| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych:
Józef Szaniawski:
o. Dariusz W. Andrzejewski:
Daniel Pipes:
Donald Devine:
Daniel Pipes:
Ewa Krajska:
Krzysztof Nagrodzki:
Marian Kałuski:
Jarosław Supłacz:
Stanisław Bulza:
Robert Karczemny:
Jadwiga Staniszkis:
Andrzej Kumor:
Józef Darski:
Kazimierz Murasiewicz:
Józef Darski:
Alberto Carosa:
Phyllis Schlafly:
Jerzy Przystawa:
Andrzej Kumor:
Iwo C. Pogonowski:
Stanisław Bulza:
Jerzy
Przystawa:
Marcin Pater:
Ryszard Jakubowski:
J. R. Nyquist:
Marcin Mierzejski:
Jacek Bartyzel:
J. R. Nyquist:
Adam Wielomski:
Frank S. Meyer:
Stanisław Bulza:
Zbyszek Koreywo:
Klaudiusz Wesołek:
Solidarność IENESP:
Ryszard Hodowany:
| Adam Wielomski Umowa społeczna Już od dziesięcioleci ucichły – typowe dla XVIII i XIX wieku – spory o pochodzenie państwa. Niektóre klasyczne teorie – jak ta, że państwo jest bezpośrednim tworem Boga – nie są w modzie już od dawna. Gdzieś w podświadomości zachowały się tylko dwie teorie: umowy społecznej („odświeżona” przez Johna Rawlsa) i powstania państwa drogą naturalną (na jej gruncie stoi Kościół). Tymczasem warto tej sprawie poświęcić kilka chwil, gdyż jest to kwestia niezwykle istotna dla zakresu kompetencji państwa. My, konserwatyści zawsze staliśmy na gruncie teorii, że państwo powstało drogą naturalną. Najpierwotniejszą komórką społeczną jest rodzina, która wraz z krewnymi i wspólnotą sąsiedzką – czyli z innymi rodzinami – utworzyła osadę, wieś. Te drobne wspólnoty – np. dla wspólnej obrony – stworzyły gminę czy plemię. Plemiona i inne jednostki pomniejsze – drogą naturalnej ewolucji – połączyły się w większe wspólnoty, które zwiemy państwami. Demokraci zawsze stali na gruncie teorii umowy społecznej, która głosi, iż państwo powstało z kontraktu. Nikt już, co prawda, nie przedstawia obrazków ludzi gromadzących się na polanie i „zakładających” państwo, ale panuje przekonanie, że ludzie założyli, w wyniku pisanej czy niepisanej umowy, państwo w celu zabezpieczenia swych praw i podejmowaniu decyzji dotyczących powstałej wspólnoty. Powie ktoś, że to są kwestie drugorzędne, które nikogo nie obchodzą, gdyż nie mają znaczenia praktycznego. Nic bardziej błędnego! To są kwestie niezwykle istotne dla praktyki. Co oznacza droga naturalna powstania państwa? Ano, że najpierw była rodzina, dopiero potem powstała gmina czy plemię, a na samym końcu państwo. W praktyce znaczy to, że rodziny są najstarsze, uprzednie w stosunku do innych form życia zbiorowego; jednostki o charakterze samorządowym i lokalnym są kolejne w chronologii, a państwo jest na samym koniuszku. A więc uprawnienia rodziny są pierwotne; rodziny powołały struktury samorządowe, gdy nie umiały rozwiązać niektórych swoich problemów i tylko w tym celu. Żadne samorządy nie mają więc prawa mieszać się w sprawy rodziny za pomocą interwencji administracyjnej i prawnej, gdyż powstały dla pomocy rodzinie, a nie po to aby ją modelować wedle własnego wyobrażenia. W teorii tej państwo powstało ostatnie, a więc nie ma ono prawa interweniować w życie tych ciał społecznych, które powstały wcześniej: rodziny i samorządu. Wedle tej teorii, państwo nie posiada prawa interwencji w życie społeczne uprzednie względem państwowego i nadużyciem są wszelkie podatki na cele socjalne, centralizm administracyjny, ustawodawstwo regulujące życie rodziny, wspólnot zawodowych i samorządowych. Etatyzm i naturalna droga powstania państwa to antonimy. Inne są uprawnienia państwa gdy wierzymy, że powstało z umowy. Wtenczas najpierw ludzie założyli państwo w akcie umowy, a następnie państwo stworzyło prawo; na mocy tego prawa powstały rodziny, samorządy i inne grupy. Wszystkie te byty wewnątrz państwa powstały za jego zgodą, ma więc ono prawo do interwencji w każdą dziedzinę życia jaka mu się tylko podoba, gdyż państwo jest tu pierwsze, uprzednie wobec każdej innej formy życia społecznego. Progresja podatkowa? Państwu wolno. VAT? Państwo było pierwsze. Nacjonalizacja? W końcu własność istnieje dzięki prawu państwa powstałego z umowy... I tu znajdujemy odpowiedź dlaczego współczesne etatystyczne demokracje tak niechętnie mówią o genezie państwa. Kto zaneguje teorię umowy społecznej, ten podda w wątpliwość prawowitość praktyk etatystycznych.
| |||