| ||||
|
w tym wydaniu:
Mariusz D. Dastych:
Józef Szaniawski:
o. Dariusz W. Andrzejewski:
Daniel Pipes:
Donald Devine:
Daniel Pipes:
Ewa Krajska:
Krzysztof Nagrodzki:
Marian Kałuski:
Jarosław Supłacz:
Stanisław Bulza:
Robert Karczemny:
Jadwiga Staniszkis:
Andrzej Kumor:
Józef Darski:
Kazimierz Murasiewicz:
Józef Darski:
Alberto Carosa:
Phyllis Schlafly:
Jerzy Przystawa:
Andrzej Kumor:
Iwo C. Pogonowski:
Stanisław Bulza:
Jerzy
Przystawa:
Marcin Pater:
Ryszard Jakubowski:
J. R. Nyquist:
Marcin Mierzejski:
Jacek Bartyzel:
J. R. Nyquist:
Adam Wielomski:
Frank S. Meyer:
Stanisław Bulza:
Zbyszek Koreywo:
Klaudiusz Wesołek:
Solidarność IENESP:
Ryszard Hodowany:
| Jerzy Przystawa Fundament, nie panaceum (komentarz wyg łoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej,92 FM, 15 lutego 2005, godz. 9.00 i 21.30) Amerykański strateg i polityk, znany w całym świecie prof. Zbigniew Brzeziński, kiedy przyjechał do Polski w roku 1992, powiedział, że „ordynacja wyborcza do Sejmu jest najgorsza i najgłupsza na świecie”. Niewątpliwie, powodem tej krytyki był przykry fakt, że w wyniku wyborów roku 1991 do Sejmu weszli przedstawiciele 27 partii politycznych, największa z nich, Unia Demokratyczna, cieszyła się poparciem ok. 10% głosujących i nie bardzo dawało się z tej mieszaniny stworzyć solidną koalicję rządową. 27 partii w Sejmie i tak było za mało, sądząc po gustach naszych posłów, bo w ciągu 2 letniej kadencji aż 275 razy zmieniali partyjne szyldy, przechodząc z partii do partii, niektórzy, po 3 – 4 razy. Chcąc się z tej śmieszności wywikłać, nasi prawodawcy bez przerwy majstrują przy ordynacji, zmieniając najróżniejsze jej zapisy, przeliczniki, kryteria kandydowania, a w szczególności wprowadzając próg wyborczy, aby zapobiec rozdrobnieniu Sejmu. Wszystko to zdało się psu na buty, ponieważ ten sam obrazek reprodukuje się w każdych kolejnych wyborach. W 15 lat od tamtego czasu scena parlamentarna w Polsce nie zmierza w cale w kierunku jakiegoś ustabilizowania, czego najlepiej dowodzi fakt, że obecnie w Sejmie mamy 14 partii politycznych plus 32 posłów, tak zwanych, niezależnych. Jest to więc rozdrobnienie, które w żadnej mierze nie ustępuje temu, jakie, w tamtych latach, Zbigniew Brzeziński uznał za przejaw skrajnej głupoty. Teraz, tak jak przed każdymi wyborami, obserwujemy nieustanne harce i przefarbowania, jak nasze liski - chytruski poszukują sposobu, w jaki by tu nas znowu wystrychnąć na dudków i ponownie urządzić się, naszym kosztem, na kolejne 4 lata. W tych kombinacjach nie przeszkadza im nic i z miedzianymi czołami zawierają najbardziej, zdawałoby się, egzotyczne przymierza, jak np. eseldowiec Jerzy Hausner z awuesiarzem Jerzym Steinhoffem, na zasadzie, że „przeciwieństwa się przyciągają”, a jak się połączy lewica z prawicą, to wyjdzie to, co jest hasłem dnia, czyli „centrum”. I znowu rozlegają się nawoływania do „łączenia”, do „jedności”, do „wypełniania obowiązku obywatelskiego”. Wróciłem właśnie z wojażu, podczas którego wygłosiłem prelekcję, wyjaśniając zagadnienie „jak dobrze wybierać?”, dla ponad setki sympatycznych i