" . Wiedział o tym fakcie bo "Tomek" zawsze mówił o wezwaniach do siedziby bezpieki i tego dnia kiedy podpisał lojalkę opowiedział niezwłocznie swojemu szefowi SOLIDARNOSCI co się wydarzyło . "To Twoja decyzja, o której się inni wcześniej czy później dowiedzą". Tomek nie stawiał się na kolejne umówione spotkania z prowadzącym go oficerem aż w końcu za piątym razem poszedł by odmówić współpracy. I to się zachowało w archiwum bezpieki. Ale był w organizacji ktoś inny: "Zygmunt", który takich skrupułów nie miał i na całego kontaktował się z MSW. IPN odtajnił jego personalia na żądanie poszkodowanego. Zresztą domyślił się wcześniej kto to był. Na spotkaniu ogniwa SOLIDARNOSCI, niemal kombatanckim, ujawniono prawdę. Kamera przy tym była. Kapuś nie. Rzeczpospolita 4 lutego br. opublikowała list prof.Chrzanowskiego, który jak pamiętamy został pomówiony o współpracę z peerelowskim resortem MSW na wskutek publikacji listy Antoniego Macierewicza. Oto list profesora Chrzanowskiego Do Redaktora Naczelnego "Gazety Wyborczej" W pańskiej "Gazecie" z 29 grudnia 2004 r. opublikowane zostały fragmenty wywiadu gen. Gromosława Czempińskiego udzielonego Radiu Zet pod ogólnym tytułem "Czy SB fałszowała teczki". Jako przykład fałszowania gen. Czempiński, nie wiem na jakiej podstawie, podaje teczki rzekomo dotyczące mojej osoby. Pragnę stwierdzić, że w procesie lustracyjnym prowadzonym na mój wniosek jako osoby pomówionej żadna ze stron nie podnosiła zarzutu, że teczki są sfałszowane. Wyrok oczyszczający mnie z pomówienia opiera się wyłącznie na ocenie treści materiałów SB mnie dotyczących. Większość notatek funkcjonariuszy SB dotyczy informacji na mój temat uzyskanych od 11, jak ustalił sąd lustracyjny, agentów, nastawionych m.in. na obserwację mojej osoby. Co do informacji "uzyskanych" ode mnie, sam funkcjonariusz SB w swej notatce stwierdził, że "nie zawierają danych kompromitujących interesujące nas osoby". W materiałach SB rzeczywiście znajduje się potwierdzenie założenia w moim mieszkaniu podsłuchu domowego ("słuchano jednak ściany"), jednak brak jakichkolwiek materiałów z tego źródła. Zapewne dlatego, że - jak podałem już w książce "Pół wieku polityki. Rozmowa" (Warszawa 1997) - w razie potrzeby uprzedzałem swych gości, że anonimowo ostrzeżono mnie o podsłuchu domowym (w istocie uprzedził mnie mimo ryzyka prezes Powszechnej Spółdzielni Budowlano-Mieszkaniowej p. Edward Lipski). Na przykład z nocującymi u mnie działaczami RMP Aleksandrem Hallem, Markiem Jurkiem i in. często, by swobodnie porozmawiać, wychodziliśmy na spacery po ulicy. W notatkach funkcjonariusza SB nie brak błędnego przedstawiania faktów, przypuszczeń wysuwanych z patrzenia na nie przez pryzmat założonej koncepcji itp., nie oznacza to jednak świadomego przeinaczania czy zmyślania faktów, tj. ich fałszowania. Dlatego w pełni zgadzam się z konkluzją wypowiedzi p. Grzegorza Majchrzaka, historyka IPN, zamieszczonej obok fragmentów wywiadu gen. Czempińskiego, że: "Bez tych dokumentów trudno będzie napisać prawdziwą historię PRL. Trzeba jednak podchodzić do nich spokojnie i z dystansem". Prosiłbym o opublikowanie tego listu, wymaga tego bowiem bezstronne szukanie odpowiedzi na tytułowe pytanie: "Czy SB fałszowała teczki". Wiesław Chrzanowski
Źródło: 050204/publicystyka/publicystyka_a_14.html soccer | |||