patriotycznych inteligentów polskich, zgrupowanych wokół krakowskiego duszpasterstwa akademickiego „Beczka”. No, ale jak w tych warunkach można dobrze wybierać, a nawet, żeby to w ogóle miało jakikolwiek sens? W ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego, w okręgu kujawsko-pomorskim, rekordową ilość głosów zdobyła p. Anna Sobecka z LPR, bo aż 36.609. Nie otrzymała jednak mandatu, a mandat otrzymał p. Antoni Zwiefka z PO, który miał o prawie 11 tysięcy głosów mniej! Jak tu zachęcać do głosowania, i to jeszcze „pod grzechem zaniechania”, kiedy ludzie idą i głosują, a czort mandaty rozdaje? W okręgu gdańskim, nr 25, zwolennicy PO zagłosowali niezwykle dzielnie i skutecznie i dzięki temu wprowadzili do Sejmu aż 3 posłów tego ugrupowania: Macieja Płażyńskiego, Janusza Lewandowskiego i Grażynę Paturalską. Pan Płażyński z panią Paturalalską zaraz uznali, że z Platformą im nie po drodze i wystąpili z partii. Pan Janusz Lewandowski uznał, że bardziej odpowiadają mu pobory eurodeputowanego. W tej sytuacji ofiarni wyborcy Platformy, którzy zechcieli się pofatygować do lokalu wyborczego, wyszli na głupków i ciekawe, jaką naukę z tej lekcji wynoszą i czy zechcą jeszcze głosować na jakąś partię i jej „program”. Takich „kwiatków” z tego, i wszystkich poprzednich, sejmów mógłbym przytaczać bez liku, ale to, jak się okazuje, nic nie przeszkadza, żeby w podręcznikach akademickich różnych profesorów Gebethnerów, nadal wypisywano androny, że „ordynacja proporcjonalna” zapewnia „reprezentatywność” parlamentu, a rozdział mandatów według metody d’Hondta, Sainte-Lague, Hare’a czy Droop’a stanowi realizację zasady „sprawiedliwości”, „wolności”, „równości” czy „powszechności” wyborów. W ślad za swoimi, pożal się Boże, mistrzami, te same głupstwa powtarzają ich studenci, przymuszeni do zdawania egzaminów z tych „nauk”. Reprezentatywność”?? Kogo reprezentuje w dzisiejszym Sejmie partia o akronimie „POP”, albo „KL”, albo „PP”, albo „DO”, albo „PLD”? Kto w ogóle wie, co te nazwy oznaczają? Jakim prawem coś takiego dostało się do Sejmu, skoro wybory były partyjne i warunkiem koniecznym było uzyskanie minimum 5% poparcia w skali kraju? Jakim prawem przejadają tam nasze pieniądze? Co to za „sprawiedliwość” wyborcza, kiedy osoba, która zdobywa o przeszło 30% więcej głosów niż następna na mecie, nie otrzymuje mandatu, a mandat dostaje ta, na którą głosowało o 30% wyborców mniej? O tym wszystkim nie dyskutuje się w mediach, nie przeprowadza na ten temat „Prosto w oczy” wspaniała Monika Olejnik, nie dyskutuje tych spraw „Co z tą Polską” jeszcze wspanialszy Tomasz Lis, nie mówią w swoich programach gwiazdy publicystyki telewizyjnej, radiowej i prasowej. Już sam fakt konsekwentnego, nieustępliwego milczenia mediów na ten temat, powinien być wystarczającym sygnałem, że chodzi o coś niezwykle ważnego. Nie podejmują od 15 lat dyskusji tego tematu i nie podejmują polemiki z propozycją zmiany systemu wyborczego i wprowadzenia, na wzór brytyjski, jednomandatowych okręgów wyborczych, ponieważ „król jest nagi” i na obronę partyjniackiego systemu nie mają żadnych sensownych argumentów, poza swoim, egoistycznym interesem. Nie podejmują się obrony ani w telewizjach, ani w radiach radiach, i nie odważają się przyjść na jakąkolwiek dyskusję publiczną. Rozpuszcza się tylko różnego rodzaju kłamstwa i fałsze mające skompromitować ideę JOW: a to, że w takich wyborach wygrają „same Stokłosy”, przekupując wyborców, a to, że sejm będzie rozdrobniony „od Sasa do Lasa” i że będzie to dyktatura dwóch partii i komunizm gorszy od faszyzmu lub na odwrót. A jak już nawet takich nonsensów nie są w stanie wymyślić, wtedy wołają „ordynacja wyborcza nie jest panaceum i nie uleczy wszystkiego, a wy mówicie, że to jest panaceum”. Ordynacja wyborcza nie jest panaceum, lecz fundamentem państwa, najważniejszym rozstrzygnięciem ustrojowym, ważniejszym od konstytucji. Państwo Polskie nie satysfakcjonuje nas, bo jest jak dom zbudowany na źle położonym fundamencie, dlatego pękają ściany, dom się przechyla, powstają dziury i nieszczelności. Nie zaradzą na to ani piękne meble, ani parkiety, ani kafelki w łazienkach, ani najnowsze techniki ogrzewania, ani najlepsza gospodyni gotująca przepyszne potrawy. Dom się sypie i trzeba wszystko naprawiać od podstawy, od fundamentu. Mija właśnie 16 lat od Okrągłego Stołu, warto przypomnieć sobie jak „ojcowie założyciele” budowali ten dom? Jakie fundamenty położyli? Zbudowali prowizorkę na walącej się ruinie pod nazwą PRL. Na premiera wybrali człowieka, który do tej roli nie miał ani kompetencji, ani ochoty. Tadeusz Mazowiecki, bo o nim mowa, jeszcze na dwa tygodnie przed objęciem posady premiera wyjaśniał na piśmie, dlaczego tego nie należy robić! Na prezydenta „wolnej i niepodległej” wybrali Jaruzelskiego, a potem człowieka, który na rządzeniu państwem znał się tak samo jak na Einsteina teorii względności. Ordynację wyborczą, najważniejsze rozstrzygnięcie ustrojowe, wybrali, według słów Zbigniewa Brzezińskiego „najgorszą i najgłupszą na świecie” itd., itp. Nie będę wyliczał wszystkich błędów, głupot i idiotyzmów, bo każdy może je sobie sam przytoczyć. Dzisiaj „ojcowie założyciele”, do których trzeba zaliczyć – nic na to nie poradzę – i wspaniałych Braci Kaczyńskich, i Jana Marię Rokitę, i innych wybitnych liderów, oferują nam to samo, co wtedy, to znaczy siebie i swoje umiejętności. Nie wykluczam, by posłużyć się analogią z budową domu, że Jan Rokita świetnie się nadaje do układania kafelków, Jarosław Kaczyński pięknie kładzie podłogi, a Jego Brat doskonale naprawia dziury w dachu. Jednakże, patrząc na budowlę, którą nam zafundowali, trzeba o ich konstrukcyjnych umiejętnościach wypowiadać się wstrzemięźliwie. Jeśli ten dom ma trwać, jeśli ma przetrzymać sztormy i zamiecie, trzeba sięgnąć do fundamentów. Takim fundamentem jest ordynacja wyborcza: jednomandatowe okręgi wyborcze. Szczęśliwie, tak się składa, że sytuacja jest tu łatwiejsza i prostsza niż gdyby trzeba było wymieniać fundamenty domu i budować na nowo. Operację zmiany ordynacji wyborczej można przeprowadzić bez trudu, bez wysiłku, bez pieniędzy. Wszystko jest gotowe: wiadomo co i jak. Wystarczy tylko jedno: chcieć. | |||